26.07.16, 14:55

Papież Franciszek, czyli młot na lewicę

Papież nie podziela ideologicznych poglądów reprezentowanych przez liberalną lewicę – kto tak twierdzi po prostu nie zna papieskiego nauczania.

W skrajnie głupawym tekście „Przywódcą światowej lewicy jest Franciszek” Sławomir Sierakowski szuka sojusznika tam, gdzie go nie ma. Bardzo dobrze, że lewacy słuchają papieża. Szkoda, że jak zwykle: wybiórczo. Być może jego pielgrzymka do Polski przyczyni się do głębszego zrozumienia nauczania Ojca Świętego.

To prawda, że obecny następca św. Piotra jest skromny i zrezygnował z wielu atrybutów papieskiej władzy. Nie dzieje się tak jednak, że wyznaje marksizm-leninizm, bądź naczytał się redaktora Sierakowskiego. Papież nawiązuje do charyzmatu św. Franciszka i wprost – do Ewangelii, szczególnie solidarności z maluczkimi i ubogimi.

Nie jest też prawdą, że Ojciec św. wzywa do otwarcia się na rozwodników czy środowiska LGTBQ, o czym pisze Sierakowski. Franciszek wzywa do nawrócenia, do skorzystania z łask płynących z Bożego Miłosierdzia, do porzucenia drogi oddalenia od Boga i powrotu do Kościoła Chrystusowego.

<<< KUP GENIALNĄ KSIĄŻKĘ PAPIEŻA FRANCISZKA - OBRONA PRZED ZŁEM TEGO ŚWIATA! >>>

Papież jest admiratorem tradycyjnej rodziny, a nie tego modelu, który proponuje lewica – związków partnerskich, poliamoryzmu, rodziny patchworkowej, lekkiej pedofilii czy legalizacji wielożeństwa, nie na wzór muzułmański, ale po prostu zalegalizowanego cudzołóstwa.

Franciszek sam wywodzi się z tradycyjnej, wielopokoleniowej i wielodzietnej rodziny i wie, czym jest błogosławieństwo wyniesione z domu. „Miałem szczęście wzrastać w rodzinie, w której wiarę przeżywano w sposób prosty i konkretny” – zwracał się Franciszek właśnie do młodych. Do młodych, do których wystosuje jasne i konkretne posłanie podczas rozpoczętych właśnie Światowych Dni Młodzieży.

Jakiego typu przesłania można się spodziewać? Zapewne nie takiego, jakiego oczekuje ideologiczna lewica, czyli wzywającego do walki z dyskryminacją za płeć czy orientację seksualną. Franciszek, wśród wielu słów, wezwie zapewne do budowania rodziny opartej na Chrystusie, ponieważ uważa, że tradycyjna rodzina jest niezbędna dla przetrwania świata i przyszłości ludzkości – co wielokrotnie podkreślał, ale wiadomo – lewica ma fiksację wyłącznie na sferach poniżej pasa.

Z pewnością powie też o miłości, ale nie o tej, o której mówi lewica – przelotnej, krótkotrwałej, egoistycznej, chwilowym stanem psychofizycznym. Franciszek powie o miłości prawdziwej, o długotrwałej i głębokiej relacji, miłości Chrystusa do człowieka, która nieraz przejawia się w  poświęceniu, a nawet umieraniu dla siebie nawzajem, cierpieniu, rezygnacji z siebie.

Franciszek nie jest cukierkowym lewakiem machającym sztandarem z Che Guevarą i robiącym z siebie głupka nierozważnymi wypowiedziami – jak chciałaby go widzieć lewica. Franciszkowa katecheza jest konkretna, nazywa rzeczy po imieniu. Teorie gender nazywa przejawem frustracji współczesnego człowieka, powołanie kobiety widzi przede wszystkim w byciu żoną i matką.

Jeśli papież do czegoś wzywa to do obrony świętości życia od poczęcia, do naturalnej śmierci, do obrony rodziny przed zniszczeniem, które niesie za sobą cywilizacja śmierci, stworzona właśnie przez ideologie lewicy

„Właśnie rodzina jest początkiem tej kultury światowej, która nas ratuje; ratuje nas od licznych ataków, od zniszczeń, od kolonizacji; zarówno pieniądza jak i ideologii, które zagrażają światu. Rodzina jest podstawą obrony!” – grzmi papież.

Dobrze by się więc stało, aby lewica zaczęła wsłuchiwać się w nauczanie papieża, a nie wykorzystywała jego osobę w sposób instrumentalny, do własnych, politycznych celów. Zresztą powyższe odnosi się do każdego obozu politycznego.

 

Tomasz Teluk