11.05.19, 14:00(fot.youtube)

Cud krwi - wyzwanie rzucone nauce!

Święty January poniósł męczeńską śmierć w 305 r. w Pozzuoli pod Neapolem. Od tamtego czasu uobecnia się cudowny znak przemiany skrzepniętej krwi Świętego w tętniczą krew żyjącego człowieka. Co Pan Bóg pragnie nam powiedzieć poprzez ten znak?

Święty January został ścięty w 305 roku w Pozzuoli pod Neapolem, w pobliżu wulkanu Solfatara. Poniósł męczeńską śmierć, ponieważ nie chciał wyrzec się swej wiary w Jezusa Chrystusa.

Pierwsza udokumentowana historycznie relacja opisująca cud krwi św. Januarego pochodzi z 17 sierpnia 1389 roku. Od tamtego czasu mamy bogatą dokumentację świadczącą o tym, że każdego roku, aż do naszych czasów, powtarza się cudowny znak przemiany skrzepniętej krwi w ciecz, która – jak twierdzą naukowcy – staje się tętniczą krwią żyjącego człowieka.

Ta tajemnicza przemiana dokonuje się najczęściej trzy razy do roku: w sobotę poprzedzającą pierwszą niedzielę maja, 19 września, w rocznicę męczeństwa św. Januarego, oraz 16 grudnia – w jego patronalne święto.

Kronika prowadzona przez kanoników katedralnych zawiera szczegółowe relacje z tych wydarzeń. Z wielowiekowej obserwacji wynika, że 19 września upłynnienie zakrzepłej krwi dokonuje się prawie zawsze i natychmiast.

Natomiast w innych terminach nie ma reguły: były dni, kiedy skrzep krwi przemienił się w płyn w jednej chwili, a innym razem trzeba było na to długo czekać, ale były też takie dni, kiedy krew w ogóle się nie rozpuściła.

Krew św. Januarego jest przechowywana w relikwiarzu, w którym znajdują się dwie starożytne szklane ampułki. Większa, w formie eliptycznej, jest zapełniona w 75% krwią, natomiast mniejsza ma formę cylindryczną i zawiera niewielką ilość krwi. Według ekspertów obie te ampułki pochodzą z IV wieku.

WYZWANIE RZUCONE NAUCE

To niezwykłe zjawisko „ożywiania” krwi św. Januarego rzuca wyzwanie współczesnej nauce. Naukowcy stoją przed wielką zagadką i tajemnicą, której nie są w stanie zrozumieć ani wyjaśnić.

Skrzepnięta ludzka krew, którą odważna chrześcijanka napełniła ampułki podczas egzekucji św. Januarego 19 września 305 roku, nagle przechodzi w stan ciekły. Świadkowie tego wydarzenia mogą obserwować, jak krew zmienia swoją barwę, lepkość, a także ciężar i objętość.

Zaistnienie tego niesamowitego zjawiska nie jest uzależnione od określonych terminów, obecności ludzi czy temperatury. Przemiana konsystencji krwi ze stałej w ciekłą dokonuje się zarówno wtedy, gdy temperatura w katedrze wynosi 5ºC, a także gdy jest upał 32ºC.

Wydarzenie to nie jest uzależnione od napięcia psychicznego zgromadzonych na modlitwie ludzi. Krew Męczennika rozpuszcza się w obecności tłumu lub gdy jest tam tylko kilka osób, a także wtedy, gdy nie ma nikogo.

Były przypadki, że po otwarciu kasy pancernej, w której przechowywany jest relikwiarz, stwierdzano, iż krew Męczennika miała już stan płynny. Tak więc zjawisko przechodzenia krwi św. Januarego ze stanu skrzepu w stan płynny jest niezależne od ludzkich pragnień, temperatury czy innych zewnętrznych czynników.

I tak na przykład w 1976 roku przez osiem dni relikwie krwi św. Januarego były wystawione na widok publiczny. Mimo wielu dni intensywnej modlitwy oraz maksymalnego napięcia psychicznego tłumu wiernych cud „ożywienia” krwi św. Januarego w ogóle nie zaistniał.

Naukowcy, eksperci w dziedzinie fizyki i hematologii, zgodnie twierdzą, że fakt przetrwania krwi od 305 roku do naszych czasów w stanie morfologicznie niezmienionym, a także zjawisko przechodzenia skrzepniętej krwi w stan ciekły, przy zmianie jej objętości i ciężaru, oraz jej powrót do stanu pierwotnego pozostaje dla nauki wielką zagadką i nie można tego wytłumaczyć na gruncie naukowym.

Wszystkie próby laboratoryjnego odtworzenia tego zjawiska zakończyły się jak dotąd niepowodzeniem. Współczesna nauka nie może dać żadnego wyjaśnienia tego tajemniczego fenomenu.

Czasami skrzepnięta krew św. Januarego podczas przechodzenia w stan płynny tak bardzo zwiększa swoją objętość, że wypełnia całą ampułkę. Innym razem krew kurczy się i zmniejsza swoją objętość.

Naukowców szokuje fakt, że zmienia się wtedy ciężar całej krwi. Zmianie ulega również jej kolor – od jaskrawej do ciemnej lub brudnożółtej czerwieni.

Całkowicie nieprzewidywalny jest czas przechodzenia krwi ze stanu stałego w ciekły. Zdarza się, że następuje to natychmiast, innym razem proces ten trwa kilka minut, godzin lub cały dzień.

Podobnie dzieje się wówczas, gdy krew przechodzi proces ponownego krzepnięcia. Wszystkie te zjawiska dokonują się wbrew wszelkim prawom fizyki.

BADANIA NAUKOWE

Badaniem krwi św. Januarego zajęli się naukowcy. Po raz pierwszy, we wrześniu 1902 roku, prof. Raffaele Ianuario i dr Gennaro Sperindeo poddali ampułki z krwią badaniom spektroskopowym. Badacze nie mogli ich otworzyć, ponieważ naczynka są zapieczętowane mastyksem, czyli żywicą z drzewa pistacjowego.

W miarę upływu lat mastyks staje się tak twardy jak kamień i do środka ampułek można się dostać tylko poprzez rozbicie szkła.

22 września 1902 roku krew Świętego była jeszcze w stanie płynnym. Umożliwiło to naukowcom przeprowadzenie spektroskopii płynu znajdującego się w ampułkach. Badanie to wykazało, że mamy do czynienia z ludzką krwią.

Na prośbę kard. Michele Giordana jesienią 1988 roku ekipa naukowców pod przewodnictwem słynnego prof. Luigiego Baima Bollone z Uniwersytetu Turyńskiego przeprowadziła badania krwi św. Januarego za pomocą spektroskopii. Potwierdziły one wyniki badań z 1902 roku.

Analiza spektrograficzna ampułek z krwią wykazała, że w naczynkach znajduje się hemoglobina, a więc że mamy do czynienia z prawdziwą, arteryjną, czystą ludzką krwią, która się zachowuje tak jak tętnicza krew żywego człowieka.

Została tym samym całkowicie odrzucona hipoteza, jakoby w średniowieczu dodano do krwi św. Januarego jakieś substancje, które powodują zjawisko jej rozpuszczania i krzepnięcia.

Z naukowego punktu widzenia nie można wyjaśnić fenomenu przechodzenia krwi ze stanu skrzepu w stan płynny oraz ponownego jej krzepnięcia; tym bardziej nie można odpowiedzieć na pytanie, dlaczego to tajemnicze zjawisko ponawia się każdego roku od tylu stuleci.

Gdyby krew św. Januarego podlegała normalnie obowiązującym prawom przyrody, to już dawno uległaby całkowitemu rozkładowi i zamieniłaby się w proch.

Włoski naukowiec Gastone Lambertini po wielu latach badań doszedł do następującego wniosku:

„Prawo zachowania energii, zasady, które rządzą żelowaniem i rozpuszczaniem koloidów, teorie starzenia się koloidów organicznych, eksperymenty biologiczne dotyczące krzepnięcia plazmy – wszystko to potwierdza, że substancja czczona od wielu wieków rzuca wyzwanie prawom przyrody i każdej próbie wyjaśnienia, która nie odwołuje się do nadprzyrodzonego działania Boga. Krew św. Januarego to jest skrzep, który żyje i który oddycha. Jest znakiem życia wiecznego i zmartwychwstania”.

ŚWIADEK ZMARTWYCHWSTAŁEGO JEZUSA

Święty January był jednym z wielu tysięcy męczenników, którzy oddali życie za Chrystusa podczas prześladowań chrześcijan za cesarza Dioklecjana. Urodził się około 270 roku i w młodym wieku został biskupem w Benewencie.

W historycznych źródłach dobrze udokumentowany jest opis męczeństwa św. Januarego w Pozzuoli 19 września 305 roku.

Natomiast mamy bardzo słabo udokumentowane przekazy o jego życiu i działalności. Wiemy, że w 305 roku młody biskup January wyruszył z Benewentu w apostolską podróż po różnych miejscowościach Kampanii. Na tych terenach żyły już liczne wspólnoty chrześcijan, które potrzebowały umocnienia w wierze w czasie okrutnych prześladowań.

Wiemy, że wcześniej przez krótki czas przebywali tam św. Piotr i św. Paweł. Święty Piotr przypłynął w 42 roku do Pozzuoli, podróżując do Rzymu. Natomiast z Dziejów Apostolskich (28,14) dowiadujemy się, że w 61 roku św. Paweł dotarł do Pozzuoli i przebywał tam kilka dni we wspólnocie chrześcijan.

Męczeństwo św. Januarego miało miejsce w szczytowym okresie prześladowań chrześcijan podczas panowania cesarza Dioklecjana.

Osiem lat później, w 313 roku, cesarz Konstantyn wydał dekret zapewniający chrześcijanom wolność religijną. Natomiast w 305 roku za wiarę w Chrystusa groziła kara śmierci, której można było uniknąć przez złożenie ofiary kadzidła pogańskim bożkom.

Niezwykle szybkie rozprzestrzenianie się chrześcijaństwa na przełomie III i IV wieku poważnie zaniepokoiło Dioklecjana. Za jego panowania w 120 prowincjach imperium rzymskiego zamieszkiwało kilka milionów chrześcijan; było już wtedy 1800 biskupich siedzib.

Pomiędzy 303 i 304 rokiem Dioklecjan wydał szereg zarządzeń, w których nakazał zniszczenie wszystkich chrześcijańskich kościołów oraz świętych ksiąg. Kazał aresztować i zmuszać do apostazji kapłanów i biskupów oraz pozbawić chrześcijan wszystkich cywilnych praw.

To były jedne z najbardziej okrutnych prześladowań chrześcijan. W celu uniknięcia śmierci wystarczyło publiczne zapalenie kadzidła na cześć rzymskich bożków i boskości imperatora jako znak całkowitego podporządkowania się jego władzy.

Każdy, kto to uczynił, otrzymywał tak zwany libellus, czyli rodzaj zaświadczenia, że jest się obywatelem lojalnym wobec władzy, mającym właściwe poglądy religijne. Kto z chrześcijan odmawiał zapalenia kadzidła bożkom, był natychmiast skazywany na karę śmierci.

Przed egzekucją skazańców poddawano torturze biczowania. Uśmiercano ich przez ścięcie lub ukrzyżowanie, przez ćwiartowanie ciała lub spalenie, a także przez rozszarpanie przez dzikie zwierzęta podczas igrzysk na arenie cyrkowej.

Zwykle nie oddawano rodzinie ciał męczenników, lecz wrzucano je do rzek lub dawano dzikim psom na pożarcie. Nielicznych chrześcijan, którzy uniknęli śmierci, wysyłano do Sardynii, do niewolniczej pracy w kopalniach.

Wiemy z historycznych źródeł, że we wrześniu 305 roku biskup January z Benewentu razem z diakonem  Festusem i lektorem Dezyderiuszem udali się do Pozzuoli, aby umacniać w wierze liczną wspólnotę gorliwych wyznawców Chrystusa.

Przybysze zatrzymali się u diakona Sozjusza, gdzie w ukryciu nauczali miejscowych chrześcijan. Po kilku dniach jakiś szpieg poinformował o tym fakcie sędziego Drakoncjusza.

Sędzia wydał natychmiastowy nakaz aresztowania biskupa oraz jego towarzyszy, jednak żołnierzom udało się schwytać i zamknąć w więzieniu tylko diakona Sozjusza.

Kiedy bp January dowiedział się o jego uwięzieniu, to razem z Festusem i Dezyderiuszem udali się do miejscowych władz z żądaniem uwolnienia niewinnie aresztowanego diakona. Wtedy aresztowano ich wszystkich.

Podczas przesłuchania biskup January bez wahania wyznał, że wierzy w Jezusa Chrystusa, prawdziwego Boga, który stał się prawdziwym człowiekiem, aby nas zbawić.

Sędzia Drakoncjusz, grożąc biskupowi śmiercią, chciał go przymusić do zaparcia się wiary w Chrystusa, przez złożenie ofiary kadzidła rzymskim bogom. Biskup January zdecydowanie odmówił, stwierdzając, że woli umrzeć, niż zdradzić zmartwychwstałego Pana, który jest jedynym źródłem szczęścia i życia wiecznego. Powiedział:

„dzięki zjednoczeniu z Chrystusem nie boję się przyjąć wszystkich cierpień, które ludzie są skłonni mi zadać”.

W imieniu swoim oraz aresztowanych towarzyszy stwierdził, że wszyscy są gotowi umrzeć męczeńską śmiercią.

Sędzia jeszcze raz zaproponował więźniom natychmiastowe uwolnienie, pod warunkiem że uczynią gest złożenia ofiary kadzidła na cześć boskości imperatora. Biskup January odpowiedział na to:

„My każdego dnia oddajemy chwałę naszemu Wszechmogącemu Panu Jezusowi Chrystusowi, a nie waszym bożkom”.

Wtedy sędzia ogłosił wyrok śmierci przez rozszarpanie więźniów przez dzikie zwierzęta podczas igrzysk w amfiteatrze.

Ponieważ chciał osobiście dopilnować wykonania wyroku, a nie mógł uczestniczyć w igrzyskach, dlatego zdecydował, że egzekucja pojmanych nastąpi poprzez ścięcie im głów. Przed wykonaniem kary śmierci św. January klęknął i wypowiedział krótką modlitwę:

„Panie Boże Wszechmogący, w Twoje ręce oddaję mojego ducha”.

Zawiązano mu oczy, a on z wielkim spokojem pozwolił, aby kat wykonał wyrok.

Pewna odważna i pobożna chrześcijanka po ścięciu głowy św. Januaremu zebrała do dwóch flakonów tryskającą z rany krew męczennika. Od tamtego czasu mieszkańcy Neapolu i okolicy traktują św. Januarego jako swojego głównego patrona.

Przez jego wstawiennictwo zmartwychwstały Jezus dokonuje wielkich znaków i cudów. Każdego roku ponawia „ożywienie” krwi świętego męczennika, ale także, jak stwierdzają kroniki, wszystkich, którzy z ufnością uciekają się do Jego nieskończonego miłosierdzia w modlitwie oraz w sakramentach pokuty i Eucharystii, uwalnia z niewoli złych duchów oraz leczy wszystkie choroby duszy i ciała.

ZNAK OBECNOŚCI ZMARTWYCHWSTAŁEGO

Każdego roku główne uroczystości ku czci św. Januarego rozpoczynają się 18 września, w wigilię rocznicy jego męczeństwa. Przed katedrą w Neapolu gromadzą się tłumy ludzi.

Na początku całonocnego modlitewnego czuwania zapalane są tak zwane pochodnie wiary. Następnego dnia, wczesnym rankiem, ksiądz kardynał Neapolu idzie w procesji do kaplicy, w której przechowywana jest krew św. Januarego. Po modlitwie otwiera sejf i wyjmuje relikwiarz z krwią Świętego, która najczęściej w tym momencie staje się płynna.

Na powierzchni krwi pojawiają się wówczas pęcherzyki, co świadczy o tym, że krew w tajemniczy sposób wchodzi w stan „wrzenia”.

Kardynał niesie ampułki z krwią, pokazując je zgromadzonym ludziom. W tym czasie przeszło 10 tysięcy wiernych z radością klaszcze w dłonie. Zwykle krew pozostaje w stanie płynnym jeszcze przez kolejnych osiem dni.

W tym czasie ludzie żarliwie się modlą, przystępują do spowiedzi oraz uczestniczą w Eucharystii. Najważniejszym wydarzeniem nie jest jednak „cud krwi”, ale osobiste spotkanie ze zmartwychwstałym Chrystusem w tajemnicy Eucharystii.

Arcybiskup Neapolu kard. Corrado Ursi powiedział, że fenomen „ożywiania się” krwi św. Januarego jest bezpośrednio związany z faktem zmartwychwstania Chrystusa. Jest to nadzwyczajny znak Bożego działania, poprzez który Pan Bóg wzywa ludzi do nawrócenia. Tak kard. Ursi pisał w 1972 roku:

„Pan Bóg posługuje się przemianą skrzepniętej krwi Męczennika w krew żyjącego człowieka, aby nam uświadomić, że Chrystus zmartwychwstał i jest z nami, że Jego krew, która daje życie wieczne, jest zawsze żywa i pulsująca w chrześcijanach, którzy pozostają w stanie łaski uświęcającej.

Dlaczego zmartwychwstały Chrystus nie mógłby dzisiaj przemawiać do nas poprzez męczeńską krew św. Januarego, aby wzywać nas do nawrócenia i wiary w Jego rzeczywistą obecność w Eucharystii?”.

Pan Jezus pragnie dać nam udział w pełni swego zmartwychwstałego życia i dlatego wzywa nas do znienawidzenia grzechu, do powstawania z każdego upadku w sakramencie pokuty, abyśmy zawsze mieli czyste serca i trwali w stanie łaski uświęcającej. Gdyż tylko ludzie czystego serca są błogosławieni, czyli szczęśliwi, i tylko oni Boga oglądać będą (por. Mt 5,8).

„Cud krwi” św. Januarego jest także znakiem wskazującym na istnienie życia wiecznego, który wzywa do przyjęcia prawdy o zmartwychwstaniu Chrystusa oraz prawdy o zmartwychwstaniu ciał wszystkich ludzi w dniu paruzji oraz sądu ostatecznego, podczas którego

„ci, którzy pełnili dobre czyny, pójdą na zmartwychwstanie życia; ci, którzy pełnili złe czyny – na zmartwychwstanie potępienia” (J 5,29).

Cud krwi św. Januarego jest także znakiem wzywającym do żywej wiary w rzeczywistą obecność zmartwychwstałego Pana w Eucharystii. Jezus nam mówi:

„Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. […] Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym” (J 6,51.53-54).

Taki jest ostateczny sens tego nadzwyczajnego znaku, jakim jest cud krwi św. Januarego – pobudzić nas do żywej wiary w rzeczywistą obecność zmartwychwstałego Chrystusa w Eucharystii oraz w życie wieczne.

Dziękując Jezusowi Chrystusowi za „cud krwi” św. Januarego, który ma pogłębić naszą wiarę oraz wzywać nas do nawrócenia, pomódlmy się słowami starożytnego hymnu, który jest śpiewany podczas trwania tego nadzwyczajnego znaku:

„Wszechmogący Boże w Trójcy Świętej Jedyny, dziękujemy Ci, że dałeś nam tego wielkiego Świętego. Święty January, rycerzu Jezusa Chrystusa, umacniaj naszą wiarę w Jego zmartwychwstanie oraz  rzeczywistą obecność w Eucharystii i daj światło wiary tym wszystkim, którzy nie wierzą! Amen”.

za: milujciesie.org.p/ ks. Mieczysław Piotrowski

Komentarze

Max Fiend2019.05.12 1:18
W Discovery też zrobili taki cud, ale bez żadnych cudów :-D
lolek kremowka2019.05.11 22:45
By w to uwierzyć, trzebe być człowiekiem na prawdę małej wiary. Tylko Pismo...
anonim2019.05.11 21:19
"Pamiętajcie dziubki dziś wielka premiera Tylko Nie Mów Nikomu, dokumentu, który ostatecznie pogrąży kościół katolicki w Polsce" ; film to pikuś : 250 000 000 istnień ludzkich zamordowali lewacy od czasów Lenina do Jaruzelskiego....
DuszpasterstwoAkademickie2019.05.11 21:14
Czy to ksieza zabili Roberta Wojtwicza?
andrzejhahn32019.05.11 20:39
cudem to jest poganskie sekciarstwo katolickie
ddt2019.05.11 22:57
Kurczak, Freda zmarszczyłeś?
abrakadabra2019.05.11 16:00
Coś cichosiedzicie i nic nie piszecie o filmie Sekielskiego,że to kolejny atak na kościoł.
cud kupy2019.05.11 15:59
Cuda też zdarzają się w domu starców – czasami dziadkowie budzą się zanim zrobią kupe.
Polak Ateista Dumny Gej2019.05.11 15:32
Proszę o modlitwę!
Jim2019.05.12 0:54
Ojcze mój, Ty przez Jezusa Chrystusa mojego Pana odkupiłeś rodzaj ludzki i otworzyłeś nam bramy Twojego Królestwa. Wielbię Cię Ojcze dobry i miłosierny. Proszę za mojego brata, abyś skierował teraz na Niego Swój wzrok. Proszę Cię Panie Jezu Chryste, abyś mocą Swojej Krwi przełamał wszelkie przekleństwo, które wypowiedzieli wobec niego ludzie, a także on sam wobec siebie. Jezu, który przelałeś za niego Swoją Krew, obmyj Go proszę z jego grzechu, aby jego szaty wybielały tak jak obiecałeś, i żeby doświadczył Twojej miłości w swoim sercu. Amen
Ha, ha ...2019.05.11 15:26
Nierozpuszczalny, tzn. osiada na dnie..... Tworzy zawiesinę albo "kożuch". O tym wiedzieli już starożytni dlatego mieszali z olejem roślinym albo z żywicą i używali jako farbę. Ale tyś gupi, na wagary chodziłeś a teraz bokami tu robisz. Jestem tak jak ty Żydem. hi, hi... ho, ho..... ha, ha.....
Albert2019.05.11 15:37
Wróć do szkoły. Choć obawiam się, że w szkole specjalnej chemii nie było. Co wyjaśniałoby brednie, jakie wypisujesz.
Hi, hi ...2019.05.11 15:43
Nierozpuszczalny, tzn. osiada na dnie..... Tworzy zawiesinę albo "kożuch". O tym wiedzieli już starożytni dlatego mieszali z olejem roślinym albo z żywicą i używali jako farbę. Ale tyś gupi, na wagary chodziłeś a teraz bokami tu robisz. Jestem tak jak ty Żydem. hi, hi... ho, ho..... ha, ha..... Shalom bracie.
Ho, ho...2019.05.11 14:59
- "To wodorotlenek żelaza z dodatkiem wody." - Nierozpuszczalny w wodzie i alkoholu !!!! Nierozpuszczalny w wodzie i alkoholu !!!! Nierozpuszczalny w wodzie i alkoholu !!!! Nierozpuszczalny, tzn. osiada na dnie..... hi, hi.... ho, ho .... ha, ha ....
Albert2019.05.11 15:17
Wiemy, że masz braki w edukacji na poziomie podstawówki, ale to nie powód, żeby się tym publicznie chwalić. "Nierozpuszczalny, tzn. osiada na dnie..... hi, hi.... ho, ho .... ha, ha ...." Widziałeś kiedyś butelkę ze srebrem koloidalnym? Srebro to metal nierozpuszczalny w wodzie. Widziałeś w niej na dnie jakiś osad? Dyskusja z prawackim katolibanem ZAWSZE wygląda dokładnie tak samo. Jak dzwon Zygmunta...
Hi, hi ...2019.05.11 14:32
- "To wodorotlenek żelaza z dodatkiem wody." - Wodorotlenek żelaza(III) – nieorganiczny związek chemiczny z grupy wodorotlenków o wzorze formalnym Fe(OH)3. Jest to ciało stałe koloru czerwonego. W rzeczywistości wodorotlenek żelaza(III) ma zmienny skład wyrażony wzorem xFe2O3·yH2O. Nierozpuszczalny w wodzie i alkoholu !!!! Nierozpuszczalny w wodzie i alkoholu !!!! Nierozpuszczalny w wodzie i alkoholu !!!!
Albert2019.05.11 14:52
A napisałem gdzieś, że rozpuszczony w wodzie? Po wymieszaniu z wodą tworzy gęstą zawiesinę, a konkretnie zol liofilowy. Nie roztwór. Naucz się czytać ze zrozumieniem, zanim zaczniesz komentować.
Cogito ergo sum2019.05.11 14:31
PO PIERWSZE NA STRONIE SEKIELSKIEGO NA YT JEST WŁAŚNIE PREMIERA DOKUMENTU O PEDOFILII Po drugie co to za wyzwanie, skoro świeccy naukowcy nie mogli tego zbadać?
Nauka głupcze2019.05.11 14:26
Bakterio, gdzie jesteś?
Albert2019.05.11 14:22
Jak zwykle katolickie oszołomy określają jako cuda rzeczy, których nie potrafią wyjaśnić z racji braku wiedzy. Po pierwsze, krew każdego człowieka zachowuje się w ten sposób, jest bowiem płynem o właściwościach tiksotropicznych. Przechowywana w szczelnie zamkniętej ampułce i potrząsana co jakiś czas będzie się w ten sposób właśnie zachowywać. Fakt, że trudno określić, czy po tysiącu lat nie zajdą w niej jakieś zmiany strukturalne lub fizykochemiczne. Po drugie, już tysiąc lat temu można było stworzyć ciecz o podobnych właściwościach, która dodatkowo wyglądem przypomina krew ludzką. To wodorotlenek żelaza z dodatkiem wody. Wygląda jak krew, ma konsystencję podobną do krwi, a do tego jest cieczą tiksotropiczną i w badaniu spektroskopowym może dać wynik zbliżony do hemoglobiny wpływając na fałszywe wyniki. Ale lepiej wierzyć w cuda. Tak jest prościej, prawda?
Jozin z Bazin2019.05.11 14:46
Albercie, ale ta ciecz zmienia swój ciężar, jak to wytłumaczysz?
Albert2019.05.11 14:49
Nie zmienia. Informacja o tym, że zmienia się ciężar ampułki okazała się nieprawdą.
rajmund dlugosch2019.05.11 15:19
Lewacki genusz wszystkie rozumy POzjadal
Albert2019.05.11 15:39
Prawak się przeżegna, walnie krzyżem na ziemię i zacznie się modlić twierdząc, że to cud. Potem zacznie sprzedawać bilety, żeby inni prawaccy geniusze mogli obcować z "cudem". Lewak zacznie szukać odpowiedzi na pytanie, dlaczego tak się dzieje. I ją znajduje. Na tym polega zasadnicza różnica.
zamartysta2019.05.11 23:45
Lewak jak zacznie szukać odpowiedzi to się bidulek zapętla na jednym temacie.
Lech Keller-Krawczyk - poliamorysta, zaszczany2019.05.11 14:22
Zapomniałem dodać, że z mojego dziadka, babci i całej rodziny z Riazania chłopcy z SS zrobili mydło i abażury.
ZzieleniałeZeStarościFlakiOczekująPokłonów2019.05.11 14:20
Kilometrowy kato-pierd o jakimś Januarym i jego cieczach fizjologicznych. Typowa kato-ohyda dla ciemnoty z bagien Podlasia i podhalańców z Gorallenvolku.
www2019.05.11 14:19
Zgłoś przestępstwo do prokuratury, na co czekasz? Ale Poliseksualista chociaż jak mówi zna przypadki pedofilii, to ich nie zgłasza, bo broni pedofilów. Woli pisać bezproduktywne wiadomości na Frondzie.
Maria Blaszczyk2019.05.11 19:08
Skarbie, my znamy te przypadki, które opisała prasa. Prokuratura juz o nich wie (albo sprawca nie zyje, jesli pozostać w tematyce filmu). Czyli nie ma potrzeby ich zgłaszać. Tak jak Ty wiesz o zabójstwie pana prezydenta Adamowicza, czy tego nastolatka z Wawra - a jednak ich nie zgłaszasz. Więc przestań ten idiotyzm wklejać, ile razy ktoś wspomni o tym pedofilnym bagnie w polskim kościele, bo się kompromitujesz jedynie.
szcze na PiS2019.05.11 14:16
Ja też doświadczam "Cudu Krwi" prawie codziennie! Krew mnie zalewa patrząc na pedofilię i pazerność jaka owładnęła kościół!
zamartysta2019.05.11 23:42
Pitolisz i pitolisz trzy po trzy od rzeczy!
szcze na PiS2019.05.11 14:13
Jeden "cud" leży u nas na Wawelu! Orzekł to nasz Cardinale z Krakowa!
Dominik2019.05.11 14:11
Aktywność specjalistów od grzebania prąciem w ludzkim kale, na forach "Frondy" jest porażająca. Wszystko o czym piszą sprowadza się do genitaliów i odbytu.
Lech Keller-Krawczyk 2019.05.11 14:05
Nazywam się Lech Keller czasami używam Krawczyk (spolszczone żydowskie -Sznajder) mam lat 70 plus jestem Żydem i homoseksualistą, ale nie tylko: jestem poliamorystą, jestem JPIII, jestem Albertem, jestem Dumnym Gejem (z tym polskim to przesada), jestem andrzejhahn, jestem, jestem... a jakże, prometeuszem. Zaczyna mi brakować pomysłów na nowe nicki. A tak naprawdę to jestem starym pedałem bez rodziny, przyjaciół, znajomych. Jeżeli ktoś wątpi, że to nie ja, oto mój email: [email protected]
Egon2019.05.11 15:23
A co to kogo obchodzi
Polak Ateista Dumny Gej2019.05.11 14:02
Pamiętajcie dziubki dziś wielka premiera Tylko Nie Mów Nikomu, dokumentu, który ostatecznie pogrąży kościół katolicki w Polsce -----> https://www.youtube.com/watch?v=Hym3ROH4btE
Eth2019.05.11 14:05
a ty wiesz kto wygra wybory, co nie ?
ddt2019.05.11 22:54
Pederastów powinno się leczyć. Najlepsze efekty przynosi kuracja ołowiem w dawce uderzeniowej. Skuteczność 100%