18.08.15, 19:46Karolina Elbanowska (fot. Stowarzyszenie Rzecznik Praw Rodziców)

Karolina Elbanowska dla Fronda.pl: Andrzej Duda uszanował rodziców. To budzi nadzieję

Jak Pani ocenia dzisiejsze spotkanie z prezydentem Andrzejem Dudą w sprawie dopisania pytań do referendum?

Karolina Elbanowska, Rzecznik Rodziców: To było bardzo dobre spotkanie. Przez ostatnie lata nie było żadnej możliwości spotkania w sprawie 6 - latków z głową państwa. Były prezydent Bronisław Komorowski ignorował wielokrotnie nasze postulaty, prośby o zajęcie stanowiska, o wsparcie i pomoc - zupełnie jakby nie dostrzegał problemu. Nowy prezydent uszanował rodziców sześciolatków, którzy zebrali milion podpisów, zapraszając ich przedstawicieli na pierwsze oficjalne spotkanie w Pałacu.

Jakie wnioski płyną z tego spotkania?

Rzeczywiście jest wola przeprowadzenia tego referendum i wola naprawy systemu w kierunku, którego oczekują rodzice. Referendum jest o tyle ważne, że daje mocną i niepodważalną legitymację społeczną dla wprowadzenia zmian. Zależy nam, żeby to referendum się odbyło. Zdajemy sobie sprawę, że obecnie pokrzywdzonym przez reformę dzieciom z rocznika 2009 nie zdąży już pomóc, ale dla kolejnych roczników wciąż jest bardzo istotne. Czekamy na decyzję prezydenta w tej sprawie. Myślę, że realnie jest szansa na przeprowadzenie takiego referendum przy okazji wyborów parlamentarnych.

Premier Ewa Kopacz powiedziała, że "ustawa w sprawie 6 - latków była słuszna. Ok. 90 proc. rodziców, którzy wysłali 6 - latki do szkoły jest z tej decyzji zadowolonych".

Są to dane wzięte z kapelusza. Wypowiedź Ewy Kopacz obrazuje kompletne odrealnienia władzy, która od 8 lat ignoruje obywateli. Świetnie to zresztą ilustrują bilbordy, na których premier Kopacz zapewnia o służbie obywatelom, na tle ludzi pozbawionych twarzy. W sprawie sześciolatków w szkole, którą monitorujemy od 2009 roku, udzielając kilku tysięcy indywidualnych konsultacji rocznie, mamy dokładnie odwrotne obserwacje. Falstart szkolny większości sześciolatków to fakt a problemy wcześniej, czy później się pojawiają. We wrześniu dziecko jest jeszcze zachwycone nowym miejscem, czuje się już takie bardziej dorosłe, ponieważ posiada atrybuty "dorosłości": plecak, piórnik, książki. Gdy zaczyna się szara szkolna rzeczywistość - konieczność odrabiania prac domowych, siedzenia godzinami bez ruchu i bez słowa w ławce, przychodzenie do szkoły na popołudnie, brak czasu na zabawę, zmęczenie, wówczas zaczynają pojawiać się schody. Zdecydowana większość, bo ponad 80% rodziców, w okresie wolnego wyboru - nie posłała 6 - latków do szkoły. To są konkretne decyzje dotyczące ponad 2 milionów dzieci z pięciu roczników. Teraz kiedy są do tego zmuszani rodzice starają się masowo odroczyć obowiązek szkolny swoich dzieci w poradniach psychologiczno - pedagogicznych. Ci, którzy muszą posłać dzieci, czują, że została im odebrana władza rodzicielska, prawo do decydowania o edukacji swojego dziecka. Nawet relacje osób, którzy posłali dziecko z własnego wyboru, często są takie, że aż serce ściska, kiedy się tego słucha. Bo kłopoty pojawiły się po kilku miesiącach, albo nawet w 4 klasie wraz z nauczaniem przedmiotowym i rodzice widzą jak dziecko się męczy by sprostać wymaganiom przerastającym jego siły.

Czy myśli Pani, że jest szansa na oddanie prawa rodzicom do wychowywania swoich dzieci?

Jeżeli rzeczywiście dojdzie do zmiany władzy, jak wskazują sondaże, nie mam dzisiaj powodu w to nie wierzyć. Rozmawiałam dzisiaj także z panią Beatą Szydło, która również to potwierdza. Mam nadzieję graniczącą z pewnością, że jeśli nastąpi zmiana władzy, to rzeczywiście rodzice będą mieli wybór. Liczę na to gorąco, ponieważ walka z władzą o sprawę sześciolatków i uszanowanie woli rodziców trwa już siódmy rok. Rodzice i nauczyciele są już zmęczeni. Najwyższy czas, żeby wreszcie zaczęto nas słuchać i szanować. Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że zostało skrzywdzone półtora rocznika dzieci. Mówię to z żalem, ale są to "króliki doświadczalne" reformy. Zostały zmuszone przez władzę do pójścia wcześniej do szkoły, wbrew woli rodziców. Są to dzieci skrzywdzone w imię buty rządzących i kolejnych pań minister edukacji, które chcą za wszelką cenę udowodnić, że wiedzą lepiej niż rodzice co jest dobre dla dzieci. To narzucone siłą rozwiązanie jest w dodatku podszyte hipokryzją, bo obecna minister edukacji Joanna Kluzik-Rostkowska sama posyła dzieci do szkoły niepublicznej a Katarzyna Hall autorka reformy prowadzi drogą prywatną szkołę, dla tych którzy chcą uciec z popsutego przez nią systemu i których na to stać. Większości Polaków nie stać na taką ucieczkę z publicznej oświaty, dlatego zrobią wszystko żeby ten system naprawić. Ich obywatelska aktywność pozwala mieć nadzieję na zmianę. Nadzieję budzi też fakt, że doczekaliśmy się prezydenta, który chce im w tym pomóc.

Rozmawiała Karolina Zaremba

Komentarze

anonim2015.08.18 22:00
Pani Elbanowska, przecież wcale nie musi wysyłać Pani swoich dzieci do żadnej szkoły. Może je Pani uczyć w domu albo wcale. Ogromna większość polskich dzieci nic nie robi w domu przed pójściem do szkoły-poza tyciem i bezmyślnym gapieniem się w telewizor czy komputer a w pierwszych latach szkoły mają problem z utrzymaniem ołówka w ręku i skupieniem się przez pięć minut.
anonim2015.08.18 22:48
@liliannna Tu nie chodzi o to żeby dzieci nie wysyłać do szkoły tylko żeby je uczyć w lepszych socjalnie i przyjaźniejszych psychologicznie warunkach. Wiesz czym się różni zerówka przedszkolna od pierwszej klasy?Otóż do przedszkola dziecko jest prowadzone rano,dostaje śniadanie,obiad i podwieczorek,jest w swojej grupie,nie ma przerw co 45 minut wypełnionych jazgotem,wokół ma rówieśników albo dzieci młodsze z innych grup.Może w spokoju uczyć się czytać,pisać,poznawać świat.Program pierwszej klasy jest całkowicie możliwy do zrealizowanie w cywilizowany sposób w przedszkolnych zerówkach. W szkole to dziecko ma ok.4-5 lekcji dziennie.Czyli np. w poniedziałek od 8 do 12.30 a we wtorek od 9,50 do 14.30 a w środę w ogóle dwie lekcje 0d 10.45 bo miał byc basen ale niem ma bo zabrakło funduszy.Resztę dnia (bo rodzice muszą sześciolatka przyprowadzić i zabrać a pracują od 7 do 15 na przykład) dzieciak garuje w świetlicy szkolnej stłoczony w jednej sali ze świetlicowymi uczniami z całej podstawówki.Jest w otoczeniu większości starszych i masakrycznie się nudzących dzieciaków.W czasie przerw musi poradzić sobie z przetaczającym się korytarzem tłumem ciągnąc paru kilogramowy plecak.Na obiad ma 20 minut we wspólnej stołówce z ostrą konkurencją śpieszących się starszych i większych dzieciaków.Ten sam program pierwszej klasy ,który w przedszkolnej zerówce dzieciak łyknął by z ciekawością w tych warunkach bywa dla sześciolatka wyzwaniem. Natomiast władza ,której taniej utrzymać jedno dziecko w szkole niż w przedszkolu przekonuje ,że Elbanowscy i te miliony rodziców nie chcą dzieci do szkół posyłać.Niech nasze posły przestaną żreć ośmiorniczki i zamiast wydawać 80 000 000 000 zł rocznie na biurokrację stworzą sześciolatkom w szkołach odpowiednie warunki to rodzice poślą.Do przedszkolnych zerówek posyłają bez problemów.A do kołchozów edukacyjnych nie chcą.Dziwisz się?