21.09.14, 10:01Wprowadzania ducha świata do Kościoła odbywa się kosztem przepędzenia Ducha Świętego (fot. Roman catholic archdiocese of newark)

Ks. Robert Skrzypczak dla Fronda.pl: Wprowadzania ducha świata do Kościoła odbywa się kosztem przepędzenia Ducha Świętego

Ks. Robert Skrzypczak: W moim przekonaniu, niemieccy biskupi dają się za bardzo zdominować przez sytuację, w jakiej znajdują się katolicy w ich kraju, jakby diagnozę swoich trudności chcieli rozciągnąć na cały Kościół. Tymczasem kłopot, jaki przeżywają Niemcy jest związany z utratą wiernych, tak przez Kościół katolicki, jak i protestancki.

Już na ostatnim konsystorzu kardynałów doszło do pewnego nieporozumienia. Kardynałowie, reprezentujący Kościół w innych częściach świata, zwłaszcza w Azji i Afryce, zaprotestowali przeciwko próbie zdominowania debaty o Kościele powszechnym problemami, wynikającymi z trudności przeżywanych na kontynencie europejskim, zwłaszcza w jego północnej części.

Zaskakujący jest militarny język, którym posługiwał się kard. Walter Kasper, podkreślając, że niemieccy biskupi są przygotowani do merytorycznej ofensywy podczas nadzwyczajnego synodu, który odbędzie się w przyszłym miesiącu.

Przypomnę, że dotyczy on sposobu zrozumienia małżeństwa i podejścia do kwestii dyscyplinarnych, związanych z przeżywaniem sakramentu małżeństwa. Kard. Kasper proponuje tu posługiwanie się kluczem miłosierdzia. Chodzi głownie o los małżeństw rozwiedzionych, które weszły w nowe związki. Oczywiście, te związki już nie są sakramentalne, a co najwyżej cywilne. W takich związkach na świat przychodzą dzieci. Pojawia się problem odpływania wiernych z Kościoła (zwłaszcza tam, gdzie postępuje proces sekularyzacji). Odchodzący wierni narzekają przede wszystkim na niemożność korzystania z sakramentów.

To właśnie dlatego niemieccy biskupi podjęli dyskusję na ten temat już w 2010 roku podczas pontyfikatu Benedykta XVI. Zgłosili oni zapotrzebowanie przemyślenia sprawy dyscypliny sakramentów (zwłaszcza małżeństwa i Eucharystii), proponując zainspirowanie się doświadczeniem Kościołów wschodnich, prawosławnych. Zastanawiali się nad dopuszczalnością pokuty i przywrócenia do sakramentów osób, którym nie powiodło się małżeństwo sakramentalne.

To bardzo delikatna kwestia. Kard. Kasper, poproszony przez Franciszka do zaprezentowania pewnego elaboratu teologicznego na początku konsystorza, posłużył się pojęciem miłosierdzia. Mówił, że dziś Kościół powinien być miłosierny w stosunku do osób, które znalazły się „zakleszczone” w sytuacji niemożności dostępu do sakramentów poprzez wejście w związek niesakramentalny.

Przypomnę, że Kościół naucza o nierozerwalności małżeństwa. Jeśli ktoś opuszcza swojego małżonka i łączy się z inną osobą, cudzołoży. Mówił o tym sam Jezus e Ewangelii św. Mateusza.

Kard. Walter Kasper na pierwszym planie stawia miłosierdzie. Jego zdaniem, Kościół nie może traktować osób, żyjących w związkach niesakramentalnych jako grzeszników, którym odmawia się nadziei na nawrócenie i pełne przyjęcie na łono Kościoła, jak w przypadku innych grzeszników, którzy mają taką możliwość, po wypełnieniu pokuty. Małżonkowie, wchodzący w kolejne związki niesakramentalne, tracą możliwość przystępowania do sakramentów, czyli żyją w stanie wiecznego pokutnika, który nie ma szans na przywrócenie do pełni życia w Kościele.

Kard. Kasper sugeruje więc, by Kościół kierował się miłosierdziem w stosunku do osób w powtórnych związkach, dając im możliwość przemyślenia swojego życia, odbycia pokuty i powrotu do sakramentu Eucharystii. W krajach, takich jak Austria, Szwajcaria, Niemcy widać silny nacisk ze strony świeckiej opinii publicznej, któremu ulegają także duszpasterze.

Jeden z kardynałów wprost powiedział, że dziś trzeba szukać dostosowania nauczania Kościoła i Ewangelii do ducha świata. To stanowisko znajduje w Kościele silną opozycję wśród innych kardynałów. Zdecydowany głos zabrał w tej sprawie kard. Gerhard Müller, który przecież też jest Niemcem. Jego zdaniem, kategoria miłosierdzia, na którą powołuje się kard. Kasper, będzie próżnym pojęciem (także w odniesieniu do Boga), jeśli zostanie pozbawiona pojęcia prawdy i sprawiedliwości.

Miłosierdzie Boga, jak przypomina kard. Müller, objawia się w zbawczyń czynie Chrystusa na krzyżu, w śmierci i Zmartwychwstaniu, a zatem w sakramentach. Próba zastosowania kategorii miłosierdzia w stosunku do osób, które same, własną życiową decyzją, pozbawiły się korzystania z miłosierdzia Bożego w sakramentach, jest jakby zastosowaniem kategorii miłosierdzia w przeciwieństwie do Bożego miłosierdzia. To sprzeczność sama w sobie. Jak gdyby Bóg potrzebował jakiegoś innego miłosierdzia, okazanego przez ludzi i Kościół w stosunku do własnego miłosierdzia. Absurd.

Zwracają na to uwagę także inni kardynałowie. We Włoszech właśnie ukazała się książka autorstwa pięciu bardzo ważnych w Kościele purpuratów – m.in. kard. Müller czy kard. Burke. Autorzy publikacji stanęli murem przy dotychczasowym nauczaniu Kościoła rzymskokatolickiego, wyrażonych choćby w encyklice „Humanae Vitae” Pawła VI i adhortacji „Familiaris Consortio” Jana Pawła II.

Silny głos zabrał ponadto kard. Pell, postrzegany jako jedna z najbliższych Franciszkowi osób w Watykanie. Purpurat  podkreślił, że tutaj nie można pójść na żaden kompromis z nauczaniem Jezusa Chrystusa i Kościoła w imię dyspensy czy tolerancji wobec osób, które znajdują się w trudnym położeniu.

Co Panu Bogu najbardziej podoba się w człowieku? Prawda, bo Bóg jest prawdą. Jezus mówił: „Poznacie prawdę, a prawda uczyni was wolnymi”. Dziś w Kościele nie trzeba szukać kategorii, które wyzwolą człowieka od trudnych prawd. Nie tylko tych, które związane są z wymaganiami Jezusa Chrystusa, fundamentalnymi wymaganiami prawości, uczciwości… Nie wolno uwalniać człowieka od prawdy, jaką jest bycie grzesznikiem. To byłoby rozminięcie z najbardziej fundamentalną prawdą dla życia ludzkiego.

Nie jesteśmy w stanie dopuścić osoby rozwiedzione do sakramentu Eucharystii i jednocześnie zachować aktualność nauczania Chrystusa o nierozerwalności małżeństwa, a przy tym zachować jeszcze nauczanie Jezusa o tym, że Eucharystia jest sakramentem żywych, czyli ludzi, którzy żyją w Chrystusie, których grzechy są przebaczone. Byłoby to wprowadzenie ducha świata do nauczania Kościoła. Wprowadzenie tego ducha świata odbywa się kosztem przepędzenia Ducha Świętego.

Z jednej strony rozumiem troskę kard. Kaspera i biskupów niemieckich, bo niepokoi ich, że wielu ludzi cierpi poza Chrystusem, opuszczając Kościół, nie znajdując w nauczaniu oparcia dla swojej sytuacji życiowej. Kościół jest troskliwą matką, ale także prorokiem – kocha człowieka, nigdy go nie oszukując. Jeżeli jakaś osoba rozwiedziona żyje w związku niesakramentalnym i ma z nią dzieci, czuje wobec nich miłość i pragnie przeżywać piękno życia rodzinnego, to Kościół nie pozbawia jej drogi wiary, drogi bycia zbawionymi wewnątrz Kościoła. Z tym, że ta droga wiary, prawdy i nawrócenia może przebiegać tylko w jeden sposób.

Jeśli chcesz żyć w nauce Jezusa Chrystusa, chcesz korzystać z pełni kanałów łaski w Kościele, pełni sakramentów, chcesz przekazać wiarę swoim dzieciom, możesz to zrobić, ale przyjmując na siebie rodzaj wewnętrznej pokuty, oczyszczenia, czyli rezygnując z pożycia seksualnego z partnerem i rozstając się w świadomości z myślą, że to było małżeństwo, bo nie było. Poznacie prawdę i prawda was uczyni wolnymi.

Myślę, że to straszenie atakiem kardynałów na papieża to raczej język gazetowy – czyli forma wywiadu, krótkiej wypowiedzi. Trzeba brać pod uwagę, że nie zostało to przez kard. Kaspera wypowiedziane w postaci elaboratu, odczytu czy homilii, ale ad hoc, żywym językiem, słowem. Odzwierciedla to może nie tyle intencje purpurata, który chce iść na bój, wewnętrzną wojnę z kardynałami, co napięcie, w którym żyją biskupi niemieccy, biskupi najbardziej zlaicyzowanych obszarów, którzy pragną poddać debacie wewnątrzkościelnej istotny element, jakim jest rana zadana ludziom przez rozpadające się ich związki małżeńskie.

Na pewno nie ma nic złego w tym, że papież, który jest następcą Piotra, wzywa następców Apostołów do przemodlenia i przemyślenia, a także rozeznania wobec aktualnych wyzwań, niezmiennego nauczania Chrystusa. Tym bardziej, że Kościół w różnych ulegających sekularyzacji krajach znajduje się w sytuacji, jakby był posiadaczem skarbów pośród ludzi nędznych, ale zgubił kluczyk do skarbca i nie ma możliwości ich wydobycia. Ten klucz to oczywiście język, sposób wyjaśnienia, sposób przepowiadania Chrystusa i wyjaśnienia Jego nauki tak, by dla każdego maksymalnie jasnym stało się, że w pewnych sprawach nie można powiedzieć „tak”, pójść na ustępstwa, zgodzić się na wątpliwej jakości miłosierdzie, które często wcale nie jest miłosierdziem, ale amnestią czy dyspensą. To w żaden sposób nie pomoże człowiekowi. Może to niezbyt dobre porównanie, ale to byłoby tak, jak uznać, że VII przykazanie nie obowiązuje, bo w krajach komunistycznych powszechnie kradziono mienie publiczne, bo nie było własne.

Rozm. Marta Brzezińska-Waleszczyk 

Komentarze

anonim2014.09.21 10:20
Każdy ma prawo wybrać tak jak chce.Dla jednego ważniejszy będzie jego nowy związek dla innego możliwość przystępowania do komunii.
anonim2014.09.21 11:15
ks. Skrzypczak w dobrej wierze pisze, ale nie jest świadomy tego, co czeka Kościół - wielki podział i wielka schizma - w jednym czy drugim proroctwie odnoszącym się do naszych czasów jest mowa o wielkim odstępstwie, np. w Akita czytamy, iż kardynał stanie przeciwko kardynałowi, biskup przeciw biskupowi (co już się dzieje) - będzie wielki podział w Kościele; wszystko wskazuje na to, że Franciszek stanie po złej stronie, przy czym prawdziwy kościół wierny Ewangelii i Tradycji zejdzie do podziemi
anonim2014.09.21 11:29
Bóg oczekuje od człowieka aktu dobrej naszej woli, ukierunkowanego na Boga. Niema miłosierdzia bez skruchy serca i poprawy swojego życia z grzesznego na pobożny. Źle rozumiane miłosierdzie jakie nam się proponuje, polega na próbę zbliżenia do KK cudzołożników bez ich poprawy i zerwanie z grzechem. Większość przykazań są to przykazania kładące nacisk na życie moralne bez grzechu. To pokazuje jak bardzo Bogu zależy na moralnym bezgrzesznym życiu. My ludzie próbujemy ustawić i podporządkować Boga do swoich potrzeb. Żaden człowiek włącznie z Papieżem, niema prawa zmieniać nauki Pana Boga.
anonim2014.09.21 11:42
Tylko rozstanie się partnerów niesakramentalnych i zamieszkanie osobno, albo powrót do sakramentalnych małżonków, świadczy o rzeczywistym zerwaniu z grzechem. Żadne połowiczne rozwiązania nie są prawdziwym postanowieniem poprawy.
anonim2014.09.21 11:56
Jaka nierozerwalność ? Rozwód kościelny o wiele łatwiej uzyskać niż cywilny jak się ma dzieci. Nie piszę stwierdzenie nieważności a celowo rozwód kościelny. Czemu ? Bo obecnie, po zmianie przepisów kościelnych coś takiego jak nierozerwalność czy stwierdzenie nieważności de facto nie istnieje. Każdy może zawnioskować o "unieważnienie", bez względu na to czy ma dzieci czy nie, czy też 25 lat stażu małżeńskiego. Przyczyna rozwodu kościelnego? Od kilku lat w zasadzie ta sama w 90% przypadków - "niedojrzałość do podjęcia obowiązków małżeńskich". Każdy w zasadzie może się powoływać na niedojrzałość. Coś się stało już po ślubie ? Jakieś problemy małżeńskie? No cóż - niedojrzałość, 2 lata, kilkaset złotych (+ew kilka tysięcy dla adwokata) i już po sprawie. Panna i kawaler są znowu wolni i mogą zawrzeć kolejny związek. Czy tym razem są dojrzali ? Hm ... może nie są - więc droga otwarta do kolejnego kościelnego rozwodu. Święty Jan Paweł II przestrzegał przed tą sytuacją. A co zrobili chłopcy ? ano mieli go głęboko w ....
anonim2014.09.21 12:03
Euzebiusz ; Ty się nie martw o Kościół, Ty się martw o siebie.....i nie prorokuj, nie dorosłeś....
anonim2014.09.21 12:11
@Wojciech_Polak Potrafisz poprzeć to co napisałeś jakimiś liczbami jakimś źródłem(w miarę obiektywnym a nie np.:artykułem z "Faktów i Mitów"?). Ile małżeństw zawarto w KK i ile z nich unieważniona i na jakiej podstawie twierdzisz ,że w 90% przypadków powodem była - "niedojrzałość do podjęcia obowiązków małżeńskich" oraz co się pod tym pojęciem kryje?
anonim2014.09.21 12:13
@Michas Jeśli ktoś jest chrześcijaninem, to dla niego na pierwszym miejscu jest Bóg i jego przykazania. Jeśli ktoś wstępuje w związek niesakramentalny - to żaden z niego chrześcijanin i tyle.
anonim2014.09.21 13:56
Małżeństwo już się stało karykaturą, a kohorta Bergoglio chce "ułatwić" proces zawierania małżeństwa, a także "uprościć" proces orzekania nieważności. Dodatkowo kohorta pana udającego papieża chce wprowadzić herezję do KRK dopuszczając zatwardziałych cudzołożników do Komunii Świętej. To paskudne i obrzydliwe bluźnierstwo. To OHYDA SPUSTOSZENIA. Jeśli obóz heretycki z panem B. na czele wygra październikową wojnę, to mamy schizmę, w której aby pozostać po stronie prawdy należy się odciąć od Watykanu. Jeśli wygra Prawda, to mamy rok spokoju do kolejnego synodu, a w międzyczasie polecam się mocno modlić, żeby pan B. przyszedł do rozumu, bo inaczej rozwali nam Kościół!
anonim2014.09.21 14:10
- Kto oddala żonę i bierze inną popełnia cudzołóstwo. - 9.Nie pożądaj żony bliźniego swego Tak więc rozwodnicy w nowym związku cudzołożą, żyją w grzechu z własnej woli. To ich wybór . Ciekawe komu zależy, by w takim stanie duszy człowiek przyjmował Ciało Chrystusa?
anonim2014.09.21 15:02
@Michas Jest wiele informacji, które potwierdzają to co napisałem. I tak np. wielu psychologów twierdzi, że ponad 90% mężczyzn ogląda pornografię. Idąc za: http://pierzchalski.ecclesia.org.pl/index.php?page=10&id=10-01&pyt=246 czytamy: "Nowa furtka, to nowy tytuł, wprowadzony w takim właśnie brzmieniu do Kodeksu Prawa Kanonicznego w 1983 r. (kanon 1095, 3). Umożliwia stwierdzenie nieważności małżeństwa w przypadku różnych zaburzeń (dewiacji) w sferze psychoseksualnej, uzależnień (alkoholizm, narkomania, lekomania), poważnych zaburzeń osobowościowych - niedojrzałości emocjonalnej czy społecznej, osobowości zależnej (gdy małżonek nigdy nie podejmie ważnych decyzji bez konsultacji np. z krewnymi, uzależnienie od rodziców), niektórych zaburzeń neurologicznych (np. niektórych postaci padaczki), niekiedy AIDS, anoreksji, schizofrenii. Podstawą do uznania nieważności może być psychopatia czy charakteropatia, np. u osoby, która jest pozbawiona uczuć wyższych (czasem przestępca), nie potrafi kochać, współczuć, ofiarować siebie drugiemu człowiekowi. Taka osoba nie jest w stanie zrozumieć, czym jest małżeństwo, rodzina - a więc może być niezdolna do życia w małżeństwie. Trzeba jednak udowodnić, że przyczyna niezdolności istniała w momencie jego zawarcia. Sąd nie uzna nieważności, gdy jakakolwiek z tych przyczyn (np. alkoholizm, inna choroba) rozwinęła się później, w trakcie pożycia. Domniemanie prawne idzie zawsze w kierunku: skoro małżeństwo zostało zawarte - zawarte zostało prawnie. Fakt przeciwny trzeba udowodnić." można też poczytać tutaj: http://www.areopag21.pl/tradidi_quod_et_accepi/artykul_140_kosciol-rozwodowy-xxi.html i tutaj: http://wielodzietni.org/discussion/517/warszawa-rekordowa-liczba-spraw-o-orzeczenie-niewazno%C5%9Bci-malzenstwa/p1 trochę pod spodem: "Defekt psychiczny stał się puszką Pandory. W 2002 r. w całym Kościele odbyło się 56.236 rozpraw o unieważnienie małżeństwa, w 46.092 przypadkach (82%) rozpatrzonych pozytywnie. W ponad 90% przysięgi unieważniono na podstawie tzw. wady zgody małżeńskiej - symulacji oznaczającej, że jeden z partnerów w chwili, gdy przysięgał, udawał - i niedojrzałości emocjonalnej którejś ze stron. Ks. Sobczak przyznaje: - Powodów dotyczących tzw. przeszkód małżeńskich (wiek, pokrewieństwo, pokrewieństwo prawne) jest stosunkowo niewiele, bo można je wykryć przed ślubem dość łatwo. Od czasu do czasu zdarza się nieważne małżeństwo z powodu impotencji, a raz na kilka lat z uwagi na niezachowanie formy, np. para przyjeżdża z zaprzyjaźnionym księdzem w góry i bierze ślub w jakiejś górskiej kapliczce, o czym nie wie miejscowy proboszcz. Najczęstszą przyczyną są tzw. braki zgody małżeńskiej. Może to być wprowadzenie w błąd (jedna strona ma dzieci, długi, zatargi z prawem, o których nie wie druga). Największą jednak grupę nieważnych małżeństw rozpatruje się obecnie z kanonu 1095, n. 3 - niezdolność do podjęcia i wypełnienia istotnych obowiązków małżeńskich z przyczyn natury psychicznej. Ile tu pola do nadużyć? Ks. Sobczak zaprzecza, by były możliwości oszukania sądów kościelnych: - Przy przesłuchiwaniu stron oraz świadków wychodzi ewidentnie, jeśli ktoś kłamie. Aby zabezpieczyć prawość wyroku, w każdej sprawie uczestniczy trzech sędziów, którzy samodzielnie przygotowują opinię o ważności lub nieważności małżeństwa. Werdykt weryfikuje druga instancja. Jeśli oba sądy nie są zgodne, sprawa trafia do Roty Rzymskiej, najwyższego trybunału Stolicy Apostolskiej. Ale jak ująć w kanony, co jest niedojrzałością, a co nie? Ks. prof. Remigiusz Sobański, doktor prawa kanonicznego, tłumaczy: - Ludzie rzeczywiście nieraz zwracają się do sądu z subiektywnym przekonaniem, że partner nie nadawał się do małżeństwa, bo zawiódł. Jeśli czynią to szczerze, nie dopuszczają się nadużycia. Od wyświetlenia prawdy jest sąd korzystający z pomocy biegłych psychiatrów, psychologów. Problem polega na uszanowaniu, z jednej strony, naturalnego prawa człowieka do zawarcia ślubu, a z drugiej, wymogów wyrastających z jego istoty. Nie wolno wpadać w skrajności: czy to elitarnej wizji małżeństwa o ponadprzeciętnych wymaganiach, czy zbyt lekkiego, mało poważnego traktowania. Papież Jan Paweł II nieraz polemizował z postępem nauk psychologicznych, które winą za fiasko życia małżeńskiego często obarczają psychikę. Jeszcze na początku 2005 r. wypowiedział się ostro o nadużyciach w unieważnianiu małżeństw. Mówił sędziom, że nie mogą ulegać \"fałszywemu współczuciu dla przeżywających kryzys małżonków ani rozpowszechnionym wzorcom myślenia\". Naprawdę nie ma sensu toczyć kopii o to czy ze względu na nowe przepisy "unieważnia się" 89 czy 90% małżeństw. Można natomiast mówić o pladze i o zwykłym rozwodzie kościelnym, który stał się dostępny dla większości par po rozwodzie cywilnym. cytat za przewodnikiem katolickim "Tendencja do zwiększania liczby unieważnionych małżeństw (w 2002 r. w całym Kościele zakończono w pierwszej instancji ponad 56 tys. spraw o orzeczenie nieważności małżeństwa, w przypadku 46 tys. z nich wydano orzeczenie uznające nieważność małżeństwa) przez manipulacje - powiedział papież - pomija perspektywę obiektywnej prawdy i wypacza struktury całego procesu". Jan Paweł II zaznaczył, że rozpad pożycia małżeńskiego nie zakłada nieważności małżeństwa i nazwał takie założenie błędem, który prowadzi do szukania tylko formalnych dowodów nieważności związku. Stwierdził też, że interesy indywidualne i zbiorowe mogą skłaniać strony procesowe do uciekania się do kłamstwa, a nawet korupcji w celu osiągnięcia pozytywnego dla siebie orzeczenia. Mówił, że zdarza się, że w procesach kanonicznych do głosu dochodzą interesy niemające na celu ustalenia prawdy i że w imię rzekomych wymagań duszpasterskich pojawiły się głosy proponujące, aby uznać za nieważne związki całkowicie nieudane. Jan Paweł II zaakcentował, że trybunały, aby działać sprawiedliwie, nie mogą kierować się fałszywym współczuciem. Sprawiedliwość winna być ważniejsza niż współczucie. To nauczanie papieskie uwzględnia instrukcja, aktualizując niejako, ujednolicając i uszczegóławiając normy kodeksowe.
anonim2014.09.21 15:46
@Wojciech_Polak Dziękuję.Celowo poprosiłem o to żebyś zapoznał się z liczbami.Czyli rocznie na całym świecie unieważnianych jest ok. 46 tys. małżeństw.To mniej niż ilość rozwodów w ciągu jednego roku... w jednej tylko Polsce http://www.csopoid.pl/statystyka_rozwodow.html To obala jednoznacznie Twoją tezę:"Rozwód kościelny o wiele łatwiej uzyskać niż cywilny jak się ma dzieci." Odniosłem też wrażenie ,że wyraźnie bagatelizujesz tzw.:"niedojrzałość do podjęcia obowiązków małżeńskich"Mam nadzieję ,że zrozumiałeś to co cytujesz.Jednak narkomania,alkoholizm,choroby psychiczne,uzależnienie od rodziców(tak,tak to może brzmi niewinnie ale połamało życie ogromnej ilości osób) to są bardzo poważne sprawy i nikt nie ma prawa ich ukrywać przed ślubem bo istotnie mogą zaważyć na decyzji czy podejmować zobowiązanie na całe życie. Proszę Cię o refleksję:czy jak rocznie na ileś tam milionów zawieranych małżeństw w KK unieważnia się ok. 50 tys to nie jest przesadą używanie takich określeń jak "plaga" .To jeśli chodzi o rozwody cywilne chyba trzeba by mówić o MegaHiperTotalPandemii? Ja myślę,że to jest malkontenctwo bo jak jest dyskusja o nierozerwalności małżeństwa to jest wiele komentarzy w stylu"dlaczego kościół zniewala ludzi ,którzy już siebie nie kochają i nie chcą być ze sobą" a jak dyskusja dotyczy unieważnienia małżeństwa to (często osoby o zbliżonych poglądach) hejtują w tonie:"plaga rozwodów z błahych przyczyn". Jakkolwiek katolicy by nie postąpili zawsze źle.
anonim2014.09.21 17:56
@Michas Trafiłeś w sedno ... prawie. Tzn całkowicie spudłowałeś. Logika którą się posługujesz całkowicie przeczy prawom wnioskowania. Primo - ilość unieważnień nie mówi o ilości osób które mogą wykorzystać prawo. Księża zajmujący się tematem szacują ilość par mogących skorzystać nowego prawa na dwa miliony w Polsce. Ludzie tego nie robią bo nie mają świadomości. Secundo - o łatwości decydują przepisy procesowe. W procesie kościelnym nikt nie dokonuje podziału majątku, nie szacuje możliwości zarobkowych, nie decyduje o dzieciach. Liczy się niedojrzałość, która może zostać stwierdzona po 20stu latach małżeństwa i posiadaniu dwójki dzieci (takie przypadki się zdarzają). W sądzie rodzinnym to nie przejdzie, występują posiedzenia pojednawcze, bada się sytuację dzieci i tak dalej.
anonim2014.09.21 22:43
@Wojciech_Polak Czy Ty chcesz powiedzieć ,że ludzie nie unieważniają swoich małżeństw bo nie wiedzą ,że mogą? Musisz się też orientować,że większość osób ,które chcą swoje małżeństwo unieważnić ma już proces cywilny(czyli podział majątku, oszacowanie możliwości zarobkowych, decyduje o dzieciach) za sobą a ci,którzy tego nie mają żeby też cywilnie się rozwieść muszą to zrobić.O co Ci więc chodzi,że unieważnienie nie jest dublowaniem rozwodu cywilnego?To chyba dobrze bo jaki miało by sens powtarzanie tego samego dwa razy? A wracając do tej "niedojrzałości do podjęcia obowiązków małżeńskich". Ja myślę ,że coraz większa ilość procesów zakończonych unieważnieniem małżeństwa to swoisty znak czasów.Społeczeństwa ,szczególnie te syte,produkują nowy typ człowieka:egocentrycznego Piotrusia Pana i egocentryczną Lejdis.Oczywiście są oszuści ,którzy unieważniają na podstawie fałszu,kłamstwa ale przecież zawsze byli i to ,że było trudniej dla oszusta nie jest poprzeczką nie do przeskoczenia.Natomiast dorosłe emocjonalne dzieci to faktycznie prawdziwa plaga.Nie uważasz,że infantylizacja kultury,sztuczne przedłużania wejścia w dorosłość,wręcz kult egoizmu nie ma wpływu na zwiekszenie orzeczeń o nieważności małżeństwa z powodu "niedojrzałości do podjęcia obowiązków małżeńskich".
anonim2014.09.21 23:15
@Michas o tym, że jest tak mało unieważnień z powodu braku wiedzy o nowych przepisach, czy wręcz o ułatwieniu procesu mówią co, którzy je orzekają
anonim2014.09.21 23:19
... kurczaki - enter poleciał za szybko. Zgadzam się w zupełności z Tobą. Świat produkuje "nażartych" wszystkiego egoistów, maminsynków, pouzależnianych od wszystkiego ludzi. Z tego powodu obecnie unieważnić można praktycznie dowolne małżeństwo. Natomiast przed reformą prawa kościelnego tak nie było. Przepis był jasny. Jeśli młodzi wiedzieli (wystarczyło że przyjęli do wiadomości) w momencie ślubu że małżeństwo jest nierozerwalne a jego celem jest posiadanie potomstwa - to poza przepisami szczególnymi (zmuszenie, porwanie, pozbawienie woli, choroba itp) stwierdzić nieważności nie można było. Świat poszedł do przodu, to i biskupi oraz kardynałowie pozmieniali sobie to i tamto aby wszystkim żyło się ... łatwiej (niekoniecznie lepiej).
anonim2014.09.22 5:42
Powoływanie się na miłosierdzie Boże nie może zapominać o oczekiwanej odpowiedzi człowieka:nie tylko żal za grzech ale świadome i dobrowolne odrzucenie grzechu.Zestawiono grzech zabójstwa,który może byc odpuszczony z ponownym małżeństwem,które uniemożliwia przyjmowanie sakramentów.Morderstwo jest aktem jednorazowy/w większości przypadków/ ,tylko psychopata twierdzi,że nadal będzie zabijał."Nowi" małżonkowie chcą w pełni uczestniczyć w życiu Kościoła gwarantując powtarzalność swojego grzechu:czyli mogą żałować za grzechy ale nie podejmą postanowienia poprawy,bo to byłoby tożsame z rozpadem związku.Nie rozumiem,dlaczego jednoznaczne słowa Chrystusa podlegają ciągłej "obróbce" i to przez kardynałów.Chyba jednak zbliża się koniec naszego świata....