Włodzimierz Cimoszewicz, przed laty idący w awangardzie sowieckiego projektu budowy w Polsce komunizmu, poszedł do Olejnik. Powód? Zelżyć prezydenta Andrzeja Dudę. "Przecież on albo jest jakiś niedouczony, albo to jest jakieś nieporozumienie, że on kiedyś zrobił doktorat z prawa, albo po prostu jest jednym z tych prawników, którzy będą całkowicie świadomie rozmijali się z wiedzą prawniczą w swoich stwierdzeniach" - mówił Cimoszewicz.

Andrzej Duda komuny nie budował. Podobnie, jak Jarosław Kaczyński. Trudno więc nawiązać nić porozumienia...

Na antenie Radia ZET pan cimoszewicz powiedział więcej rzeczy nie tyle mądrych czy choćby ciekawych, co raczej: symptomatycznych. "Jestem zażenowany zachowaniem prezydenta jako prawnika, już nie tylko jako prezydenta, głowy państwa, ale jako prawnika" - stwierdził między innymi.

Następnie wyłożył strategię, którą powinien przyjąć prezydent Duda, popełniając przy tym zastraszający błąd logiczny:
"Niech porozmawia ze swoim promotorem pracy doktorskiej, który już z definicji, jako kiedyś jego mistrz naukowy jest lepszym prawnikiem od niego, jest profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego, to się dowie, co sądzi jego były promotor, czy on, prezydent łamie prawo, czy nie łamie prawo, czy łamie konstytucję, czy nie łamie" - powiedział.

Pytany o plany stworzenia nowej konstytucji uznał, że "Trzeba się puknąć w głowę". "Czasami tego typu pomysły niedoważone pomysły biorą się z przekonania laików, ignorantów, którzy myślą, że konstytucja to jest tak, jak instrukcja pralki, jak się zmieni model pralki to trzeba teraz ponazywać inaczej guziczki i pokazać, że inaczej się tam pierzy, czy suszy" - sarkał Cimoszewicz.

Trudno sobie z takim życiorysem ułożyć życie w dzisiejszej Polsce, prawda, szanowny panie?

wbw