20.10.20, 17:13Fot. via: Pixabay

Nie potrafisz skupić się na modlitwie? To Ci pomoże

Modlitwa ma być krótka i czysta, chyba że się przedłuży przez łaskę Bożą (RegBen 20,4). Możemy się ćwiczyć w tym trwaniu przed Bogiem, ale trzeba roztropności, nie trzeba pozwolić, aby dusza przez siłę trwała w zawieszeniu, w próżni. Jeśli dusza zdaje sobie sprawę, że nie ma kontaktu wewnętrznego z Bogiem, nie powinna się zmuszać, a jeśli mimo oschłości ten kontakt jest, może modlitwę przedłużać, ale tego nikt nie może nauczyć, tylko doświadczenie.

W modlitwie nie jest bez znaczenia postawa ciała, bo człowiek modli się cały. Chociaż nie są sprzeczne z modlitwą pozycje siedzące lub leżące, jak mówi św. Ignacy, to jednak są postawy, które pomagają modlitwie. Zdyscyplinowanie ciała wpływa na skupienie w modlitwie.

Mówi się, że w ciągu dnia winniśmy być skupieni, jest ono bowiem przedłużeniem modlitwy na cały dzień, i dlatego skupienie należy praktykować. Nie może być ducha modlitwy bez skupienia. O skupieniu musimy mieć dobre pojęcie. Czasem młodzi praktykując skupienie, sądzą, że polega ono na ciągłym napięciu, łamią sobie głowy i dochodzą do stanów nerwowych. Tymczasem skupienie nie polega na tym, aby ciągle myśleć o Panu Bogu. Gorszą jest jeszcze imaginacyjna forma skupienia, jest to nerwowo niebezpieczne, psychika człowieka może trzasnąć. Czasem u nowicjuszy spotyka się takie nerwowe napięcie. O św. Hugonie – Opacie z Cluny, biograf mówi, że on zawsze mówił z Bogiem, albo o Bogu, albo w Bogu. Był przełożonym, musiał dawać rozporządzenia, więc nie zawsze mówił z Bogiem, ani do Boga, ale zawsze mówił w Bogu. I to jest zasadnicza forma skupienia. Nie jest istotnym, aby przedmiotem myśli był Bóg, ale jest istotne, aby były w Bogu. Aby w ten sposób to rozumieć, trzeba pewnego wyrobienia duchowego. Ale są dusze, które dochodzą do tego, że dla nich ten nakaz Pana Jezusa „trwajcie we Mnie” – jest czymś bardzo realnym i bardzo konkretnym.

Dusze zdają sobie sprawę, że wychodzą ze skupienia, gdy idą za ciekawością, swoją inicjatywą, czy prowadzą niepotrzebne rozmowy.

Skupienie jest czymś bardzo bogatym, bo łączy w sobie jednocześnie trzy rzeczy niezmiernie ważne w życiu duchowym:

1. Jest modlitwą, jest ciągłym stosunkiem do Boga, jest religijne;

2. Jest ascezą totalną, bo każde pozwolenie sobie na uchybienie, na niepotrzebne słowa, czyny, jest wyjściem ze skupienia i z zależności od Boga, dlatego skupienie ujarzmia człowieka, jest dyscypliną.

Człowiek przed Obliczem Boga układa się nie tylko pod względem zewnętrznym, ale i wewnętrznie, tak, jak w obecności dostojnika człowiek przybiera postawę czci i zależności.

3. Skupienie jest światłem dla poznania siebie. Tylko człowiek skupiony zna swoją duszę, swoje uchybienia. Rachunek sumienia jest rzeczą łatwą, bo jest on funkcja stałą w ciągu dnia, jeden rzut oka wystarczy, aby poznać braki.

Skupienie jest o wiele więcej zależnością od Boga, niż myślą o Bogu. Żeby nasza myśl, nasza wola nie były nieposłuszne Bogu, trzeba uświadamiać swoją zależność od Boga, niekoniecznie przez myśl jasną, ale przez delikatne sumienie. Trzeba się ćwiczyć w pozytywnym myśleniu o Bogu, w zdawaniu sobie sprawy, że jesteśmy w obecności Bożej, żebyśmy nie robili nic mechanicznie. Będą potrzebne dla duszy oczyszczenia wewnętrzne intencji, kierunku. Im bardziej człowiek będzie miał tło ogólne skupienia, tym łatwiej swe odchylenia od Boga rozpozna.

Istnieją formy aktywne ułatwiające skupienie. Św. Benedykt w Regule podaje narzędzia dobrych uczynków, tj. maksymy duchowe, np. Śmierci się nie obawiać, życia wiecznego pragnąć (por. RegBen 4,46n) itp. Może ktoś i takich form używać i podtrzymywać swój wysiłek moralny. Dusza winna być w tym swobodna i nie wolno jej krępować. Niektórzy używają pomocy bardzo konkretnych, np. ilekroć zegar wybije godzinę, to się skupiają na chwilę i pomyślą o Bogu. U dusz bardziej wyrobionych, u których forma skupienia ogólnego jest bardziej zakorzeniona, bardziej wyraźna, mniej potrzebują konkretnej pomocy. Obok skupienia czynnego jest skupienie bierne – jest ono bez formy – o ile Pan Bóg nie nada jakiejś formy, która koncentruje całą duchowość człowieka.

Obok sprawy skupienia jest jego przeciwieństwo: roztargnienia, rozproszenia. Rozproszenie jest niebezpieczne, bo dusza nasza jest łodzią na morzu. Póki jesteśmy na ziemi, nie mamy stałego fundamentu myśli. Jak Kościół jest łodzią, tak i dusza ludzka jest łodzią. Któż z nas może uspokoić myśl swego serca? Św. Tomasz, jeden z mistrzów skupienia, mówi, że trudno jest zmówić jedno „Ojcze nasz” w skupieniu. Ciągle doznajemy wewnętrznego falowania. Dusza, tak jak Kościół, odczuwa wszystkie fale herezji i doktryn.

Nie możemy uniknąć rozproszeń, ale musimy postawić sobie zasadę: jeśli rozproszenie jest czymś złym i podważa życie wewnętrzne, to jest winą, gdy się na nie pozwala.

Jeśli mamy rozproszenia na modlitwie, to nie mówmy zaraz, że nie ma tam naszej winy. Musimy mieć sumienie delikatne, aby rozpoznać, czy przyczyna tych roztargnień nie była dobrowolna, (książki, rozmowy, nieprzestrzegane milczenie). Jeśli nie zachowujemy milczenia, to jakże się spodziewać ducha pokoju? Świat będzie dźwięczał w naszej duszy.

Trzeba więc bardzo uważać na rozproszenie na modlitwie i na jego przyczyny. Chodzi o to, by dusza w sposób prawidłowy i właściwy zachowywała się w stosunku do rozproszeń. Wtedy przeszkodą w modlitwie nie będą rozproszenia, ale zachowanie się duszy. Nie trzeba tego robić kurczowo, z zaciśniętymi zębami, bo to niepokój miłości własnej psułby modlitwę, a nie roztargnienia. Trzeba wracać do Boga spokojnie, nie szarpać się. Tak, jak ktoś, kto zgrzeszył, jeśli złościłby się z tego powodu – zamiast wrócić do Boga, potęgowałby jeszcze zło.

Trzeba na modlitwie nauczyć się spokojnego powrotu do Boga. To jest doskonała szkoła modlitwy, jeśli jest dużo roztargnień, a dusza spokojnie wraca do Boga.

Zamiana dystrakcji na modlitwę jest niebezpieczna. Lepiej je zostawić i oddać Panu Bogu, rzucić je w Serce Boże. Taki akt ufności uwalnia od wszystkich trosk. Są różne inne sposoby, którymi się zwalcza dystrakcje. Pewien pustelnik z XIV w. autor książeczki Chmura niewiedzy podaje na roztargnienia dwa sposoby:

1. Aby przejść górą – i przez ramię roztargnień patrzeć na Boga;

2. Aby przejść dołem – tzn. aby się upokorzyć przed Bogiem i przez upokorzenie do Niego wracać .

Bądźcie mężne, jeśli chodzi o roztargnienie na modlitwie, i miejcie sumienie delikatne. Nie dopuszczajcie do dobrowolnego trwania w roztargnieniach na modlitwie, bo to byłoby niedelikatne w stosunku do Boga. Pozwalanie sobie może stać się nałogiem niewierności wewnętrznej, której trzeba się strzec. Tak jak w pracy musimy wyeliminować własne upodobanie, tak samo i w modlitwie. Jeśli nie wyeliminujemy upodobań do swych przywiązań, będziemy roztargnieni.

Prostota człowieka dążącego do Boga jest w woli. Człowiek nieprosty wewnętrznie, podzielony, mający cały szereg uporów, zachcianek nie może się modlić, jest roztargniony.

Jeśli roztargnienia na modlitwie stają się stanem długotrwałym, wtedy mówimy o oschłości. W tym stanie człowiek przez czas dłuższy nie może się modlić, czasem ma pociąg do modlitwy, ale modlitwa idzie jak po skale, ciężko, twardo. Oschłość może być zawiniona. Upodobania do świata i rzeczy ziemskich gaszą w nas płomień miłości Bożej. Również zaniedbanie czytań duchownych sprowadza na modlitwę pewną oschłość. Musimy zbadać, jakie są przyczyny oschłości, abyśmy odpowiednich środków użyli.

Nie zawsze oschłość jest wstępem do kontemplacji. To nie jest droga wyższa niż droga pociech na modlitwie. W stosunku do pociech duchowych nie miejmy pogardy, nie uważajmy, że ich nie potrzebujemy, bo to nieprawda. Psalmista mówi: „Pociesz, Panie, duszę sługi Twego” (por. Ps 71[70],21 i Ps 86[85],17). Jedynie chodzi o to, abyśmy nie byli niedobrymi sługami Boga, którzy służą dlatego, że szukają wyżycia się w życiu wewnętrznym. Pociechy duchowe nie są czymś, co oznacza miękkość, słabość. Pan Jezus daje tę mannę tym, którzy tak jak On, nie mają gdzie głowy skłonić, mężnym duszom Bóg je daje, gdy się wyrzekają wszystkiego. Św. Jan od Krzyża mówi o wyrzeczeniu się dla tych wyższych radości. Wyrzekamy się szczęścia na ziemi dla wyższego szczęścia. Pełne naśladownictwo Boga jest w szczęśliwości wiecznej. To wyrzeczenie się wszystkiego na ziemi, nawet dóbr duchowych, jest na to, aby być zdolnym do gaudium plenum – pełnej radości.

Oschłość jest często chlebem codziennym ludzi duchowych. Oschłość doskonale się łączy z głębokim pociągiem do modlitwy i rzeczy duchowych. Pan Bóg posila wewnętrznie człowieka i nie daje mu w oschłości ostygnąć, choć to trwa nieraz całe lata.

Jeśli macie oschłości, błogosławcie Bogu i zobaczcie, z jakiego źródła pochodzą. Jeśli występują one mimo wierności waszym obowiązkom, bądźcie spokojne. Pan Bóg w ten sposób prowadzi was do prawdziwego życia.

Modlitwa ustna jest w ostatnich czasach traktowana po macoszemu. Cała uwaga przechyla się na stronę modlitwy myślnej, wewnętrznej i nie docenia się tej wartości, jaką ma modlitwa ustna.

Modlitwa ustna jest szkołą modlitwy myślnej i jest praktykowana w Kościele od początku. W Polsce po parafiach ludzie modlą się modlitwą ustną. Nie tylko lud prosty, ale i dusze zakonne na modlitwie ustnej uczą się modlić. Pustelnicy egipscy odmawiali niekiedy cały Psałterz dziennie. I dziś u Kartuzów modlitwa ustna jest bardzo praktykowana, nawet poza Oficjum liturgicznym. Modlitwa ustna jest podtrzymaniem modlitwy ducha. Może być czasem modlitwą bezmyślną, mechaniczną, ale zawsze jest to pukanie do drzwi Boga. Modlitwa ustna jest czymś bardzo zdrowym, daje wielką swobodę duszy.

Lectio divina – czytanie duchowe. Święty Benedykt całą swoją szkołę opiera na tym systemie w przeświadczeniu, że Pan Bóg przemawia do człowieka przy czytaniu, a człowiek korzysta. Czytanie duchowne można rozmaicie robić. Można powoli rozmyślać każdy paragraf. Również dobry jest sposób czytania szybszego. Gdy przeczytamy większą partię, to powstają myśli, które nam odpowiadają, swobodniejsza asymilacja wewnętrzna tego czytania. Człowiek czuje pociąg do milczenia, do modlitwy, do uwielbienia Boga. Należy używać tego sposobu, który nam bardziej odpowiada. Jeden i drugi sposób należy praktykować ostrożnie, bez roztargnień.

Fragment książki „W szkole modlitwy”

Piotr Rostworowski OSB / EC – benedyktyn, pierwszy polski przeor odnowionego w 1939 roku klasztoru w Tyńcu. Więzień za czasów PRL-u. Kameduła – przeor eremów w Polsce, Włoszech i Kolumbii. W ostatnim okresie życia rekluz oddany całkowitej samotności przed Bogiem. Zmarł w 1999 roku i został pochowany w eremie kamedulskim we Frascati koło Rzymu. “Był zawsze bliski mojemu sercu” – napisał po Jego śmierci Ojciec Święty Jan Paweł II. Autor licznych publikacji z dziedziny duchowości i życia wewnętrznego.

Komentarze

violencja2020.10.21 22:42
Też mam ten problem , doświadczony spowiednik poradził mi modlitwy głośne-pomaga , ale nie zawsze mogę, nie zawsze jestem sama.Prowadzę duchowość ukrytą.Polecił mi także b. stare i piękne modlitwy.
katolik2020.10.21 12:33
Mój przyjaciel dał się namówićna nowennę pąpejańską. Zanim doszedł do końca rozerwał 5 różańców.
Torchwood2020.10.21 10:57
Nie potrafisz się skupić na modlitwie? Bardo dobrze, zrób zamiast tego coś użytecznego.
jjee2020.10.21 0:12
bez sensu się modlić gdy brak natchnienia
Polak2020.10.21 8:29
Raczej po prostu bez sensu się modlić, skoro powtarzanie wierszyków nic nie daje.