03.09.14, 16:30Dorota Kania (fot. archiwum)

Dorota Kania dla Fronda.pl: To sytuacja, jak z „Procesu” Kafki...

Dorota Kania i Wojciech Mucha, dziennikarze „Gazety Polskiej”, pomimo uniewinnienia w procesie karnym dotyczącym zniesławienia Wojciecha Piątkowskiego, zostali w procesie cywilnym skazani na karę 100 tys. zł grzywny. Jak się okazało, w tym procesie nie występowali dziennikarze „GP”, ale zupełnie inne osoby, choć noszące takie same nazwiska. O komentarz do tej kuriozalnej sytuacji poprosiliśmy dziennikarkę „Gazety Polskiej”.

Dorota Kania: To sytuacja, jak z „Procesu” Kafki albo jakiegoś filmu fantastycznego. Jacek Sobala, komentując tą sprawę powiedział, że scenarzyści z Hollywood dwoją i troją, by wymyślić ciekawą fabułę, a tu rzeczywistość przerosła wszelkie filmy. Można się z tego śmiać, ale przecież taka sytuacja może spotkać każdego. Wystarczy, że ktoś poda do sądu zły PESEL, złe dane osobowe, będzie zgadzało się wyłącznie imię i nazwisko delikwenta, a sąd wyda wyrok zaoczny.

Niedawno podobnie kuriozalna sytuacja spotkała bardzo znanego dziennikarza (nie będę podawać nazwiska, bo nie czuję się do tego upoważniona). Ktoś zadzwonił do drzwi jego domu, dziennikarz otworzył i usłyszał: „Przyszedłem obejrzeć pańskie mieszkanie. Zostało wystawione na licytację”. Okazało się, że człowiek o takim samym imieniu i nazwisku został skazany na karę przepadku mienia i licytację ze względu na olbrzymie długi. Trafiło na dziennikarza, bo był w bazie danych...

W naszym przypadku był proces karny. Następnie był proces cywilny, o którym nie mieliśmy zielonego pojęcia, a w którym zostały w nim skazane Bogu ducha winne osoby. Problem jednak leży gdzie indziej. Jestem w stanie zrozumieć pojawienie się pewnych luk sądowych, ale moje dane osobowe są przecież w IV Wydziale Cywilnym Sądu Okręgowego w Warszawie, bo tam toczą się wszystkie sprawy dotyczące „Gazety Polskiej”.

Co więcej, strona powodowa, czyli Wojciech Piątkowski i Małgorzata Głowacka wiedzieli, że doszło do pomyłki, co najmniej od kwietnia 2013 roku, bo właśnie wtedy z Wojtkiem Muchą składaliśmy zeznania. Oni byli na tych rozprawach obecni, a my podawaliśmy wtedy swoje dane, w tym adresy, numery PESEL i numery dowodów osobistych. W momencie wydawania wyroku pani Głowacka dysponowała kserokopiami akt sprawy karnej, a mimo to, nie powiedziała sądowi, że chodzi o inne osoby. Mało tego, u komornika okazało się, że to nie jest ta Dorota Kania, która pisze w „Gazecie Polskiej” (Bogu ducha winna Dorota Kania, która nie jest dziennikarką, ale została zaocznie skazana, skontaktowała się ze mną, podjęła też stosowne kroki prawne, by wycofać nakaz windykacji). Mimo to, pan Piątkowi i pani Głowacka złożyli do sądu wniosek, aby klauzula wykonalności wyroku dotyczyła nas, mnie i Wojtka Muchę. A przecież to nie my zostaliśmy skazani, nie mieliśmy w ogóle pojęcia o istnieniu tej sprawy!

Jestem ciekawa tego, jak się teraz zachowa sąd. Okazuje się bowiem, że państwo nie daje mi poczucia bezpieczeństwa. Widzę, że państwo, które ma ochraniać obywatela, pełnić rolę opiekuńczą, staje się moim wrogiem. To się robi niebezpieczne. Trzeba wypracować procedury, aby nie dochodziło do takich sytuacji.

Rozm. MaR

Komentarze

anonim2014.09.3 16:56
Podobna sytuacja dotyczy tzw. e-sądu, wystarczy podać zły adres pozwanego, żeby nie wiedział on ani o sprawie, ani o wyroku ani o tym że ściga go komornik...W takim żyjemy kraju, gdzie można dostać wyrok w ogóle o tym nie wiedząc...
anonim2014.09.3 16:59
Biedna Kania , wokoło huczało o jej sprawie w sądzie cywilnym , a ona nie wiedziała. Ludzie interesujący się sprawą podawali wiele szczegółów, a zainteresowana tylko czekała na jakieś pomyłki nie wyjaśniając wcześniej sprawy. Pani Kania trzeba być wiarygodnym dziennikarzem i nie plątać się w różne sprawy.Pani nie ma w tej sprawie czystego sumienia.
anonim2014.09.3 18:39
To samo robią komornicy ściągający długi. Ważne, że imię i nazwisko się zgadza z nakazem egzekucyjnym i zabierają pieniądze niewinnym osobom. Co z tego, że pesel, adres zamieszkania i wiek jest inny...
anonim2014.09.3 19:53
sądy w Polsce są skorumpowane tak jak prokuratura i policja
anonim2014.09.3 23:40
Czy CzęstochowskiPoeta to nadal ta sama osoba czy imposotor? Zacząłeś tracić nerwy?
anonim2014.09.4 10:29
>>stefa60, Są dwa aspekty: 1. Osobie, przeciw której toczy się postępowanie karne lub cywilne, WOLNO się bronić wszelkimi dostępnymi i zgodnymi z prawem sposobami. Dziwne, gdyby ktoś tego nie robił. Nawet sadystyczni mordercy biorą sobie najlepszych adwokatów i nikt się temu nie dziwi. Dlatego pani Kania mogła oficjalnie nie przyjmować do wiadomości toczącego się w jej sprawie procesu, ponieważ nie otrzymała żadnej oficjalnej (w znaczeniu: urzędowej) informacji w tej sprawie. 2. Tutaj jednak sąd zwyczajnie dał du.y. Co tu dużo gadać: jakiś tępy urzędnik nie sprawdził peselu+adresu, i tyle. Oczywiście nikt nie poniesie odpowiedzialności.... Rezultat jest taki, że na pani dziennikarce Kani NIE CIĄŻY w tej chwili żaden wyrok, natomiast ciąży on na zupełnie niewinnej i niezaangażowanej w sprawę osobie, która ma to samo nazwisko. Pomyłka rzecz ludzka, ale gorzej, gdy się idzie w zaparte. Zobaczymy, jak się to potoczy.
anonim2014.09.4 10:37
>> Częstochowski (czy ktokolwiek, bo być może rzeczywiście podróba...), Co do twoich punktów: a) w sumie racja, ale to nie państwo ma wbijać obywatelowi pozytywny stosunek do pracy. Polakom tego nie potrzeba - przypomnij sobie początek lat 90-tych, ZANIM państwo obłożyło pracę setkami podatków, narzutów, koncesji, pozwoleń, kontyngentów itp. Praca wrzała. b) i c) Szacunek i posłuszeństwo wobec instytucji państwa muszą z czegoś wynikać. Jeżeli dochodzi do takich pomyłek, jak opisywana; jeżeli przedsiębiorstwa masowo upadają, bo urzędy dowolnie interpretują prawo; jeżeli ordynacja wyborcza konserwuje układ dwóch dużych, jednakowo głupich partii; jeżeli..... (za dużo by pisać), to szacunku nie będzie, bo i skąd? Tego się nie da sprawić "powstaniem systemu", jak to nazywasz.
anonim2014.09.4 11:31
Pewno nie był to przypadek w wykonaniu zwolenników PO.