15.10.18, 13:15fot: Youtube/Tvrepublika.pl

Prof. Rafał Chwedoruk dla Frondy ocenia debatę. Jakiego czeka trudny bój

Tomasz Wandas, Fronda.pl: Jak ocenia Pan debatę, która odbyła się między czternastoma kandydatami na urząd prezydenta Warszawy? Kto wypadł najlepiej i z jakich powodów?

Prof. Rafał Chwedoruk, politolog: Najprościej byłoby podzielić kandydatów według ich politycznego znaczenia w obecnej chwili, to znaczy na czołową dwójkę, następnie na grupę kandydatów średnich, których wynik będzie statystycznie istotny i może mieć wpływ na wynik w drugiej turze. Trzecią grupą są natomiast ci kandydaci, którzy nie przekroczą progu 3%.

I?

Jeśli chodzi o czołową dwójkę, to tak naprawdę strategicznie nie pojawiło się nic nowego. Nie da się jednak nie zauważyć, że być może był to pierwszy i jak na razie jedyny udany dzień w kampanii dla Rafała Trzaskowskiego.

To znaczy?

Po raz pierwszy nie zaliczył żadnej wpadki, szybko wybrnął z krępującej dla siebie sytuacji, w którą wprowadził go Patryk Jaki. Ponadto tak jak wszyscy pozostali główni kandydaci, przekazywał określone treści do dokładnie wskazanej grupy wyborców. Tym samym do czasu drugiej debaty, która odbędzie się między nim a Jakim, sztab Patryka Jakiego będzie miał do odrobienia więcej „pracy domowej”.

A Jaki?

Jeżeli natomiast chodzi o kandydata popieranego przez PiS, to zdecydowanie lepiej wyszły mu końcowe momenty debaty, gdy koncentrował się głównie na kwestiach natury programowej.

A jego propozycja zrzeczenia się przynależności partyjnej?

Trzon wyborców PiSu jest mocno przywiązany do swojej partii, choć deklaracja Patryka Jakiego nie dotyczyła PiSu, tylko Solidarnej Polski, której jest członkiem od kilku lat mogła być zaskakująca. Warto dodać, że od lat Prawo i Sprawiedliwość przypomina o tym, że demokracja to także demokratyczne partie polityczne i wskazuje na (merytorycznie jak najbardziej zasadnie) problemy, które wiążą się z prowadzeniem miast przez formalnie bezpartyjnych prezydentów. Stąd gest jaki wykonał Patryk Jaki rzeczywiście mógł zaskoczyć, zasadnym jest postawienie pytania czy było to przemyślane i wcześniej konsultowane? Jeśli natomiast chodzi o kandydatów „średniej wagi”, to każde z wystąpień można ocenić jako udane. Każdy pojedynczy kandydat mógł się zaprezentować, mógł pokazać się szerszej grupie odbiorców.

A konkretnie?

Warto zauważyć, że np. Andrzej Rozenek próbował przede wszystkim skupić się na dotarciu do sentymentalnych wyborców SLD. Piotr Ikonowicz bardziej niż jako polityk zaprezentował się jako sygnalista istotnych problemów społecznych. Pan Jakubiak podnosił kwestię zdumiewającej prywatyzacji jednej z kluczowych spółek komunalnych, stąd odniosłem wrażenie, że bardziej niż do elektoratu ruchu Kukiz ’15 mówił to ludzi popierających PiS. Janusz Korwin-Mikke przeistoczył się w reprezentanta polskiego związku kierowców. Znamienne było to, co mówił Jan Śpiewak, gdyż to co mówił, adresowane było bardziej, do elektoratu Platformy niż do tego, związanego ze sprawami reprywatyzacji, czyli bardziej konserwatywnego. Wystąpienia pozostałych kandydatów najlepiej pominąć milczeniem, choć jedno można przyznać, były one świetną reklamą partii politycznych, które przynajmniej dokonują wstępnej selekcji kandydatów na tak poważny urząd i z pewnością nie dopuściłyby do sytuacji godnej bardziej scen kabaretowych aniżeli poważnej debaty.

Trzaskowski nie podjął wyzwania rzuconego przez Jakiego związanego z rezygnacją co do przynależności partyjnej. W odpowiedzi powiedział, że Patryk Jaki wykonał taki gest, gdyż wstydzi się PiSu. Dlaczego nie podjął wyzwania i czy jego opinia o Jakim w tym sensie jest zasadna, czy coś może w niej być?

Warto zauważyć, że w tym wypadku Rafał Trzaskowski zdołał natychmiast odpowiedzieć - umiejętność takiej szybkiej reakcji w debacie jest ogromnym atutem. Natomiast gwałtowne zwroty i gesty podczas kampanii muszą być bardzo dobrze przygotowane by były zrozumiane oraz wiarygodne. Szczytowym przykładem klęski decyzji podejmowanych pod wpływem chwilowej emocji była idea referendum dotyczącego min. JOWów w wykonaniu Bronisława Komorowskiego.

Można się zastanawiać czy kandydat, który tak silnie kojarzony jest ze Zjednoczoną Prawicą, kandydat, który zbudował sobie bardzo silną polityczną pozycję (mimo że nie jest członkiem PiSu) na kwestii komisji reprywatyzacyjnej w sytuacji, w której PiS ma szansę na stanie się partią numer 1 w radzie miasta postąpił odpowiednio wykonując antypartyjny gest? Czy warto płacić tak wysoką cenę za ewentualnie iluzoryczną ocenę tego, czy bardziej antypolityczna część wyborców być może stawi się po tym geście przy urnie wyborczej?

Czyli niekoniecznie był to odpowiedni gest?

Myślę, że nie był to dobrym moment w kampanii, gdzie tak gwałtowne wolty mogłyby być czytelne i by mogły wpisywać się w szerszy strategiczny plan.

O kogo głosy (o jaki elektorat) walczył podczas tej debaty Patryk Jaki? Na ile był skuteczny w próbie poszerzenia elektoratu PiSu, jak bardzo wyszedł poza jego ramy?

Obserwując kampanię Patryka Jakiego w ostatnich tygodniach, można odnieść wrażenie, że doszła ona do kresu możliwości. Dynamiczną, sprawną i dobrze przygotowaną kampanią Patryk Jaki wykroczył ze skalą poparcia poza tak zwaną „normę” dla orientacji konserwatywnej w Warszawie. Jednocześnie jest to tak zwany mityczny szklany sufit, gdzie pokazuje się (przy takiej strukturze społecznej Warszawy i takim rozkładzie poglądów) zakres możliwości i próbuje się najpierw wkraczać w obszar przeciwnika.

Kiedy po raz pierwszy zaobserwował Pan prowadzenie tej taktyki przez Patryka Jakiego?

Patryk Jaki zadziałał tak w momencie, gdy zaczął akcentować kwestie modernizacji i nowoczesnej rozbudowy miasta. Ta taktyka miała na celu przetestowanie tego czy elektorat dekadę temu nazywany lemingami, który w wyborach parlamentarnych głosuje na PO (ostatnio na koalicję PO z Nowoczesną) a w wyborach samorządowych często głosuje na lokalne komitety jest w stanie zmienić kierunek i zagłosować na kandydata, który ma poparcie PiSu - to pierwszy kierunek, który objął Patryk Jaki już podczas kampanii. Wczoraj otworzył kolejną furtkę dla tych, którzy są antypartyjni, nie głosują i na co dzień są z dala od polityki.

Z czym wiąże się ten typ działania?

Może wiązać się to z jednym z najdziwniejszych zjawisk w polskiej polityce; to znaczy bardzo dużą różnicą między procentem głosów, które PiS jako partia dostaje w wyborach do Sejmu a procentem jaki otrzymuje jako partia w wyborach do sejmików wojewódzkich. Spośród głównych ugrupowań ta różnica jest tutaj największa. Na całym święcie tak jest, że elektorat nazwany „socjalnym”, czy mniej zamożnych wyborców jest trudniejszy do mobilizacji. Przede wszystkim to raczej zadowoleni chodzą do urn. Patryk Jaki doskonale o tym wie, świadczą o tym dwa kierunki działania które obrał (co doskonale widać).

Teraz Patryk Jaki zdaje się przekierowywać myślenie na drugą turę, być może ten gest jest pod to skrojony by w jakiś sposób próbować wywołać w kontekście drugiej tury tych wyborców, którzy nie są mocno zaangażowani politycznie a którym miłe są - jak to w Polsce -  antypartyjne hasła.

Jak istotne dla rządu PiS jest to, kto zostanie prezydentem Warszawy? Jak bardzo rozwój miasta będzie zależał od tego kto będzie stał na jego czele?

Z punktu widzenia rządzenia państwem, paradoksalnie nie jest to najważniejsza rzecz w tych wyborach. Bardzo istotna z punktu widzenia obiegu finansów publicznych, inwestycji, czy zrównoważonego rozwoju przestrzennego, jest władza w sejmikach wojewódzkich. Co do Warszawy, istotny będzie wynik pierwszej tury dlatego, że może mieć on wymiar symboliczny. Nawet w przypadku porażki w drugiej turze kandydata PiSu, w połączeniu ze zwycięstwem do rady miasta oraz pierwsze miejsce kandydata popieranego przez PiS w pierwszej turze będzie sygnałem dla całego kraju, że nawet na „liberalnym terenie” Prawo i Sprawiedliwość jest numerem jeden. Natomiast trzeba dodać, że gdyby za rok nie odbywały się wybory parlamentarne, w tym momencie walka o Warszawę byłaby kluczowa, przełomowa na drodze do pięćdziesięcioprocentowego poparcia dla PiSu. Jest natomiast inaczej, stąd z pewnością w hierarchii ewentualnych korzyści dla rządu, niekoniecznie przejęcie władzy w Warszawie zajmuje w ich strategii politycznej pierwsze miejsce.

Dziękuję za rozmowę.