26.09.16, 16:15

Ludzkość w niewoli sieci stoi na krawędzi katastrofy

W swoim felietonie opublikowanym na łamach portalu Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich temat zniewolenia ludzkości przez sieć internetową podejmował Krzysztof Kłopotowski. 

Kilka dni temu amerykański Yahoo ogłosił, że z serwerów portalu ukradziono dane co najmniej 500 milionów użytkowników. Ataku dokonał haker pod koniec 2014 roku na zlecenie jakiegoś państwa. Było to bodaj największe cyber-włamanie w historii. Nikt nie zdziwiłby się, gdyby zamach wyszedł z Chin albo z Rosji rozpoznających obronę wroga przed pierwszą wojną światową w Internecie. Na razie zapanowała cisza, tylko ciekawe, jak tajne agencje wykorzystają dane. Ale nie taka wojna jest największym zagrożeniem, które czai się na łączach.

Historię i przyszłość Internetu wziął na warsztat wybitny niemiecki reżyser filmowy Werner Herzog. „Lo i stało się” to fascynujący dokument, jaki przemknął przez polskie ekrany na początku września. Nie przyciągnął wielkiej publiczności a dotyczy każdego, kto korzysta w domu i w pracy z komputera. Pewnie myślicie, że to wygodne narzędzie lub zabawka. Owszem, ale także zamienia nas w neurony globalnego mózgu, w którym budzi się osobna inteligencja. Jeden z twórców Internetu powiedział Herzogowi, że być może sztuczna inteligencja w sieci już powstała, tylko nie chciała nas o tym powiadomić.

Ale to też nie jest najgorszy los, jaki może nas spotkać. Bo chociaż będziemy żyli tak, jak żyły iluzją rzeczywistości ludzkie „bateryjki” w filmie „Matrix”. A my być może już żyjemy jako przekaźniki sieci, i na tym polega sens naszego istnienia. Najgorsze jest to, że ten mózg może zostać sparaliżowany przez potężną siłę, nad którą nie mamy i nigdy nie będziemy mieli żadnej kontroli. Ta siła już dała znać o sobie sto pięćdziesiąt lat temu. Nie uczyniła wielkich szkód tylko dlatego, że wtedy nie było Internetu. Nie miała więc czego zniszczyć. Jednak następnym razem grozi nam unicestwienie większości rodzaju ludzkiego.

Chodzi o tak zwany Wypadek Carringtona. Ten brytyjski astronom odkrył w 1859 roku wyjątkowo wielką burzę na powierzchni Słońca. Nastąpiło wyrzucenie masy słonecznej w kierunku Ziemi, która wywołała największe zakłócenia geomagnetyczne w zapisanej historii, 1 i 2 września 1859. Zorze północne były widoczne tak daleko na południu, jak Wyspy Kanaryjskie. W amerykańskich Górach Skalistych zrobiło się w nocy tak jasno, że górnicy zaczęli przygotowywać śniadanie myśląc, że już nastał dzień. Zostały przerwane połączenia telegraficzne w Ameryce Północnej i w Europie. Telegrafy zaiskrzyły a część telegrafistów została porażona prądem elektrycznym.

Burza słoneczna podobnej wielkości nastąpiła w roku 2012. Byłżeby to zapowiadany przez kalendarz Majów na ten rok koniec świata? Na szczęście masa materii słonecznej ominęła Ziemię. Przeprowadzone w następnym roku oszacowania wykazały, że gdyby Wypadek Carringtona zdarzył się w naszych czasach, to straty w Stanach Zjednoczonych wyniosłyby od 600 miliardów do 2,6 biliona dolarów. Tylko w USA, a co z resztą globu?

Film Herzoga stara się uprzytomnić, jak dzisiaj wyglądałaby taka katastrofa. Korzysta ze zdjęć zniszczeń dokonanych przez huragan „Sandy” na wschodnim wybrzeżu USA w feralnym roku 2012. Straty materialne szły w dziesiątki miliardów dolarów. Lecz skutki najgroźniejsze byłyby, gdyby w ciągu kilku dni nie udało się wznowić dostaw energii elektrycznej. Wtedy bowiem centra miast amerykańskich zostałyby zamienione w nie nadające się do zamieszkania slumsy. Brak prądu powoduje przecież, że we wspaniałych wieżowcach nie chodzą windy, nie ma wody bieżącej ani łączności, ponieważ nie działa radio, telewizja ani Internet. A to wszystko jest obsługiwane za pośrednictwem właśnie Internetu. Także organizacja dostaw żywności do sklepów. Wypadek Carringtona dziś powoduje upadek cywilizacji i śmierć miliardów ludzi.

Wiemy, jak trudno oczepić się od Internetu w komputerze. Korzystanie z sieci pobudza bowiem te same miejsca w mózgu, co narkotyki i seks. Tak erotyka najpierw stworzyła rodzaj człowieczy a teraz tworzy jakiś globalny byt ponadludzki do czasu kosmicznej katastrofy.

Krzysztof Kłopotowski/sdp.pl