02.06.14, 10:03fot. Flickr

Organizatorzy spektaklu "Golgota Picnic" w Poznaniu cytują Papieża na poparcie swoich przekonań

Poniżej publikujemy oświadczenie jakie dostaliśmy od organizatorów Malta Festival Poznań 2014 na temat antykatolickiej wystawy spektaklu "Golgota Picnic". Organizatorzy na potwierdzenie swoich dziwnych przekonań, cytują Papieża Franciszka i innych ludzi kościoła katolickiego. Czy mamy do czynienia z bezczelną relatywizacją? Przeczytaj sam oświadczenie. Dla nas jest to dowód na to, że uczucia religijne Polaków są dla organizatorów tego festiwalu balastem.

OŚWIADCZENIE I TŁUMACZENIE SIĘ!!!

Niniejsze oświadczenie kierujemy do wszystkich osób, które wyrażają protest wobec prezentacji spektaklu „Golgota Picnic” w reżyserii Rodriga Garcíi podczas Malta Festival Poznań 2014; zarówno tych, którzy poczuli się nim a prioriobrażeni (wypowiadając się o spektaklu, którego nie widzieli), jak i tych, którzy o proteście być może tylko słyszeli. 

Szanujemy prawo widzów do odrzucenia obrazów, które mogą naruszać ich wrażliwość, zwracamy jednak uwagę, że dla innych widzów te same obrazy mogą być istotne. Zdajemy sobie sprawę, że nie wszyscy muszą się identyfikować z formą i przekazem spektaklu „Golgota Picnic”, ale intencją festiwalu ani artysty nie jest naruszanie niczyich uczuć, ani obrażanie czyichkolwiek przekonań religijnych. Przedstawienie jest propozycją, w naszym przekonaniu wartą uwagi, namysłu i konfrontacji poznawczej. Każdy widz ma prawo zdecydować, czy chce je oglądać. Prezentacja spektaklu nie odbywa się w przestrzeni publicznej, nie zmuszamy nikogo do konfrontacji z czymś, co odrzuca, nie stosujemy wobec widzów mechanizmów opresji. 

Rolą festiwalu artystycznego jest poruszanie kwestii kluczowych dla zrozumienia współczesnego świata w jego złożoności. Program Malta Festival Poznań stale poszerza pole dyskusji, konfrontuje widzów z tematami istotnymi, nawet jeśli nie zawsze zgadzamy się z ich ujęciem. Zachęcamy jedynie do całościowego, merytorycznego i obiektywnego spojrzenia na spektakl „Golgota Picnic”. 

*** 

Polskim widzom Rodrigo García znany jest przede wszystkim z obecności w 2009 r. we Wrocławiu, gdzie przebywał z okazji przyznania mu Europejskiej Nagrody Teatralnej „Nowe Rzeczywistości Teatralne”*. Pokazał tam m.in. spektakl „Wypadki: zabić, by zjeść”. Aktor odtwarzał w nim sytuację, która codziennie ma miejsce w milionach restauracji na całym świecie – zabijał na scenie homara. Również to przedstawienie wzbudziło skrajne reakcje – artysta został oskarżony o przekroczenie granic obyczajowych i prawnych obowiązujących w sztuce. Według orzeczenia sądu sposób zabicia homara był jednak dużo bardziej humanitarny od sposobu, w jaki zabija się to zwierzę w restauracjach. Tam homary – luksusowy przysmak, na który mogą pozwolić sobie tylko zamożni – są masowo zabijane i oprawiane, po to żeby zaspokoić wyrafinowane konsumenckie aspiracje. W swoim spektaklu García powtarza ten proceder, nadając mu moc oskarżenia – stawia pytanie o to, czy nie oburzamy się na widok czegoś, na co codziennie przyzwalamy, a nawet aktywnie się do tego przyczyniamy: do przemocy, gwałtu, uprzedmiotowienia ludzi. 

W przypadku spektaklu „Golgota Picnic” nie mamy do czynienia z tak radykalnym przekroczeniem granic fikcji i gwałtownym wdarciem się w rzeczywistość społeczną. W całkowicie sztucznym świecie, wykreowanym przy pomocy aktorów, muzyki, wideo i światła, García przedstawia pesymistyczną wizję mieszkańca Zachodu – znudzonego, skupionego na własnej przyjemności i wygodzie. Podobnie jak Golgota jest metaforą całej męki Chrystusa, tak tytuł spektaklu „Golgota Picnic” jest metaforą męki współczesności, wyczerpania się możliwości nadania światu sensu. Głównym tematem przedstawienia nie jest zatem chrześcijaństwo ani śmierć Chrystusa, lecz kondycja europejskiego społeczeństwa pogrążonego w konsumpcjonizmie i hedonizmie oraz duchowej pustce. To obraz świata w ruinie, gdzie ludzie nie są w stanie przyjąć etycznej postawy wobec przemocy, wyzysku i niesprawiedliwości, zamiast tego wybierają egoistyczną ignorancję, udając, że ich to nie dotyczy. 

W tym kontekście niezwykle trafne są słowa argentyńskiego papieża Franciszka, który wskazuje na chrześcijański obowiązek refleksji nad rzeczywistością, w jakiej żyjemy. W rozmowie z o. Antoniem Spadaro papież powiedział: „Człowiek tworzący kulturę musi tkwić w kontekście, w jakim działa i nad jakim prowadzi namysł. Stale czyha na nas niebezpieczeństwo życia w laboratorium. Nasza wiara nie jest wiarą-laboratorium, lecz wiarą-drogą i wiarą historyczną. Bóg objawił się jako dzieje, nie jako kompendium oderwanych prawd. Boję się laboratoriów, bowiem tam wyabstrahowuje się problemy i zabiera je do domu, żeby je udomowić, polakierować, poza ich kontekstem”. 

García nawiązuje w spektaklu do Kościoła – jako instytucji i siły, która jest współodpowiedzialna za kształt tego świata, i która w przeszłości popełniała wiele błędów. Krytyczny stosunek Rodriga Garcíi do instytucji Kościoła wynika z jego osobistych doświadczeń. Jego dzieciństwo i młodość przypadły na lata krwawej prawicowej dyktatury w Argentynie. W tamtych czasach Kościół w Polsce był miejscem duchowego oporu, walki z władzami komunistycznymi, symbolem wsparcia dla wolności myślenia. W Argentynie stanowił natomiast część złożonego systemu terroru. Wielu Argentyńczyków do dziś oskarża tamtejsze władze kościelne o wspieranie wojskowego reżimu, który jest odpowiedzialny za śmierć tysięcy ludzi. 

Kościół wywiera ogromny wpływ na codzienne życie wiernych, decyduje o tym, jak mają żyć i co jest dla nich dobre, a przecież, jak pokazuje historia Argentyny, może się mylić. Rodrigo García nie walczy z transcendencją i istotą wiary, sprzeciwia się natomiast zawłaszczeniu transcendencji przez władzę i politykę, wysługiwania się nią. W tym duchu na demonstracje przeciw spektaklowi we Francji odpowiedział biskup Tuluzy. Pomimo krytycznego nastawienia do spektaklu duchowny apelował o spokój i brak agresji: „Pragniemy przestrzec przed manipulacjami politycznymi i fundamentalizmem, które leżą u podstaw tych demonstracji. Modlitwa nie może być stosowana przez chrześcijan jako instrument nacisku, w przeciwnym razie staje w sprzeczności z tym, co ją karmi: kochającą więzią z Bogiem i bliźnim. (…) Rozumiemy niepokój, jaki spektakl wzbudził wśród chrześcijan, i go podzielamy. Podobnie jak oni jesteśmy wrażliwi na wszystko to, co obraża naszą wiarę. Jednak grupy, które stosują formy przemocy, powołując się na chrześcijaństwo, również nas ranią, zniekształcają bowiem obraz Kościoła. Jezus nigdy nie prosił, by odgrywać się za poczynione mu krzywdy. Nie odpowiadał przemocą na przemoc, lecz przebaczeniem”. 

Spektakl „Golgota Picnic” jest pokazywany w ramach obszernego programu – Idiomu, prezentującego w ramach Malta Festival Poznań współczesną kulturę latynoamerykańską. Na program Idiomu Ameryka Łacińska: Mieszańcy złożą się przedstawienia teatralne, taneczne, koncerty, wystawy i projekcje filmowe, które pokażą różnorodność, ale też skomplikowanie tej części świata, przede wszystkim rzeczywistość, w której żyje ponad 500 milionów ludzi zamieszkujących ten kontynent. Trudna XX-wieczna historia krajów Ameryki Łacińskiej jest jednym z kluczowych doświadczeń dla zrozumienia obecnej kultury i sytuacji społeczno-politycznej takich krajów, jak Argentyna, Brazylia i Chile. 

*** 

Historia kultury europejskiej pokazuje, że na przestrzeni wieków wiele dzieł budziło skrajne emocje, spotykało się ze sprzeciwem i bywało oskarżanych o zamach na moralność i ogólnie przyjęte wartości – wystarczy wymienić słynną rzeźbę „Dawid” Michała Anioła, obraz „Olimpia” Édouarda Maneta czy powieść „Pani Bovary” Gustava Flauberta. Wszystkie te dzieła przeszły do kanonu europejskiej kultury. Współczesna kultura wysoka i popularna też często bywa kontrowersyjna. Spośród nieoczywistych dzieł nawiązujących do historii Jezusa Chrystusa przywołać można m.in. „Misję” Rolanda Joffé, „Ostatnie kuszenie Chrystusa” Martina Scorsese, „Ewangelię wg Św. Mateusza” Piera Paolo Pasoliniego, „Pasję” Mela Gibsona, „Jezusa Chrystusa Zbawiciela” Klausa Kinskiego, „Żywot Briana” Terriego Jonesa (Monty Python) czy film Marka Koterskiego „Wszyscy jesteśmy Chrystusami”. Współczesna kultura stale odnosi się do swoich fundamentów, dlatego temat chrześcijaństwa jest w niej wciąż obecny i żywy. Trudno wyobrazić sobie, by przestał być inspiracją i ważnym punktem odniesienia dla kolejnych twórców. 

Każdy artysta ponosi odpowiedzialność za swoje dzieło i ma prawo do przedstawiania własnej wizji świata, nawet jeśli będzie ona niezrozumiała, krytyczna i osobna; nawet jeśli komunikując ją, artysta ucieka się do metod, które budzą dyskomfort widza. Strategia artystyczna Rodriga Garcíi polega na zderzaniu tego, co poważne i wzniosłe z tym, co powierzchowne i banalne. García zmienia w swoich spektaklach fronty i konwencje, w ten sposób zmusza widza do aktywności myślowej, podważenia bezpiecznych ram teatru, zmusza go, żeby ustosunkował się do tego, co widzi, by zajął wobec tego stanowisko. Warto podkreślić, że olbrzymią rolę w jego sztuce odgrywa ironia, przerysowanie. García czerpie z popkultury i mechanizmów nią rządzących – jednocześnie obnaża ich pustkę i błahość. W tym kontekście tekst dramatyczny „Golgoty Picnic” jest precyzyjnie skonstruowanym kolażem klisz językowych, prowokacji obalających porządek poprawności politycznej oraz niezwykle poetyckich, osobistych wypowiedzi artysty. 

Spektakl „Golgota Picnic” był pokazywany na najważniejszych scenach i festiwalach świata – wszędzie budził żywiołowe reakcje widzów i krytyki. René Solis z dziennika „La Libération” przywołuje „parodystyczny wymiar sztuki, chęć śmiania się z tego, co nas irytuje i boli, z naszej epoki. To, co zawsze było znakiem rozpoznawczym Garcíi, w tej sztuce znajduje pełnię formy”. Francuska recenzentka dodaje, że „Golgota Picnic jest jednym z najpiękniejszych spektakli reżysera. To wspaniała, pełna humoru medytacja. Byłoby niedorzecznością pozwolić, by poruszenie, jakie przedstawienie wywołało, przykryło jego wymiar poetycki”. 

Obrazy sceniczne proponowane przez Rodriga Garcíę wyzwalają sprzeciw, ale przede wszystkim są odbiciem świata, w jakim żyjemy. Problematyczny i nieoczywisty związek obrazów ze światem opisuje wybitny historyk sztuki i teoretyk mediów W.J.T. Mitchell. Profesor na Uniwersytecie w Chicago pokazuje, że siła obrazu wynika z faktu, że nie jest on jedynie przedmiotem. Obraz funkcjonuje zawsze w relacji z widzem, budzi zróżnicowane reakcje, stąd jego afektywna siła. Jak pisze: „Obrazy budzą nasz niepokój. Walczymy z nimi, niszczymy i obarczamy winą za nasze własne zachowania, tak jak winimy media za prowokowanie moralnego upadku i aktów przemocy”. Jego zdaniem w tle obrazów, które obrażają, często kryją się historie ludzkiego poniżenia, wyzysku i odczłowieczenia. Jako widzowie jesteśmy więc uwikłani w relację z obrazem: obraz staje się lustrem, w którym się przeglądamy. 

Z poważaniem, 

Michał Merczyński i zespół Malta Festival Poznań 2014 

Philo

Komentarze

anonim2014.06.2 11:44
Czy jako artysta mam prawo do nasrania na grób prezydentów Francji; oczywiście w ramach artystycznego happeningu? Francja w swoich koloniach prowadziła niejednokrotnie masowe mordy; może by tak rozliczyć tych artystów za te mordy takim artystycznym widowiskiem? Właściwie dlaczego by nie przyczepić się artystycznie do ich rodziców; przecież wszystko wolno!
anonim2014.06.2 11:48
Kapitalny tekst na "deonie" związany z tym spektaklem.
anonim2014.06.2 12:00
@frenetyczny A podasz mi link? Nie umiem znaleźć.
anonim2014.06.2 12:10
@ pokorny To ten tekst: http://www.deon.pl/religia/kosciol-i-swiat/komentarze/art,1658,czy-katolik-musi-sie-stale-oburzac.html
anonim2014.06.2 12:24
Tekst na deonie fatalny... to nieporozumienie
anonim2014.06.2 12:35
@ antolek - właśnie, że kapitalny!
anonim2014.06.2 15:11
@Schikaneder ... "Podobnie z obrazą uczuć - jedyne dopuszczalne dla mnie zastosowanie tego prawa, to profanacja CUDZEGO symbolu religijnego. Jakby Darski podarł Twoją Biblię, to byłby to asumpt do obrazy; jak drze swoją, to nic Wam do tego." Problem w tym, że nawet 1000000001 egzemplarz Biblii będzie nadal MOIM symbolem religijnym. Jego zniszczenie jest zniszczeniem MOJEGO symbolu, który mam w poszanowaniu jako wyznawczyni katolicyzmu.
anonim2014.06.2 16:13
szybko ich szlag tarafi
anonim2014.06.2 20:20
Schikander: "To moja wolność ma być ograniczona." Serio ???? Czy istotą/nieodzownym elementem Twojej Wolności jest podarcie Biblii, jej fragmentu, zniszczenie dyskietki ze słowami... itd??? "I w ogóle ten przepis - stosowany konsekwentnie - mógłby sparaliżować jakąkolwiek działalność" ... podobnie, jak przepisy ruchu drogowego - działalność pogotowia ratunkowego, prawa człowieka - jakikolwiek proces wychowania a przepisy bhp jakąkolwiek pracę. Mniej kazuistyki. ;) " jedyne dopuszczalne dla mnie zastosowanie tego prawa, to profanacja CUDZEGO symbolu religijnego" - w tym kontekście, to paragraf na "obrazę uczuć" jest niepotrzebny -wystarczy "za zniszczenie cudzej własności". Idąc dalej Twoją analogią: czy gdybym Cię z imienia i nazwiska oczerniał drukując ulotki na własnym papierze, to jest OK, czy nie? Pozdrawiam.
anonim2014.06.3 13:25
@Schikaneder ... "mój ateizm nie podlega ochronie" A co niby ma w tym przypadku ma podlegać ochronie, skoro ateizm jest zaprzeczeniem wiary w Kogoś? Jeżeli uważasz, że czegoś nie ma, to w jaki sposób to nieistniejące coś, mogłoby być obrażone lub wyszydzone i tym samym urazić uczucia tych, którzy uważają, że nie ma podmiotu obrazy? "wszechobecne jego zrównywanie z niemoralnością " A czy ateizm jest moralny? Czy amoralny, co prowadzi do niemoralności? Skoro nie ma podstaw do tego, aby tworzyć system moralny oparty na trwałych i uniwersalnych wartościach płynących z prawa naturalnego danego nam przez Boga, to tym samym ateizm jest amoralny. " i niemal wszechobecne jego zrównywanie z niemoralnością"
anonim2014.06.3 22:29
@Schikaneder ... „Niemniej dobre imię ateistów” ??? Przecież „dobre imię ateisty”, to oksymoron. „branych jako grupa mogłoby podlegać i wówczas mielibyście problemy.” Macie totalniackie zapędy we krwi… „Tak samo ateiści są pominięci w ochronie ich światopoglądu przed krytyką.” Si, si… Wtedy nastanie raj i nikt nikogo nie będzie krytykował? Jakoś trudno mi w to uwierzyć. Ateiści utopie mają we krwi… „. Z faktu (mówiąc łaskawie ;) ) istnienia Boga nie wypływa żadne zalecenie moralne.” Skoro Bóg istnieje, to znaczy, że jest Stwórcą otaczającego nas świata, skoro zauważamy w świecie porządek, to istnieją prawa naturalne nadane przez Boga światu, skoro istnieją prawa naturalne, to na nich Bóg musiał oprzeć moralność przekazaną nam w Dekalogu oraz Przykazaniu Miłości. „czy amoralność teizmu prowadzi do niemoralności” Skoro Bóg nie istnieje, to znaczy, że nie jest Stwórcą otaczającego nas świata, skoro zauważamy w nim porządek, to nie pochodzi on od praw naturalnych, które mógłby światu nadać Bóg, skoro nie istnieją prawa naturalne, to nie ma moralności, bo nie ma na czym jej oprzeć. „Nie ma czegoś takiego jak uniwersalne wartości - przynajmniej w sensie ich niezmienności w czasie.” To credo ateistów. „system moralny bez Boga jest potencjalnie lepszy, bo podąża za rozwojem ludzkości.” Nie można określić „systemu moralnego bez Boga”, gdyż nie wiadomo na czym miałby być oparty, skoro: „nie ma czegoś takiego jak uniwersalne wartości”. „System bazujący na Bogu teoretycznie nie powinien podążać - właśnie dlatego, że chełpi się swoją uniwersalnością i niezmiennością.” Moralność oparta na prawach naturalnych danych nam przez Boga nie musi za niczym „podążać”. Jest jak trwałe fundamenty, na których można zbudować wszelkie relacje w sposób uporządkowany. „Gorzej jak Boga nie ma;” W tej chwili to kwestia przede wszystkim wiary oraz częściowo pewności opartej na doświadczeniu własnym i innych. „a nawet jeśli jest, ale nie Wasz” Bóg jest jeden.
anonim2014.06.17 13:24
@Schikaneder ... „próby obrony "dobrego imienia", czy "uczuć" są elementem światopoglądu totalniackiego” Są takimi, gdy bronią dobrego imienia osoby, która zachowuje się niegodnie lub wręcz zbrodniczo. Na przykład próba obrony „dobrego imienia” funkcjonariuszy UB czy innych sprzedawczyków na rzecz utrwalania „socjalizmu” w Polsce, jest totalitarnym zapędem obrony tych ludzi, a tym samym totalitarnego systemu, w którym ci ludzie funkcjonowali jako jego twórcy. Obrona dobrego imienia tych, którzy zachowywali się przyzwoicie i są uczciwymi ludźmi przed ich szkalowaniem oraz obrażaniem, jest tym na co nazwa wskazuje – obroną ich dobrego imienia. Obrona uczuć religijnych, które są dla wyznawcy danej religii godne szacunku, jest natomiast obroną przed znieważaniem czyichś świętości, których uznawanie za takie przez wyznawców, nikomu nie szkodzą, z samej racji ich istnienia. Taka obrona jest obroną przed barbaryzacją życia społecznego. „ateistyczny światopogląd nie podlega ochronie tak jak Wasz” Bo to w gruncie rzeczy nie jest żaden „światopogląd”, ale negacja światopoglądów faktycznie istniejących. Co mam być u was chronione? Nicość? „Co najmniej można sobie wyobrazić, że istnieje Bóg, ale nie stwarza świata - Jaki byłby sens istnienia Boga, którego dziełem nie byłoby stworzenie naszego świata, który nie byłby ostateczną przyczyną otaczającego nas świata? „świat stwarza ktoś inny (np. Szatan)” Po co miałby uczynić to Szatan, skoro ta postać dąży do zagłady świata, czyli akurat czegoś odwrotnego niż jego kreacja? „Porządek we wszechświecie nie musi wynikać z praw - można sobie wyobrazić świat, którego uporządkowanie nie wynika z praw naturalnych.” Wyobrażać możesz sobie co chcesz, nawet to, że nie istniejesz. Mamy jednak dane do obserwacji nie twoje wyobrażenie, ale świat realny, który się kieruje odkrywanymi przez nas prawami natury. „nie jest uporządkowany (zresztą do tego zdaje się zmierzać nasz świat)” Piszesz o entropii? W układzie izolowanym taka prawidłowość zachodzi, ale co do tego, czy Wszechświat jest również układem izolowanym i podlega temu samemu prawu, na razie nie uzgodniono jednoznacznego stanowiska. „. Prawem NATURY jest np. to żeby mordować i "ciupciać" - zupełnie przeciwnie do DEKALOGU” Owszem. Ale tworzenie z tego zarzutu świadczy o tym, że nie odróżniasz „praw natury” od „praw naturalnych”. Na prawa natury składają się głównie prawa przyrody, opisujące zjawiska odnoszące się do procesów tworzących i przekształcających świat nieożywiony (na przykład wietrzenie skał) i ożywiony (na przykład wymienione przez ciebie mordowanie i ciupcianie), a także prawa odnoszące się do procesów informacyjnych (ewolucja), procesów duchowych (metafizyka) oraz do wszystkich innych elementów wszechświata materialnych i niematerialnych, które we wszechświecie występują, tworzą go, regulują, porządkują, zmieniają, itp. Prawo naturalne natomiast to pewien porządek etyczny ustalony w naturze (przez Boga w Dekalogu), który pozwala na to, że rozum ludzki jest w stanie określić, czym jest dobro, a czym zło. Składają się na nie pewne zasady, które wyrażają podstawowe dobra ludzkie i są rozpoznawane przez wszystkich. „Opierają w tym sensie, że czerpią z wyobrażeń religijnych podnietę do przeżywania wyobrażeń moralnych, nie zaś w tym, że wnioskując z przekonań religijnych dochodzą prawomocnie do przekonań moralnych.” Tylko że przechodząc od „wyobrażenia” moralnego przechodzimy zawsze do „przekonania” moralnego. Więc nie widzę w tym sloganie niczego nieprawdziwego. Tak jak malarz najpierw sobie coś „wyobraża”, potem konkretyzuje w postaci namalowanego obrazu, tak samo przeczucie (wyobrażenie), że coś jest dobrem/złem, konkretyzuje się w przekonaniu, że coś jest dobrem/złem. „to nic prostszego niż okazanie, że Wasz system wartości się nie zmieniał na przestrzeni wieków” Treść starotestamentowego Dekalogu oraz nowotestamentowego Przykazania Miłości nie uległ zmianie przez dwa tysiąclecia. To są kamienie węgielne, na których opiera się nasza moralność. „Uniwersalne wartości nie są potrzebne by określić zalecenia moralne.” Może podasz przykład? „jaką relację utworzysz na przykazaniu "nie utworzysz sobie obrazu" albo przykazaniu o "braniu imienia Boga nadaremno".” W skrócie - chodzi o to, aby nie tworzyć materialnych bożków, które zastąpią Boga, a także aby do imienia Bożego odnosić się z należytym szacunkiem (aby np. nie stał się nic nie znaczącym „przerywnikiem”). „co jeśli nie jest to Bóg z Waszego opisu?” A dlaczego nie miałby być?