12.12.17, 17:00Krzysztof Wyszkowski, źr. Youtube.com

Krzysztof Wyszkowski dla Frondy: Dymisje niepokornych- słodki upominek dla opozycji. Potem kierunek na system prezydencki

Luiza Dołęgowska, fronda.pl: Napisał Pan na Twitterze do S. Cenkiewicza: ,,Sławku - ja widziałem POLECENIE wydane "swojemu premierowi" usunięcia Macierewicza w najbliższym czasie. Macierewicz został tylko na prośbę Morawieckiego, żeby nie łączyć jego powołania z dymisją Antoniego.'' Czy w desygnowaniu starego składu ministrów chodziło więc tylko o łagodne wejście w rolę premiera przez pana Morawieckiego a za moment i tak będą - ustalone już, ostre cięcia?

Krzysztof Wyszkowski: Odebrałem tę wczorajszą uroczystość w sposób bardzo przykry. Jestem przekonany o tym, o czym pisałem na Twitterze, bo pan prezydent nawet wyznaczył termin zmiany, oczywiście symboliczny termin, ale jest to przesądzone i sprawy dzieją się dla pozoru, żeby nie łączyć odsunięcia Antoniego Macierewicza z przyjściem mało znanego i jeszcze stosunkowo mało popularnego, nowego premiera. Chodziło o to, żeby na starcie nie było pewnego negatywnego poruszenia, wzburzenia w elektoracie, aby nowy szef rządu nie został obwołany jako ten, który usunął Macierewicza. Być może po miesiącu, kiedy pojawią się jakieś nowe problemy, będzie znacznie głębsza zmiana i ta sprawa - już po świętach, w nowym roku będzie traktowana już jako coś innego, jako jakaś ''koncepcja dostosowania ludzi do nowego programu'' itd. Dzięki temu stanie się to bardziej strawne dla wszystkich, bardziej akceptowalne.  

Czyli mogłoby tu chodzić o pokazanie wizerunku premiera, który wchodzi w swą rolę bez odium ''niosącego spustoszenie'' już w pierwszym dniu swojego rządzenia?

Dokładnie tak, chodzi o odłożenie w czasie tych decyzji.

Jednak patrząc na postawę ministrów Macierewicza, Szyszko - widzimy stałą i niezmienną determinację do działania, oni nie składają broni i działają na pełnych obrotach.

Antoni jest poważnym mężczyzną, niejedno w życiu przeszedł i takie groźby czy krzyki pana prezydenta nie powodują oczekiwanej reakcji - bo dziś trzeba powiedzieć, że on nakrzyczał na gabinet ministra, powiedział, że nie wszystko zostało zrealizowane… Były to elementy komiczne, bo on sobie to przypisał, powiedział, że te sukcesy są właściwie wspólne, że to rząd i on dokonali tych zmian, ale już tylko rząd zrobił nie wszystko, co do niego należało, więc teraz trzeba wziąć się w garść i na nowo utrzymywać tempo - w każdym razie takie zobowiązanie nałożył na rząd. W ten sposób wystąpił nie jako prezydent w sensie ustrojowym i konstytucyjnym, ale jako w pewnym sensie ojciec narodu, troszeczkę jak taki super-prezydent typu amerykańskiego czy francuskiego. W Konstytucji polskiej i rząd i prezydent, obie te instytucje są zrównoważone. Sama kompetencja desygnowania premiera nie oznacza samodzielnej roli, bo tutaj główna rola należy do parlamentu, tymczasem prezydent zachował się tak, jakby ten podział kompetencji go nie zadowalał i on przypisuje sobie rolę dużo ważniejszą, niż konstytucyjna.

Czyli jest to wizerunek poważnego patriarchy narodowego?

No właśnie, ale o tym się mówiło już wcześniej, przy tych wetach latem, że tu chodzi o marsz w kierunku systemu prezydenckiego. Wczoraj słuchałem wypowiedzi prezydenta w Pałacu Prezydenckim na konferencji w sprawie nowej konstytucji i tam była mowa o prawie, o kompetencjach, ale prezydent uznał, że najważniejszym pojęciem, wokół którego powinna być  zbudowana konstytucja jest dobro wspólne. To tak naprawdę jest przelewanie z pustego w próżne, bo tak naprawdę intencją wszystkich uczestników życia politycznego nominalnie jest dobro wspólne, więc tutaj chodzi o to, że pan prezydent przypisuje sobie jaką  wyszukaną rolę  w rozumieniu tego dobra wspólnego, ale to by oznaczało właśnie, że to on jest tym arbitrem - nie parlament, nie Trybunał Konstytucyjny, tylko właśnie sam prezydent jak rozumiem i ten rok pracy nad konstytucją ma być poświęcony marszowi w kierunku rozszerzenia kompetencji prezydenta, w kierunku utworzenia systemu prezydenckiego - tak to sobie wyobrażam i takie mam wrażenie.

W czasie wcześniejszych prezydentur nie było tego typu dążeń?  

Było tak za Wałęsy, on się tego domagał i jestem przekonany, że za miesiąc lub w nieodległym czasie to zostanie powtórzone. To już jest wiadome, że pan prezydent nieformalne desygnował ministra K.Szczerskiego, czyli swojego ministra, na ministra spraw zagranicznych i wiadomo, że będzie domagał się zmiany na stanowisku ministra obrony i również innych ministerstw; myślę, że usunie ze stanowiska ministra Szyszkę. Uważam, że będą to dwie rzeczy - eliminacja ludzi, których on uważa za niesfornych i którzy nie chcą mu się podporządkować - tacy właśnie jak A. Macierewicz i W. Waszczykowski, oraz takich ludzi, których odsunięcie będzie słodkim prezentem dla opozycji - czyli np. J.Szyszko czy K. Jurgiel.  

Dlaczego miałoby to być ''słodkim prezentem'' dla opozycji?

Celem długofalowym jest to, aby pozyskać i rozszerzyć możliwy elektorat. Wczoraj prezydent bardzo wyraźnie mówił, że chodzi mu o to, żeby pochodził z tego obozu, co partia rządząca, ale chodzi o to, żeby przekonywać i tych ludzi, którzy mają inne poglądy. Już podjęta jest bardzo wyraźna walka o drugą kadencję, a po drodze chodzi też o zmianę konstytucji w kierunku systemu prezydenckiego.  

Dziękuję za rozmowę