Kiedy kardynał Joseph Zen chciał spotkać się z papieżem Franciszkiem, został odprawiony z kwitkiem. Przyjechał do Rzymu, ale papież mu prostu zamknął mu przed nosem drzwi - odmówił spotkania, choć Zen miał wówczas prawie 90 lat i był prześladowany przez komunistyczny reżim. W 2022 roku został nawet na pewien czas aresztowany za wsparcie dla demokratycznej opozycji w Hongkongu. Media wskazywały, że purpurat chciał rozmawiać z Ojcem Świętym właśnie o tym, co dzieje się na linii Watykan-Pekin. Franciszek najwidoczniej uznał, że niczego się nie dowie i szkoda mu tracić czas na takie spotkania. Być może chciał też wysłać jednoznaczny sygnał do komunistycznych władz: zobaczcie, z waszym przeciwnikiem nawet nie rozmawiam.
Joseph Zen był biskupem Honkongu w latach 2002-2009. Jest zdecydowanym krytykiem komunizmu. Dlatego z wielkim bólem przyjął decyzję Stolicy Apostolskiej, która w 2018 roku podpisała porozumienie z czerwonym reżimem dotyczące nominacji biskupich. Porozumienie miało zakończyć współczesną odsłonę sporu o inwestyturę. Kto ma prawo mianować biskupa? Tylko papież - czy także komunistyczne władze? Konkretne zapisy porozumienia nie są znane - zostały utajnione. Wiadomo jednak, że od 2018 roku Watykan i Pekin kilkukrotnie dogadały się w sprawie nominacji, co wcześniej niemal się nie zdarzało. Pekin nie zawsze grał jednak czysto - niekiedy najpierw osadzał gdzieś biskupa, a dopiero po tym informował o tym Rzym. Odpowiadający za politykę zagraniczną Watykanu kardynał Pietro Parolin, szef Sekretariatu Stanu, przyznawał, że porozumienie z 2018 roku kuleje, ale - jak twierdził - nawet kulawe porozumienie jest lepsze, niż brak porozumienia. Dlatego Watykan w kolejnych latach kilkukrotnie przedłużał umowę. Obowiązuje również dziś.
Według kardynała Josepha Zena porozumienie jest skrajnie szkodliwe. Po przewrocie maoistowskim w Chinach doszło do podziału Kościoła katolickiego. Część hierarchii i wiernych zeszła do podziemia, nie chcąc układać się z komunistami. Część poszła na współpracę tworząc tzw. Patriotyczne Stowarzyszenie Chińskich Katolików, czyli swoisty Kościół oficjalny. Porozumienie z 2018 roku miało doprowadzić do zakończenia tego podziału i pełnego pojednania. Kardynał Joseph Zen uważał właśnie to za skandal. Jego zdaniem to Kościół podziemny zachował wierność wobec wiary katolickiej i Rzymu, stąd należy mu się szacunek i wsparcie - a nie zachęta do tego, by pójśc na współpracę. Sądził ponadto, że z komunistami nie da się uczciwie współpracować. Jeżeli Kościół będzie szedł im na rękę, bezwzględnie to wykorzystają do czerwonej sinizacji wiary, czyli zafałszowania katolicyzmu poprzez chińską wykładnię ideologii komunistycznej. Zen formułował swoje sądy początkowo nieco ostrożniej, później, kiedy trafił na mur niezrozumienia, coraz ostrzejszym językiem. Fakt, że przyjął go papież Leon XIV, jest dlatego bardzo ciekawy, choć oczywiście nie musi jeszcze w konieczny sposób wiązać się ze zmianą polityki Watykanu wobec Pekinu.
Istotnym aspektem jest też negatywna ocena wielu doktrynalnych czy wewnątrzkościelnych posunięć papieża Franciszka. Kardynał Joseph Zen krytycznie oceniał adhortację „Amoris laetitia”. Był przeciwny represjom nakładanym na tradycyjną Mszę świętą. Za kompletną pomyłkę uważał Synod o Synodalności. Co istotne, pomimo zaawansowanego wieku zachował znakomitą trzeźwość umysłu. W ostatnich latach publikował na swoim blogu teksty na temat synodalności, które cechowało głębokie zrozumienie problemu, przenikliwość sądu i dostrzeganie strukturalnych problemów związanych z synodalnym projektem papieża Franciszka.
O czym rozmawiali kardynał Zen i Leon XIV, nie wiadomo – Stolica Apostolska nie podała szczegółów dotyczących spotkania. Jako że papież przyjął purpurata na audiencji przy okazji trwającego wielkiego zgromadzenia kardynałów w Rzymie, konsystorza, tematy mogły być z nim związane. To zarówno synodalność jak i przyszłość liturgii.
Jedno jest pewne: spotkanie zasłużonego, sędziwego kardynała z papieżem Leonem nie powinno wyjść Kościołowi na złe. Wręcz odwrotnie.
