24.08.15, 20:48

Jak Świadkowie Jehowy opętali syna i córkę

Chcę, aby tragedia, którą przeżyłam, dotarła do rodziców i ich pociech - ku przestrodze. W życiu przeszłam niejedno, ale zawsze myślałam i wierzę, że Pan Jezus cierpiał bardziej i pocieszałam samą siebie.

1 lipca 1992 r. mój syn Maciej skoczył do wody na głowę. Nieudany skok - paraliż czterech kończyn. Lekarze walczyli o jego życie, ja natomiast szukałam ratunku u Boga i Matki Boskiej. Maciejowi lekarze dawali 2 tygodnie życia. Poświęciłam się całkowicie modlitwie. Przyjmowałam codziennie Komunię Św. Przywieziono mi z Lichenia wodę i opłatek dla chorych. Podzieliłam innych chorych i syna tym opłatkiem, dawałam mu do picia tę wodę i pocierałam mu nią ręce i nogi. Stał się cud - Maciej przeżył. Kryzys minął - powracał do zdrowia. Jednak był załamany psychicznie. Starałam się mu pomóc i przekonać, że wiara czyni cuda, aby uwierzył, że wyzdrowieje. Był dobrym synem i katolikiem, w szpitalu przyjmował Komunię Św. Za jego zdrowie oddałabym swoje życie bez chwili wahania. Przyrzekłam ordynatorowi, że nigdy przy Maćku nie zapłaczę. Tak było, lecz gdy wychodziłam ze szpitala, płakałam na głos. Teraz, gdy to wspominam, zastanawiam się, skąd miałam tyle siły, jak mogłam pogodzić tyle obowiązków. Wiem - jestem przekonana, że to łaska Boga. To On dodawał mi siły, by wytrwać w tym nieszczęściu.

Po roku udałam się do lekarza, który leczył Maćka - był zaskoczony postępami w leczeniu. Zrobiliśmy zdjęcia rentgenowskie - okazało się, że Maciej uzyskał 40% poprawy zdrowia. Lekarz powiedział, że gotów jest uwierzyć w cuda. Według jego wcześniejszych rokowań Maciej miał nadawać się tylko do łóżka ortopedycznego, a jest w stanie jeździć na sportowym wózku inwalidzkim.

Po powrocie do domu, syna zaczęli odwiedzać koledzy - w tym świadek Jehowy, który był niegdyś naszym sąsiadem. Nie podejrzewałam, aby świadkowie Jehowy mogli omotać mego syna. Następną tragedią była śmierć mojego męża: wyszedł do pracy i już nie wrócił. Utonął.

Kolejne załamanie. Zostałam sama z trojgiem dzieci. Rozumieliśmy się jednak i pocieszaliśmy wzajemnie. Tego ciepła i harmonii teraz mi brakuje. Nadal pracowałam, pomimo tego, że jestem na rencie chorobowej. Nie mogłam dopuścić, aby czegoś brakowało moim dzieciom. Poświęciłam się dla nich całkowicie. Skończyłam też kurs samochodowy, aby w razie potrzeby móc wozić mego syna. Nie chciałam być od nikogo zależna. To wszystko robiłam dla nich, bo sądziłam, że kiedyś zostanie to docenione. Niestety spotkało mnie wielkie rozczarowanie.

Po tylu poświęceniach zostałam odtrącona przez Maćka i swą córkę Kasię (która także zamierza zostać świadkiem Jehowy). Stało się to potajemnie - zostali opętani przez sektę świadków Jehowy. Moje słowa i uczucia przestały mieć dla nich jakiekolwiek znaczenie. Zniszczyli książeczki do nabożeństwa, różańce - nie tylko swoje, ale także moje, męża i starszego syna. Maciek powiedział mi też, że swój krzyż od bierzmowania wyrzucił do kosza na śmieci. Bardzo rozpaczałam, że wyrządzili mi taką krzywdę - byłam bliska obłędu. Prosiłam Katarzynę, aby posprzątała grób ojca, ale nie zrobiła tego, bo na cmentarzu są krzyże. Mimo że źle się czułam, musiałam zrobić to sama. Nad grobem męża ogarnął mnie żal i rozpłakałam się. Gdyby żył, nie dopuściłby do tego. Prosiłam go w myślach o radę: jak mam dalej żyć? Psychicznie załamana, wróciłam do czterech ścian i położyłam się, aby odpocząć, bo upały i zmęczenie dały o sobie znać. Po krótkim odpoczynku wstałam i upadłam. Straciłam przytomność. Mam kłopoty z sercem, więc w pierwszej chwili sądziłam, że to serce. Okropny ból w klatce piersiowej i rozległy siniak na nodze. Sama jak kołek w płocie - nikogo, kto mógłby udzielić pomocy. Okazało się, że mam pęknięte żebro. Żadnej litości i współczucia ze strony Macieja i Katarzyny - mają swoich "braci" i "siostry" - świadków Jehowy, ja jestem im nie potrzebna. Zaczęły się dziać dziwne rzeczy: syn chciał mi pokazać, jak łamie się obrazy na mojej głowie. Zaczęłam płakać. W nerwach powiedziałam, że dobrze, że ma bezwładne nogi, to nie będzie mógł podeptać krzyża. Odparł, że może po nim pojeździć kołami. Zastanawiałam się, co jeszcze ci ludzie mogą mi zrobić, aby doprowadzić mnie do obłędu.

Pewnej nocy miałam sen: przyśnił mi się mój mąż. Wyszedł z mgły ubrany w biały habit, przepasany brązowym sznurem - ręce trzymał w rękawach. Powiedział mi, że zostałam na ziemi, bo mam dużo do zrobienia, że nie mam prawa załamać się, że muszę walczyć. Słyszałam oddalający się głos: "Walcz, walcz, jesteś silna! Walcz!" Ten sen bardzo mi pomógł. Nie poddam się i będę walczyć z tą sektą, gdyż uważam, że są to źli ludzie. Myślę, że skrzywdzili nie tylko mnie, ale także moje dzieci, bo ich serca zamieniły się w głazy.

A. S., Augustów.

Komentarze

anonim2015.08.24 21:39
Pomodlę się o tę rodzinę. Bóg was uratuje, mam pewność.
anonim2015.08.24 22:01
10-letnią dziewczynkę zabił też zindoktrynowany chłopak z rodziny Świadków Jehowy. Wiara czyni czuba.
anonim2015.08.24 23:09
Na świadków jest jeden niezawodny sposób (jak przychodzą do domu, u mnie w mieście nic innego nie robią), wystarczy powiedzieć żeby zapisali sobie adres i więcej nie przychodzili. Mam spokój od lat.
anonim2015.08.25 12:11
Czy opętali ? myślę, że pasowałoby bardziej, przekonali, zamieszali, nakręcili. Sami w sobie oni są ok, ale w dyskusji trzeba być przygotowanym, pokazać im że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Studium Biblijne ? czemu nie, ale z przekładem neutralnym i bez pomocy i ich prasy czy wspomagaczy typu wnikliwe poznawanie pism ect. Im slabsza wiara, wiedza tym mogą bardziej namącić.Ale jeżeli ma się mocne argumenty osiąga się poziom rozmowy - pewnej równowagi. Ja uważam że tylko ma sens dyskutować z tymi, którzy chcą się czegoś dowiedzieć o wyznawaniu wiary niż im się to przedstawia.
anonim2015.08.25 19:35
Niech dobry Bog poblogoslawi te pania i jej rodzine,podstepy szatana niczym sa dla Mocy Bozej.
anonim2015.08.25 20:32
Coś się wam pomyliło. Świadkowie Jehowy nie depczą krzyży, nie odwracają się od rodziny tylko próbują ją nawrócić (nie cierpię tego słowa, sugeruje, że jedna religia jest lepsza od drugiej :/ ), nie gardzą ludźmi tak jak straszycie w artykule. Mimo, że jestem katoliczką znam kilku(nastu) świadków Jehowy i żaden nigdy nie był względem mnie nieuprzejmy (w przeciwieństwie do Katolików). Tytuł artykułu: "[...]Świadkowie Jehowy opętali syna i córkę" - Opętać kogoś może szatan, a nie inny człowiek. Porównywanie innej grupy wyznaniowej do szatana tylko dla tego, że stała się konkurencją dla wiary Katolickiej jest już takim świństwem, że trudno mi znaleźć nawet wśród wulgaryzmów słowo opisujące to co zrobiliście. @miab: Kontr argumentem na twój argument niech będzie ilość katolików siedzących w więzieniach za zabójstwa. Ocenianie grupy na podstawie jednostkowych przypadków zawsze jest krzywdzące. W telewizji również nie mówi się o księżach, rzetelnie pełniących posługę kapłańską, za to sporo mówi się o księżach - pedofilach. Czy tu też powinniśmy wysnuć opinię na temat kleru na podstawie tych kilkudziesięciu nagłośnionych spraw?