25.12.15, 23:12

o. Lech Dorobczyński OFM dla Fronda.pl: Jezus przychodzi do zadbanego Pana Prezydenta i do śmierdzącego Pana Żula

Tomasz Wandas: Jakim czasem jest okres Adwentu – poważnym, smutnym czy radosnym? Z jakich powodów jest/powinien być właśnie taki?

o. Lech Dorobczyński OFM: To, jak wygląda Adwent – oczekiwanie, zależy od człowieka, od tego, jaką ma relację z Jezusem. Jeśli Go kochasz, to serce mocniej i szybciej pika. Nie możesz się doczekać. A jeśli nie masz żadnej relacji – czujesz kompletną obojętność. Przyjdzie – to przyjdzie. Nie przyjdzie – to nawet lepiej.

Otoczka Świąt zawsze jest ciekawa. Czy mimo różnych krytyk te wszystkie radiowe pioseneczki, choineczki, prezenty nie wyrażają czegoś głębszego, za czym tęskni człowiek? Dlaczego nie jesteśmy w tym bardziej bezpośredni i nie mówimy konkretnie, że to impreza Jezusa?

Kiedyś komercja zabijała mi klimat Świąt. Wkurzałem się, że zaraz po Wszystkich Świętych w sklepach można kupić ozdoby choinkowe i słyszeć piosenki świąteczne. Myślałem wtedy, że zanim dojdę do Świąt, już będę miał ich serdecznie dość. Dziś jest inaczej. Na te wszystkie świąteczne drobiazgi patrzę jak na adwent. Ukierunkowują one moje myśli na Tego, który przyjdzie 25 grudnia. W żadnym sklepie Go nie kupię.

W jaki sposób i gdzie przychodzi Jezus?

Przychodzi wszędzie. Do szop i do pałaców. Do zadbanego Pana Prezydenta i do śmierdzącego Pana Żula. Ale, wiesz, jak się patrzy na polską rzeczywistość, to chyba najtrudniej Polakom uwierzyć w to, że Jezus może przyjść do przedstawicieli „tej innej” (czyli znienawidzonej) partii politycznej. A Jezus smoli te podziały i przychodzi!

Jakim być aby Mu się podobać? Co sprawia Mu największą radość? Z jakiego prezentu Jezus najbardziej się cieszy?

Najlepszy prezent dla Niego? Ty. Ja. Ten, kto nas teraz czyta. Nie ma dla Jezusa lepszego Prezentu od serca człowieka. Nie musi być ono wycackane jak Intercontinental. Jezus nie boi się rodzić w szopie.

Jaki wkład w obchody świąt Boże Narodzenia miał i ciągle ma św. Franciszek z Asyżu?

Najpierw trzeba złamać pewien stereotyp. To nieprawda, że św. Franciszek wystawił pierwszą szopkę w dziejach Kościoła. Pierwsze przedstawienia narodzenia Chrystusa sięgają już X wieku. Nowość Franciszka polega na tym, że zapragnął przeżywać misterium Narodzenia w niepoświęconej grocie (niedaleko Greccio), podczas Eucharystii (na to wszystko musiał uzyskać zgodę papieża). Franciszek – miłośnik ubóstwa – chciał być świadkiem prawdziwych narodzin. Chciał zakosztować i pokazać innym, jak się Jezus rodzi: naprawdę. I w skrajnym ubóstwie. Franciszek nie wystawia spektaklu, nie odstawia szopki, nie traktuje tego wydarzenia jako pamiątki. Dla Franciszka nie jest najważniejszy wołek i osiołek. Tam nie ma figurek Maryi i Józefa. Jezus-Sakrament rzeczywiście się rodzi w tej grocie, na kamieniu, który pełni rolę ołtarza. Dobrze jest nauczyć się tego od Franciszka: by podczas Świąt skupić się na ich Istocie, a nie otoczce.

Bardzo dziękuję za rozmowę