Ks. prof. Andrzej Kobyliński gościł w programie „Centrum Świata” na antenie „Trójki” Polskiego Radia, gdzie był pytany, „dlaczego amerykańscy i izraelscy urzędnicy forsują retorykę sugerującą, że obecny konflikt geopolityczny jest wojną religijną?”.

- „Nie tylko dla Izraela i USA ta wojna jest święta. Ona jest także wojną świętą dla Iranu. I każdy z tych krajów przedstawia inne racje, żeby przekonać świat, iż jest to wojna święta, wojna religijna. By przekonać świat, że wojna ta jest wojną, której chce Bóg i która ma swoje uzasadnienie na kartach Starego Testamentu”

- wyjaśnił.

Dlatego, jak podkreślił filozof, wątki religijne są fundamentalne dla zrozumienia wydarzeń na Bliskim Wschodzie. Jego zdaniem nie da się zrozumieć wojny w Iranie, nie rozumiejąc tego, czym jest chrześcijański syjonizm.

- „Popatrzmy na wypowiedzi sekretarza wojny Peta Hegsetha. To jest gorący, stanowczy, radykalny zwolennik syjonizmu chrześcijańskiego. I to on chyba jako pierwszy przekonywał Donalda Trumpa do tego, żeby rozpocząć atak na Iran”

- podkreślił.

Duchowny wskazał, że wedle wyznawców chrześcijańskiego syjonizmu, obecny Izrael jest bezpośrednią kontynuacją Izraela z kart Starego Testamentu, a obecny naród izraelski to ten sam naród wybrany, z którym Bóg zawarł przymierze. Wobec tego granice Izraela, wedle wyznawców tej doktryny, powinny odpowiadać granicom obiecanym przez Boga Abrahamowi.

- „Dzisiaj te straszne religijne błędy prowadzą do nieszczęścia. Z powodu tych błędów religijnych, politycznego wykorzystania religii, mamy Bliski Wschód w ogniu”

- stwierdził.