30.11.20, 10:10Fot. via Pixabay

Do ,,wierzących, ale niepraktykujących'' - niezwykłe świadectwo!

Swoje świadectwo dedykuję wszystkim, którzy określają siebie jako "wierzący, ale niepraktykujący". Przez wiele lat sam mówiłem o sobie właśnie w ten sposób. Szedłem w złym kierunku, bo w istocie byłem zamknięty na działanie Boga. Teraz, mając już 30 lat, czuję się jak raczkujące niemowlę w nowej rzeczywistości świata, którą otworzył przede mną Pan Bóg za pośrednictwem Niepokalanego Serca Maryi, Królowej Polski z Jasnej Góry.

Mam na imię Bartosz. Całe swoje życie uważałem się za katolika, ale tak dokładnie chyba nie rozumiałem, jaki skarb odziedziczyłem po swoich dziadkach i rodzicach. Mając 19 lat, wróciłem do Polski z zagranicy, gdzie skończyłem szkołę. Przebywałem tam w zasadzie sam, przez 3 lata. Ten okres był niestety wypełniony nie tylko nauką, ale także brnięciem w rzeczy niegodne człowieka wierzącego. Właściwie to traktowałem ten czas jako zabawę. Po powrocie do kraju kontynuowałem ten rozrywkowy styl funkcjonowania. Miałem wielu znajomych i przyjaciół, którzy imponowali mi swoim statusem społecznym albo tym, że byli "kimś" w towarzystwie dzięki kasie, którą dysponowali. Niestety, nie potrafiłem być sobą. Płynąłem z prądem. Żyłem według zasad innych, które sam przyjąłem za własne priorytety.

Mając 20 lat, nie potrafiłem kompletnie rozmawiać ze swoimi rodzicami, a w szczególności z ojcem. Zawsze uwa- żałem, że wiem lepiej od niego, na czym polega życie. Rodzinne spędzanie niedzieli przeze mnie odbywało się w ten sposób, że zaliczałem Mszę św., na którą jechałem z rodzicami, aby zaraz potem powrócić do stylu życia swoich znajomych. Jednocześnie udawałem dobrego syna wychowanego w duchu religijnym. Były to jednak tylko pozory. W rzeczywistości oszukiwałem samego siebie i tych, którzy mnie kochali. Szedłem ścieżką rozwiązłego życia w zakłamaniu i perfidnych manipulacjach osobami mi najbliższymi. Oddalałem się coraz bardziej od rodziny, nie wiedząc nawet, kiedy to się dzieje. Moje serce było przepełnione pustką, a dusza zaśmiecona nieczystością i obłudą...

Pewnego dnia dowiedziałem się o ciężkiej chorobie mojego 37-letniego wujka. Był to zaawansowany rak mózgu, niemożliwy do zoperowania. Przeraził nas wszystkich fakt, że ten człowiek może z dnia na dzień odejść, pozostawiając dwójkę dorastających dzieci. Była to tragedia rodzinna, która spadła na nas wszystkich niczym grom z jasnego nieba. Po kilku miesiącach prób ratowania życia wujka przez lekarzy zdecydowaliśmy się wybrać na Jasną Górę, aby tam prosić o jego zdrowie. Nie wiedzieliśmy wtedy, że będzie to dla nas początek nowego życia.

Dosyć nieudolnie, ale szczerze zawierzyliśmy się Niepokalanemu Sercu Maryi, Królowej Polski, według modlitwy, którą ktoś nam podsunął. Od tego dnia rozpoczął się "program naprawczy" całej naszej rodziny. Proces ten nie był łatwy, gdyż niektórzy mocno się buntowali. Jednak łaska Boża płynąca prosto z Niepokalanego Serca Matki Bożej działała. Pierwsze oczyszczenie trwało kilkanaście tygodni, ale już od pierwszej wizyty na Jasnej Górze chyba każdy z nas czuł ogromną siłę miłości, która działa w tym miejscu.

Dla mnie nastąpił wyjątkowy okres. Jako młody człowiek mający przyjaciół z różnych - i w większości nieciekawych - środowisk widziałem świat, przed tą wizytą, jako czysto materialny, a chęć przeżywania cielesnych uciech życia była we mnie mocno zakorzeniona. Teraz zacząłem się modlić, chodzić regularnie do spowiedzi i w ogóle poważnie traktować Pana Boga oraz Jego przykazania.

W tym czasie stan zdrowia mojego wujka stopniowo się pogarszał, ale nasza wiara w to, że jednak wyzdrowieje, była ogromna. W moim życiu rozpoczęły się wielkie zmiany. Czasami nie byłem z nich zadowolony, ponieważ praktycznie z dnia na dzień większość moich znajomych i przyjaciół odwróciła się ode mnie bez wyraźnego powodu. Było to dla mnie trochę dziwne, gdy ktoś z dnia na dzień potrafił mi powiedzieć przez telefon, że nie chce mnie znać i że nie spotkamy się prawdopodobnie już więcej... Nie przejmowałem się tym zbytnio. Już wtedy wiedziałem, że po zawierzeniu siebie Niepokalanemu Sercu Matki Bożej moja nowa Mama postanowiła uporządkować moje życie od podstaw, troszcząc się nawet o najmniejsze szczegóły.

W kilka tygodni po zawierzeniu rozstałem się ze swoją dotychczasową dziewczyną. Natomiast kontakty z oj cem zaczęły się rozwijać w tempie, nad którym chyba obaj nie mogliśmy zapanować, ale byliśmy obydwaj z takiego obrotu sprawy bardzo zadowoleni. Mój tata poczuł, że ma syna, a ja z kolei, że to ojciec jest moim prawdziwym przyjacielem i partnerem. Postanowiliśmy razem otworzyć mały, rodzinny biznes, ale oparty na Bożym fundamencie i dlatego -jestem przekonany -przetrwa on nawet największy kryzys.

Praktycznie w każdy weekend odwiedzaliśmy Jasną Górę całą rodziną (z chorym wujkiem) lub jeździliśmy tam we trójkę (mama, tata i ja). Czułem wtedy - i czuję do dzisiaj - że jesteśmy prowadzeni ścieżką prowadzącą do zbawienia. Po prawie pół roku od naszej pierwszej wizyty na Jasnej Górze okazało się, że wyniki badania rezonansu magnetycznego głowy mojego wujka są idealne. Guz główny oraz wszystkie ogniska zapalne zniknęły bez śladu. Dzisiaj jednak wiem, że Panu Bogu nie chodziło głównie o uzdrowienie mojego wujka, lecz przede wszystkim o uzdrowienie całej naszej rodziny. Największy cud, jaki się dokonał, to ten, że tak wiele zmieniło się w naszym życiu. Często się zastanawiam - i jest mi też bardzo wstyd z tego powodu - że Pan Bóg musiał za wstawiennictwem Matki Bożej pokazać mi namacalnie, jaką siłą dysponuje i że jest miłością. Nie uwierzycie, dopóki nie zobaczycie! Ja zobaczyłem i doświadczyłem. Zastanawiam się też, czym sobie zasłużyłem na taką łaskę. Dziękuję za to, że teraz wiem, kim jestem, i wiem, że nie ma przede mną problemu ani sytuacji bez wyjścia, gdyż jestem w Niepokalanym Sercu Matki Bożej!

Ożeniłem się ze wspaniałą kobietą, Kasią, którą poznałem zaraz po tych wszystkich opisanych wyżej wydarzeniach. Pierwszy raz spotkaliśmy się w kościele. W dzień po ślubie pojechaliśmy z gośćmi (wynajętym autokarem) na Jasną Górę. Tam,, na naszej Mszy św., wspólnie z moją żoną Kasią zawierzyliśmy siebie, rodzinę, naszą przyszłość Niepokalanemu Sercu Maryi. Mamy bliźniaki - dwóch synów Piotra i Pawła. Jest to kolejna wspaniała łaska dla naszej rodziny. Moja żona i ja nigdy nie przypuszczaliśmy, że będziemy mieli dwoje dzieci naraz, choć zawsze mówiliśmy, że chcielibyśmy mieć ich dużo.

Modlę się o to, aby udało się nam wychować nasze dzieci na takich ludzi, którzy nie będą musieli zobaczyć na własne oczy, aby uwierzyć, i nigdy nie powiedzą, że są wierzący, ale niepraktykujący. Ufam, że tak będzie, bo zawierzyliśmy ich Niepokalanemu Sercu Maryi, Królowej Polski, i zawierzymy Jej także nasze kolejne dzieci.

 

Akt zawierzenia Niepokalanemu

Sercu Maryi, Królowej Polski

 

Niepokalana Matko Jezusa i Matko

moja - Maryjo, Królowo Polski!

Biorąc za wzór sługę Bożego Jana

Pawta II, mówię dziś: cały(-a) jestem

Twój(-oja).

Twojemu Niepokalanemu Sercu zawierzam catego(-łą) siebie,

wszystko, czym jestem: swój umysł, serce, wolę,

ciało, swe zmysły, emocje, pamięć, zranienia,

słabości, swoją przeszłość od chwili poczęcia,

swoją teraźniejszość i przyszłość

wraz ze śmiercią cielesną, każdy swój

krok, czyn, słowo i myśl. Twojemu

Niepokalanemu Sercu zawierzam

także swoją rodzinę i wszystko,

co posiadam. Tobie oddaję wszystkie

swoje prace, modlitwy i cierpienia.

Ty, Najlepsza Matko, chroń mnie

i moich bliskich od Złego. Upraszaj

nam łaski potrzebne do przemiany

i uzdrowienia. Prowadź nas

po drogach życia i posługuj się nami

do budowania Królestwa Twojego

Syna Jezusa Chrystusa -Jedynego

Zbawiciela świata, od którego

pochodzi wszelkie dobro, prawda

i życie. Amen.

Bartek z Warszawy

adonai.pl

Komentarze

gleen2020.12.1 9:23
Znalazł się list do dziwisza w sprawie pedofilii cuda cuda
Kubiak2020.11.30 19:57
Ja słyszałem na własne uszy świadectwo siostry elżbietanki pochodzącej z Wołynia jak modliła się w szafie aby Bóg nie pozwolił zabić jej brata. Ale nie dało rady. Nie piszę tego dla zwątpienia tylko dla przypomnienia, że jesteśmy na Ziemii, gdzie Bóg nie spełnia ani próśb ani zachcianek.
...2020.11.30 16:02
Dziękuję za to świadectwo nawrócenia. Maryjo Królowo Polski czuwaj nad nami, którzy się do Ciebie uciekamy i nad tymi którzy się nie uciekają a pogubili się w życiu. Amen
Fantastyczne2020.11.30 15:24
Grafomanskie wynaturzenia analfabety z lekkim opóźnieniem rozwoju. W końcu poniedziałek - trzeba zacząć tydzień dobrym lolcontentem
Co za bzdury2020.11.30 14:40
a księża pedofile to chyba jak najbardziej praktykują ale czy wierzą?
Zawodowy katolik2020.11.30 15:35
Nie łączą życia prywatnego z życiem zawodowym, są wierzący zawodowo
dz2020.11.30 20:02
zapytaj, spotkałeś osobiście chociaż jednego ?
Halo , tera jezdem "Anonim " ,2020.11.30 14:05
ale niezupełnie , bo jezdem tyż: ebz , Figo Fago a tak naprawdę to męska tylko z nazwy , pisda . Wycieram doopy Polskim Panom , ale mam ambicje . Ogólnie mówiąc to jestem głupia pisda zza Buga , dosłownie i w przenośni i nienawidzę Polskich Panów . Wprowadzają mnie w kompleksy . Tutaj się podpisuje różnie , bo jak wspomniałam , jestem głupia pisda zza Buga , ale lubię "politykować , "filozofować " a jaki ze mnie "teolog" , "psycholog" ? Pokazywać jaka ja dobra ze mnie pisda z polskowo jazyka , itp . , itd ., choć doopy wycieram w Szczecinie . A najbardziej lubię te spacje pomiędzy półdoopkami Polskich Panów.
Anonim2020.11.30 13:41
A kto się ośmiela twierdzić , że wierzący nie praktykują biblijnych przekazów Boga i Jezusa ? Bo nie chodzą do świątyń słuchać bełkotu księży ? Praktykujący jak sama nazwa wskazuje PRAKTYKUJĄ , czyli swoimi czynami potwierdzają słowa Jezusa . A jakie doświadczenia ma KK na tym polu ? Żadnych . Nie praktykuje przekazów Jezusa tylko o nich ględzi innym samemu prowadząc życie niezgodne z Jego naukami . To nie jest Chrześcijaństwo . To jakiś polityczny i ekonomiczny twór żerujący na słowach Chrystusa . KK to Antychryst . Jak Jezus powiedział .........pojawi się niedługo po nim .
Göwna żydowskie mozolnie "w pracy"...2020.11.30 13:19
Po 11..., AAAtomek, Natalja Siwiec, Göwno z Nilu, MT (‿ˠ‿), MaxFiend, ladychapel, jle_ffm, Krakus, Suweren, Darek, Jonasik, okazyjnie "kretynizacja", Anonim.... itp. To duet parchów Tadziu i Jasiu Realshit-Woleński. . . . .
AAAtomek2020.11.30 16:59
Pan Hrabia opowie o straconym majątku??
AAAtomek2020.11.30 13:03
Fronda dzisiaj popłynęła w wymyślane historie.
o ...2020.12.1 8:56
... to ty popłynąłeś ... i nadal płyniesz ... no to spływaj do swoich lewacki jąkało ...
Jarek2020.11.30 12:57
Duch wielje kędy chce. ( Tak powiedział Terturlian ). Kościołów jest wiele a niedualny duch jest tylko jeden.. Człowiek prawdziwie wierzacy mozę się obejśc bez pośrednika w kontakcie z Bogiem, a jeżeli tego pośrednika potrzebuje to widocznie jest na takim etapie rozwoju. Jednak musi uważać ,zeby pośrednik ( kapłan) nie tamował jego duchowego rozwoju .
jula2020.11.30 13:41
Co za gadka szmatka, Pan Bóg jest wszędzie a kapłan blokuje relację z Nim. Jak nie masz relacji to jesteś nie- dorozwinęty, nie ten level w rozwoju. nie ta transcendencja. Ten bełkot, nie filozuj chłopie!
Beno2020.11.30 14:16
Ale się odezwała mądrala jula.
jula2020.11.30 15:05
Bez odbioru.
jula2020.11.30 12:37
Dziękuję za świadectwo. Z Panem Bogiem.
Po 11 ...2020.11.30 11:53
Często frendzel pisze o wierzących i niepraktykujących. A dlaczego nie zajmuje się największą w Polsce grupą .... praktykujących ale niewierzących? To pewnie z 70% społeczeństwa. Co z nimi?
Bartek z Warszawy2020.11.30 10:37
Moja nowa Mama zryła mi beret. Większych bzdur dawno nie czytałem. Napiszcie jeszcze, że facet urósł o 10 cm i zniknęły mu wszystkie pryszcze.
andrzej2020.11.30 10:56
po co to napisałeś?
Bo mnie2020.11.30 12:07
poruszyło, że ktoś w internecie wypisuje takie bzdury.
Ed2020.11.30 16:54
Co powiedzieć na twoje bzdury