15.11.18, 09:45

Łukasz Warzecha: Dekoncentracja mediów w praktyce

Dekoncentracja mediów - pod tym hasłem kryje się zasadniczo rzecz biorąc postulat walki z niemieckimi mediami w Polsce oraz z w TVN. W zamyśle media te miałyby być odebrane zagranicznym podmiotom i przekazane w ręce polsce. Według Łukasza Warzechy sprawa jest jednak bardzo wątpliwa. Chodzi o sprawy fundamentalne, które wykraczają poza konkretne media i konkretną sytuację polityczną.

 

Na łamach portalu ,,Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich'' Warzecha wskazuje po pierwsze, że zwykłe zabronienie Niemcom posiadania mediów w Polsce jest prawnie po prostu niemożliwe. ,, Wydaje się, że nie wszyscy rozumieją, iż żadne państwo UE nie może wprowadzić na swoim terytorium zasad, blokujących jedną z czterech podstawowych wolności Unii, czyli przepływu ludzi, usług, kapitału lub towarów. Dlatego nie ma prawnej możliwości – i nie ma takiego prawodawstwa żaden kraj UE – zablokowania inwestycji medialnych (lub jakichś innych) jakiegokolwiek państwa unijnego w innym państwie unijnym. Owszem, można by to teoretycznie zrobić względem kraju spoza UE, choć i tutaj na przeszkodzie mogą stać innego rodzaju umowy, wielostronne bądź dwustronne'' - pisze Warzecha.

Dalej autor zwraca uwagę, że tak naprawdę trudno jest wskazać jednoznacznie, kto działa wbrew polskiemu interesowi. ,,Kategoria działania „wbrew polskiemu interesowi” jest bardzo groźna z punktu widzenia wolności słowa i kontrolnej roli mediów. Jeśli odejdziemy od retoryki czysto wiecowej i zadamy sobie pytanie: czym jest działanie wbrew polskiemu interesowi w sferze mediów, okaże się, że poza przypadkami absolutnie oczywistymi, które i dziś podlegałyby sankcjom na podstawie istniejących przepisów (jak nawoływanie do secesji części państwa), reszta jest szarą strefą, w której wszystko zależy od definicji. Istnieje obawa, że dla sporej grupy polityków interes państwa choćby podświadomie jest utożsamiany z interesem partii rządzącej. Zatem krytykowanie rządu będzie wystarczającym powodem, aby wymierzyć działania dekoncentracyjne w dane medium'' - pisze.

,,Łatwo sobie wyobrazić, że tak jak dziś obiektem krytyki są media, rzekomo realizujące niemieckie interesy, tak za parę lat, w odmiennym układzie politycznym, pod pręgierzem będą media dziś wspierające rząd, które zostaną napiętnowane jako sprzyjające rosyjskim interesom, bo prezentujące „antyzachodnią” narrację'' - wskazuje.

Warzecha zastanawia się też, kto tak właściwie miałby przejąć media po ich dekoncentracji. Polski kapitał, pisze, jest bardzo ograniczony, a to oznacza, że przedsiębiorcy musieiby korzystać z pieniędzy spółek skarbu państwa. Tymczasem jeżeli Skarb Państwa ,,wyłoży kilkaset lub przynajmniej kilkadziesiąt milionów na jakieś medialne przedsięwzięcie, to nie po to, żeby następnie umyć ręce, zainstalować w danym medium niezależnego redaktora naczelnego i pozwolić, żeby kierował się swoimi poglądami i sumieniem. Skutkiem takich ruchów będzie po prostu powstanie grupy mediów uzależnionych od władzy'' - zauważa.

,,Ci, którzy dziś opowiadają się za dekoncentracją z politycznych powodów, obudzą się z ręką w nocniku: nagle okaże się, że bilans medialny, gdy idzie o kwestie polityczne, jest dla nich jeszcze bardziej niekorzystny niż przed dekoncentracją (i oczywiście przed zmianą władzy). Każdy, komu zależy na wolności słowa, na utrzymaniu i tak już bardzo w Polsce słabej kontrolnej roli mediów, wreszcie na zachowaniu wciąż kurczącego się pola dla normalnej, niezaangażowanej partyjnie w tę czy inną stronę pracy dziennikarskiej – powinien rozumieć to ryzyko'' - dodaje Łukasz Warzecha.

Autor zaznacza, że jest fundamentalna różnica między ,,utrzymywaną przez lata blokadą'' jak w Niemczech czy we Włoszech, gdzie nie pozwolono przejmować mediów krajowych przez podmioty zagraniczne, a ,,próbą odwrócenia już istniejącego ładu medialnego''.

,,Gdyby chodziło jedynie o stworzenie dobrych zasad dla rynku mediów, nic ponadto, ograniczenia nie powinny obejmować mediów już istniejących, a jedynie powinny dotyczyć każdej transakcji od chwili wejścia w życie nowych przepisów'' - kończy autor.

mod/Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich - sdp.pl