14.07.16, 18:00Premier Kanady Justin Trudeau, fot. washingtonblade.com

Szaleństwa gender. Kanada zapowiada neutralne płciowo dowody osobiste

Grzegorz Strzemecki

C.D. szaleństwa gender. Kanada zapowiada neutralne płciowo dowody osobiste.

Premier Kanady Justin Trudeau zapowiedział, że jego rząd rozważa wprowadzenie neutralnych płciowo dowodów osobistych i bada możliwość najlepszego sposobu ich wprowadzenia. Kilka dni wcześniej kanadyjska prowincja Onatario zapowiedziała wprowadzenie oznaczenia X na "trzeci gender". Kategorię "trzeciej płci" oznaczaną symbolem X wprowadziły Australia, Nowa Zelandia i Nepal. W Europie Niemcy dopuszczają takie oznaczenie na świadectwach urodzenia, zaś Bangladesz wprowadził trzecią płeć "hidżra" w paszportach i wszystkich oficjalnych dokumentach. 

Zamiary rządu  Kanady Trudeau ogłosił przy okazji swojego uczestnictwa w paradzie gejowskiej dumy w Toronto. Wybrał się na nią z żoną i dwójką kilkuletnich dzieci. Maszerował, rozdawał uśmiechy, wymachiwał uzupełnioną o tęczowe kolory flagą Kanady, robił sobie selfies z uczestnikami parady, a nawet tańczył z żoną na estradzie. W cukierkowych fotorelacjach z parady, które udało mi się przejrzeć, zabrakło - nie wiedzieć czemu -  zdjęć roznegliżowanych, bądź zupełnie nagich gejów i lesbijek, par sado-maso z pejczami, w obrożach i łańcuchach oraz wszystkich innych "dziwolągów" queer, których zwykle widzimy na takich "eventach".

Opętany lewackim szaleństwem Trudeau, który zdążył już zasłynąć skomponowaniem gabinetu na parytetowy suwak z piętnastu kobiet i piętnastu mężczyzn powiedział o wprowadzeniu neutralnych płciowo dokumentów, że jest to część dokonującej się obecnie historycznej sprawiedliwości.

Nawet jeśli nie wiedzielibyśmy zbyt wiele o genderystowskiej ideologii, to same lewicowe fanfary grzmiące o historycznej sprawiedliwości powinny brzmieć dla nas alarmująco, jeśli pamiętamy poprzednie niosące historyczną sprawiedliwość lewicowe projekty autorstwa Lenina i Stalina, Mao, Pol Pota, Kim ir Sena i wielu innych. Nie da się jednak ukryć, że obecny projekt, który lewica przygotowała po przeformowaniu szyków i wizerunkowym liftingu, opracowany jest niezwykle starannie. Jego kolorowy (tęczowy) image oraz odświeżone hasła równości, różnorodności i miłości wszystkich ze wszystkimi i na wszystkie sposoby łatwo zwodzą ogłupiane pseudonaukowymi argumentami i odcinane od prawdziwych wartości masy zjadaczy medialnej propagandy.

Problem bowiem leży nie w umownym zarejestrowaniu pojedynczych, wątpliwych medycznie przypadków jako "płeć X", choć pewnie lepiej byłoby napisać zgodnie ze stanem faktycznym "płeć nieokreślona". Istotą sprawy jest to, że mamy do czynienia z częścią projektu świadomego zaburzania na masową skalę postrzegania i odczuwania płci. Począwszy od przedszkola dzieci mają być wychowywane do "szczęśliwego" społeczeństwa w którym seks mogą uprawiać wszyscy ze wszystkimi na wszystkie najbardziej dziwaczne (queer) sposoby, bez niewolących ludzkość biologicznych  heteroseksualnych ograniczeń, o moralności i religii nie wspominając. Trzeba mieć odpowiednią dozę wyobraźni i poczucia moralności (czego lewicy a priori brakuje), by dostrzec ogrom zła i nieszczęścia, jakie to przyniesie, np. w postaci włączenia dzieci ów powszechny obieg wzajemnego uszczęśliwiania się seksem. Ale ta perspektywa jest starannie i po trochu dozowana ogłupianej, mamionej "historyczną sprawiedliwością" publiczności. Dlatego właśnie na słitfociach tęczowego premiera Kanady nie widzimy nagich dumnych gejów sado-maso w łańcuchach i z pejczami maszerującymi za rączkę z jego dziećmi. Ale kiedyś i na to przyjdzie pora, może dla kolejnego z dynastii Trudeau, jeśli ludzkość nie postawi tamy szaleństwu gender-queer.