23.04.13, 12:39Fot. by HaPe_Gera/Flickr

Fałszywa medytacja propagowana przez benedyktyna Freemana

Kontemplacja w współczesnym chrześcijaństwie jest często zapominana i niedoceniana. Z pewnością warto odkryć na nowo jej piękno i przemieniającą moc. Wielu chrześcijan, prowadząc intensywny tryb życia naznaczony stresami, ciągłym pośpiechem i różnymi problemami, szuka i potrzebuje modlitwy wyciszenia, skupienia, pobycia w ciszy przed Panem Bogiem. Modlitwa w ciszy i skupieniu przed Bogiem jest warunkiem równowagi duchowej i psychicznej człowieka. Ludzie poszukują czasami po omacku tej modlitwy, bo dostrzegają, że czegoś im brakuje w relacji z Bogiem, że nie można ciągle biegać i żyć w pośpiechu, nie można żyć w rozproszeniu, bo wiele wtedy tracimy, szybko „się wypalamy”. Sądzę, że o. Freeman, angielski benedyktyn propagujący tak zwaną medytację chrześcijańską, odkrył zjawisko pewnej pustki wielu chrześcijan i wychodzi naprzeciw oczekiwaniom wielu ludzi szukających takiej modlitwy, która przyniosłaby im pewne wyciszenie, skupienie na tym, co istotne i nabranie pewnego dystansu Bożego w sprawach życiowych. Po lekturze jego książki pt. Od pierwszego wejrzenia. Doświadczenie wiary[1] pragnę się podzielić moim uwagami krytycznymi na temat treści przez niego przedstawionych. Poglądy jego niestety nie zawsze pokrywają się z nauką katolicką, a właściwie niekiedy są sprzeczne z prawdami, które przekazuje Kościół. Pragnę się skupić tylko na niektórych wybranych aspektach nauczania Freemana przedstawionego w wyżej wspomnianej pozycji.

Dla angielskiego benedyktyna Jezus jest mitem ucieleśnionym w historii, a największymi wrogami człowieka są samotność i śmierć[2]. Trudno się zgodzić z takimi twierdzeniami, gdyż po pierwsze, Ewangelia nie opisuje żadnego ucieleśnionego mitu, ale przedstawia wypełnienie proroctw i obietnic Starego Testamentu, ukazuje  realną tajemnicę Wcielenia i Odkupienia Syna Bożego, Prawdziwego Boga i Prawdziwego Człowieka, tajemnicę zakorzenioną w historii, w czasie i miejscu. Twierdzenie zaś, że największymi wrogami człowieka są samotność i śmierć, z punktu widzenia teologicznego nie jest do końca poprawne. Zgodnie z nauką Kościoła, u podstaw wszelkiego zła leży grzech. Nie tylko sprowadził on śmierć, ale przede wszystkim przez niego człowiek zerwał życiodajną, szczęściorodną więź z Bogiem, swoim Stwórcą i Zbawicielem, zniszczył dobre relacje z innymi ludźmi i wprowadził nieporządek w swoim sercu. Grzech jest źródłem wszelkiego zła i nieszczęścia w życiu ludzkim. Św. Tomasz z Akwinu trafnie nazywa go prawdziwym złem, a prawdziwym cierpieniem to, które ma korzenie w grzechu[3]. Wrogiem człowieka jest przede wszystkim szatan. Jako byt osobowy, to on jest prawdziwym wrogiem człowieka, bo usiłuje go odwieść od dróg Bożych i namawia do grzechu, buntu i rozpaczy, których kresem może być śmierć wieczna.  On „od początku był zabójcą … Kłamcą i ojcem kłamstwa” (J 8, 44) i przez niego – jak jest napisane w KKK – „grzech i śmierć weszły na świat”[4].

Freeman nakreśla fałszywą wizję Kościoła i ostrzega, że Kościół, może stać się sektą, jeśli zagubi wymiar kontemplacyjny i jeśli zagubi powszechność[5]. Trzeba rzeczywiście dbać o kontemplacyjny wymiar Kościoła, ale głosić, że może on osiągnąć poziom zaniku powszechności i zamienić się w sektę to dowód na brak zrozumienia tajemnicy powszechności Kościoła oraz podważenie prawdy zawartej w Symbolu wiary.  Otóż zgodnie z nauką katolicką, Kościół jest powszechny, gdyż jest w nim obecny Chrystus, który jest Głową Mistycznego Ciała. Kościół jest powszechny, bo otrzymuje od Jezusa „pełnię środków zbawienia’[6], czyli poprawne i pełne wyznanie wiary, integralne życie duchowe i posługę święceń w sukcesji apostolskiej[7]. Katolickość Kościoła wyraża się także w tym, że został on posłany do wszystkich narodów, ras, kultur, pokoleń[8]. Kościół zatem, nawet gdyby zmniejszała się znacznie liczba jego członków czy osłabł jego wymiar kontemplacyjny czy misyjny, nie może przestać być powszechny, bo katolickość to jedno ze znamion nadanych mu przez samego Chrystusa. Mówiąc inaczej, powszechność Kościoła jest darem i nikt i nic tego daru mu nie zabierze.  Co prawda powszechność Kościoła również można traktować w kategorii zadania, bo ma się on zakorzeniać we wszystkich narodach i kulturach. Pełnię katolickości (powszechności) może i powinien dziś także osiągnąć na drodze ekumenizmu, gdyż z pewnością jego rozbicie na różne wyznania i wspólnoty utrudnia uwypuklenie tej katolickości. Jednak nawet przez swoje rozbicie Kościół nigdy nie stracił wymiaru powszechnego[9]. To wypływa z natury i misji powierzonej mu przez Jezusa Chrystusa.  A zatem twierdzenie, że „jeśli Kościół osiągnie poziom zaniku (powszechności), to Kościół zamieni się w zwyczajną sektę”[10] jest zupełnie bezpodstawne i sprzeczne z katolickim nauczaniem. Aż trudno uwierzyć, że takie słowa wygłasza katolicki kapłan.  Reasumując: Kościół nigdy nie będzie sektą, mimo swej kruchości, słabości doświadczanej w życiu doczesnym, dlatego, że zawsze będzie posłany do wszystkich narodów, będzie cieszył pełnią prawdy o Bogu i człowieku i pełnią „środków zbawienia”.

Freeman ma niekoherentną, „dość specyficzną” koncepcję poznania Pana Boga. Zupełnie nie wspomina o poznaniu Pana Boga na drodze rozumowej. Z jednej strony, zatem twierdzi, że jesteśmy niezdolni do poznania Pana Boga, a z drugiej - w tym samym zdaniu jakby temu zaprzecza i powiada słusznie, że Bóg staje się przedmiotem poznania w świetle wiary[11]. Pragnę przypomnieć zatem w zarysie nauczanie Kościoła na temat poznania Boga. Kościół głosi jasno, że jesteśmy zdolni do poznania pewnych prawd o Panu Bogu na drodze naturalnego światła rozumu.  Św. Paweł stwierdza w Liście do Rzymian, że obserwując świat stworzony, dzieła Boża na drodze refleksji rozumowej dochodzimy do poznania dwóch przymiotów Stwórcy: Bóstwa i Jego potęgi[12]. Św. Tomasz z Akwinu naucza, że człowiek posługując się światłem rozumu może dojść do poznania, że Bóg jest i że istnieje jeden Bóg[13].   Katechizm Kościoła Katolickiego głosi: Święta Matka Kościół utrzymuje i naucza, że naturalnym światłem rozumu ludzkiego można z rzeczy stworzonych w sposób pewny poznać Boga, początek i cel wszystkich stworzeń. Bez tej zdolności człowiek nie mógłby przyjąć Objawienia Bożego[14] . Poznanie Boga na drodze rozumowej napotyka na trudności, dlatego człowiek potrzebuje światła Objawienia Bożego nie tylko wtedy, gdy chodzi o to, co przekracza możliwości zrozumienia, lecz także „by nawet prawdy religijne i moralne, które same przez się nie są niedostępne rozumowi, w obecnym stanie rodzaju ludzkiego mogły być poznane przez wszystkich w sposób łatwy z zupełną pewnością i bez domieszki błędu”[15] . A zatem Kościół głosi jasno, człowiek jest zdolny rozumem poznać prawdę, że Bóg jest i dzięki temu może przyjąć Boże Objawienie. Kościół też naucza, że poznajemy Boga o wiele głębiej w świetle płynącym z wiary.

Wydaje się, że Freeman nie do końca zdaje sobie sprawę albo przynajmniej osłabia znaczenie faktu, że wiara umacnia się i Kościół buduje się przez przepowiadanie orędzia ewangelicznego[16]. Można się zgodzić z tym, że w historii Kościoła zdarzały się sytuacje, w których przymuszano pogan do wyznawania wiary chrześcijańskiej. Było to oczywiście sprzecznie z duchem nauczania Ewangelii i Kościół odszedł już od nawracania siłą na chrześcijaństwo. Nie można jednak podzielać tezy, że przekaz prawd wiary nie ma znaczenia, że na przykład głoszenie Dobrej Nowiny o zbawieniu nie przynosi żadnego wymiernego owocu duchowego. Wiara umacnia się, gdy jest przekazywana, gdy dociera do ludzi poszukujących prawdy. Tezy Freemana nie da się zupełnie pogodzić z poleceniem Pana Jezusa: „Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna i Duch Świętego”[17], a także ze słowami św. Pawła: „Ale jak mieli wzywać Tego, w którego nie uwierzyli? W jaki sposób mieli wierzyć w Tego, którego nie słyszeli? Jak mieli słyszeć, jeśli nikt im nie głosił?”[18]. Wbrew temu, co głosi angielski benedyktyn rzeczywistość jest taka, że ludzie nie wierzą w nic, nie wierzą w Boga ani nie wiedzą jak mają postępować wtedy, gdy nie spotkają się z słowem Bożym niosącym prawdę o Jezusie i prawdę o człowieku, nie wierzą w nic, gdy nie słyszą wiarygodnego przekazu wiary.

Freeman nie odróżnia jasno medytacji od kontemplacji. Najpierw pisze o kontemplacji i nagle  rozpoczyna wątek o medytacji. Wygląda na to, że nie odróżnia tych dwóch form modlitewnych[19]. Co więcej twierdzi, że medytacja jest formą modlitwy bez myśli o Bogu[20]. Autor książki mija się z prawdą.  W tradycji chrześcijańskiej medytacja nie jest czystą modlitwą, „bez myśli o Bogu i wyobrażeń Boga”[21], ale jest refleksyjną formą modlitwy, a zatem implikuje myślenie o Bogu i treściach wiary. Medytacja, inaczej mówiąc rozmyślanie, jest bowiem refleksją nad treściami wiary i przyswojeniem ich w życiu. Polega  [ona]  na poszukiwaniu i zrozumieniu „pytań „dlaczego” i „jak” życia chrześcijańskiego, aby przylgnąć do tego, o co Bóg prosi, i udzielić na to odpowiedzi”[22].  Medytując, chrześcijanie posługują się różnymi pomocami, które mają do dyspozycji: Pismem Świętym, świętymi obrazami, pismami mistrzów duchowych, dziełami z zakresu duchowości. Modlitwa chrześcijańska chętnie podejmuje rozmyślanie o „misteriach Chrystusa”, na przykład w lectio divina lub w różańcu[23]. W medytacji chodzi o uaktywnienie myśli, pragnienia, wyobraźni i uczucia. To jest konieczne, aby pogłębić wiarę, podjąć nawrócenie serca i pójść wiernie za Chrystusem. Chodzi o czynienie prawdy, by dojść do Światła: „Panie, co chcesz, abym czynił?”[24].

Kontemplacja w znaczeniu filozoficznym czy teologicznym jest prostym widzeniem prawdy[25]. Kontemplacja chrześcijańska nosi znamię chrystologiczne i zarazem trynitarne. Kontemplacja jest miłosnym spojrzeniem wiary w Jezusa, milczącą miłością i słuchaniem słowa Bożego, trwaniem w obecności Boga[26]. Jest prostym aktem wiary i jednocześnie miłości, nie ma charakteru dyskursywnego. Słowa w kontemplacji „są niczym iskry, które zapalają ogień miłości”[27]. U podstaw kontemplacji chrześcijańskiej znajduje się miłość do Boga, ona znajduje się na początku i końcu  kontemplacji. Inaczej mówiąc kontemplacja chrześcijańska jest prostym oglądem  w świetle wiary prawdy Bożej, zanurzonej w miłości. Miłość pobudza pragnienie oglądania nieskończonego piękna Boga i tego wszystkiego, co do Niego się odnosi[28].  

Angielski benedyktyn zajmuje się także zagadnieniem oczyszczenia w rozwoju duchowym człowieka. Pisze, że na tym etapie dochodzi m.in. do rekonstrukcji pamięci[29], jej remanentu[30]. Najlepszym sposobem oczyszczenia nas, pozwalającym zdystansować się od wspomnień, jest według Freemana medytacja[31]. Oczyszczenie jest fazą „zrzucania” negatywnych sposobów postrzegania siebie, pozbywania się trudnego balastu emocjonalnego i wątpliwości we własne możliwości”[32]. W związku z tym autor książki słusznie zauważa, że w rozwoju duchowym na tym etapie trzeba sobie uświadomić, że jesteśmy kochani i akceptowani i że żaden system nie jest w stanie zbawić, tylko wiara działająca przez miłość. Na tym etapie, jak twierdzi Freeman, jesteśmy narażeni na acedię, czyli atak uczuć[33]. Wydaje się, że analizy Freemana dotyczące oczyszczenia w życiu duchowym w wielu momentach są cenne i trafne. Z wieloma jego wywodami należy się zgodzić. Z pewnością na drodze nawrócenia trzeba sobie uświadomić, że każdy z nas ludzi, jest bezgranicznie, bezwarunkowo kochany i akceptowany przez Boga, ale zarazem trzeba sobie uświadomić, że jesteśmy słabi, grzeszni, że potrzebujemy oczyszczenia z pychy i egoizmu oraz odpuszczenia grzechów. U Freemana wątek grzechu  jest marginalizowany, praktycznie nie występuje. Sprowadzenie,  czy może lepiej wyeksponowanie oczyszczenia jako przeprogramowania pamięci, mentalności oraz walkę z acedią jest zawężeniem i uproszczeniem tego etapu. Oczyszczenie w ujęciu chrześcijańskim jest  rzeczywistością szerszą, nie tylko zmianą mentalności czy walką z acedią, ale jest i też oczyszczeniem z własnych grzechów, błędów, z odruchów egoizmu, z tego wszystkiego co przeszkadza nam w spotkaniu z Bogiem i człowiekiem w prawdzie i miłości. Chodzi o moralne oczyszczenie człowieka, które dokonuje się nie tylko na płaszczyźnie rozumu, świadomości, ale i woli i uczuć[34].  

Według autora wspomnianej wyżej książki, celem medytacji jest „zachowanie stanu pełnej uwagi i dlatego nadrzędnym jej zadaniem jest powtarzanie świętej mantry”[35]. Freeman myli ważny element modlitwy chrześcijańskiej, jakim jest skupienie, - czy jak on to nazywa „zachowanie stanu pełnej uwagi” - z właściwym celem modlitwy. Skupienie, czy inaczej mówiąc uwaga, są nieodzowne do tego, aby nasze modlitwa wydała dobre owoce, ale samo skupienie nie jest celem modlitwy i nie może być jej celem. Powinno być jedynie drogą prowadzącą do spotkania osobowego Boga i człowieka, do podtrzymania i pogłębienia więzi ze Stwórcą i Zbawicielem, „do spotkania dwóch wolności: nieskończonej wolności Boga z ograniczoną wolnością człowieka”[36], do umocnienia i pogłębienia wiary, nadziei i miłości.

Freeman zwraca uwagę na znaczenie wyprostowanej postawy ciała, naturalny i spokojny oddech  i powtarzanie równomiernie wypowiadanych sylab MA-RA-NA THA. Z pewnością postawa ciała i naturalny i spokojny oddech pomagają właściwie przeżywać modlitwę, nikt zdrowo myślący tego nie podważa. Czy jednak sama metoda propagowana przez angielskiego benedyktyna nie sprzyja nadmiernemu skupieniu na sobie i przeakcentowaniu metody modlitwy nad relacją z Bogiem?

Poglądy przedstawiane przez Freemana w wielu momentach nie są koherentne,  brakuje mu precyzji teologicznej, myli wyraźnie pojęcia tak ważne w duchowości chrześcijańskiej, a niekiedy to, co głosi jest wprost sprzeczne z nauką wiary katolickiej. Uważam, że metoda modlitwy proponowana przez niego może rodzić w modlącym szukanie samego siebie albo pustkę myślową zamiast spotkania z Bogiem osobowym i gotowości pełnienie Jego woli. Innymi słowy, może „wytworzyć automatyzmy, prowadzące do zamknięcia się w duchowości egotycznej, niezdolnej do swobodnego otwarcia się na transcendentnego Boga”[37].  Czy ta modlitwa propagowana przez angielskiego benedyktyna i określana przez niego medytacją nie jest „porzuceniem medytacji zbawczych dzieł Boga Starego i Nowego Przymierza dokonanych w historii, ale także samej idei Trójjedynego Boga, który jest miłością”[38] na rzecz czegoś, co może generować niezdrową, wypaczoną duchowość?

Jak starałem się wykazać, nie ma żadnych podstaw, aby modlitwę, którą w wielu krajach propaguje Freeman, nazwać medytacją, tym bardziej medytacją chrześcijańską, bo nie rozważamy w niej prawd Bożych ani nie przyswajamy ich treści, ale skupiamy się jedynie na równomiernym powtarzaniu mantry. W modlitwie proponowanej przez niego wprost zachęca się do oczyszczenia z wszelkich myśli i obrazów, a w medytacji są one ważne, w jakiś sposób nieodzowne. Modlitwę, którą benedyktyn proponuje, trudno też nazwać kontemplacją. Nie ma w niej spojrzenia wiary utkwionego w Jezusa, przenikniętego miłością, ale koncentracja na mantrze. Moim zdaniem zatem nie spełnia ona kryteriów kontemplacji chrześcijańskiej. Treści zatem przedstawione w książce pt. Od pierwszego wejrzenia. Doświadczenie wiary muszą budzić poważne zastrzeżenia i domagają się odpowiedzi, co  próbowałem uczynić w powyższej recenzji.

O. Marian Hanusek OP

O. Laurence Freeman, Od pierwszego wejrzenia. Doświadczenie wiary, tłum. Andrzej Ziółkowski, Tyniec Wydawnictwo Benedyktynów 2012.

Tekst ukazał się na łamach „Communio” nr 3 (179), Rok XXXII, 2012, s. 189-197


Przypisy:

[1] L. Freeman, Od pierwszego wejrzenia. Doświadczenie wiary, tłum. A. Ziółkowski, Tyniec Wydawnictwo Benedyktynów, Kraków 2012.

[2]  Tamże, s. 78: „W Ewangelii, która opisuje mit ucieleśniony w historii, Jezus staje się człowiekiem umieszczonym w konkretnym czasie i przestrzeni. Napotyka i pokonuje największych wrogów człowieka wszystkich czasów – tych, których boimy się najbardziej i których wypieramy najmocniej – samotność i śmierć”.

[3] Por. Św. Tomasz z Akwinu, De veritate, q.5, a. 7.

[4] KKK, nr 2582.

[5] L. Freeman, dz. cyt., s. 27.

[6] Sobór Watykański II, dekret Ad gentes, 6.

[7] KKK, nr 830.

[8] Por. Mt 28, 29.

[9] Por. Katolicki katechizm dorosłych: wyznanie wiary Kościoła, tłum. M. Węcławski, Księgarnia Świętego Wojciecha, Poznań 1987, s. 279.

[10] L. Freeman, dz. cyt., s. 27.

[11] L. Freeman, dz. cyt., s. 90.            

[12] Rz 1, 20: „Albowiem od stworzenia świata niewidzialne Jego przymioty – wiekuista Jego potęga oraz bóstwo – stają się widzialne dla umysłu przez jego dzieła, tak że nie mogą się [oni] wymówić od winy”

[13] Św. Tomasz z Akwinu, Summa contra Gentiles. Prawda wiary chrześcijańskiej z dyskusji z poganami, innowiercami i błądzącymi, I, 3,  t. 1.,  tłum. Z. Włodek i W. Zega, Poznań W drodze 2003, s. 21.

[14] KKK nr 36.

[15] KKK nr 38.

[16] L. Freeman. dz. cyt., s. 127/128: „Co się dzieje w religii, kiedy mówi się wiernym, w co mają wierzyć? Nie wierzą w nic. Chodzimy wprawdzie do kościoła i pochylamy nisko głowy, ale wątpliwości i pytania trzymamy skrzętnie ukryte”. 

[17] Mt 28,19.

[18] Rz 10, 14.

[19] L. Freeman, dz. cyt., s. 77.

[20] Tamże, s. 135.

[21] Tamże, s. 135.

[22] Por. KKK, nr 2705

[23] KKK, nr 2708.

[24] KKK, nr 2706.

[25] R. Garrigou-Lagrange, Trzy okresy życia wewnętrznego, t. 2., tłum. s. Teresa Franciszka, Pallottinum Poznań 1962, s.282.

[26] Por. KKK nr 2715-2719.

[27] KKK, nr 2717.

[28] Por. Święty Tomasz z Akwinu, Summa theologiae, II-II, q. 180, a. 1c.

[29] L. Freeeman, dz. cyt., s.68.

[30] Tamże, s. 72.

[31] Tamże, s. 72/73.

[32] Tamże, s. 75.

[33] Tamże, s. 76.

[34] Por. Kongregacja Nauki Wiary, List do biskupów Kościoła katolickiego o niektórych aspektach medytacji chrześcijańskiej „Orationis formas”, nr 18: „Poszukiwanie Boga na modlitwie musi być poprzedzone i iść w parze z ascezą oraz oczyszczeniem z własnych grzechów i błędów, bowiem według słów Jezusa, tylko ludzie „czystego serca Boga oglądać będą” (Mt 5, 8). Ewangelia zmierza przede wszystkim do moralnego oczyszczenia, to jest do przywrócenia prawdy i miłości oraz – sięgając głębiej – do oczyszczenia ze wszystkich odruchów egoizmu, które przeszkadzają człowiekowi w rozpoznaniu i przyjęciu woli Bożej w jej doskonałości”.

[35] L. Freeeman, dz. cyt., s. 174/175.

[36] Kongregacja Nauki Wiary, dz. cyt., nr 3.

[37] Tamże, nr 3.

[38] Tamże, nr 12.

Komentarze

anonim2013.04.23 12:55
tak sobie pozwolę swojego bloga dodać, jako komentarz: https://www.fronda.pl/blogi/konradtomasz/wccm-bledy,32215.html
anonim2013.04.23 13:17
1) Stowarzyszenie Medytacji Chrześcijańskiej (WCCM) zostało oficjalnie uznane i ustanowione prywatnym Stowarzyszeniem Wiernych Dekretem Biskupa Sangvinettiego (Brescia). W dekrecie wyraźnie zanaczono, żę stało się to po zbadaniu zgodności działania i doktryny stowarzyszenia z nauką Kościoła oraz po zasięgnięciu opinii kompetentnych organów teologicznych. 2) Wśród ofijalnych patronów i propagatorów stowarzyszenia jest wieli kardynałów i biskupó - m.in. kard. Pell z Sydney którego Ojciec Święty Franciszek powołał do grona swoich najbliżsych współpracowników.
anonim2013.04.23 13:26
wielu teologów i biskupów jest krytycznych wobec tej formy medytacji; polecam artykuł: ks. bp Andrzej Siemieniewski, Medytacja "chrześcijańska" na manowcach, "Pastores" nr 59 (najnowszy) do kompletu dodam: http://gosc.pl/doc/1510266.Medytacja-chrzescijanska-czy-chrzescijanska
anonim2013.04.23 13:36
To prawda, że wielu biskupów i teologów jest przeciw - choć trzeba przyznać, że głownie polskich. Prawdą jest również, że wielu polskich (i nie polskich) biskupów i teologów (też księzy) co najmniej wspiera WCCM i bywa na spotkaniach medytacyjnych... Może zamista wszędzie szukać herezji i wroga lepiej poszukać takiego przeżywania wiary do takiego zachęca Papież Franciszek
anonim2013.04.23 13:56
Pytanie podstawowe: czy można "ochrzcić" Zen? Można było "ochrzcić" wiele zwyczajów pogańskich, na przykład święcenie pokarmów w Wielką Sobotę. Można było "odpoganić" wiele tradycji, z banalnym śmigusem-dyngusem, jeszcze w XV wieku uznawanym za grzech śmiertelny. A zatem: czy może zaistnieć chrześcijański Zen? Nie wiem, ale tego nie wykluczam. Pewny jestem za to, że środowiska medytacyjne w Polsce robią w Kościele Katolickim dobrą robotę. Święty Tomasz, umysł genialny, cierpiał na przypadłość charakterystyczną dla ludzi Zachodu - przeintelektualizowanie. To ja już wolę prawosławnego św. Grzegorza Palamasa (swoją drogą też mądralę), albo starsze panie z Kółka Matek Różańcowych. Najpierw modlitwa, potem kombinowanie. Jak się zacznie od tego ostatniego, to można o pierwszym zapomnieć.
anonim2013.04.23 14:23
Nie czytałem książki "Od pierwszego wejrzenia" Czytałem dwie inne książki Freemana. Jedną z nich napisał w 1986. Możliwe, że od tego czasu trochę poszedł za daleko. Nie wiem. Jeśli tak to wielka szkoda. Jeśli chodzi o samo wyrażenie medytacja to pięknie przedstawił, że w historii nabrało ono właściwie przeciwstawnych znaczeń. Freeman używa słowa medytacja w pierwotnym sensie wprowadzonym przez mnichów chrześcijańskich jako "wpatrywać się in medio (w środek)", oraz odpowiednik greckiego melatan, które znaczyło - powtarzać[1]. Freeman nie używa więc słowa "medytacja" w znaczeniu nowożytnym, czyli czymś innym od kontemplacji. Właśnie w etymologii i nazwach cała trudność. Tak zresztą było nie raz w historii teologii. Freeman wskazuje na potrzebę studiowania Pisma Świętego. Jego podejście jest takie: Czytaj Biblię, rozważaj, ale jak chcesz czegoś więcej, to na pewnym etapie porzuć to rozważanie, bo nic ono nie przyniesie. Zapomnij o pojęciach, obrazach, myślach, żebyś czasem nie prowadził dialogu sam ze sobą. Freeman wzoruje się między innymi na anonimowym autorze średniowiecznego dzieła "Obłok niewiedzy". Zresztą jest to powrót do teologii negatywnej, której brakuje, dla bardzo rozumowej i trochę zbyt przemądrzałej teologii zachodniej. Potrzeba jednej i drugiej. Wskazuje medytację, oznaczającą w tej tradycji to samo co kontemplację, jako formę modlitwy dla dojrzałych chrześcijan. Nie poleca jej komuś nieuformowanemu, kto nie rozważa Biblii. Swoją drogą polecam "Obłok niewiedzy". Moim zdaniem całkowicie bezzasadne jest używanie przez niego słowa mantra. W teologii katolickiej ta nazwa się nie przyjmie. Jest tyle słów które bardziej by pasowały na określenie powtarzanych w sercu słów (akty strzeliste, formuła, wezwanie, westchnienie itp.). [1] L. Freeman, Światło wewnętrzne, Kraków 2006, s. 23
anonim2013.04.23 14:44
To jest wszystko takie... protestanckie. Oni już nie potrafią "usiedzieć" spokojnie i przejmują, co się tylko da. Potem to przenika do KK, oczywiście dzięki wszechobecnemu "dialogowi" i teraz zamiast kontemplacji mamy medytację w stylu Zen. A dzisiejszy człowiek to idealne obiekt do zagospodarowania "na odcinku" przeżywania. Praktycznie wszystko się teraz "przeżywa" albo "doświadcza". Krytykowany przez niejakiego Bogarta za przeintelektualizowanie św. Tomasz już dawno odszedł w niebyt, a właśnie jego nauka dziś przywróciłaby kult Boga na właściwe tory Drogi Bogarcie, starsze panie z kółek różańcowych na pewno nie "medytują", przynajmniej w takim znaczeniu, o jakim mówi o Freeman. Z Bogiem.
anonim2013.04.23 15:01
WCCM miesza wiele rzeczy ze sobą - sporo ludzi pod tym szyldem uprawia Bogu ducha winną zwyczajną duchowość np. prawosławną ale metody Freemana, a zwłaszcza ekspansja pogaństwa w tej organizacji, to jej główny nurt, szkodliwy i niechrześcijański - to zwyczajne spoganienie Bogarcie, gdybyś miał choć ociupineczkę pojęcia o św. Tomaszu, to opowiadałbyś takich głupot, np. o jego modlitwie a w ogóle nazywanie św. Tomasza, czy geniusza prawosławia św. Grzegorza Palamasa ,,mądralami'' wskazuję, że faktycznie daleki jesteś od rozumowania
anonim2013.04.23 15:03
poprawka: Bogarcie, gdybyś miał choć ociupineczkę pojęcia o św. Tomaszu, np. o tym ile się modlił, to nie opowiadałbyś takich głupot a w ogóle nazywanie św. Tomasza, czy geniusza prawosławia św. Grzegorza Palamasa ,,mądralami'' wskazuję, że faktycznie daleki jesteś od rozumowania
anonim2013.04.23 15:08
Katolicy! Niemyślenie, to jest rzeczywiście fajna rzecz; nakierowanie na kontemplację Boga poprzez istnienie w świecie jest bardzo cenne. Ale jeżeli o medytację chrześcijańską idzie, to mamy Różaniec. "Cudze chwalicie, swego nie znacie".
anonim2013.04.23 15:24
Tak Ojcze Marianie jest to oooogromny problem Kościoła. Czy mój dzisiejszy stan psychiczny pozwoli mi na medytację czy tylko na kontemplację. Ponieważ jest wtorek to pozwolę sobie na medytację i ilu forumowiczów zgadnie dlaczego ? Ale ciesze sie bardzo,że nareszcie pojawił się na frondzie artykuł nad, którym można się pochylić. Pokój i dobro.
anonim2013.04.23 15:30
I znowu te same dyskusje nad Freemanem i głosy głównie tych, dla których katolicyzm służy do dzielenia na naszych i na tę zagubioną, potrzebującą nawrócenia resztę. I znowu głosy tych, co są prymusami, siedzą w pierwszych ławkach i patrzą z niechęcią na rzeczy "podejrzane". Może pamiętajmy, że modlitwa jest łaską, i nawet Św. Tomasz działał z natchnienia Ducha Świętego, a nie własnego rozumu. A Duch Święty wieje skąd chce, i dokąd idzie, nie wiemy. Jest wielką nieuczciwością przeciwników Freemana ograniczanie jego uczestnictwa w Kościele przez propagowanie medytacji. W wielu miejscach mówi jasno o konieczności łączenia uczestnictwa w Eucharystii, lektury Pisma Świętego z medytacją.
anonim2013.04.23 15:35
@Sarcinus zgadzam się z tobą ale co co starszych pań z kółek różańcowych :( nie wolno tego pisać, nie wolno tak mówić nawet jeżeli tak myslisz. Ja je szanuję i kocham i im zazdroszczę i wiesz czego. Z Bogiem.
anonim2013.04.23 15:53
Tak się właśnie kończy skupianie się na sobie, kiedy myśli się że modlitwa będzie lepsza kiedy się za przeproszeniem naprężę jak osioł lub w drugą stronę wyluzuję jak baran > Modlitwa nie jest dla nas , dla naszego lepszego samopoczucia, uspokojenia nie wiem innego mojego JA. Modlitwa jest DLA BOGA !!! Nie jest nam potrzebna żadna medytacja, wielkie sięgające nieba rozważania pod kopułą !!! MODLITWA I PRACA !!! Już widzę Matkę Teresę jak duma nad sobą oj przepraszam nad Bogiem :D . Boże ześlij nam wszystkim duuuużo zdrowego rozsądku . Masz problem ?? IDŹ PRZED NAJŚWIĘTSZY SAKRAMENT i siedź cicho albo wyj do Boga albo módl się nie są Ci potrzebne żadne techniki !!! TO NIE MAGIA TU NIE MA TECHNIK...
anonim2013.04.23 15:59
@ Nicpon Dobrze powiedziane:" Idź przed Najświętszy Sakrament i siedź cicho..." Prawie jak w Psalmie: Rozważcie na swych łożach i zamilknijcie!
anonim2013.04.23 17:24
Medytacja to jak rozumiem rozmyślanie np. nad tekstem Pisma Św., a kontemplacja to wpatrywanie, wsłuchiwanie się w Słowo Boże. W "Trzech filarach Zen" (zapomniałem autora) niejaki rossi Yasutami ( rossi to odpowiednik mistrza o ile podałem prawidłową nazwę oraz imię) mówił o pewnym nieporozumieniu związanym z medytacją. Chodzi o to, że medytację myli się z liczeniem oddechów. Liczenie oddechów jakby ktoś nie wiedział służy do uspokojenia i opróżnienia umysłu z niepotrzebnych myśli natomiast medytacja to skoncentrowanie umysłu na jakimś problemie. Więc w trakcie medytacji umysł jednak coś robi i bynajmniej nie jest to bezmyślne ćwiczenie. Mogę np. skoncentrować się na dekalogu i rozmyślać nad każdym przykazaniem Bożym. Kontemplować mogę natomiast obraz, dźwięk lub słowo, które usłyszałem lub wyczytałem.
anonim2013.04.23 18:02
A modlitwa Jezusowa? Po co szukac w dziwacznych medytacjach... skoro Ojcowie Pustyni wymyśli cos co opiera sie na Jezusie juz 1500 lat temu. Wbijcie sobie w wyszukiwarce Modlitwa Jezusowa albo na YouTube .... polecam jestem Prawosławny ale to nasza wspolna tradycja.... po co wywazac otwarte drzwi. ..
anonim2013.04.23 18:13
@KonradTomasz "Bogarcie, gdybyś miał choć ociupineczkę pojęcia o św. Tomaszu, np. o tym ile się modlił, to nie opowiadałbyś takich głupot." Ale gdzie ja kwestionuję pobożność czy poświęcanie czasu na modlitwę świętego Tomasza, To by rzeczywiście było głupie. O czymś innym piszę. Ojciec Marian przypomina, że "Św. Tomasz z Akwinu naucza, że człowiek posługując się światłem rozumu może dojść do poznania, że Bóg jest i że istnieje jeden Bóg". Prawda. Tylko co z tego wynika? Nie znam nikogo, kto w ten sposób by się nawrócił. Znam natomiast ludzi, którzy w wyniku używania rozumu doszli do błędnego wniosku, że Boga nie ma. I znam też innych, którzy mieli wątpliwości a modlitwa ich przed niewiarą uratowała. Razi Cię słowo mądrala? Chętnie zamienię je na geniusz. Genialni są obaj: Tomasz z Akwinu i Grzegorz Palamas. Wolę Grzegorza, bo jego dzieła w mojej ocenie w prosty sposób prowadzą ku modlitwie. a w ogóle nazywanie św. Tomasza, czy geniusza prawosławia św. Grzegorza Palamasa ,,mądralami'' wskazuję, że faktycznie daleki jesteś od rozumowania
anonim2013.04.23 18:15
Sorry, ostatnie zdanie to pozostawiony przez pomysłkę fragment z KonradaTomasza
anonim2013.04.23 19:51
Bogart tylko widzisz, powtarzasz ten sam błąd, który robią zapiekli racjonaliści, oddzielasz w człowieku rozum od reszty władz, tylko patrzysz z drugiej strony, czym możesz ocierać się o szkodliwy fideizm postawa freemanowców to właśnie fideizm i to nie na gruncie chrześcijańskiej wiary, ale ,,mądrości'' zenu, jogi, przekabaconych na modłę pogańską zjawisk chrześcijańskiej duchowości zapewniam Cię, że chociaż zgadzam się, że doświadczenie wiary jest ważniejsze i wyprzedza rozumienie, to jedno bez drugiego istnieć nie może, po prostu chrz. ogarnia całego człowieka, a nie wybrane jego elementy
anonim2013.04.23 20:30
@KonradTomasz Z tym fideizmem możesz mieć trochę racji. Cóż, nobody's perfect :-) Z dwojga złego wolę jednak to, niż racjonalizm żądający dowodów na wszystko, i to najlepiej nie tylko intelektualnych, ale w formie możliwych do przeprowadzenia doświadczeń. "Chrześcijaństwo ogarnia całego człowieka" piszesz. Tak! I o tym, wedle mnie przypominają praktykujący chrześcijańską medytację. A przed nimi Palamas. W skrócie (pewnie nadmiernie upraszczającym) - Zachód zapomniał na długo o ciele. W życiu i w modlitwie. Prawosławie pamiętało o Modlitwie Jezusowej, my zapomnieliśmy. Czytałem Twój wpis na blogu, więc wiem, że temat o. Freemana masz n razy lepiej rozkminiony ode mnie. Będę się jednak upierał, że kluczowe jest pytanie "Czy da się ochrzcić Zen?". Bo wiele rzeczy, niewyobrażalnych dla naszych przodków ochrzcić się jednak dało. I na koniec, jak przystało na irracjonalistę :-) , odrobinę sobie zaprzeczę : zgadzam się z Yano - medytacji/kontemplacji/Modlitwy Jezusowej lepiej uczyć się od Kościołów Wschodnich.
anonim2013.04.23 20:36
Bogart, czy do się ochrzcić zen... we wpisie też o tym piszę, poszukuję analogii z neoplatonizmem i św. Augustynem rzecz w tym, że freemanowcy nie chrzczą zenu, tylko spoganili Kościół, kierunek jest dokładnie u nich odwrotny
anonim2013.04.23 22:55
@KonradTomasz No ale mnie o polecanej przez Ciebie - wedle mnie jak najbardziej słusznie - książce "Ani joga ani zen" powiedzieli ludzie, których określasz jako freemanowcy. I jeszcze osobistych zdań kilka do tekstu na Twoim blogu. Piszesz o energiach, że to demoniczne być musi. Ja w swoich próbach modlitwy medytacyjnej nie jestem ani specjalnie zaawansowany, ani nawet, niestety, konsekwentny, więc nie doszedłem nigdy tak daleko. Zresztą, jak mówią klasycy, jakość modlitwy jest Darem, od nas zależy tylko jej ilość. Ale Palamas przecież o energiach pisze! Wedle niego z Bogiem, całkowicie transcendentnym, człowiek może obcować właśnie w Jego energiach. Mój wniosek - nie każda energia jest diabelska, nie każde wspominanie o niej pogańskie.
anonim2013.04.23 23:06
akurat dzisiejsze słowa Papieża Franciszka, jako komentarz do tekstu Ojca Mariana i i zaproszenia "roberta.p", by wierzyć tak jak Papież: Papieska homilia imieninowa: nie można wierzyć w Jezusa bez Kościoła (z dzisiaj - 23 kwietnia 2013) Kościół staje się coraz bardziej Matką, Matką coraz większej liczby dzieci. Matką, która daje nam wiarę. Matką, która daje nam tożsamość. Z tym, że tożsamość chrześcijańska to nie dowód osobisty: tożsamość chrześcijańska polega na przynależności do Kościoła, bo przecież oni wszyscy należeli do Kościoła Matki. Albowiem nie da się znaleźć Jezusa poza Kościołem. (…) Pomyślmy o Kościele Matce, który rośnie i nadaje swoim dzieciom tożsamość wiary, bo nie można wierzyć w Jezusa bez Kościoła. (…) Prośmy Pana o taką apostolską gorliwość, która popchnie nas naprzód jako braci. Naprzód, niosąc imię Jezusa w łonie Świętej Matki Kościoła, jak powiadał św. Ignacy, «hierarchicznego i katolickiego». (za serwisem Radia Watykańskiego)
anonim2013.04.24 7:36
A ja praktykuję medytację WCCM (jako jedną z wielu form modlitwy, w które się angażuję). I takie teksty jak ten nie robią na mnie większego wrażenia, a już napewno nie zniechęcają do tej formy duchowości. Poznałem, doświadczyłem na sobie, i widzę dobre owoce! A jeśli owoc jest dobry, to nie będe wylewał dziecka z kąpielą, i rezygnował. Uczestnictwo w tej formie duchowości, jak w każdym innym ruchu kościelnym, jest sprawą rozeznania we własnym sumieniu, i napewno nie jest odpowiednie dla wszystkich. Ale jest dopuszczalne przez Kościół, akceptowane przez Watykan. Wydaje się, że za czasów pontyfiktau papieża Franciszka tę formę duchowości czeka rozkwit.
anonim2013.04.24 7:44
Otóż powtarzam każdemu, kto ma ochotę pomedytować: Różaniec. To naprawdę fałsz, że to, co swojskie i tradycyjne, jest złe. Że trzeba szukać tego, co jest, i że trzeba unowocześniać to, co działa od lat.
anonim2013.04.24 10:26
Bardzo dobry tekst. Moim zdaniem błąd wzorowanej na zen medytacji polega na tym, że usiłuje przenieść do chrześcijaństwa formę medytacji nie przenosząc treści. Myślę, że to niemożliwe, bo formę mantr mających pozwolić na wyzwolenie ze świadomości wymyślono w oparciu o teorię zen, gdzie celem jest wyzwolenie się z jaźni. Metoda zen jest więc antropocentryczna. Zupełnie inaczej chrześcijaństwo - jest chrystocentryczne, a modlitwa nie polega na wyzwoleniu się z własnych myśli i uczuć, ale na skupieniu się na relacji z Bogiem. Można próbować ochrzcić zen, ale jest to próba zmiany metody wymyślonej w innym celu. To tak jakby chcieć widłami wykopać rów. Po co więc, jak mamy tyle pięknych modlitw katolickich np. Różaniec Św., lectio divina czy tradycje Ojców Pustyni?
anonim2013.04.24 10:29
P.S. do Redakcji Proszę o szacunek dla o. Freemana i zmianę tytułu nie "benedyktyn Freeman" ale Laurence Freeman OSB czy o. Freeman. Nie używajmy w stosunku do duchownych języka Palikota.
anonim2013.04.24 14:01
Bogart, nie myl energii Bożych, które w Prawosławiu odnoszą się do działania Boga, termin bliski naszej Łasce z energiami ezoterycznymi obecnymi w pogaństwie - to są kompletnie różne pojęcia podobnie zresztą, jak medytacja chrześcijan, a medytacja pogan
anonim2013.04.24 14:04
a co do freemanowców - tam jest miszmasz - są grupy pod tym szyldem w zasadzie przyzwoite, ale zajrzyj na stronę wccm, ile tam jest zachęt do praktyk jogi, zenu i wszelkiej ezoteryki, oczywiście pod płaszczykiem ,,nowej duchowości''
anonim2013.04.24 21:39
Filip Zieliński biskup A. Siemieniewski, prof. teologii o WCCM: Problem jest bardzo ważny. Problem oceny wartościowania aspiracji mistycznych jest problemem wewnątrzkościelnym; wewnątrzkościelnych grup medytacyjnych. LAURENCE FREEMAN to brytyjski zakonnik. Podróżuje sporo po świecie i Polsce, uczy medytacji. Ma sporo zwolenników. Jego argumentacja jest następująca : „W ciągu ostatnich dziesięcioleci medytacja w Kościele Katolickim - w zakonach kontemplacyjnych szczególnie do medytacji powołanych - zanikła. Sztuka ta zanikła bo zatracono instytucje mistrzów, którzy wprowadzali w te medytacje.” L.F. powołuje się na mnicha Johna Maina - który poszukując tajemnicy medytacji wczesnego chrześcijaństwa monastycznego, medytacji pierwotnych chrześcijańskich mnichów spotkał hinduistycznego kapłana, który wprowadził go w medytację hinduistyczną – Powinna ona być dobrana do każdego człowieka indywidualnie i opiera się z jednej strony na technice – mantrze indywidualnie dobranej, a z drugiej strony na panteizmie. Panteizm to pogląd, że Bóg jest przestrzenny rozpowszechniony w całym kosmosie, a człowiek może w wniknąć w tą boskość za pomocą technik i sposobów. W jego opinii było to bardzo zbieżne z medytacją pierwszych mnichów chrześcijańskich. Jako argument , że taka medytacja za pomocą mantry i opróżniania umysłu z pojęć oderwana od świadomości, bez jakichkolwiek toków dyskursywnych, logicznych przed Bogiem nawet bez świadomości obecności Boga podaje doświadczenia Jana Kasjana spisane w dziele „Rozmowy z ojcami”. Są to rozmowy z różnymi sławnymi mnichami z którymi Jan Kasjan spotkał się w swoich podróżach. Laurence Freeman powołuje się na rozmowę z Abba Izaakiem. Otóż Abba Izaak miałby nauczać modlitwy czystej . Rzeczywiście wg relacji Kasjana Abba Izaak wprowadzał do tej modlitwy poprzez wstępne modlitwy w postaci śpiewania psalmów itd. ale wg. Freemana jest to modlitwa nieczysta. Modlitwa czysta jest wtedy (wg. Freemana), gdy umysł opróżni się z fragmentów psalmów, ewangelii, uczuć i pragnień, postaw takich jak uwielbienie, dziękowanie. Umysł stanie jako pusty nie wobec Boga. Bo, gdy stoi wobec Bogato nie jest to modlitwa czysta, bo umysł nie jest jeszcze dostatecznie oczyszczony – bo w moim umyśle jest jeszcze świadomość, że jestem ja i Bóg. Należy się opróżnić nawet ze świadomości że ja tu przed Bogiem jestem. I to wg L.F. znajduje się w rozmowie J. Kasjana z Abba Izaakiem starożytnym mnichem. Przeczytałem rozmowy i rzeczywiście Abba Izaak posługuje się pojęciem modlitwy czystej. Jednak u niego modlitwa czysta polega ona na tym, że upraszcza się nasze stanie przed Bogiem. Jako lekarstwo, które uwalnia nas z naszych skomplikowań, rozproszeń, życiowego zamieszania, myślenia o wszystkim i niczym podał powtarzanie biblijnych wersetów, które powinny być krótkie, żeby umysłu za bardzo nie obciążały. Abba Izaak podał jako przykład taki werset :” Boże wejrzyj ku wspomożeniu memu, Panie pospiesz ku ratunkowi memu.” To był wg. niego doskonały werset by dojść do modlitwy czystej. Czy jest to podobne do mantrycznej modlitwy mającej opróżnić umysł z każdej zawartości , którą by się udało określić pojęciami? To jest o wiele za długie na mantrę. Poza tym jest z konkretną treścią - Ja o coś proszę. To jest prośba. Jest to uproszczenie modlitwy. Z całą pewnością jest nieprawdą, że jest to zachęta do stawania przed Bogiem z umysłem, czy sercem opróżnionym ze wszystkiego. Ten werset ma wywołać postawę, że ja stoję przed wszechmogącym Bogiem, który mnie słyszy. .JA stoję przed Bogiem. Także podobieństwo zewnętrzne z mantrą jest dość słabe. Bo teksty podawane, w starożytności są za długie i za skomplikowane na mantrę. Poza tym w modlitwie do kt. zachęca Freeman wyraźnie mówi się aby abstrahować od wszelkiego znaczenia słów. W jego opinii najlepszym słowem na medytację jest słowo maranatha. Przypuszczam, że to dla uspokojenia katolickiego sumienia. Pochodzi z biblii ale nie budzi skojarzeń bo mało kto wie co to znaczy. Myślę że w ten sposób wprowadził człowieka w medytację dźwiękiem, który nic dla tego człowieka nie znaczy. Wypełnianie się dźwiękiem przez powtarzanie ma doprowadzić do opróżnienia umysłu. Nie jest prawdą aby starożytni mnisi chrześcijańscy, tak się modlili. To jest po prostu nieprawda. Innym autorem na kt. powołuje się L. F. jest Ewagriusz ale jak się go poczyta to także dojdziemy do wniosku, że jego modlitwa ma doprowadzić do wywołania uczuć przed Bogiem np. opłakiwania grzechów. Bóg mnie słyszy a ja mu coś komunikuję.. Laurence Freeman odwołuje się do fałszywej argumentacji że powraca do medytacji mnichów w 4, czy 3 w. w Egipcie, czy Syrii od której rozpoczął się monastycyzm Ale jak widać to nie jest prawda. Ludzie mniemają że wrócili do modlitwy jaką posługiwał się monastycyzm ale jest to nieprawda. To jest zupełnie nowa modlitwa. Jest to nowatorstwo modlitewne. Chrześcijanin jest zachęcany aby w modlitwie nawet o Jezusie nie myśleć. Zachęcam po prostu do lektury dzieł Jana Kasjana.
anonim2013.04.24 21:42
może choć tu mnie nie usuną - widać bardzo niewygodny tekst co poniektórzy księża i moderatorzy stron wola go usuwać - a to słowa biskupa.
anonim2013.04.25 10:03
Bywałem na spotkaniach medytacyjnych prowadzonych przez benedyktynów (w Polsce) bezpośrednio inspirowanych nauką/metodą ojca Freemana. Nigdy nie zaakceptowałem tego sposobu - oparcia się na medytacji z powtarzaną "mantrą". Czegoś ważnego zawsze mi brakowało. Jednak jako adept, mogłem mieć bardziej do siebie pretensje, że czegoś nie rozumiem lub źle robię, niż do przedstawianej mi "metody". Ta recenzja w jasny sposób wskazuje na problem. Mantra (wydawałoby się jakże nowoczesna, nie obarczona tradycyjnym mozołem "klepanego paciorka", powiew nowości), jaka była sugerowana na tych medytacjach nie dotykała w żadnym stopniu żadnego z aspektów wiary w boskość Jezusa, Trójcy Świętej - brzmiała (z tego co pamiętam) "Panie, przyjdź". O jakiego "Pana" miałoby chodzić? I o jakie przyjście? Pustka nie jest drogą ani celem. Tak bym podsumował tamte dni spędzone z grupą medytacyjną. Pustka wykoleja. Pustka niepokoi. Pustka martwi.
anonim2013.04.26 0:04
cóż, nie słyszałem o tym, zeby ktoś pod wpływem działalności WCCM odszedł od Kościoła, natomiast w przypadku działalności niektórych wspólnot charyzmatycznych- owszem
anonim2013.04.26 10:47
Nie dziwota że ludzie poszukują mistyczności. Ale przecieżmamy swoją, katolicką. Tylko ktośjąkiedyś nazwał zabobonami i odrzucił. Miejsce rytualne nie znosi próżni. Jak my go świadomie nie zapełnimy, to zapełni je byle co: http://franciszekpapa.blogspot.com/