18.08.13, 07:38fot. chriscandy/sxc.hu

Jak się bronić przed myślami samobójczymi?

Jasne: jeżeli po drugiej stronie brzegu nie ma już nic, jeśli życie jest tylko gadżetem, którego wyrzuca się, gdy jest zużyty albo zepsuty – to po co dłużej się męczyć? Przekonanie o czekającej nas po śmierci nicości zabija dwadzieścia tysięcy młodych ludzi, którzy każdego roku popełniają samobójstwo we Francji (to znaczy, dwie osoby na godzinę!). Zbyt wiele by mówić na temat kłamliwych filozofii, głoszonych przez „grabarzy Boga”, którzy rzucają Jemu wyzwanie: Możesz wynosić się, poradzimy sobie bez Ciebie, jesteśmy dorośli... Nie da się pogrzebać Boga bez jednoczesnego grzebania człowieka. Oto zbieramy dziś owoce zatrutych filozofii i ideologii... Lecz ty, który teraz cierpisz i chcesz skończyć z życiem, nie masz ochoty do mędrkowania i do analizowania filozoficznych przyczyn twego złego samopoczucia. Balansujesz nad przepaścią, stojąc na granicy wytrzymałości. Potrzebujesz teraz jak najbardziej solidnych i przekonujących argumentów, żeby żyć. Pozwól, że postawię ci jedno pytanie: czy spojrzałeś na mapę, dokąd zamierzasz się wybrać na wieczność? Czy rozglądałeś się za osobami, które mogłyby ci „dać cynk” na temat tamtego świata? Czy w ogóle zastanawiałeś się nad tym, co czeka ciebie po śmierci? Wiedz najpierw, że nie wpadniesz w nicość, ponieważ niczego takiego nie ma. Trzeba jasno powiedzieć za najbardziej wybitnymi ludźmi nauki, między innymi, że ten wymysł w postaci „nicości” jest już przeżytkiem. Intuicyjne przeczuwanie prawdy o istnieniu życia po śmierci – o jakąkolwiek formę życia przyszłego by tu nie chodziło – należy do podstawowych danych naukowych.

Chciałabym zaproponować ci dwa typy świadectw. Jakkolwiek prawdą jest, że nikt do nas nie przyszedł z tamtego świata i nie opowiedział, jak on wygląda, to jednak istnieje wielu ludzi, którzy bardzo mocno zbliżyli się do granicy z wiecznością. Ich świadectwo potrafi rzucić odrobinę światła na temat tego, co nas czeka. Otóż, tysiące albo i więcej ludzi doświadczyło śmierci klinicznej – stanu, który popularnie określa się mianem „życia po życiu”. Większość z nich wyznaje, że po rozstaniu się ze swym ciałem zaznali niewyrażalnej błogości i pokoju – rzeczy dotychczas nieznanej. Dalej, po przebyciu swego rodzaju tunelu znaleźli się w obliczu świetlistej postaci, która przyciągała ich w nieprzezwyciężalny sposób. Ludziom tym brakuje słów na opisanie miłości, promieniującej z tej niezwykłej światłości, w której osoby wierzące rozpoznawały oczywiście Boga. Jednak w momencie, kiedy chcieli całkowicie powierzyć się i przylgnąć to tej światłości, pojawiała się jakaś wewnętrzna przeszkoda. Musieli wrócić na ziemię, do swego ciała. Pomiędzy tego typu świadkami znajdują się także ci, którzy zaznali śmierci klinicznej w następstwie nieudanego samobójstwa. Warto podkreślić, że ich doświadczenie było zupełnie odmienne od tego opisanego powyżej. Po pierwsze, ich złe samopoczucie i przygnębienie, które skłoniło ich do próby odebrania sobie życia, nie opuszczają ich „po śmierci”. A po drugie, kiedy zostają ogarnięci blaskiem niezwykłej światłości, która im wychodzi naprzeciw, zaczynają gwałtownie żałować swojego czynu. Uświadamiają sobie z niezwykłą wyrazistością, że sami nie dysponują swoim życiem, że nie do nich należy przerywanie go, i że decyzja ta należy wyłącznie do owej Światłości. Zadziwiające, że o tym samym przeżyciu mówią ludzie zarówno wierzący jak i niewierzący. Jeszcze dziwniejszy jest fakt, że żadna z tych osób, które doświadczyły „życia po życiu”, nigdy więcej nie ponawiała próby samobójstwa. Nikt z nich, niezależnie od przekonań religijnych czy od rozmiaru znoszonego cierpienia, nie decyduje się już więcej targnąć na swe życie! Skąd czerpią siłę do dźwignięcia się do nowego życia? Właśnie z tego wstrząsającego dla nich odkrycia, że obecne cierpienie niewiele znaczy w porównaniu z ogromem szczęścia, płynącego z wiecznego połączenia się z niezmiernie miłującą Światłością – w dniu i w godzinie, które przez nią zostaną wybrane.

A oto drugi rodzaj świadectwa, pochodzącego od świętych, których droga głębokiej zażyłości z Bogiem stanowi dla nas źródło pożytecznej nauki duchowej. Otóż, wielu z nich, w ciągu wieków, służyło charyzmatem bardzo szczególnym i rzadkim, który jednak nie ma nic wspólnego ze spirytystycznymi praktykami (potępionymi przez Boga, jako wstrętnymi przed Jego Obliczem). Chodzi o charyzmat bycia nawiedzanym przez dusze zmarłych, przebywających bądź w Niebie, bądź w Czyśćcu. Myślę tu na przykład o znanej historii ze św. Janem Bosko, zbudzonym w środku nocy przez dawnego współbrata z seminarium, który właśnie umarł i przyszedł mu ogłosić swoje wejście do Nieba. Cała sypialnia była świadkiem tego wydarzenia! Myślę tu o siostrze Marii Annie od Jezusa, zaufanej św. Teresy z Avila: spędzała ona część nocy na łagodzeniu cierpień i wyzwalaniu dusz z czyśćca, czyniąc to za pozwoleniem Boga, który zażądał od niej ofiarowania swych modlitw i trudów za osoby zmarłe. Myślę tu o św. Katarzynie z Genui, o św. Faustynie Kowalskiej czy bł. siostrze Mariam z Betlejem: wszystkie one były powiernicami dusz zmarłych, którym służyły swą miłością, modlitwą, umartwieniami... Można by mnożyć te przykłady, nie tylko z przeszłości. Także dzisiaj żyją osoby, które posiadają ten zarazem niezwykły i błogosławiony charyzmat. Lecz powróćmy do kwestii samobójstwa. Zgaduję już twoje pytanie: co mówią zatem z Czyśćca dusze tych, którzy odeszli na skutek zadanej sobie śmierci?

Los tych osób zależy od okoliczności, jakie przyczyniły się do decyzji o samobójstwie. W przechodzeniu na „tamtą stronę” nie ma wycieczek zorganizowanych i jednakowej taryfy dla wszystkich. Najbardziej zasadniczym i przewodnim motywem tych wyznań jest żal i ubolewanie z powodu popełnionego czynu. Dlaczego? Ponieważ dusza dostrzega w pełnym blasku cudowny i jedyny w swoim rodzaju plan, jaki Bóg spełniłby wobec niej w całości, gdyby do końca przeżyła swój czas na ziemi. Nie będąc już zaślepiona swym negatywnym spojrzeniem na siebie i na świat, rozpoznaje wspaniałość i wielkość Bożej woli względem siebie, uświadamia sobie niesłychaną wartość doczesnego życia, pojmuje z nadzwyczajną jasnością swe prawdziwe miejsce w Sercu Boga, swe jedyne powołanie w ciele Kościoła, ogląda bezmiar Miłości, którą od zarania jest umiłowana oraz niezmierzoną cenę swoich najdrobniejszych aktów miłości. Tym, co powoduje jej straszliwy żal, jest świadomość zmarnowania zbawczej mocy wszelkiego rodzaju trudów i cierpień, przeżywanych na ziemi w łączności z cierpieniami Chrystusa. Wyrzuca sobie, że przez tak krótki czas ziemskiego życia nie podjęła cierpienia, które owocuje radością w wieczności. Opłakuje ona całe dobro, które mogłaby uczynić innym duszom, gdyby nie targnęła się na swe doczesne życie.

Oby nigdy nie przyszło nam tak gorzko rozpaczać! Wiedz o tym, że każda minuta obecnego czasu posiada bezcenną wartość, bowiem każda chwila jest ci darowana, abyś wzrastał w miłości i tym samym powiększał wewnętrzną zdolność do przyjęcia chwały wiecznej. W opinii świętych, nawet Aniołowie w Niebie zazdroszczą nam owej zdolności doskonalenia się w miłości poprzez pokonywanie wszelkiego rodzaju przeciwności. Oni bowiem problemów i bolączek już nie mają! Nie, nie warto na siłę przyspieszać porodu, choćby okres ciąży dawał się we znaki; inaczej piękno twego ciała zostanie uszkodzone. Obyś mógł powiedzieć u kresu ziemskiej wędrówki, jak Jezus: Wykonało się!

Na początku wspomniałam o kontraście pomiędzy dążeniem do szczęścia a spostrzeżeniem, że przepełnia cię smutek, rozczarowanie, ból i beznadzieja. W rzeczywistości jednak – pozwól mi to powiedzieć – prawdziwy kontrast ma miejsce gdzie indziej: w twoim życiu. Kiedy bowiem mówię: „twoje życie”, to mam na myśli także życie wieczne. Ten kontrast polega więc na olbrzymim rozdźwięku między tym, co dzisiaj czujesz i rozumiesz, a obiektywną prawdą o twoim istnieniu. Przypominasz człowieka, który stoi z grubą opaską na oczach w promieniach słońca, i mówi: zrobiło się ciemno, idę spać. Nie jest w mojej mocy to, aby ci tę opaskę zerwać, lecz mogę przynajmniej zawołać: proszę, zaufaj tym, którzy choć trochę widzą słońce! Oprzyj się na świadectwie świadków Światłości w chwili twojego zaślepienia! I nie podejmuj ryzyka zeszpecenia twego prawdziwego szczęścia wyobrażając sobie, że skrócisz sobie obecne cierpienia. Zamiast rzucać swe życie do kosza, postaw wszystko na Miłość. Daj Bogu jeden rok, mówiąc Mu: już nie mogę więcej, teraz Ty zabierz się za moje życie. Na okres jednego roku daję Ci do dyspozycji wszystko, czym jestem i co posiadam. Uczyń mnie instrumentem Twojej miłości. Inicjatywa należy do Ciebie, natchnij mnie, co mam czynić i pośpiesz się z przyjściem mi z pomocą! Mogę ci zagwarantować, że nie miną trzy miesiące, a zapłaczesz ze szczęścia nad cudem, jakim jesteś!

To nieprawda, że jedynym wyjściem z twojej ślepej uliczki jest samobójstwo. Są jeszcze inne drzwi, prowadzące do twego serca, o których Jezus powiedział: Stoję u drzwi i kołaczę... Pozwól, aby rozlegało się w tobie to łagodne pukanie Miłości, która cię woła i błaga, pukanie Boga strapionego wobec twojego strapienia. Pozwól, aby rozchodził się Jego pokorny i przejmujący głos: Czy otworzysz dla Mnie swe serce? Czy pozwolisz Mi żyć razem z tobą? Zbyt wiele cierpiałe(a)ś, aby się znowu pomylić na drodze do szczęścia. Wybierz Miłość, mającą na imię Jezus, która cię dzisiaj wybiera i pociesza. Czyż nie pozwolił On pewnego dnia zabić się z miłości do twojego życia?

Siostra Emmanuel
Wspólnota Błogosławieństw

Komentarze

anonim2013.08.18 8:24
Ludzie, którzy chcą odebrać sobie życie tak naprawdę są zazwyczaj tak umęczeni sobą, że nie widzą innego wyjścia. To zwykle jest pewien proces. To nie dzieje się w jednej chwili. Wierzę, że Bóg próbuje do nich dotrzeć, ale jeśli ktoś go nie szukał jakoś w swoim życiu to nie uwierzy takim słowom jak w tym artykule. Człowiek potrzebuje Boga, ale także drugiego człowieka, tak jak w przykazaniu miłości. Życie to trudne zadanie.
anonim2013.08.18 10:31
A ja jestem pewna, że jest życie po śmierci, i że jedni tam cierpią, inni nie. Skąd wierzę, bo mam namacalne dowody na obcowanie świętych, kontakt z różnymi osobami, które odeszły, choć wcale tego nie szukałam i o to nie prosiłam. Skoro Jezus Zmartwychwstał to znaczy, że jest większy niż piekło, niż szatan, niż śmierć, i znowu, mam konkretne dowody na to, że On JEST i że działa w moim życiu! Niestety każdy sam pracuje na swoją relację z Jezusem: modlitwa, sakramenty, słuchanie Ducha Świętego, czyny miłosierdzia, widzenie Boga w drugim człowieku, itd., itd. To tak jak w perykopie o pannach głupich i mądrych. Oliwa, którą mądre wzięły i nie chciały się podzielić z głupimi jest właśnie symbolem wiary, o którą każdy z nas musi dbać sam, a nie:"ej, pożycz mi trochę twojej wiary" - tak się nie da, wiara to nie rzecz materialna. Pozdrawiam!
anonim2013.08.18 12:19
Modlimy się za osoby kuszone do samobójstwa, każdy może...www.lechitiel.net
anonim2013.08.18 13:18
@revilok: jeżeli przed tym życiem nic nie ma i po nim nic nie ma, to jaką ono może mieć wartość? Jeżeli samobójca dokonuje skoku w nicość, czym innym jest śmierć każdego z nas jeśli nie takim samym skokiem? Dlaczego zatem powstrzymywać samobójcę? Dlaczego tłumaczyć mu, że to życie jest piękne, jeśli po jego ustaniu nie przetrwa nic co by o tym świadczyło na wieki? Dlaczego zatem uznać życie za dar, skoro ani się na nie nie czeka ani nie można nic z niego zatrzymać ani za nie otrzymać? Co w nim wartościowego? Życie, po którym nic nie ma jest najpotworniejszą niesprawiedliwością jaką tylko można sobie wyobrazić.
anonim2013.08.18 13:32
Po części Gkur ma rację, tylko czemu sam tego nie zastosuje, zamiast odreagowywać obsesje na Frondzie. Gkur obsesje i związane z nimi emocje - np. jak nienawiść do chrześcijan też można leczyć - skorzystaj z własnej rady, lepiej się poczujesz po lekach.
anonim2013.08.18 13:46
Wiara powstrzyma skutecznie - jeśli zdamy sobie sprawę, że po śmierci nie zmieni się stan odczuwania, utraci się tylko wszelkie możliwości działania i zmiany sytuacji. Nawet człowiek ogarnięty rozpaczą, zagłębiając się w ciemność ma jednak rozum który podpowiada mu, że przekroczenie granicy nie zakończy jego cierpienia, tylko przedłuży go na wieczność bez odwrotu. Póki żyjemy, możemy z ciemności wybić się ku światłu. Wbrew niektórym opiniom, sądzę że wierzącym jest trudniej. Jeśli by przyjąć, że potem mamy tylko nicość, to zakończenie życia jawi się wyłącznie jako ulga. Jeśli założymy że jednak nie nicość, a kontynuacja - to zmusza do ciągłej walki.
anonim2013.08.18 16:37
Cóż znaczy szacunek i łaska historii dla kogoś, kogo historia się kończy z ostatnim oddechem? Nie bądźmy naiwni. Podział na dobro i zło ma silne powiązanie z istnieniem Boga, który jest Dobrem Absolutnym. Bez Boga - idealnego Dobra, wzorcowego punktu odniesienia, nie można mówić o jakimkolwiek bezwzględnym kryterium moralnym. Wszystko staje się względne, zależne od ludzkiego widzimisię, zmienne, dyskusyjne, w efekcie zacierają się granice między dobrem i złem, zaczynamy mieć wątpliwości co do oceny faktów. Tam gdzie nie ma Boga, ten sam czyn kilka osób oceniać będzie różnie. Wiara, życie w relacji z osobowym Bogiem kształtuje w nas szczególną wrażliwość sumień, które widzą jasno, oceniają pewnie, mają intuicję dobra.
anonim2013.08.18 16:42
Anty_islam, nie obietnica groźby i kary jest motywacją wierzącego do czynienia dobra, ale po prostu głód czynienia dobra rodzący się z miłości do Stwórcy, chęć upodobnienia do Niego. Kiedy nie ma w nas żywej relacji z Bogiem, nawet chcąc czynić dobrze możemy być sprawcą wielkiego zła.
anonim2013.08.18 17:06
Revilok, właśnie mocno wierzę w Twoją inteligencję, wiec nie mam wrażenia że rozmawiam z "ciemnym ludem" ;) Inteligencja korzysta ze zdobyczy logiki, a logika podpowiada, że kiedy czyjaś historia to długość jego życia, nie ma absolutnie żadnej motywacji żeby dbać o dobrą pamięć o sobie. Dlaczego miałby to robić? Sprostuję tylko, że ani wieprzowina nie jest złem, ani celibat dobrem, ani niejedzenie mięsa w piątki itd. Dobre jest umiejętne korzystanie z tego, co oferuje świat, jak również stawianie sobie ograniczeń, szczególnie aby zaakcentować własne przekonania lub rozwijać się. Stosujesz skróty myślowe.
anonim2013.08.18 19:18
Revilok, jeśli snaut będzie chciał mnie o coś zapytać, na pewno tak uczyni;) Owszem, dokonałam oceny moralnej odniesionej- jak zawsze - do Boga, bo nie ma na tym świecie nikogo innego, kto mógłby przekonać mnie do jakichś ograniczeń w imię... no właśnie, w imię czego się ograniczać, skoro istnieje tylko "tu i teraz"? Twój argument o najwyższej wartości życia stosunkowo łatwo zakwestionować. Jeśli pojawi się konflikt - Twoje życie i życie kogoś innego (lub po prostu Twoje dobro vs dobro drugiej osoby), co będzie dla Ciebie moralnym wyznacznikiem postępowania? Czyje dobro/życie ma być decydujące, ważniejsze?
anonim2013.08.18 20:24
Revilok, zaraz, zaraz... okazuje się że nie życie ma wartość nadrzędną, bo bywa tak że życie/dobro jednostki można i jak piszesz należy poświęcić dla dobra zbiorowości. A więc jedno życie może więcej znaczyć niż drugie. Tu już otwiera nam się piękna furtka do nadużyć. Z takiego założenia wychodzono np. na Wołyniu, gdzie wymordowano tysiące Polaków. Życie mniejszości poświecono dla dobra większości, przynajmniej wstępujacy do UPA mocno w to wierzyli. Intencje mieli dobre, chcieli tylko interes większości ochronić przed mniejszością. Boga do tego nie potrzebowali, faktycznie...
anonim2013.08.19 7:37
Dziękuję Redakcjo za ten tekst (siostry Emmanuel zawsze warto posłuchać) - dam go jednej osobie, za którą intensywnie się modlę. Niestety, wzrasta ilość zachorowań na choroby psychiczne, które także przynoszą żniwo w postaci samobójstw. Wówczas, na zaawansowanym etapie choroby, często nie działają racjonalne argumenty. Dwie bliskie mi osoby popełniły samobójstwo chorując jedna na na ciężką depresję, a druga na schizofrenię. Pocieszeniem jest dla mnie stanowisko Kościoła wobec takich przypadków (sformułowane w Katechizmie KK).
anonim2013.08.19 7:42
Przed samobójstwem chroni pozytywne nastawienie do życia, pozytywne myślenie. Czasem ludzie religijni nienawidzący tego świata i myślący, ze to co najlepsze spotka ich po śmierci, nie mogą się opędzić od myśli samobójczych.
anonim2013.08.19 20:10
Revilok, problem w tym, że nie jesteśmy częścią wielkiego, łagodnego oceanu. Napięcia, ruch, dynamizm - to cechy życia. Życie w swej naturze generuje konflikty - choćby tarcie na linii potrzeb różnych organizmów, które zahaczają jedne o drugie. Nie każdy zrezygnuje ze swoich, nie ze wszystkich też swoich można się wycofać. Nie jest też tak, jak zakładasz w swojej idealnej wizji świata - ciekawej, jednak niemożliwej "po tej stronie". Rozwój jest motywacją wielu jednostek, ale nie wszystkich. Nawet nie wszystkie nasze działania są ukierunkowane na rozwój, czasem słowa, czyny bywają niszczące, co wynika ze słabej, niedoskonałej konstrukcji człowieka. Taki nasz los. Życie to walka, albo z przeciwnościami, albo ze sobą. Czasem celowo, czasem nieświadomie krzywdzimy innych. Raju nie ma. A życie roślin jest niewiele warte w zestawieniu z życiem ludzkim, więc nie jest też tak, że każde życie jest równocenne, choć cenne istotnie jest każde. Musisz być wielkim idealistą. Trochę zazdroszczę. :)
anonim2013.08.20 20:43
I wszystko byłoby ok, gdyby nie to, że od powtarzania teza nie staje się prawdziwsza. Samo istnienie życia nie jest jedynym kryterium moralności(kiedy stoisz naprzeciw osoby atakującej Cię nożem i masz życie przeciw życiu, co wtedy z Twoją filozofią?) Był Jeden taki, który pokazał że istnieją wartości przekraczające ramy tego życia. Moralność sięga daleko poza doczesność i tylko w takim kontekście właściwe jest rozpatrywanie faktów. Inaczej nie ocenimy właściwie, czym jest dobro, a czym zło.
anonim2013.08.21 18:50
"Moralność istnieje tak długo jak istnieją istoty żywe. TAK TRUDNO TO ZROZUMIEĆ ? W świecie nieorganicznym nie istnieje coś takiego jak moralności. " Wzrok mam wprawdzie nie najlepszy, ale litery na monitorze jeszcze widzę. Dzięki, nie trzeba CapsLockiem :) Nie uważam, że rzeczywistość to suma materii organicznej i nieorganicznej. I chyba dlatego nie możemy dojść do porozumienia.
anonim2013.08.21 20:39
"Dlatego w świecie niematerialnym nie ma moralności." Mam na ten temat inne zdanie. "Ona istnieje tylko tam gdzie istnieje życie. " Tu zgoda. Pozdrawiam i życzę dobrej nocy!