04.08.13, 11:39Konfesjonał (fot.Archiwum Frondy)

Męczennik konfesjonału

Święty Jan Maria Vianney, jest jednym z tych których, w cudzysłowie, nazywa się „męczennikiem konfesjonału”. Jest to kapłan, który oddał swoje życie w specyficzny sposób, poświęcając je dla wiernych, poprzez bardzo cierpliwe, wielogodzinne ich wysłuchiwanie.     

Kiedy przyjechał do Ars, o okolicznych mieszkańcach mówiono, że „tylko chrzest odróżnia ich od bydląt”, z czasem jednak błogosławiony ksiądz Jan Maria, na kolanach przed  Najświętszym Sakramentem wyprosił dla swoich wiernych nawrócenie i coraz więcej osób przystępowało tam do sakramentów. "Proboszcz z Ars potrafił w swoim czasie przekształcać serce i życie tak wielu osób, gdyż udało się mu ukazać im miłosierną miłość Pana (...). Ten, kto przychodził do jego konfesjonału, pociągnięty wewnętrzną i pokorną potrzebą Bożego przebaczenia, odnajdywał w nim zachętę do zanurzenia się w "potoku Bożego miłosierdzia", który porywa ze sobą wszystko swoim impetem." (List Jego Świątobliwości Benedykta XVI na rozpoczęcie roku Kapłańskiego z okazji 150 rocznicy dies natalis świętego Proboszcza z Ars.

Wkrótce zapomniany kościołek filialny stał się parafią. Przybywali do niego także wierni z bliższej, a czasem i z dalszej okolicy, ponieważ chcieli się wyspowiadać u tego głęboko wierzącego i mądrego kapłana, przez którego jakoś szczególnie przemawiał Duch Święty. „Kiedy zaś zaczęły rozchodzić się pogłoski o nadprzyrodzonych charyzmatach księdza Jana (dar czytania w sumieniach ludzkich i dar proroctwa), ciekawość wzrastała. Ks. Jan spowiadał długimi godzinami. Miał różnych penitentów: od prostych wieśniaków po elitę Paryża. Bywało, że zmordowany jęczał w konfesjonale: "Grzesznicy zabiją grzesznika!" W dziesiątym roku pasterzowania przybyło do Ars ok. 20 000 ludzi. W ostatnim roku swojego życia miał przy konfesjonale ich ok. 80 000. Łącznie przez 41 lat jego pobytu w tym miejscu przez Ars przewinęło się około miliona ludzi.”  (http://brewiarz.katolik.pl)

Kilka myśli Świętego, dotyczących spowiedzi:

Nasze winy są jak ziarenka piasku wobec wysokiej góry miłosierdzia Bożego.”
„Wartość naszej duszy poznajemy po wysiłku, jaki czyni zły duch, by ją zgubić.”
„Diabeł kusi przede wszystkim piękne dusze.
” (cyt za: wikipedia)

Święty Jan Maria Vianney, który zmarł 4 sierpnia 1859 r. jest dzisiaj patronem kapłanów, a szczególnie spowiedników.

Maria Patynowska

Komentarze

anonim2013.08.4 11:45
Trzeba przyznać, że niewiele zabrakło, a ten święty nie zostałby wogóle dopuszczony do święceń kapłańskich.
anonim2013.08.4 11:48
Kochany święty Proboszcze módl się za naszych kapłanów o ich nawrócenie np za ks. Bonieckiego!
anonim2013.08.4 12:03
Czytałem biografię i kazania św. proboszcza z Ars. Wygląda na to, że ten gatunek księży już dawno wymarł. Kto to dzisiaj słyszał, żeby odmrozić sobie nogi spędzając całą dobę zimą w mroźnym konfesjonale, biczować się, głodzić i opłakiwać przez całe życie grzechy swoje i swoich parafian? św. Jan Maria Vianney był nieźle nakręconym fanatykiem, do tego stopnia, że nie pozwalał sobie nawet na podniesienie kija z ziemi w celu podparcia się nim, bo uważał że musiałby zapłacić właścicielowi pola. Jeśli to jest ta "świętość" której oczekuje Bóg, to wszyscy powinni od razu zrezygnować z życia, zamknąć się w domach i opłakiwać swoje grzechy czekając na śmierć.
anonim2013.08.4 12:11
Jeżeli ktoś jest zainteresowany szerzej tym tematem to polecam książkę: "Święty i Diabeł czyli życie św. Jana - Marii Vianneya". Warto przeczytać.
anonim2013.08.4 13:29
Tutaj jest świetny film o męczennikach Jezusa Chrystusa: . http://www.youtube.com/watch?v=sgANyem1S9Y .
anonim2013.08.4 14:03
+
anonim2013.08.4 14:56
Hetmaniekozacki - święty żył pełnią życia. Nie zamykał się na plebanii. A opłakiwać swoje grzechy to wielki dar.
anonim2013.08.4 15:05
Chwała Bogu naszemu w Trójcy Jedynemu za tego kapłana!!!
anonim2013.08.4 15:08
@SzEm nie zamykał się na plebanii tylko w konfesjonale i dwa razy próbował uciec z parafii z bardzo pobożnym postanowieniem porzucenia parafian na rzecz spędzenia reszty życia jako pustelnik i opłakiwania swoich grzechów. Jak dla mnie to ewidentna rezygnacja z życia.
anonim2013.08.4 16:05
@ Hetmankozacki "Kto to dzisiaj słyszał, żeby odmrozić sobie nogi spędzając całą dobę zimą w mroźnym konfesjonale, biczować się, głodzić i opłakiwać przez całe życie grzechy swoje i swoich parafian?" Kwestia punktu patrzenia. Zwróć uwagę na zdanie: "Kiedy przyjechał do Ars, o okolicznych mieszkańcach mówiono, że „tylko chrzest odróżnia ich od bydląt”. On tym ludziom przywrócił człowieczeństwo. Dzisiejsze czasy wołają o takiego męczennika, który swoim świadectwem, pokutą i modlitwą doprowadziłby do zamknięcia burdeli w Amsterdamie, Hamburgu, Nowym Jorku i gdzie indziej, który by spowodował, że alfonsi spotykaliby się z kurwami na kolanach w kościele, a społeczeństwa poczułyby się odpowiedzialne za bliźnich i na serio wzięły za handel ludźmi, zwłaszcza dziećmi. Jak komuś jest dobrze, ma co jeść i nikt go nie gwałci po kilkanaście razy na dzień, to styl życia św. J.M. Vianey'a może się wydać odrażający, ale z perspektywy tajwańskich dziewczynek sprzedawanych przez rodziców do burdeli byłby punktem oparcia do nadziei na ludzkie życie. Wszystko zależy od perspektywy, a jakiej się ocenia.
anonim2013.08.4 18:18
@Piotr Całkowicie się z Tobą zgadzam. Hetman patrzy ze swojej perspektywy i swojego rozumienia czym jest świętość. Dlaczego odmawiamy świętemu Proboszczowi takiego rozumienia świętości i takiej jego realizacji? Ja wiem..., czy zamknięcie się w klasztorze, w jakiejś pustelni to rezygnacja z życia? Czyżby? A może on widział w tym życie. Współczesnemu człowiekowi wydaje się często, że jak używa tego świata do woli to jest życie prawdziwe, ale wielu wie i doświadczyło, że takie życie pozostawia w człowieku pustkę, nie nasyca. Moje ostatnie doświadczenie to takie, że częsta modlitwa różańcowa, czytanie Biblii i adoracja Najświętszego Sakramentu dostarczają mi więcej poczucia sensu i radości niż wszystkie rozrywki tego świata. Te ostatnie nasycają najczęściej nasze zmysły, a te jak wiadomo są ciągle głodne nowych wrażeń, zaś głęboka, pokorna, wytrwała modlitwa przenosi punkt ciężkości głębiej, tam gdzie jest w nas ukryty Pan Bóg, tam jest prawdziwe szczęście. Może dlatego św.Jan chciał uciec od swoich parafian. Nie wiem. Pozdrawiam!
anonim2013.08.4 18:37
"Moje ostatnie doświadczenie to takie, że częsta modlitwa różańcowa, czytanie Biblii i adoracja Najświętszego Sakramentu dostarczają mi więcej poczucia sensu i radości niż wszystkie rozrywki tego świata" @hamaczek: Pytanie tylko czy jest to efekt stanu łaski, czy nakręcania swojej psychiki i wywoływania stanu szczęścia, Mówię o tym, bo przeszedłem dokładnie przez taki sam etap. Codzienne Msze św, adoracje, spowiedzi, formacja duchowa, różaniec... Spróbowałem wszystkiego. Od skrajnej tradycji katolickiej i Ordo Missae po ruch charyzmatyczny i Msze o uzdrowienie. Przeczytałem kazania św. proboszcza z Ars i niektóre były wstrząsające. Dzisiaj takich kazań nie usłyszycie. Z tego co wiem, wieśniacy z Ars nie byli jakoś szczególnie zdemoralizowani (oceniając ich według współczesnych standardów, byli pobożnymi ludźmi). To św. Jan Maria Vianney był takim nakręconym radykałem. Grzmiał z ambony, że przez tańce pójdą do piekła. To nie podobało się młodym wieśniakom, bo w tamtych czasach to była jedyna rozrywka, dlatego proboszcz z miejsca zraził do siebie wielu ludzi. Jego kazania można streścić w jednym zdaniu: "Pokuta! Piekło albo pokuta!". Świętość według Vianneya jest rezygnacją z życia i wyniszczaniem siebie (on był mistrzem w wymyślaniu sobie kolejnych sposobów na zadawanie sobie fizycznego bólu) motywowana strachem przed potępieniem (własnym oraz swoich parafian).
anonim2013.08.5 7:06
@Hetmankozacki. Wielu zraził, a jeszcze więcej przyciagnął. Zapomiał pan o czasach, w jakich żył, słynna rewolucja wyparła Boga z umysłów, więc ocena "wieśniacy z Ars nie byli jakoś szczególnie zdemoralizowani" (nawet na tle innych), jest słabym arumentem. Jeszcze słabszym jest pańskie wyznanie "spróbowałem już wszystkiego". I w takim razie, co? Nie wierzy pan w ogóle, wierzy pan "inaczej", wierzy pan w Boga, ale nie w Kościół. Nic panu nie pasuje (może warto jeszcze poszukać?)i to ma być punkt odniesienia do oceny ks. Vianney'a? Marną miarą pan mierzy. Z Bogiem.
anonim2013.08.5 12:06
@Sarcinus wieśniacy za czasów proboszcza bardzo niechętnie odnosili się do bezbożnej rewolucji. Na wsiach pamiętano prześladowania księży i wiara jeszcze bardziej się tam umocniła. "Spróbowałem już wszystkiego" czyli jeśli mówisz mi o św. proboszczu z Ars, to wiedz że zaczytywałem się w żywocie proboszcza spisanym przez Alfreda Monina SJ, naocznego świadka, który pracował z proboszczem w Ars oraz bardzo radykalne kazania proboszcza, które chłonąłem i przyjmowałem bezkrytycznie. Dziś kwestionuję punkt widzenia, który przedstawiasz i który sam miałem w dawnych czasach.
anonim2014.07.15 10:13
Święty Proboszczu - wstawiaj się za nami grzesznymi!