10.12.21, 18:20fot. pixabay.com

Do ,,wierzących, ale niepraktykujących'' - niezwykłe świadectwo!

Swoje świadectwo dedykuję wszystkim, którzy określają siebie jako "wierzący, ale niepraktykujący". Przez wiele lat sam mówiłem o sobie właśnie w ten sposób. Szedłem w złym kierunku, bo w istocie byłem zamknięty na działanie Boga. Teraz, mając już 30 lat, czuję się jak raczkujące niemowlę w nowej rzeczywistości świata, którą otworzył przede mną Pan Bóg za pośrednictwem Niepokalanego Serca Maryi, Królowej Polski z Jasnej Góry.

Mam na imię Bartosz. Całe swoje życie uważałem się za katolika, ale tak dokładnie chyba nie rozumiałem, jaki skarb odziedziczyłem po swoich dziadkach i rodzicach. Mając 19 lat, wróciłem do Polski z zagranicy, gdzie skończyłem szkołę. Przebywałem tam w zasadzie sam, przez 3 lata. Ten okres był niestety wypełniony nie tylko nauką, ale także brnięciem w rzeczy niegodne człowieka wierzącego. Właściwie to traktowałem ten czas jako zabawę. Po powrocie do kraju kontynuowałem ten rozrywkowy styl funkcjonowania. Miałem wielu znajomych i przyjaciół, którzy imponowali mi swoim statusem społecznym albo tym, że byli "kimś" w towarzystwie dzięki kasie, którą dysponowali. Niestety, nie potrafiłem być sobą. Płynąłem z prądem. Żyłem według zasad innych, które sam przyjąłem za własne priorytety.

Mając 20 lat, nie potrafiłem kompletnie rozmawiać ze swoimi rodzicami, a w szczególności z ojcem. Zawsze uwa- żałem, że wiem lepiej od niego, na czym polega życie. Rodzinne spędzanie niedzieli przeze mnie odbywało się w ten sposób, że zaliczałem Mszę św., na którą jechałem z rodzicami, aby zaraz potem powrócić do stylu życia swoich znajomych. Jednocześnie udawałem dobrego syna wychowanego w duchu religijnym. Były to jednak tylko pozory. W rzeczywistości oszukiwałem samego siebie i tych, którzy mnie kochali. Szedłem ścieżką rozwiązłego życia w zakłamaniu i perfidnych manipulacjach osobami mi najbliższymi. Oddalałem się coraz bardziej od rodziny, nie wiedząc nawet, kiedy to się dzieje. Moje serce było przepełnione pustką, a dusza zaśmiecona nieczystością i obłudą...

Pewnego dnia dowiedziałem się o ciężkiej chorobie mojego 37-letniego wujka. Był to zaawansowany rak mózgu, niemożliwy do zoperowania. Przeraził nas wszystkich fakt, że ten człowiek może z dnia na dzień odejść, pozostawiając dwójkę dorastających dzieci. Była to tragedia rodzinna, która spadła na nas wszystkich niczym grom z jasnego nieba. Po kilku miesiącach prób ratowania życia wujka przez lekarzy zdecydowaliśmy się wybrać na Jasną Górę, aby tam prosić o jego zdrowie. Nie wiedzieliśmy wtedy, że będzie to dla nas początek nowego życia.

Dosyć nieudolnie, ale szczerze zawierzyliśmy się Niepokalanemu Sercu Maryi, Królowej Polski, według modlitwy, którą ktoś nam podsunął. Od tego dnia rozpoczął się "program naprawczy" całej naszej rodziny. Proces ten nie był łatwy, gdyż niektórzy mocno się buntowali. Jednak łaska Boża płynąca prosto z Niepokalanego Serca Matki Bożej działała. Pierwsze oczyszczenie trwało kilkanaście tygodni, ale już od pierwszej wizyty na Jasnej Górze chyba każdy z nas czuł ogromną siłę miłości, która działa w tym miejscu.

Dla mnie nastąpił wyjątkowy okres. Jako młody człowiek mający przyjaciół z różnych - i w większości nieciekawych - środowisk widziałem świat, przed tą wizytą, jako czysto materialny, a chęć przeżywania cielesnych uciech życia była we mnie mocno zakorzeniona. Teraz zacząłem się modlić, chodzić regularnie do spowiedzi i w ogóle poważnie traktować Pana Boga oraz Jego przykazania.

W tym czasie stan zdrowia mojego wujka stopniowo się pogarszał, ale nasza wiara w to, że jednak wyzdrowieje, była ogromna. W moim życiu rozpoczęły się wielkie zmiany. Czasami nie byłem z nich zadowolony, ponieważ praktycznie z dnia na dzień większość moich znajomych i przyjaciół odwróciła się ode mnie bez wyraźnego powodu. Było to dla mnie trochę dziwne, gdy ktoś z dnia na dzień potrafił mi powiedzieć przez telefon, że nie chce mnie znać i że nie spotkamy się prawdopodobnie już więcej... Nie przejmowałem się tym zbytnio. Już wtedy wiedziałem, że po zawierzeniu siebie Niepokalanemu Sercu Matki Bożej moja nowa Mama postanowiła uporządkować moje życie od podstaw, troszcząc się nawet o najmniejsze szczegóły.

W kilka tygodni po zawierzeniu rozstałem się ze swoją dotychczasową dziewczyną. Natomiast kontakty z oj cem zaczęły się rozwijać w tempie, nad którym chyba obaj nie mogliśmy zapanować, ale byliśmy obydwaj z takiego obrotu sprawy bardzo zadowoleni. Mój tata poczuł, że ma syna, a ja z kolei, że to ojciec jest moim prawdziwym przyjacielem i partnerem. Postanowiliśmy razem otworzyć mały, rodzinny biznes, ale oparty na Bożym fundamencie i dlatego -jestem przekonany -przetrwa on nawet największy kryzys.

Praktycznie w każdy weekend odwiedzaliśmy Jasną Górę całą rodziną (z chorym wujkiem) lub jeździliśmy tam we trójkę (mama, tata i ja). Czułem wtedy - i czuję do dzisiaj - że jesteśmy prowadzeni ścieżką prowadzącą do zbawienia. Po prawie pół roku od naszej pierwszej wizyty na Jasnej Górze okazało się, że wyniki badania rezonansu magnetycznego głowy mojego wujka są idealne. Guz główny oraz wszystkie ogniska zapalne zniknęły bez śladu. Dzisiaj jednak wiem, że Panu Bogu nie chodziło głównie o uzdrowienie mojego wujka, lecz przede wszystkim o uzdrowienie całej naszej rodziny. Największy cud, jaki się dokonał, to ten, że tak wiele zmieniło się w naszym życiu. Często się zastanawiam - i jest mi też bardzo wstyd z tego powodu - że Pan Bóg musiał za wstawiennictwem Matki Bożej pokazać mi namacalnie, jaką siłą dysponuje i że jest miłością. Nie uwierzycie, dopóki nie zobaczycie! Ja zobaczyłem i doświadczyłem. Zastanawiam się też, czym sobie zasłużyłem na taką łaskę. Dziękuję za to, że teraz wiem, kim jestem, i wiem, że nie ma przede mną problemu ani sytuacji bez wyjścia, gdyż jestem w Niepokalanym Sercu Matki Bożej!

Ożeniłem się ze wspaniałą kobietą, Kasią, którą poznałem zaraz po tych wszystkich opisanych wyżej wydarzeniach. Pierwszy raz spotkaliśmy się w kościele. W dzień po ślubie pojechaliśmy z gośćmi (wynajętym autokarem) na Jasną Górę. Tam,, na naszej Mszy św., wspólnie z moją żoną Kasią zawierzyliśmy siebie, rodzinę, naszą przyszłość Niepokalanemu Sercu Maryi. Mamy bliźniaki - dwóch synów Piotra i Pawła. Jest to kolejna wspaniała łaska dla naszej rodziny. Moja żona i ja nigdy nie przypuszczaliśmy, że będziemy mieli dwoje dzieci naraz, choć zawsze mówiliśmy, że chcielibyśmy mieć ich dużo.

Modlę się o to, aby udało się nam wychować nasze dzieci na takich ludzi, którzy nie będą musieli zobaczyć na własne oczy, aby uwierzyć, i nigdy nie powiedzą, że są wierzący, ale niepraktykujący. Ufam, że tak będzie, bo zawierzyliśmy ich Niepokalanemu Sercu Maryi, Królowej Polski, i zawierzymy Jej także nasze kolejne dzieci.

 

Akt zawierzenia Niepokalanemu

Sercu Maryi, Królowej Polski

Niepokalana Matko Jezusa i Matko

moja - Maryjo, Królowo Polski!

Biorąc za wzór sługę Bożego Jana

Pawta II, mówię dziś: cały(-a) jestem

Twój(-oja).

Twojemu Niepokalanemu Sercu zawierzam catego(-łą) siebie,

wszystko, czym jestem: swój umysł, serce, wolę,

ciało, swe zmysły, emocje, pamięć, zranienia,

słabości, swoją przeszłość od chwili poczęcia,

swoją teraźniejszość i przyszłość

wraz ze śmiercią cielesną, każdy swój

krok, czyn, słowo i myśl. Twojemu

Niepokalanemu Sercu zawierzam

także swoją rodzinę i wszystko,

co posiadam. Tobie oddaję wszystkie

swoje prace, modlitwy i cierpienia.

Ty, Najlepsza Matko, chroń mnie

i moich bliskich od Złego. Upraszaj

nam łaski potrzebne do przemiany

i uzdrowienia. Prowadź nas

po drogach życia i posługuj się nami

do budowania Królestwa Twojego

Syna Jezusa Chrystusa -Jedynego

Zbawiciela świata, od którego

pochodzi wszelkie dobro, prawda

i życie. Amen.


Bartek z Warszawy

adonai.pl

Komentarze

mistrz2021.12.13 19:19
Pojęcie "wierzący, niepraktykujący" jest naturalną konsekwencją zespolenia państwa i kościoła. Kiedy oficjalną doktryną kościoła (a ostatnio także i państwa) jest "być Polakiem to być Katolikiem Rzymskim" wierzący niepraktykujący to grupa której nie po drodze z Kościołem Rzymskokatolickim a jednocześnie chcą uniknąć konsekwencji społecznych i/lub instytucjonalnych swojego braku poddaństwa wobec Głodziów i Kaniów tego świata
rebeliant2021.12.11 10:21
A to jest mój Akt Prawdy: Nie zawierzam uzurpatorowi najmniejszego fragmentu siebie piramidzie władzy Jahwe nad marionetkami - bo w końcu tam mam być ja, czy ktoś inny, jakaś jemioła rosnąca na mnie ? Nie zawierzam oszustce, która jak i jej syn nie ponieśli krzywdy gwałtu nawet najmniejszego zranienia lub słabości na zatarcie (jak Michnik akta SB). Wszelkie świadectwa w postaci krzywd zachowam przeciwko Bogu i jego tak dla braku wszechmocy u innych istot. Nie pozwolę istnieć komuś za mnie - lepiej jest nie istnieć. Poprzez pomstę powszechną i pomstę na Bogu - jemu krzywdy i niemoc nam wszechmoc i radocha - ku wszechmocy.
Gregor2021.12.13 22:31
Kogo obchodzi Twój "akt wiary"
rebeliant2021.12.11 10:07
"Dzisiaj jednak wiem, że Panu Bogu nie chodziło głównie o uzdrowienie mojego wujka, lecz przede wszystkim o uzdrowienie całej naszej rodziny." - no i właśnie negatywne skutki braku wszechmocy u każdej istoty (a skupianie jej w jednej łapie) takie jak choroby są świetną okazją dla Ojca Miłującego swoją władzę, aby wystawić swoją chfałkę do podziwu.
rebeliant2021.12.11 9:57
"...nie ma przede mną problemu ani sytuacji bez wyjścia, gdyż jestem w Niepokalanym Sercu Matki Bożej" - no tak... zawsze czysto, zawsze sucho, zawsze pewnie. Jeśli ktoś jeszcze ma wątpliwość, że to sekta, to... nie dziwię się bo ludzie nie mają już many na zastanawianie się nad tym.
Ateista2021.12.11 9:01
biedny idiota.
Gratuluję Ci, Bartku za świadectwo!2021.12.11 1:32
Jesteś bardzo silnym w w Wierze człowiekiem! Takich ludzi w Naszej Polsce nam potrzeba! ...No to i ja też podam świadectwo. Podobnie było z moją siostrą, też z W-wy! Miała już sepsę, tzn. ogólne zakażenie krwi w całym organizmie. ... Lekarze dawali jej 2-3 tygodni życia! Zadzwoniła do mnie ze szpitala z wielkim płaczem i to powiedziała! A ja na to! ... Będziesz żyć!... Od dziś zaczynam Nowennę Pompejańską w tej intencji! .. I po odmawianiu Nowenny przeze mnie ok. 2 tyg., lekarze zrobili jej bardzo gruntowne badania. Nie leczyli już!... Dawali jej tylko już środki przeciwbólowe! ...OKAZAŁO SIĘ, ŻE NIE MA ŚLADU SEPSY! Zespół lekarzy nie wierzył, byli zdziwieni, powtórzyli badania i stwierdzili, .... że jest zdrowa!... POWIEDZIELI: .. "NIEROZUMIEMY TEGO? CHYBA MA PANI DUŻE ZNAJOMOŚCI, TAM NA GÓRZE!"... To było kilka lat temu. Siostra żyje, jest zdrowa. Takie są ŁASKI MATKI BOŻEJ! A MOC NOWENNY POMPEJAŃSKIEJ TEŻ CZYNI CUDA! WAŻNE, ABY W TO GŁĘBOKO WIERZYĆ!
Ja Klaudiusz2021.12.10 21:25
Bajeczki na dobranoc, mające utrzymać ludzi przy Kościele. Kościele który na tyle upadł że nie jest już żadnym autorytetem ani nauczycielem wiary i do tej wiary w Boga nie jest potrzebny, co doskonale widać na podstawie statystyk w młodym pokoleniu
" Klaudiuszu" !!!! Nie masz racji!2021.12.11 1:37
Widzisz powyżej następne świadectwo? Tylko trzeba danej Łaski chcieć i poprosić z Wiarą o to! Samo nic nie przyjdzie! Przecież po to mamy wolną wolę! Albo idziemy w stronę Dobra, albo w stronę zła, po równi pochyłej!
-Jedynego2021.12.10 19:07
Minus Jedynego? To jest też Plus Jedyny (+Jedyny)?
duch azorka2021.12.10 19:01
Sorry-- ale ja niewierzący ale praktykujący bo przestrzegający dekalog to jestem be czy cacy dla Jędraszewskiego
Po 11 ...2021.12.10 19:30
Dla mnie i Pana Boga ... szacun. Bo przecież praktykowanie dla wierzącego jest zupełnie naturalne i satysfakcjonujące, coś jak bzykanie faceta przez faceta homoseksualistę. Ale już bzykanie faceta dla heteroseksualisty to jednak wyczyn. Szacun azorku.
duch azorka2021.12.10 21:01
dzięki za dobre słowo .Miałem chwile zwątpienia czy w konurencyjnej korporacji dajacej mi w pakiecie członkostwa dziewice w niebie nie szukać pocieszenia ale moi przodkowie żyli zgodnie z dekalogiem to czemu nie ja .Ale Jędraszewskiemu nie wierzę i czekam na sąd ostateczny który z nas ma rację.
Po 11 ...2021.12.10 22:03
Jędraszewski ma takie szanse na zbawienie jak chomik mojego znajomego. A był z tego chomika głupi chooojek.
Po 11 ...2021.12.10 19:00
Polaków bardziej interesuje przypadek ,,niewierzących, ale praktykujących'' - tu potrzebujemy świadectwa.