01.08.15, 16:05Sanktuarium JPII

W drodze do świętych miejsc Rzeczypospolitej, czyli dzieje polskiego pielgrzymowania

Rozmowa z dr hab. Izabelą Sołjan, kierownikiem Zespołu Geografii Religii w Instytucie Geografii i Gospodarki Przestrzennej Uniwersytetu Jagiellońskiego

Jest to tylko część rozmowy. Całość ukazała się w aktualnym numerze miesięcznika „WPIS – Wiara, Patriotyzm i Sztuka”. Więcej na www.e-wpis.pl

Kiedy w naszym kraju po raz pierwszy pojawił się tak dzisiaj powszechny i zakorzeniony zwyczaj religijnego pielgrzymowania?

W roku 1000 do Gniezna przybył z pielgrzymką do grobu niedawno zamordowanego św. Wojciecha cesarz Otto III. Gościa podejmował tam książę Bolesław Chrobry. To wydarzenie uznaje się za pierwszą odnotowaną historycznie pielgrzymkę na ziemiach polskich. Złożenie w Gnieźnie ciała zabitego przez Prusów podczas misji biskupa Wojciecha uczyniło z tego miasta niezwykle ważne miejsce. Posiadanie bowiem relikwii świętego, w dodatku męczennika za wiarę, niezmiernie podnosiło prestiż zarówno konkretnego ośrodka, jak i całego kraju. Tak oto stolica państwa Piastów stała się pierwszym polskim miejscem pielgrzymkowym, do którego przybywano na modlitwę do grobu świętego. A jak pokazuje przykład cesarza Ottona – przybywano także z zagranicy. O tym, jak ważne w tamtym czasie było posiadanie relikwii świętych, świadczy fakt, że gdy książę czeski Brzetysław I najechał Polskę w 1038 r. zdobył i złupił Gniezno, to następnie wywiózł z niego do Pragi właśnie relikwie św. Wojciecha.

Drugim chronologicznie impulsem do rozwoju ruchu pielgrzymkowego w Polsce była kanonizacja innego biskupa męczennika: św. Stanisława ze Szczepanowa.

Kult biskupa zaczął się wkrótce po jego śmierci, a przybrał na sile po kanonizacji w 1253 r. Dzięki temu Kraków stał się drugim ważnym polskim miejscem pielgrzymkowym. Wiemy, że na uroczystości związane z kanonizacją Stanisława przybyło do Krakowa bardzo wielu pielgrzymów z całej Polski, a nawet z Węgier. Miasto ich wszystkich nie pomieściło, obozowali więc na polach wokół Krakowa. Obecnych było też wielu biskupów i książąt piastowskich. Co ciekawe, Kraków już wcześniej miał relikwie innego świętego. W 1184 r. sprowadzono tam bowiem relikwie św. Floriana, dla których zbudowano nawet specjalnie kościół. Chciano uczynić z miasta ośrodek kultu tego świętego, do którego przybywaliby pielgrzymi, a to wpływałoby pozytywnie na rozwój gospodarczy Krakowa. Niestety, kult św. Floriana nie osiągnął szerszych rozmiarów. Pierwszorzędnym kultem otaczany był w Krakowie zawsze św. Stanisław, a do jego grobu pielgrzymowano przez wieki. Religijna ranga Krakowa z czasem zresztą rosła, ponieważ przybywało związanych z nim świętych, a tym samym przybywało powodów, by udać się tam na pielgrzymkę.

Czy w średniowieczu w Polsce pielgrzymowanie było popularną formą wyznawania wiary? Czy też na pielgrzymkę wyruszali tylko niektórzy – ci, którzy mieli pieniądze i odpowiednią dozę odwagi?

Oczywiście częściej w pielgrzymkach brali udział przedstawiciele warstw zamożnych: arystokracja, szlachta, bogate duchowieństwo, mieszczanie. Mamy przekazy odnoszące się np. do Świętego Krzyża o wizytach możnych i rycerzy z całymi towarzyszącymi im orszakami. Natomiast chłopi, by móc odbyć pielgrzymkę musieli uzyskać zgodę swojego pana. Masowy ruch pielgrzymkowy to kwestia dopiero późniejszych stuleci. Warto powiedzieć, że w okresie średniowiecza mamy też do czynienia ze zjawiskiem pielgrzymek pokutnych, odbywanych w charakterze kary i ekspiacji za grzechy i niegodne czyny. Z czasem wykształciła się praktyka, że pielgrzymkę taką można było odbyć in procura, czyli wysłać na nią kogoś w swoim zastępstwie. Dzięki temu ludzie bogaci mogli wynająć pielgrzyma, który odbywał za nich często długą i niebezpieczną podróż do jakiegoś miejsca świętego. Do takiego sposobu uciekł się na przykład książę Władysław Herman, wysyłając w swoim imieniu poselstwo do sanktuarium św. Idziego w Saint-Gilles we Francji w podzięce za narodzenie długo wyczekiwanego potomka Bolesława. Inny praktykowany zwyczaj to pielgrzymki odbywane do miejsca zastępczego. Gdy na przykład w VIII w. Ziemia Święta została opanowana przez muzułmanów lub gdy po zajęciu jej w XIII w. przez Turków seldżuckich podróżowanie tam stało się utrudnione, wykształcił się obyczaj pielgrzymowania w zamian do innych, bliższych i bardziej dostępnych miejsc. Zamiast do Jerozolimy wędrowano więc do miejscowej kalwarii, co było jakby namiastką rzeczywistej podróży do Palestyny. Stąd określenie „Polskie Jerozolimy” stosowane w odniesieniu do krajowych kalwarii. Notabene, podobnie swoje miejsce zastępcze mieli polscy muzułmanie, którzy nie zawsze mogli odbyć przepisową podróż do Mekki. Miejscem takim były np. Łowczyce w dawnym województwie nowogródzkim.

Czy wiemy, jak od strony praktycznej wyglądało średniowieczne pielgrzymowanie?

Wiele na ten temat wiemy na podstawie źródeł zachodnich, gdzie ruch pielgrzymkowy był bardziej rozwinięty niż w Polsce. Już w średniowieczu zaczęły tam powstawać szlaki pielgrzymkowe, na przykład najbardziej znany – szlak do Santiago de Compostela. Do tamtejszego grobu św. Jakuba Apostoła pielgrzymowała wtedy właściwie cała Europa, również Polacy. Na podstawie źródeł hiszpańskich maksymalną liczbę pielgrzymów z Polski oszacowano na ok. 150 osób. Byli to głównie rycerze i szlachta ze swoimi orszakami. Ich nazwiska zachowały się w źródłach dzięki temu, że musieli oni uzyskać od króla hiszpańskiego zgodę na przejazd, tzw. glejt bezpieczeństwa.

Co do innych zwyczajów pielgrzymich to prawa zwyczajowe i kościelne mówiły, że pielgrzyma należy przyjąć, nakarmić i zapewnić mu dach nad głową. W miarę rozwoju tego religijnego zjawiska, niektóre zakony zaczęły budować hospicja przeznaczone dla pielgrzymujących, w których mogli oni zjeść posiłek i przenocować. Pielgrzymów otaczano też większą opieką prawną: za zabicie pielgrzyma groziła bowiem większa kara niż za zabicie niepielgrzyma. Inna ciekawa rzecz: istniał podział świętych według spraw lub chorób, w których mieli pomagać i do których pielgrzymowano w określonej intencji. Wspomniany tu już św. Idzi pomagał w bezpłodności, a na przykład św. Izydor bronił przed suszą. W Krakowie uniwersalnym świętym był św. Jacek w kościele dominikanów. W wielu średniowiecznych relacjach można przeczytać, że chory był u Matki Bożej Piaskowej, u św. Stanisława na Skałce i jeszcze gdzieś, ale na dolegliwość pomógł dopiero św. Jacek.

Wróćmy do miejsc pielgrzymkowych. Trzecim obok Gniezna i Krakowa ważnym celem pielgrzymek w średniowiecznej Polsce stało się opactwo benedyktynów na Świętym Krzyżu w Górach Świętokrzyskich.

Nie należy o nim zapominać, bo znajdowały się tam relikwie Krzyża Świętego. Był nawet okres, w którym sanktuarium na Świętym Krzyżu było pierwszorzędnym miejscem kultu w Polsce, dystansującym Gniezno i Kraków. Przybywali tam królowie, magnaci, szlachta, ale także zwykli wierni. Dopiero w momencie, w którym pojawiła się Jasna Góra, a zwłaszcza po słynnej obronie klasztoru przed Szwedami, Święty Krzyż stracił swoją pozycję.

Przenieśmy się teraz do okresu zaborów: miejsca pielgrzymkowe, takie jak np. Jasna Góra, zyskały wtedy dodatkowy wymiar – narodowy.

W momentach trudnych dla państwa i narodu następował zawsze silny zwrot Polaków w stronę wiary i Kościoła. Kościół przejmował wtedy rolę instytucji zagrożonego lub nieistniejącego państwa i pozwalał przechować i ocalić narodową kulturę i wiarę, bo ona również bywała zagrożona. Tak właśnie było w czasie zaborów. Władze zaborcze bardzo obawiały się kultu Matki Bożej Częstochowskiej. Car rosyjski określił ją jako „największą rewolucjonistkę w Królestwie Polskim”. Symboliczne stało się postawienie pomnika cara Aleksandra II przed jasnogórskim klasztorem, co miało pokazać, że to imperator jest ważniejszy niż Matka Boża. Nie wydawano zezwoleń na pielgrzymowanie do Częstochowy, a w zamian za to wprowadzono swego rodzaju sanktuaria zastępcze, do których odtąd mieli pielgrzymować wierni. W Galicji rolę taką przyznano Kobylance koło Gorlic. Wbrew intencjom władz ruch pielgrzymkowy nigdy się tam nie rozwinął. W zaborze rosyjskim władze zwalczały i ograniczały Kościół katolicki, podobnie było w zaborze pruskim. W tym drugim doszło nawet do wymordowania przez wojsko w 1792 r. uczestników pielgrzymki warszawskiej do Częstochowy. Natomiast władze Austrii – Maria Teresa i Józef II – dążyły raczej do stworzenia Kościoła narodowego przez podporządkowanie sobie hierarchii i odcięcie jej od wpływów Rzymu. Później jednak, wraz z odejściem od polityki józefinizmu, nastała w Austrii swoboda praktykowania, a cesarz określał się nawet jako obrońca wiary katolickiej. Dzięki autonomii politycznej Galicji w 2. połowie XIX w. do Krakowa mogły przyjeżdżać z Królestwa Polskiego, zaboru pruskiego i ze Śląska pielgrzymki łączące aspekty religijne z patriotycznymi. Prócz wizyt w krakowskich kościołach, zwiedzano też zabytki przeszłości: Wawel, Sukiennice, Muzeum Narodowe. Pielgrzymki te miały ogromne znaczenie dla podtrzymywania poczucia polskości i wiary wśród poddawanych wynaradawianiu Polaków z zaboru rosyjskiego i pruskiego.

A jak rozwijał się ruch pielgrzymkowy w dwudziestoleciu międzywojennym?

Po pierwsze, zniknęły przeszkody w pielgrzymowaniu i można już było swobodnie wędrować do Częstochowy i innych miejsc. Po drugie, ważnym aspektem ówczesnych pielgrzymek była chęć podziękowania Matce Bożej za odzyskanie i obronienie niepodległości. Ukazała się wtedy mapa miejsc maryjnych, na których zaznaczono m.in. miejsca bitew wygranych przez Polaków dzięki wstawiennictwu Maryi. Zwycięstwo w najważniejszej bitwie – pod Warszawą w 1920 r. – też przypisywano wstawiennictwu Matki Bożej. Licznych pielgrzymów przyciągały ówczesne koronacje obrazów, m.in. Matki Bożej Ostrobramskiej w Wilnie i Matki Bożej Bocheńskiej w Bochni. To właśnie po tej pierwszej koronacji Wilno stało się ważnym miejscem pielgrzymkowym, przyciągającym wiernych z wielu stron. W okresie międzywojennym pojawiają się też pielgrzymki stanowe udające się do Częstochowy.

Trudne czasy dla pielgrzymowania nastały w okresie okupacji.

Okupanci zabronili pielgrzymowania, więc pielgrzymki zorganizowane się nie odbywały. Na Jasną Górę przybywali głównie indywidualni wierni.

Nie lepiej było po wojnie, po przejęciu władzy przez komunistów.

W pierwszych latach powojennych sytuacja była jeszcze dość dobra. Przywrócono możliwość pielgrzymowania, a władze tolerowały praktyki religijne w przestrzeni publicznej. Śrubę przykręcono w okresie stalinowskim. Pojawiły się wtedy poważne przeszkody, które doprowadziły do wyraźnego zastoju w ruchu pielgrzymkowym. Na Jasną Górę docierały najwyżej niewielkie grupy. Sytuacja poprawiła się nieco po 1956 r., ale rychło władze przystąpiły do zwalczania ruchu pielgrzymkowego. Utrudniano go ze wszystkich sił, pielgrzymów szykanowano, wprowadzano administracyjne ograniczenia. Tak działo się do lat 80. Mamy np. informacje o prawosławnej pielgrzymce, która wyruszyła w 1984 r. z Białegostoku na Grabarkę. Wszyscy jej uczestnicy zostali obfotografowani, a potem posypały się na nich represje, łącznie ze zwolnieniami z pracy.

Ludzie tak bardzo tym się jednak nie przejmowali. Na Jasną Górę pielgrzymowano mimo represji, a obchody milenijne zgromadziły tam setki tysięcy ludzi. Podobnie było w Kalwarii Zebrzydowskiej. Mimo szykan ruch pielgrzymkowy rozwijał się, a w latach 80. doszło wręcz do jego eksplozji.

Impulsem był wybór Karola Wojtyły na papieża. Ojciec Święty wyraźnie wspierał ruch pielgrzymkowy i to również dzięki niemu rozwijał się on tak dynamicznie. Na Jasną Górę zaczynają wtedy wędrować duże pielgrzymki diecezjalne, a liczba pielgrzymów przybywających tam latem dochodziła nawet do 300 tys.

W odniesieniu do PRL warto wspomnieć też o jednej sprawie. Gdy pod koniec wojny rozpoczęła się tzw. repatriacja, kresowi Polacy starali się przewieźć ze sobą do Polski bliskie im cudowne wizerunki. Działo się to niekiedy z narażeniem życia, bo nowe komunistyczne władze nie życzyły sobie krzewienia kultu religijnego. Niemniej udało się przewieźć m.in. ikonę Matki Bożej Rudeckiej z sanktuarium w Rudkach na Ukrainie. Trafiła ona najpierw do seminarium duchownego w Przemyślu, a potem bp Ignacy Tokarczuk zdecydował o przeniesieniu jej do Jasienia (obecnie Ustrzyki Dolne) na Podkarpaciu w celu utworzenia tam ośrodka maryjnego. Intronizacji przewodniczył kardynał Karol Wojtyła. Niestety, w 1992 r. obraz został skradziony i do dziś go nie odzyskano. Inny przypadek to obraz Matki Bożej w sanktuarium ormiańskim w Gliwicach przywieziony z Łyśca, który przed wojną był bardzo znanym ośrodkiem religijnym. Kilka sanktuariów powstałych wokół obrazów przywiezionych ze Wschodu znajduje się we Wrocławiu i w Gdańsku. Z repatriacją związane jest jeszcze jedno ciekawe zjawisko: po 1945 r. nastąpiła mianowicie tzw. translokacja kultu Matki Bożej Ostrobramskiej. Mimo że jej obraz pozostał w Wilnie dzisiaj czci się ją w Polsce w wielu miejscach, m.in. w Białymstoku, Kałkowie-Godowie, Skarżysku-Kamiennej, Wrocławiu.

A jak ruch pielgrzymkowy ma się we współczesnej Polsce?

Bardzo dobrze. Wbrew pogłoskom o zmniejszaniu się religijności polskiego społeczeństwa, ruch pielgrzymkowy nadal się rozwija. Nie widać, aby zanikał, wprost przeciwnie – ciągle pojawiają się nowe pielgrzymki. Trwa też fenomen Jasnej Góry. Rocznie przybywa tam ok. 3,5-4 mln wiernych, w tym 160-180 tys. w pielgrzymkach pieszych. Najdłuższe z nich muszą pokonać 600 km i wędrują ok. miesiąca. Czegoś takiego nie ma w żadnym innym sanktuarium w Europie poza Compostelą, choć i tam rzadko wędruje się aż takimi dużymi grupami. Pojawiają się też nowe miejsca pielgrzymkowe: grób bł. ks. Jerzego Popiełuszki w Warszawie, Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach czy budowane jeszcze Sanktuarium św. Jana Pawła II w Krakowie.

Sanktuarium św. Jana Pawła II na Białych Morzach już odwiedza rocznie ok. miliona pielgrzymów.

No właśnie. A Łagiewniki stały się dzisiaj chyba najbardziej rozpoznawalnym w świecie nowym polskim sanktuarium. Wizerunek Jezusa Miłosiernego można zobaczyć we wszystkich miejscach świata, nawet w tak egzotycznych, jak Indonezja. Uniwersalne przesłanie tego sanktuarium sprawia, że zyskuje ono coraz większą popularność. Jasna Góra zawsze miała silny charakter narodowy, natomiast orędzie o Bożym Miłosierdziu płynące z Łagiewnik kierowane jest do wszystkich ludzi na świecie. To bez wątpienia sanktuarium o bardzo dużym potencjale.

Rozmawiał: Paweł Stachnik 

Jest to tylko część rozmowy. Całość ukazała się w aktualnym numerze miesięcznika „WPIS – Wiara, Patriotyzm i Sztuka”. Więcej na www.e-wpis.pl

Komentarze

anonim2015.08.2 2:41
''To bez wątpienia sanktuarium o bardzo dużym potencjale.'' Mam dość języka neolewicy w tematach religijnych.