Premier mówił też o rzekomo rosnącym poczuciu zagrożenia wśród Polaków i przedstawiał sytuację jako niebezpieczny zwrot w polskiej polityce.

„Na pewno sytuacja robi się niebezpieczna. (…) To, co dzieje się w polityce za sprawą prezydenta Nawrockiego i panów z opozycji, to jest bardzo niebezpieczna sytuacja” – przekonywał Donald Tusk.

Premier poszedł jednak dalej, sugerując, że sprzeciw wobec programu SAFE może prowadzić do podważenia fundamentów polskiej obecności w strukturach Zachodu.

„Nazwijmy rzecz po imieniu. Ci, którzy mówią, że to wstęp do polexitu, do wyjścia Polski z UE, mają niestety coraz więcej racji” – mówił, odwołując się do historycznych momentów integracji Polski z NATO i Unią Europejską.

Tego typu wypowiedzi spotkały się z ostrą krytyką części komentatorów i polityków opozycji, którzy zarzucają premierowi tworzenie atmosfery strachu oraz budowanie politycznej narracji oderwanej od realnych konsekwencji weta.

Jednocześnie szef rządu zapewniał, że decyzja prezydenta nie zablokuje realizacji programu. W jego ocenie rząd znajdzie inne drogi pozyskania środków.

„Nie ma się co bać bezpośrednich konsekwencji tego weta, bo ja sobie z tym poradzę” – zapewniał.

Dodał również, że przyjęta przez Radę Ministrów uchwała ma zagwarantować, że pieniądze z mechanizmu SAFE trafią do Polski, w tym do armii, policji i służb granicznych.

W trakcie wystąpienia Donald Tusk odniósł się także do propozycji prezydenckiego programu „SAFE 0 procent”, który zakłada finansowanie inwestycji obronnych z zysków Narodowego Banku Polskiego.

Premier wysnuł nawet pewne groźby i zapowiedział analizę prawną tego pomysłu oraz zasugerował możliwość skierowania sprawy wobec prezesa NBP Adama Glapińskiego do Trybunału Stanu.

„Zwrócili się do mnie prawnicy, którzy są przekonani, że te kombinacje, jakie prezes Glapiński zaoferował prezydentowi, mogą być niezgodne z prawem” – mówił szef rządu, co – jak wiadomo – można powiedzieć o… prawie każdej innej sprawie.

W ocenie wielu komentatorów ton wypowiedzi premiera przypomina raczej kampanię polityczną niż spokojną debatę o bezpieczeństwie państwa. Zarzuca się mu próbę budowania alternatywnej rzeczywistości politycznej, w której sprzeciw wobec jednego programu finansowego przedstawiany jest jako zagrożenie dla miejsca Polski w Europie. W skrajnej postaci może to przypominać pewnego rodzaju całkowicie irracjonalne skojarzenia, a nawet histerię.

Warto dodać, że takie strategie komunikacyjne – polegające na powtarzaniu dramatycznych tez i mobilizowaniu emocji – bywają porównywane do znanych z historii metod propagandowych, ponieważ czasami też nimi w rzeczywistości są. W debacie publicznej coraz częściej pojawiają się więc głosy, że zamiast rzeczowej dyskusji o modelu finansowania naszej obronności Polacy otrzymują bezsensowny polityczny spektakl oparty na strachu i ostrych oskarżeniach.