18.03.19, 10:10

Dlaczego zabija się prezbitera? FRAGMENT KSIĄŻKI

Błogosławiony ks. Józef Puglisi jest współczesnym męczennikiem zamordowanym przez mafię. Jego fascynującą historię można poznać w książce „Don Pino Puglisi”, wydanej przez Fundację Instytut Globalizacji (http://globalizacja.org/node/693)

 

W powszechnej świadomości wciąż funkcjonuje cukierkowy obraz mafii. Dzieje się to za sprawą popkutury oraz konsumpcjonizmu. W kulturze popularnej dominuje całkiem pozytywny obraz zorganizowanych grup przestępczych, pełnych romantyzmu, ludowej pobożności i swoistego kodeksu honorowego. Mafiozi przedstawiani są jako opiekuńczy, spełniający określone role społeczne, a przy tym męscy i szarmanccy, będący obiektem pożądania pięknych kobiet.

Dominuje obraz znany choćby z „Ojca chrzestnego” Francisa Forda Coppoli, setek innych filmów w stylu „Chłopcy z ferajny”, „Casino” Scorsese, „Donie Brasco” Newella czy „Prawo Bronxu” Roberta de Niro. Nie słabnie zainteresowanie nowymi produkcjami, podsycane popularnością seriali typu „Narcos” czy włoskiej produkcji „Gomorra”. Tajemniczy świat mafii ma coś w sobie fascynującego. Są nimi, przedstawiane w sposób niezwykle atrakcyjny - pieniądz, władza i zło.

 

Dlaczego zabija się prezbitera?

 

Być może w Polsce dochodzi jeszcze fascynacja Italią. Uwielbiamy Włochy i Włochów. Ich kuchnię, zwyczaje, morze i zabytki. Spędzając tam wakacje być może nie zastanawiamy się, że za tą atrakcyjną fasadą rozgrywa się dramat wielu małych i słabych ludzi, którzy wplątani są w niejasne interesy często wbrew swojej woli.

Doskonale ów problem przedstawiany jest przez samych twórców z tego kraju. Pisał o tym już Alessandro Manzoni w „Narzeczonych”, gdzie piękna Lucia, zaślubiona młodemu Renzo, wpada w oko miejscowemu mocarzowi - Don Rodrigo, który postanawia przemocą zdobyć ją dla siebie. Tam zwycięża jednak miłość, a serce złoczyńcy ulega nawróceniu.

Są jednak historie bez happy endu. Jak na przykład w filmie „Dlaczego zabija się prokuratora?” (wł. „Perché si uccide un magistrato”), w reżyserii Damiano Damianiego. Widać w nim dokładnie jak mafia wciąga w swoje macki przypadkowych i z pozoru uczciwych ludzi. Bardzo dobrze walkę z mafią w latach 90. oddaje włoski serial „Il Cacciatore. Polowanie na mafię”, przedstawiający sylwetkę bohaterskiego prokuratora Saverio Barone.

Włoskie organizacje kryminalne są bardzo poważnym problemem społecznym i gospodarczym na skalę globalną. Obecnie przeniknęły do legalnego biznesu i wielkiej polityki. Najpotężniejsze zorganizowane grupy przestępcze to Camorra z Kampanii, kalabryjska Ndrangheta, sycylijska Cosa Nostra oraz funkcjonująca w Apulii i zdobywająca coraz większe wpływy - Sacra corona unita.

Funkcjonowanie mafii ma swoje uwarunkowania historyczne od czasów, gdy Włochy były podzielone na niewielkie księstwa, w których prym wiodły zamożne i najsilniejsze klany. Struktura trybalizmu zmieniła się tylko częściowo po zjednoczeniu Włoch, najmniej na południu. Zorganizowane bojówki broniły tubylców przed najeźdźcami, zapewniały ochronę wewnętrzną i socjalną, z powodzeniem zastępując słabe państwo. Z tym nie potrafił sobie poradzić nawet Mussolini. Po masowych aresztowaniach i przymusowej emigracji do USA, Cosa Nostrze pomogli… alianci. Lądujące na Sycylii wojska sprzymierzonych, nie dałyby rady bez wsparcia dobrze zorganizowanych miejscowych. Po wojnie mafia dostawała intratne kontrakty na odbudowę kraju i zostaje partnerem tych sił politycznych, które starały się przeciwstawiać inwazji komunizmu.

W ten sposób nastąpiło odrodzenie mafii, częściowo za publiczne pieniądze. Ten stan trwa do dziś, gdzie do kieszeni grup przestępczych trafiają środki nie tylko z kontraktów publicznych, ale także dotacje z Unii Europejskiej np. przeznaczone na pomoc uchodźcom. Mafia kontroluje w zasadzie wszystkie dziedziny życia na południu Włoch. Kontrakty budowlane, transport, porty, rynki komunalne. Haracz za ochronę płacą niemal wszyscy od dużych firm, po sklepikarzy. Oczywiście głównym źródłem dochodów pozostają tradycyjne rodzaje działalności - handel narkotykami, prostytucja, rozboje, kradzieży, wymuszenia, porwania i zabójstwa na zlecenie.

 

Pod osłoną rządu

 

Nie byłoby mafii w obecnej postaci, gdyby nie wpływy polityczne na najwyższych szczeblach władzy. Walka z państwa z mafią rozpoczęła się na dobre w latach 80. i 90. ubiegłego stulecia. Jej symbolem stali się niewzruszeni sędziowie - Giovanni Falcone i Paolo Borsellino. Cechowali się oni niezwykłą ludzką odwagą. Dobrze wiedzieli, że za przeciwstawianie się wszechpotężnemu wrogowi płaci się wysoką cenę - rezygnację z życia osobistego, a potem - śmierć.

Mimo wszystko Falcone i Borsellino uderzali celnie, tam gdzie bolało najbardziej - w finansowe struktury Cosa Nostry, zmierzające do prania brudnych pieniędzy, ich legalizacji na wolnym rynku.

Falcone jako pierwszy odkrył jasne powiązania mafii i władzy. Dzięki jego determinacji doprowadzono do tzw. Maksiprocesu, w którym postawiono zarzuty 475 członkom mafii. Skazano 360 z nich na łączną karę wiezienia ponad 3 tys. lat. Wśród skazanych zaocznie był między innymi Salvatore Riina - capo di tutti capi.

Obaj bohaterscy sędziowie zostali wkrótce zamordowani. 23 maja 1992 na autostradzie w okolicach Capaci wybuchł potężny ładunek wybuchowy, który wysadził w powietrze kolumnę aut z sędzią Falcone i jego żoną. 19 lipca tego samego roku przed domem swojej matki zginął w podobny sposób Paolo Borsellino.

Salvatore Riina udało się pojmać dopiero 15 stycznia 1993 r. Zmarł w szpitalnym więzieniu w listopadzie 2017 r. w wieku 87 lat. Miał na sumieniu ponad 150 zabójstw i nie przejawiał w związku z tym skruchy. Ani on, ani jego rodzina.

W trakcie Maksiprocesu wyszło na jaw utrudnianie osądzania gangsterów przez… wymiar sprawiedliwości. Kłody pod nogi uczciwym sędziom i prokuratorom rzucali ich skorumpowani koledzy po fachu. Ale nie tylko. Polecenia przychodziły z góry. Z Rzymu. Oprócz kilku pomniejszych polityków, oskarżenia kierowano pod adresem chrześcijańskiej demokracji, a także ikonie włoskiej polityki „Il Divo” - „boskiemu” Giulio Andreottiemu, siedmiokrotnemu premierowi kraju. Andreottiego oskarżał skruszony Tommaso Buscetta, bardzo wysoko postawiony członek mafijnej Komisji Syndykatu. Buscetta zeznał, że mafia wspierała Andreottiego, ale sąd orzekł o przedawnieniu zarzutów przeciwko premierowi.

Prokuratura badała związki z mafią innego „złotego dziecka” włoskiej polityki, na którego miała postawić Cosa Nostra po spektakularnym upadku chadecji w 1994 r. Chodzi oczywiście o Silvio Berlusconiego. Mówił o tym w więzieniu jedne z bossów kontrolujących dzielnicę Brancaccio w Palermo - Giuseppe Graviano. Jego brat - Filippo odwołał te oskarżenia przed sądem, oczyszczając polityka z zarzutów.

 

Chłopak z Brancaccio

 

Właśnie w takim otoczeniu wychowywał się Padre Pino Puglisi (3P - jak określali go przyjaciele). Urodził się 15 września 1937 r. w Brancaccio, otoczonej bardzo złą sławą dzielnicy Palermo. Jego ojciec był szewcem a matka krawcową. Do seminarium w Palermo wstąpił w roku 1953. Został wyświęcony przez kardynała Ernesta Ruffini siedem lat później. Pracował wpierw jako wikariusz w kilku pomniejszych parafiach. Potem zaczął uczyć. Wpierw w Einaudi, potem Archimedes i Villafrati, Godrano, Santa Macrina, a w końcu w szkole Vittorio Emanuele II. W 1967 r. został kapelanem w instytucie dla sierot w Addaura i wikariuszem w parafii Valdesi. Dwa lata potem został mianowany wicerektorem diecezjalnego seminarium mniejszego i zaczął pracę na misji na terenie Montevago, nawiedzonego przez trzęsienie ziemi.

3P studiował postanowienia II Soboru Watykańskiego. Nie tylko studiował. Natychmiast wcielał je w życie. Podkreślał rolę laikatu w ewangelizacji, współpracy na rzecz lokalnej społeczności.

Od początku swej działalności stykał się z problemem przemocy i zabójstw ze strony mafii. Jak w Godrano, gdzie mała miejscowość cierpiała z powodu podziałów i braku przebaczenia. Zajmował się pracą z młodzieżą i powołaniami. Gdy w latach 90. został proboszczem w rodzinnej dzielnicy Brancaccio, założył centrum „Ojcze Nasz”, które zaczęło pełnić bardzo ważną rolę w tej zapadłej części Palermo.

Poprzez towarzyszenie młodym, poprzez sport i kulturę, Padre Pino wyrywał ich dusze ulicy. Chłopcy i dziewczęta lgnęli do centrum i przestali stawać się narybkiem Cosa Nostry. Kształcili się zamiast zostawać zabójcami, dilerami narkotyków, złodziejami, przestępcami.

Puglisi wystąpił przeciw tolerowaniu mafii przez lokalne władze i Kościół. Dla kardynała Ruffini większym zagrożeniem był komunizm niż Cosa Nostra, Don Pino był zaś nieugięty w swoim stosunku do zorganizowanych grup przestępczych. Zręcznie unikał prób korupcji, zaciągania zobowiązań, jednocześnie krytykując mafię w naukach i kazaniach. Zawsze robił to z miłością, bez potępiania kogokolwiek. Rozumiał bowiem, że ludzie, którzy oddają się na usługi mafii często nie mają wolnego wyboru. Powoli starał zmieniać mentalność parafian. Zachęcał ich do wyzbycia się lęku, apatii, a przede wszystkim zmowy milczenia.

Wspierał młodych, aby nie porzucali nauki, lecz starali się zdobyć zawód, nie szukając drogi na skróty, porzucając pokusę szybkich pieniędzy, czym mamiła ich mafia. Wielu ludzi, którzy zdołali się wyrwać ze złych dzielnic Palermo, mówi dziś wprost, że dzięki niemu nie zostali mafiosami. Don Pino był często jedynym, który okazywał im miłość i zainteresowanie, w świecie, gdzie dominowała brutalność, siła i zemsta.

Całym sobą ukazywał im Chrystusa i siłę przepowiadania Ewangelii. Nie - moralizowania, lecz odpowiadania dobrem na zło. Nie - udawania, ale wolności, mówienia prawdy. „Człowiek wolny nie boi się mówić” - przypominał. Odrzucał podporządkowanie się dzielnicowej hierarchii. Nie przyjmował pieniędzy przez mafiozów, nie pozwalał na pielęgnowanie przez nich ostentacyjnej dewocji, nie mającej wiele wspólnego z chrześcijaństwem.

Kardynał Angelo Amato, prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych, podkreślał, że ks. Pino nie został wyniesiony na ołtarze za jego działalność antymafijną czy społeczną, tylko dlatego, że był wzorowym chrześcijaninem. Został zastrzelony w swoje 56. urodziny. „Czekałem na was” - miał powiedzieć do zabójców. Nie bał się, bo zwyciężał mafię gołymi rękami.

 

Odczarować mafię

 

Zorganizowane grup przestępcze wywierają bardzo duży wpływ na gospodarkę, oddziałując na społeczeństwo także poprzez kulturę i media. Książka powstała nie tylko dlatego, aby upowszechnić przesłanie miłości radykalnej aż do złożenia ofiary z siebie, księdza Józefa Puglisi. Wydajemy ją także po to, aby trochę na przekór kulturze popularnej, pokazać prawdziwy - nie lukrowany, obraz Cosa Nostry.

W książce nie brak bardzo surowych ocen struktur mafijnych, opisywanych jako anty-chrześcijaństwo. Bezpośrednio przeciw mafii wystąpił przecież św. Jan Paweł II w epokowej homilii z 1993 r., którą przytaczamy w całości. W podobnym, bezwzględnym tonie wypowiada się papież Franciszek. Jeśli jakaś organizacja posuwa się do tego, aby mordować niewinnego księdza za to, że czynił dobro, musi zostać oceniona w sposób jednoznaczny.

Sprawa Puglisiego uzmysławia ziejącą otchłań między wiarą chrześcijańską i mafijną rzeczywistością” - pisze we wstępie polityk, historyk i założyciel Wspólnoty św. Idziego - prof. Andrea Riccardi. Jeszcze dalej idzie autor książki Vincenzo Ceruso pisząc: „Mafiosi po diabelsku budując nikczemny świat ustawiają się poza wiarą chrześcijańską, chociaż prawie nigdy nie wyznają zdeklarowanego ateizmu. Ich przestępcza społeczność jest „antykościołem”, w którym praktykuje się pewną formę herezji - mieszaninę pogaństwa z chrześcijańską symboliką”.

Taka jest właśnie prawda. Mimo posiadania swojego kodeksu honorowego, swoich dziesięciu przykazań jest to parodia chrześcijaństwa. Samotna krucjata Józefa Puglisi zaczyna przynosić owoce. Coraz większa liczba biskupów i księży jak np. bp Michele Pennisi z Monreale, nie pozwala mafiozom zostawać ojcami chrzestnymi nowo narodzonych dzieci, a przynależącym do struktur - odmawia katolickiego pogrzebu.

Wszystkich czytelników serdecznie zapraszam do lektury tej niezwykle interesującej książki.

 

Tomasz Teluk, 2019 (fragment książki)