20.11.13, 17:32fot. marceloto/sxc.hu

Dlaczego mieszkanie przed ślubem jest zgorszeniem?

Według statystyk coraz więcej młodych ludzi, którzy są w sobie "na razie" zakochani postanawia ze sobą zamieszkać. Tłumaczą to różnie: poznaniem siebie przed ślubem, zaoszczędzeniem pieniędzy na wynajmowaniu mieszkania, czy po prostu z faktu, że nie czują w tym nic gorszącego czy niewłaściwego. Często taki wybór młodych ludzi aprobują ich rodzice, którzy przyczyniają się do grzechu ich własnych dzieci.

Posłuchaj dlaczego imitacja małżeństwa, zabawa w żonę czy męża jest złe, gorszące.

Sebastian

Komentarze

anonim2013.11.20 17:53
+++
anonim2013.11.20 17:58
Uwielbiam kazania ks.P. Bardzo fajnie wszystko tłumaczy, ten temat też. Niestety w dzisiejszych czasach jest to ciężka sprawa, znam kilka par które ze sobą mieszkają bez ślubu, ale nie dlatego, że nie chcą tego ślubu, ale zwyczajnie, nie mają na niego kasy,a razem chcą być. I pewnie zaraz mi ktoś napisze, ze nie trzeba robić weselicha na 100 osób, tylko można wziąć mały ślubik tylko z najbliższymi. Ale cóż no, nawet to ma pewną cenę ;) Niestety przyszły takie czasy, że bardzo trudno "trzymać zwiazek"w odpowiedniej kolejności... Smutne.
anonim2013.11.20 18:00
Ktoś już tu chyba kiedyś pisał, że współżycie przed ślubem jest jak otwieranie prezentów przed urodzinami, czy świętami, pobawimy się, zjemy czekoladki, a potem wręczymy sobie puste opakowania po czekoladkach i zużyte zabawki, trudno poczuć po otrzymaniu takich prezentów, że jest się kochanym.
anonim2013.11.20 18:01
"We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane, gdyż rozpustników i cudzołożników osądzi Bóg."- Hbr 13.4
anonim2013.11.20 18:02
Talaman to nie Kościół nie ufa, tylko Bóg za pośrednictwem Pisma Świętego i Kościoła daje nam proste wskazówki co robić byśmy ani siebie, ani innych nie krzywdzili.
anonim2013.11.20 18:03
Rafael a kogo uważasz za kompetentnego?
anonim2013.11.20 18:05
Kto popełnia grzech? Para która mieszka "razem" w domu prywatnym, ona na górnym piętrze on na dole, czy para która mieszka w bloku, teoretycznie osobno, ale w oddzielnych mieszkaniach sąsiadujących drzwi w drzwi?
anonim2013.11.20 18:05
Dobre, mam nadzieję, że przekonujące.
anonim2013.11.20 18:06
Genesis zachowywał i cudzołóstwo potępiał "idź i nie grzesz więcej" a to że wiele potrafił poświęcić nie jest chyba trudne do zauważania.
anonim2013.11.20 18:11
Do narodowieckatolik: Zapominasz, że jeśli, jak sam zakładasz, może się okazać, że dwoje ludzi do siebie 'nie pasuje' (na temat 'pasowania do siebie' można by otworzyć odrębną dyskusję), to dalej pójdą własnymi ścieżkami ale Z BAGAŻEM. Będzie to bagaż doświadczeń emocjonalnych, seksualnych i innych. I kiedyś ten chłopak czy dziewczyna wstąpią w związek małżeński z drugą osobą nacechowani. Już skażeni. Podejmując się tzw. 'wspólnego mieszkania' bierze się odpowiedzialność nie tylko za samego siebie i osobę, z którą postanawiamy 'się sprawdzić', ale również za swoich przyszłych, nie znanych wam jeszcze małżonków, a nawet dzieci, bo obciążenia emocjonalne rzadko zatrzymują się na tej jednej osobie ale są świadomie lub nieświadomie przekazywane dalej. To jest owa biblijna mądrość o błogosławieństwie/przekleństwie, które rozlewa się nie tylko na obecnego, ale również na następne pokolenia. Jedno drobne wzruszenie wody, a fale płyną w dal...
anonim2013.11.20 18:14
@ Genesis Akurat tutaj masz pełną rację.
anonim2013.11.20 18:21
Jezus miał przyjaciółkę!!
anonim2013.11.20 18:52
Co za BZDURA granicząca z obsesją! A przypadkiem całus na przywitanie nie jest gorszący? Szkoda gadać....
anonim2013.11.20 19:01
Co mam w takim razie zrobić? Narzeczona studiuje we Wrocławiu i trochę dorabia, ja pracuje we Wrocławiu. Co powinniśmy zrobić? Szukać osobnych mieszkań? A może zmienić miasta, ja Warszawa, ona zostaje we Wrocku? Nie starczy nam pieniędzy. Do tej pory nie doszło do zblizenia....Z szacunku. Więc zdaniem księdza, lub obecnych tu katolików jakie są inne rozwiązania? To wszystko zakrawa o absurd, w tej sytuacji. Jednak z chęcią się dowiem, znajdzie ktoś REALNE rozwiązanie mojej sytuacji? Napisze ktoś, że to grzech i uzasadni to? Czekam w takim razie.
anonim2013.11.20 19:09
"choćby przez zniesienie zakazu próbnego wspólnego zamieszkiwania przed ślubem?" Genesis jakos tak się składa, iż brak ślubu nie powoduje, że ludzie stają się bezpłodni?
anonim2013.11.20 19:09
Nie mogę słuchać tego Kapłana, kiedy wypowiada się na temat małżeństwa, zresztą poświęciłem mu osobny temat na moim blogu i aż dziw, że kilka osób, konkretnych osób obeznanych w wątku przyznało mi rację. Oczywiście, że mieszkanie razem przed ślubem i "zabawa" w męża i żonę jest grzechem, tym bardziej seks przedmałżeński, ale czy każda sytuacja jest taka sama, czy zawsze musi chodzić o seks, lub o wspólne mieszkanie razem, o imitację małżeństwa? Nie zawsze o to chodzi, czego dowodem jest wpis @Wszechświata23. Polecam innych ekspertów mówiących o miłości małżeńskiej, takich jak ojciec Salij, ks. Dziewiecki, czy M. Guzewicz.
anonim2013.11.20 19:11
Genesis to miło, że doszedłeś do wniosku, że powstrzymanie się od seksu nie jest jakimś strasznym wyrzeczeniem, resztę "downioskuj" sobie sam.
anonim2013.11.20 19:12
A kogo gorszy mieszkanie pary przed ślubem? Stare, moherowe sąsiadki, które nie mają co robić, tylko szpiegują sąsiadów i rozgadują plotki, kiedy akurat nie leżą plackiem w kościele? Większość argumentów przyjmuję (choć dla mnie nie mają żadnego przełożenia, to nie jest moja bajka), bo mają sens w świetle nauk krk, ale z tym zgorszeniem to ksiądz popłynął na morze absurdu... No i ten przykład... Ech...
anonim2013.11.20 19:18
@ AirWolf Zgadza się. Ale jest tu wyjątek - nie 1%, a jeden promil.
anonim2013.11.20 19:28
nie będę oryginalny, ale ślub jest na całe życie, więc lepiej się dobrze poznać, myślę, że także pod względem seksualnym. Ja mieszkałem z obecną żoną przed ślubem, z wielu powodów zresztą. I dzisiaj, po prawie 25 latach małżeństwa, jest wspaniale. A mój przyjaciel z młodości ożenił się z dziewczyną, z którą nie miał żadnych doświadczeń, są już dawno po rozwodzie.
anonim2013.11.20 20:10
Warto posluchac Pawlukiewicza (zwłaszcza faceci :) ) Dodałbym tylko Pulikowskiego - który jak w pogromcach mitów rozprawia się z mitami dopasowania/tańszego mieszkania itp... Polecam krótka książkę "razem czy osobno" Odnośnie poznania drugiej osoby to tak jakby dziecku powiedzieć, ze jak grzeczny będziesz cały dzień to wieczorem dostaniesz nagrodę (czekoladę, komputer tableta czy co tam jeszcze to dziecko chce) i na tej podstawie podjąć decyzje , że to bardzo grzeczne i dobre dziecko ... Podobnie z chłopakiem z którym się mieszka przed i liczyć że się go pozna jakim jest na prawdę oferując mu szanse na łózko wieczorem ... potem ludzie się pobierają (już nie muszą udawać ) i nagle trach mieszkali razem 5 lat i się rozstali pół roku po ślubie ... Aspekt praktyczny mieszkania razem przed ślubem ... Jak zaginie koleżenka idź zgłoś zaginięcie na najlbliższy posterunek policji i powiedz że to nie żona tak tylko mieszkacie razem ... powodzenia ;)
anonim2013.11.20 20:39
@narodowieckatolik Katolik to Ty raczej nie jesteś z takimi poglądami. A ja znam kilkadziesiąt małżeństw, które nie mieszkały i nie spały przed ślubem - WSPANIAŁE MAŁŻEŃSTWA!!! Masz rację, że się trzeba poznać,tylko nie widzisz, że to właśnie brak seksu daje prawdziwe poznanie. Chyba nie powiesz, że seks=poznanie drugiego człowieka!??? To ja chyba nie znam zupełnie nikogo:P im więcej ludzi "się wypróbowuje", tym więcej rozwodów, czy nie widzisz zależności? Jest widoczna na 1 rzut oka. Wysnuwanie wniosku na podstawie 1 przykładu jest żenujące i śmieszne!
anonim2013.11.20 21:21
@GenesisX Piszesz:"mieszkanie ze sobą przed ślubem pomaga im uniknąć roczarowań w kwestiach pozaseksualnych" W takim razie dlaczego w krajach gdzie młodzi bez najmniejszych przeszkód i sypiają i mieszkają ze sobą przed ślubem rozwodów jest statystycznie najwięcej na świecie?
anonim2013.11.20 22:25
@Genesis jesteś zwykłym prymitywem albo uzależnionym od pornografii, albo jedno i drugie. Całe twoje myślenie można sprowadzić do kwestii ,że ,,facet MUSI sobie poruchać bo inaczej nie jest normalny". Żal mi cię.
anonim2013.11.20 22:50
Genesis" to nie tylko odkładają ślub ale, tym bardziej, decyzję o posiadaniu dzieci" Czyli decyzję o współżyciu i o to właśnie chodzi.
anonim2013.11.20 22:52
Genesis. Co zaś do twojego "sądzenia co chciał Pan Jezus", to sobie dyskusje na temat Twoich wierzeń odpuszczę.
anonim2013.11.21 3:19
@GenesisX Piszesz:"W tych krajach, [...]młodzi nie próbują wcześniej wspólnego życia." To kłamstwo. Popatrz na liczby.I podaj jakąkolwiek statystykę w której widać,że wraz ze spadkiem przeszkód w zawarciu małżeństwa i jego zakończeniu spada liczba konkubinatów. Bo odwrotnie te tendencje widać jak na dłoni.Z łatwością we wzięciu ślubu i rozwodu jest tak jak mówisz.Jeżeli jest prawdą co mówisz to liczba związków nieformalnych powinna spadać.Jak jest?
anonim2013.11.21 5:58
@W takim razie dlaczego w krajach gdzie młodzi bez najmniejszych przeszkód i sypiają i mieszkają ze sobą przed ślubem rozwodów jest statystycznie najwięcej na świecie? Michas, w krajach, o których mówisz jest też mniej ślubów, dlatego i rozwodów jest procentowo więcej, bo zawierają je często ludzi niedojrzali albo zindoktrynowani, którym ktoś wmówił, że bez ślubu nie będą mogli ze sobą mieszkać. Ludzie myślący rozsądnie ślubów nie zawierają i żyją długo ze sobą - na lata, a często wręcz do grobowej deski i w kilku kolejnych pokoleniach (znam osobiście wiele takich przypadków). Tylko żadne statystyki tego nie odnotowują, Nie wyciągaj błędnych wniosków.
anonim2013.11.21 7:31
To ja mam pytanie do ks. Pawlukiewicza, którego cenię i szanuję jak i do innych. Kto mi da 20 tyś na ślub i przyjęcie z tym związane? Po pierwsze: to nie ja urządziłem świat uzależniony od pieniędzy, a prawda jest taka, że właśnie ich brak powoduje taką sytuację. Bardzo bym chciał wziąć ślub z moją wybraną, ale jak skoro czasem nawet ksiądz chce 500 zł za udzielenie tego sakramentu? Po drugie: Czemu ja, albo już w ogóle moja Ukochana jesteśmy gorsi od innych? Mam znajomych, którzy nie wierzą w Boga, a inni wręcz plują na niego, ale im jakoś w życiu się szczęści i kasę na ślub spokojnie sobie znaleźli i nie było z tym problemu. Tymczasem ja jako osoba wierząca wciąż tej pracy znaleźć nie mogę. Mimo, że starałem się pracować w trakcie studiów by nie być bez żadnego doświadczenia. To niczego wręcz nie zmieniło, nadal zasilam rzeszę bezrobotnych. To tylko pierwsze z wielu pytań jakie mam do księdza. Proszę mu je przekazać i niech się do nich ustosunkuje. Dlaczego ja jestem gorszy mieszkając z moją wybranką przed ślubem mimo, że oboje pragniemy go z całego serca, ale nie mamy pieniędzy by go zorganizować. A skoro ksiądz twierdzi, że trzeba brać ślub bez wesela to niech mi łaskawie powie w czym jesteśmy gorsi od innych, że my jako wierzący na to wesele nie zasługujemy, a Ci niewierzący na wesele i radość z powodu wzięcia ślubu, prezenty itp zasługują?
anonim2013.11.21 7:55
@Akurat Niezła ekwilibrystyka słowna.Takie mętne wywody niewiele mające wspólnego z rzeczywistością. Niestety to tylko próba zagadywania prostych faktów: 1.Na zachodzie procent osób które zawierają małżeństwo bez okresu "próby"(wzajemnego mieszkania , seksu) jest znikomy.Większość małżeństw zawierana jest przez osoby najpierw testujące się.A rozwodów coraz więcej... 2.W krajach zachodnich realny problem społeczny to rodzice(przeważnie matki) samotnie wychowujący dzieci oraz tzw.:przechodni partnerzy (kolejna trauma dla dziecka). Co dowodzi ,że ci "nie zawierający ślubów i żyjący ze sobą długo i szczęśliwie" są marginesem.Od razu mówię:próba tłumaczenia tego tym ,że samotni rodzice mają większy socjal jest tylko jeszcze jednym dowodem na degradację moralną osób , które psychikę swego dziecka cenią mniej niż zasiłek socjalny. 3.Ciągle nic nie usłyszałem na temat ponoć tak potrzebnej próby przed małżeństwem.Przecież skoro ludzie mogą się wypróbować to czemu się rozwodzą potem?Tym bardziej ,że większość tych którzy zawierają małżeństwa ma taką próbę za sobą. 4.Jest jeszcze jeden problem w skali masowej.Chodzi o wielokrotną zmianę partnerów.Każdy "wypróbowany". A dzieci przezywają koszmar.
anonim2013.11.21 10:34
czy tu wypowiada się chociaż jeden katolik? raczej nie
anonim2013.11.21 10:57
SUPER!
anonim2013.11.21 11:53
@GenesisX Wiem z tego samego źródła z którego ty czerpiesz informacje ,że "ludzie i tu i tam żenia sie wkrótce po tym jak się z partnerem prześpią" albo , że "W tych krajach, [...]młodzi nie próbują wcześniej wspólnego życia."
anonim2013.11.21 12:21
@GenesisX Sęk w tym ,że na Zachodzie tą dyskusję , którą my toczymy teraz odbyto jakieś 30 lat temu.Teoretycznie logiczny argument ,że "jeśli sprawdzimy się we wspólnym kilkuletnim mieszkaniu to nasze małżeństwo będzie trwalsze" niestety weryfikuje negatywnie tylko praktyka.Dlaczego?Bo ten argument oparty jest na emocjach.Dotyczy ludzi młodych przekonanych ,że miłość to uczucie.A ,że jest inaczej ,że miłość to decyzja to można się przekonać dopiero samemu. Także pokolenie przed nami mit o "próbie" stał się na zachodzie powszechnie uznany i zaakceptowany(oprócz jakiegoś fundamentalistycznego marginesu).Tam ludzie są wręcz zachęcani żeby decyzji o ślubie nie podejmowali pochopnie."Pomieszkajcie razem,poznajcie się" to przekaz ,który słyszą młodzi od swoich rodziców z pokolenia hipisów.No to "próbują i testują". Efekt?Nigdy w historii ludzkości nie było tak wiele dzieci opuszczonych przez jednego z rodziców.
anonim2013.11.21 14:01
@Genesis Piszesz:"I nie sądze, by to "życie na próbę" kończące się małżeństwem ( jeśli było rzeczywiście masowe) było przyczyną rozwodów." Ja też tak nie sądzę. Ja uważam ,że "życie na próbę" kończące się małżeństwem nie ma wpływu na trwałość małżeństwa. Widzisz różnicę? Co do "okresu próby" jako spojrzenia na swój związek bez emocji. Powiedz jak myślisz albo inaczej:czy znasz jakiekolwiek małżeństwo,związek kilkuletnich w którym nie było kryzysów? Ja myślę ,że kilkuletnia idylla zdarza się niezwykle rzadko.Co więc jeśli związek z założenia jest próbą i zdarza się kryzys?Jaką decyzję podejmuje "rozsądny" człowiek?Brnie dalej czy się rozstaje?Odpowiedzią niech będzie ciągle rosnący procent tzw.:"singli" czyli chronicznie samotnych ludzi wielokrotnie zmieniających partnerów. Ja uważam ,że w ciągu małżeństwa większość par przeżywa kryzysy podczas ,których trzyma ich razem tylko sakrament,dzieci.Ale Ci ludzie jako dziadkowie często mówią:"w sumie to dobrze ,że się nie rozstaliśmy". Wszystko to opiera się na moim zdaniem racjonalnej tezie:miłość to jest świadoma decyzja a nie reakcja hormonalna czy jakieś melodramatyczne uczucie z hollywoodzkiej komedii romantycznej.
anonim2013.11.21 20:28
@GenesisX Się pomyliłeś pisząc:"Jeśli się zgodziliśmy, że życie na próbę nie stymuluje wzrostu rozwodów". Jeśli już to zgodziliśmy się ,że życie na próbę nie utrwala w żaden sposób przyszłego małżeństwa.To mit ,który weryfikuje rzeczywistość.Cała linia obrony "testowania się" to udowadnianie ,że rosnąca liczba rozwodów i już socjologicznie mocno odczuwalnej traumy półsierot w państwach zachodnich nie wiąże się z rosnącym przyzwoleniem na "związki partnerskie", konkubinaty i inne tego typu efemerydy.Zresztą troszkę badań na ten temat jest.Dla przykładu: [...]„wśród par żyjących na kocią łapę nie wykształcają się umiejętności zażegnywania konfliktów ani wzajemnego wspierania się” -The National Marriage Project’s Ten Things to Know Series, The Top Ten Myths of Marriage, March 2002; Alfred DeMaris i K.Vaninadha Rao, Premarital Cohabitation and Marital Instability in the United States: A Reassessment, „Journal of Marriage and the Family” [...]konkubinaty rozpadają się częściej niż klasyczne pary. Tylko 10 proc. nieformalnych związków udaje się przetrwać przez długi czas, a prawie połowa rozstaje się w ciągu roku. Co prawda 40 proc. z nich przekształca się w małżeństwo, ale i tak połowa z nich kończy się rozwodem-prof. Manuel Castells, socjolog z Uniwersytetu w Berkeley. [...]"w społeczeństwie amerykańskim wykształciły się dwa modele życia. Lepiej wykształceni ludzie częściej decydują się na zawarcie małżeństwa i tworzą stabilniejsze rodziny. Gorzej wykształceni Amerykanie – często bezrobotni – decydują się na konkubinaty, które rozpadają się dwukrotnie częściej niż małżeństwa."-prof. Bradford Wilcox,National Survey of Family Growth [...]"rodzina, w której dziecko jest wychowywane przez rodziców po ślubie, stwarza dziecku najlepsze warunki rozwoju. – To najlepszy układ, jak wskazują lata badań. Każda inna sytuacja jest gorsza "-"Why Marriage Matters, Third Edition Thirty Conclusions from the Social Sciences" W. Bradford Wilcox of the University of Virginia. I tak można jeszcze długo. Pokażcie jakieś badania dowodzące ,że mieszkanie przed ślubem korzystnie wpływa na trwałość i jakość małżeństwa.
anonim2013.11.22 8:41
@GenesisX No mają konkubinaty "zdolność odsiewania" :) 90% z nich kończy się rozstaniem.A każde takie rozstanie u osoby z poziomem empatii wyższym niż u pijawki to stres,rozczarowanie,spadek zaufania do ludzi itp. A jak już to "sito" zadziała a działa jak piszesz niezwykle skutecznie to powinniśmy mieć super dobrane "przetestowane" pary.Mamy?Ano nie za bardzo bo prawie 50% czyli prawie co druga para się rozstaje. A przecież wmówiono tym ludziom ,że po paru latach "testów" to już posprawdzane wszystko.Pasujemy do siebie.To +1000 do poziomu rozczarowania po zakończeniu takiego związku. Wobec powyższego memłanie o "wzajemnym mieszkaniu jako metodzie na utrwalenie małżeństwa" jest po prostu oślim uporem.
anonim2013.11.22 8:46
Ps.:Skomentuje jeszcze to: "Twój wpis z 15.01 świadczy o tym, że sie jednak zgodziłeś że życie na próbę nie jest przyczyną rozwodów, więc nie może stymulowac ich wzrostu" Życie na próbę nie jest przyczyną rozwodów.Przyczyną rozwodów jest fałszywe pojęcie o tym co to jest miłość oraz rozbujany egocentryzm. Spór toczy się o to ,że Ty i Tobie podobni z nie wiadomo jakich przyczyn twierdzą , iż życie na próbę utrwala małżeństwo.A to jest głupota co z rozumowego i ze statystycznego punktu widzenia.
anonim2013.11.22 9:18
Genesis Ja nie wiem co Ty liczysz?Czemu uważasz ,że statystyka dotycząca konkubinatów to to samo co statystyka dotycząca małżeństw rozpoczynających wspólne mieszkanie od ślubu.Przecież to dwie różne liczby.
anonim2013.11.22 12:29
Ja mieszkam z partnerka, tyle ze nie przed slubem, bo zadnego slubu nie zamierzamy brac. Rzecz w tym, ze jak sie nie wierzy w bostwa to przysieganei przed urzednikiem nt. swojego partnerstwa mija sie z celem.
anonim2013.11.22 12:55
Kazanie banalne, przewidywalne i skrojone dla uczniow szkoly podstawowej. Zaczelo sie dobrze. Tyle tylko, ze poczatkowe argumenty Ksiedza sa argumentem przeciwko mieszkaniu razem osob, ktore w oczywisty sposob nie sa na to gotowe. Pozniejsze argumenty sa bzdurne a porownania na poziomie przedszkola... Nawet jako ateista, ja tez uwazam, ze taka decyzja nie powinna zapadac zbyt pochopnie. Powinna byc przemyslana. Tyle tylko, ze slub nie ma tutaj nic do rzeczy! Gotowosc na wzajemne oddanie sobie wszystkiego nie jest sankcjonowana przez slub. Slub nie swiadczy o tej gotowosci, a gotowosc nie wymusza slubu. Proste!
anonim2013.11.22 13:25
Dobry wgad. Zaznaczyłbym tylko jeszcze że sam fakt że mężczyzna i kobieta mieszkają razem bez ślubu nie jest jeszcze zgorszeniem. Można mieszkać razem jak mąż i żona, ale można też mieszkać razem jak brat i siostra (o ile nie jest się sobą nawzajem seksualnie zainteresowanymi).
anonim2013.11.22 14:50
Czytam te wpisy i powiem krótko , nie bardzo wiem o czym wy tu roztrząsacie. Jeśli ktoś jest katolikiem, nie tylko z nazwy , ale z przekonania to w ogóle nie powinien podejmować dyskusji w tematach oczywistych. Jeśli nimi nie jesteście to jak mówi pewien człowiek "róbta co chceta". Konsekwencje każdej decyzji zawsze są i jakieś będą. Skąd i nad czym ta debata? Wpisów prawie setka jakby temat był jakiś do dyskusji.
anonim2013.11.22 14:50
@Grindelwald A jak się kolega zapatruje na kwestie typu:honor,ceremonia,dane słowo,symbol,wyrażanie swego zdania w obecności innych,rytuał? Chodzi o głęboką psychologiczną potrzebę manifestacji swoich przekonań w konkretnej, przynależnej do akceptowanej jako swojej wspólnoty, formie i o potwierdzone jednoznacznie w definicjach naukowych ogromne znaczenie tego typu zachowań dla psychiki,samoakceptacji i internalizowania swoich postanowień i wyborów. Mówiąc prościej:z całą pewnością wiemy ,że dla samca i samicy dowolnego gatunku na naszej planecie w 100% jest słuszne Twoja zdanie:"Gotowosc na wzajemne oddanie sobie wszystkiego nie jest sankcjonowana przez slub. Slub nie swiadczy o tej gotowosci, a gotowosc nie wymusza ślubu. Proste!". Jest tylko jeden wyjątek od tej reguły.Człowiek. I takie wyjątkowe pojmowanie tego rodzaju rzeczywistości jaką jest np.: rytuały i ceremonie ślubne stanowi jedyną różnicę między tym gatunkiem a całą resztą.
anonim2013.11.22 20:10
Genesie-życie to zbór momentów.A ślub to moment wyboru.Jeden z najistotniejszych bo podejmujesz w nim i werbalizujesz wobec Boga,siebie i innych odpowiedzialność za drugą osobę. Przysięgi ,ślubowanie czegoś,rytuały inicjacyjne są odzwierciedleniem w kulturze naszych podświadomych potrzeb:przynależności do wspólnoty,określenia swojej w niej roli,jasnego sprecyzowania swoich postanowień.To daje poczucie bezpieczeństwa i sensu. Nie przez przypadek ceremonialne potwierdzenie jakiejś ważnej zmiany w życiu towarzyszy ludzkości od czasów plemiennych.Nasz obraz rzeczywistości i siebie samych w ogromnej mierze kształtują zewnętrzne bodźce.Takie właśnie "momenty",kamienie milowe,chwile zaebiście ważne emocjonalnie. Zabraknie takiego psychicznego "przyklepania" to często podświadomie zakładamy czasowość,niepewność sytuacji.I zgodnie z np.: teorią samospełniającej się przepowiedni rzecz(np.:związek kończy się chociaż nie musi).
anonim2013.11.23 4:06
@Genesis A czy Ty siebie znasz?"Mieszkasz" ze sobą od urodzenia.Wiesz jak zareagujesz na sytuacje mocno kryzysowe albo wymagające dramatycznych wyborów?Wiesz ,że się nie zmienisz?Patrzysz na siebie super racjonalnie , bez emocji? Jeśli nie to jak możesz w ogóle funkcjonować w świecie ,który każdego dnia wymaga od Ciebie mniejszych lub większych decyzji. @AirWolf Upraszczam bo prowadzimy ogólną dyskusję na forum.Taka formuła. Masz rację:"nie fakt złożenia przysięgi jest tu decydujący, lecz podejście ludzi."Natomiast wewnętrzna decyzja zwerbalizowana podczas ślubu jest nie decydująca a pomocna.Świadomość tego ,że się przysięgło,dało słowo czasem jest tym języczkiem u wagi ,który przechyla szalę na rzecz decyzji o walce a nie poddaniu się.
anonim2013.11.23 17:03
@GenesisX 1.50% to mamy rozwodów wśród par, które żyły ze sobą przed ślubem. 2.Tak wyobrażam sobie ,że jedna chwila może procentować przez całe życie.Jest to cech tzw.:honoru czyli jak dałem słowo,przysiągłem to dotrzymam. 3.Mieszkanie nawet kilkuletnie nie obniża "niepewności" wobec drugiej osoby.To proste.Młodzi ludzie poznają się,spotykają,rozmawiają.To jest poznawanie się.Co nowego wnosi to ,że zamieszkają ze sobą?Tylko seks i jakieś drobiazgi w stylu "czy lubisz jajka sadzone czy na twardo" albo "czy bulgoczesz w czasie płukania ust". Bo co innego,nowego czego nie doświadczają pary nie mieszkające ze sobą wnosi do związku zamieszkanie ze sobą?Nic.Wniosek jest prosty mieszkanie ze sobą nie zmniejsza ryzyka rozstania.I to ma potwierdzenie w statystykach.
anonim2013.11.23 21:17
Jeszcze raz:co nowego w związek w którym jest dialog,spędzanie ze sobą czasu,poznawanie się,wprowadza fakt ,że zaczyna się ze sobą mieszkać? A dotrzymywanie słowa to nie jest cecha tylko ludzi starych i skomplikowanych.
anonim2013.11.24 9:41
To jak piszesz :"wieloletnie ze sobą przebywanie, dzielenie radości i smutków na tym łez padole" to proces , którego początkiem jest wykonana w jednej chwili decyzja. To ,że nie odpowiedziałeś na pytanie:"co nowego w związek w którym jest dialog,spędzanie ze sobą czasu,poznawanie się,wprowadza fakt ,że zaczyna się ze sobą mieszkać?" pokazujesz ,że mam rację i nie ma takiej rzeczy (oprócz mało istotnych drobiazgów) , ergo jest potwierdzeniem tego co opisują statystyki:to ,że ludzie mieszkają ze sobą przed ślubem nie sprawia ,że ich związek jest trwalszy lub lepszej jakości niż gdyby ze sobą nie mieszkali.
anonim2013.11.24 13:13
Dobre. Według tego pana małżeństwo+miłość, szczęśliwość.
anonim2013.11.24 15:59
@GenesisX Ty mnie nie wkręcaj.Nie wiem jakie doświadczenie masz na myśli.Ludzie jako para nie mieszkająca razem poznają się ze sobą ,przebywają razem,rozmawiają.To właśnie doświadczenie.I to jest bardzo ważne , sedno życia.A reszta to drobiazgi.Powiedz mi konkretnie co nowego pojawia się tak nagle w związku z zamieszkaniem razem.Jakiego rodzaju jest to magiczne doświadczenie , sprawiające (a w zasadzie praktyka,obserwacje,badania mówią ,że absolutnie nie sprawiające) ,że para żyjąca razem parę lat przed ślubem będzie trwalsza niż ta zaczynająca mieszkanie razem od ślubu.
anonim2013.12.18 8:13
Przychylam się do wypowiedzi icari. Część małżeństw wierzących niekoniecznie trwa dlatego, że są szczęśliwe, a dlatego, że uważają rozwód za coś niemożliwego. Chętnie obejrzałbym wyniki takich badań o jakich mówi icari80, ale wątpie czy takowe mogły powstać. Albo coś innego, nie statystyke rozstań, a tego jaki procent osób określa się w anonimowej ankiecie po kilku latach w małżeństwie jako _szczęśliwe_ lub _nieszczęśliwe_ .. bo chyba to jest tak naprawdę istotne, a nie to czy małżeństwo 'trwa' pod jednym dachem..
anonim2013.12.18 10:00
@icari80 "Dlaczego większość ludzi nie interesuje pogląd księży w tym temacie?" Są ludzie konformiści (dzisiaj często określani mianem Lemingów), dla których najważniejszą kwestią, stanowiącą podstawy ich życiowych postaw i wyborów jest mówiąc z swojska "co ludzie powiedzą". To,że należysz do nich i reprezentujesz ich punkt widzenia to twoja sprawa. Wiadomo,ze tak łatwiej. Gdy masz 23 czy 27 lat i mieszkasz z innymi ludźmi w wynajętym mieszkaniu, spotykasz się z ludźmi w twoim wieku i przy każdej z tych sytuacji ludzie ci śmieją sie z kościelnych norm i przykazań to człowiek słaby idzie tą samą drogą. Bo łatwiej. Bo nie trzeba się bać,że ktoś cie wyśmieje,że stracisz "przyjaciół". Tacy ludzie, jak ty nie chcą jednak przyjąć do wiadomości,że w kazdym kraju, każdej kulturze i każdym czasie są ludzie, dla których postawa konformistyczna śmierdzi. Ludzie ci są gotowi wystawić się na pośmiewisko tłuszczy, stracić "przyjaciół", być wytykanym w pracy czy szkole w imię swoich ideałów, swojej wiary. Odnosi się to oczywiscie nie tylko do katolików. Ba, swego czasu odnosiło się nawet do homoseksualistów, bo publicznie ogłosić,że jest się homoseksualistą w roku 1975, w USA na przykład, to był naprawdę akt wielkiej odwagi. Dzisiaj aktem odwagi jest postępowanie według zasad kościoła katolickiego i naszej wiary. Wie to każdy, kto próbuje się chociaż w części do tego dostosować. A co do meritum sprawy. Osobiscie postępowałem grzesznie i głupio, mieszkając z najpierw z jedną, a potem z inną dziewczyną przed ślubem. Dopiero w trzecim związku, z osobą bardzo religijną, mimo początkowego buntu i trudności z przestawieniem się na takie życie (potęgowanym przez pukających się w głowę znajomych i krzywiącą się rodzinę), dzisiaj jestem przeszczęśliwy z takiego wyboru. Mój związek jest po stokroć pełniejszy. Możliwośc takiego życia przed śłubem pozwala odpowiedzieć sobie na najwazniejsze pytanie w tym wszystkim:czy jestem z tą osobą, bo ma fajne ciało i dobrze nam w łózku, czy tez dlatego,ze ją kocham i potrafimy poznawać siebie i szanować jako ludzi. Poziom zagłębienia w relację jest w ogóle nie do porównania z poprzednimi związkami. Sam święty nie jestem. Po półtorej roku i tak nie wytrzymaliśmy i w końcu wyladowaliśmy w łózku. Jednak to nie spowodowało,że od razu położylismy wszystko na półkę. Namiętnośc to normalna rzezi każdy ma problem,żeby to opanować. My mimo tego i tak postanowiliśmy nie mieszkać razem przed ślubem i żyć dalej w czystości. I naprawde się da, chociaz z punktu widzenia faceta powiem,ze jest potwornie trudno,ale się da i nie załuję tego. Całę zycie jest na seks, zwłaszcza dzisiaj, kiedy nawet 90 latkowie dzięki wspomagaczom mogą to robić, więc naprawdę nie róbmy pośmiewiska z siebie, jako istot wyższych od zwierząt i nie sprowadzajmy życia między dwojgiem ludzi tylko do seksu, ni edlatego,ze seks nie jest fajny, bo jest wspaniały, ale dlatego,że w ten sposób nie da się zbudować czegoś trwałego i głębokiego.