21.02.16, 09:15

Mikke: Państwo jest rządzone przez służby specjalne

"W zasadzie problem polega na tym, że uchwała lustracyjna zobowiązywała ministra Macierewicza do ujawnienia agentów UB i SB. Ujawniono jednak tylko tych agentów, którzy już nie pracowali dla UOP-u. Na tej podstawie ludzie mają przekonanie, że lustracja została dokonana, a tak nie jest" - powiedział Janusz Korwin-Mikke w rozmowie z "Fakt24".

Mikke twierdził dalej, że III RP to w istocie kontynuacja PRL, tyle, że "przemalowana".

"III Rzeczpospolita to nie było przejęcie władzy przez Solidarność, tylko było to wykonanie planu generała Kiszczaka jak przekonać ludzi do reform gospodarczych. Bo przypomnę, że w 1984 roku generał Wojciech Jaruzelski zrobił referendum na temat tego, czy dokonać reform gospodarczych. Nie uzyskał większości. Widząc ewidentny brak entuzjazmu ludzi, postanowił przeprowadzić je pod przykrywką. Że nie robi ich PZPR , tylko inna formacja – agentura Kiszczaka. Cała III RP to przemalowany PRL" - powiedział.

"Dzięki Okrągłemu Stołowi żyjemy w państwie rządzonym przez służby specjalne" - dodał polityk.

Mikke przekonywał też, że SB nie fałszowała swoich dokumentów, a takie pomysły to próba obrony tych, którym dokumenty zagrażają. "To jest legenda stworzona przez ludzi, którym bardzo zależy, aby tych wszystkich dokumentów nie traktować poważnie" - uznał.

wbw/fakt24.pl

Komentarze

anonim2016.02.21 9:57
Pod tym wszystkim się podpisuję.
anonim2016.02.21 10:07
Problem jest taki, że właściwie, jeśli w jakimś kraju służby specjalne działają skutecznie, to siłą rzeczy ONE rządzą. I zawsze tak będzie. Z samej definicji i zasady działania służb specjalnych. No, można sobie wyobrazić służby, które pomimo posiadania instrumentów i metod pozwalających na zawłaszczenie realnej władzy - nie zrobią tego. No, ale to jest podobne do wilka, który żywi się trawą mając w sąsiedztwie bezbronne owce, niestrzeżone przez nic i nikogo. Korwin ma rację, mówiąc o tym, że SB nie fałszowała swoich dokumentów. Bo gdyby to robiła, to nie miałaby czasu na strzelanie do robotników w grudniu '70 ani w kopalni "Wujek"... Sfałszowanie tysięcy km akt to kupa roboty. Gdyby zamiast prawdziwych robili fałszywki, to kiedy robiliby te prawdziwe, niezbędne do pracy operacyjnej?
anonim2016.02.21 10:21
niestety - znowu - przyznaję mu rację
anonim2016.02.21 10:21
Wałęsa przypomina mi inną "gwiazdę" - Zygmunta Kaczkowskiego. Pisarz, na owe czasy (zabory), kiedy nie było TV ani radia, jedynym massmedium były gazety i książki - wielki celebryta. Szedł w zawody z Prusem a nawet Sienkiewiczem, na spotkaniach autorskich panie mdlały na sam jego widok. Powieści ociekały patriotyzmem i odwagą w drażnieniu zaborców. Tu i ówdzie pojawiały się głosy, że Kaczkowski kapuje Austriakom a za ich pośrednictwem Prusakom i Rosjanom posunięcia i siatki polskich konspiratorów. Oczywiście - stado lemingów uwiedzione ogniem jego powieści brało owe insynuacje za objaw co najmniej awiści, sam Kaczkowski zaklinał się na wszystkie świętości, Boga na świadka przyzywał, że on dla Ojczyzny krew z żył toczy, ryzykuje, walczy (co prawda piórem tylko, ale to i tak więcej niż nic), że wszystkie te pomówienia to ohydne potwarze i obelgi itd. Oczywiście, jako utalentowany pisarz, ubierał to w ładne słowa, wręcz niemal poetyckie, więc lemingi były emocjonalnie trzymane "fest za jaja". Dopiero po śmierci Kaczkowskiego polski archiwista (takie skrzyżowanie Cenckiewicza i Gontarczyka) po cierpliwym buszowaniu już po 1918-tym roku, we Wiedeńskich archiwach austriackiej policji zaborczej odkrył kwity na Kaczkowskiego. Z jego donosów można było odtworzyć historię konspiracji narodowej w zaborze austriackim... A tak rżnął niewiniątko - swoją grą i uwiedzeniem durniów mógłby spokojnie zakasować większość laureatów "Oskarów". Dziś nikt nawet nie zna tytułu jego flagowej powieści mającej konkurować z Trylogią Sienkiewicza "Olbrachtowi rycerze" - ba, nawet niewielu wie, kto to był Zygmunt Kaczkowski.
anonim2016.02.21 11:04
Dobry jesteś, Pokręciu. Lubię Cię, za to, za co piszesz.