Atak Stanów Zjednoczonych i Izraela nie mógł zaskoczyć polskich władz. Rządzący o planowanych działaniach byli informowani przez Waszyngton, ale nawet gdyby tak nie było, to od tygodni o możliwym ataku prezydent USA Donald Trump mówił publicznie. Mimo to położenie, w jakim znaleźli się przebywający na Bliskim Wschodzie obywatele Polski każe myśleć, że jednak polskie władze zostały zaskoczone. Kolejne europejskie państwa zapowiadają ewakuację swoich obywateli. Dla przykładu, do Omanu, Maskatu i Salala swoje samoloty zdecydowały się wysłać Czechy. Jutro ewakuację rozpocznie też Słowacja.
Co natomiast z Polakami przebywającymi na Bliskim Wschodzie? Ministerstwo Spraw Zagranicznych zaoferowało im drugą infolinię, która w wyznaczonych godzinach może służyć „pomocą”.
- „Takich szacunków, ile osób chce wrócić do kraju, nie mamy. Wiemy, że w regionie Bliskiego Wschodu, szeroko pojętego od krajów Zatoki po Izrael, Liban, Jordanię, jest to kilkanaście tysięcy osób. Apelujemy bardzo mocno, żeby wszyscy wpisywali się do systemu Odyseusz. Zapewne liczba tych, którzy będą chcieli wrócić jak najszybciej, będzie rosła. Tym, którzy wykupili, mówiąc szczerze, nie do końca ostrożnie i mimo ostrzeżeń, pobyty zwłaszcza w krajach Zatoki, będą kończyć się pobyty”
- powiedział na antenie TVN24 wiceminister spraw zagranicznych Marcin Bosacki.
Ewakuacji Polaków jednak rząd nie przygotowuje.
Rząd Zjednoczonej Prawicy przykładem skuteczności
Działania obecnego rządu niezwykle kontrastują ze skutecznością, którą w podobnych sytuacjach wykazywał się rząd Zjednoczonej Prawicy. Przykładem jest choćby operacja ewakuacji z Afganistanu po wycofaniu się z tego kraju wojsk USA, kiedy to Polska zatroszczyła się nie tylko o własnych obywateli i współpracowników, ale również wspierała inne państwa i organizacje. Polskie władze zorganizowały wówczas 52 loty, w czasie których przetransportowano 1232 osoby.
