26.03.14, 09:50O. Robert Konik (fot. Sebastian Czech)

o. Robert Konik: „Można napić się trucizny i nie wiedzieć że to trucizna”

Dziś w każdej diecezji w Polsce odprawiane są nabożeństwa z modlitwą o uwolnienie czy uzdrowienie. Nie gorszy nas już widok ludzi, którzy przewracają się, bo mają spoczynek w Duchu Świętym, ani to, że ktoś nagle zaczyna mówić w jakimś niezrozumiałym języku. Na takich nabożeństwach dzieją się niezwykłe rzeczy – nagle ktoś, kto przez kilkanaście lat był przykuty do wózka wstaje i zaczyna chodzić o własnych siłach, ktoś dostaje słowo poznania albo słyszy proroctwo. Czy jednak potrzebne są takie „specjalne” modlitwy, czy nie wystarczy sama Msza św., która przecież jest dla nas źródłem wszystkich łask?

Jeżeli grupa ludzi gromadzi się na Eucharystii, aby modlić się o uwolnienie czy uzdrowienie, to Pan Jezus w takich wspólnotach działa w sposób szczególny. Jezus powiedział, że tam gdzie dwóch albo trzech gromadzi się na modlitwie, tam On jest pośrodku nich. Taką modlitwę często animują osoby, które posługują różnymi charyzmatami. Pan Jezus udziela tych charyzmatów dla dobra całej wspólnoty. Ponieważ Kościół jest wspólnotą, wspólnotą ludzi wierzących, są w tej wspólnocie osoby, które czują, że są bliżej Pana Boga i są osoby, które czują się trochę gorzej. A my, jako jedna rodzina Boża, jesteśmy za siebie nawzajem odpowiedzialni. W Ewangelii czytamy, że często do Pana Jezusa przychodzili ludzie wstawiając się za swoimi bliskimi i Pan Jezus wysłuchiwał ich próśb. Na Mszę św. przychodzą osoby, które mają różną dojrzałość, są na różnym poziomie duchowym. Jeżeli trafią do jakiejś dobrej, zdrowej wspólnoty charyzmatycznej, to osoby z tej wspólnoty mogą im wskazać kierunek, będą im wypraszać potrzebne łaski. Zwłaszcza na początku życia duchowego wielu ludzi potrzebuje takiego wsparcia i ukierunkowania ze strony wspólnoty.

Pan Jezus uwalniał i uzdrawiał też osoby, które same Go o to prosiły…

Myślę, że nie możemy Pana Boga zamknąć w takich ramach, że Pan Bóg uzdrawia czy uwalnia tylko w grupach charyzmatycznych. Pan Bóg może uzdrawiać czy uwalniać człowieka, kiedy człowiek np. modli się sam na adoracji czy odmawia Różaniec. Pan Bóg jest wszechmogący, może działać jak chce i kiedy chce. Jeżeli człowiek doświadcza jakiegoś działania ze strony złego ducha, to uwolnienie jest mu potrzebne. A czy ktoś przyjdzie na modlitwę wstawienniczą, czy sam będzie się modlił do Pana Boga o uwolnienie, to już zależy od niego. Ja uważam, że nie warto przesadzać ani w jedną, ani w drugą stronę uważać tych modlitw za zupełnie niepotrzebnych, ani za niezbędnych, bez których sobie nie poradzimy.

Jak Ojciec odkrył w sobie charyzmat posługiwania modlitwą o uwolnienie?

W mojej poprzedniej parafii, w klasztorze we Włocławku, pełniłem także posługę egzorcysty. Część osób, które się do mnie zgłaszały, nie potrzebowało jednak egzorcyzmu, niektórzy doświadczali np. jakichś pokus. Podejmowałem wtedy za nich modlitwę o uwolnienie. Można więc powiedzieć, że moja posługa modlitwy o uwolnienie wynikła z tej posługi egzorcysty. Ale nie uważam siebie za jakiegoś charyzmatyka. Przede wszystkim jestem kapłanem, franciszkaninem. Staram się modlić i służyć ludziom tak, jak potrafię. Jeżeli Pan Bóg przez moją posługę komuś pomaga, to bardzo się z tego cieszę.

Kiedy potrzebna jest modlitwa o uwolnienie?

Przede wszystkim wtedy, kiedy człowiek doświadcza jakiegoś działania złego ducha, gdy w jego życiu dzieje się coś, co trudno wytłumaczyć w sposób naturalny. Osoby, które pozostają pod działaniem złego ducha, nie zawsze muszą być opętane. Mogą doświadczać silnych pokus, być dręczone, nękane. Każdy człowiek jest kuszony przez złego ducha. Kuszenie może być naturalne i nadnaturalne. Jeżeli ktoś doświadcza nadnaturalnego kuszenia, nadnaturalnego działania, z którym nie jest sobie w stanie sam poradzić, potrzebuje modlitwy o uwolnienie. Na modlitwę o uwolnienie powinny przychodzić osoby, które doświadczają jakiegoś działania złego ducha, ale to działanie nie jest aż tak bardzo agresywne. Niekiedy jednak zdarza się, że osoby opętane trafiają najpierw na modlitwę o uwolnienie, a jeśli te modlitwy nie skutkują, są kierowani do egzorcystów.

Czym różni się modlitwa o uwolnienie od egzorcyzmu?

Egzorcyzm jest oficjalną modlitwą Kościoła za osobę, która jest pod działaniem złego ducha, natomiast modlitwa o uwolnienie jest to prywatna modlitwa, którą może podejmować każdy kapłan oraz każdy ochrzczony. Egzorcyzm mogą odprawiać tylko egzorcyści, kapłani, którym ta posługa została zlecona przez biskupa. Zwracają się oni bezpośrednio do złego ducha, rozkazując mu, aby opuścił człowieka. Modlitwa o uwolnienie jest modlitwą błagalną do Jezusa. Formy rozkazującej wobec złego ducha, możemy używać jedynie w odniesieniu do nas samych. Jeżeli człowiek jest dręczony przez złego ducha może się modlić w ten sposób: „ W imię Jezusa Chrystusa, zły duchu który mnie dręczysz, rozkazuję ci odejdź ode mnie”. Na mocy sakramentu chrztu Pan Bóg dał nam taką władzę nad złym duchem, ale tylko wobec siebie. Np. rodzice nie mogą się tak modlić wobec dzieci, współmałżonek nie może się tak modlić za współmałżonka. Nawet kapłan, który nie jest egzorcystą nie może używać formy rozkazującej wobec złego ducha w stosunku do innej osoby.

Jakie mogą być przyczyny zniewolenia przez złego ducha?

Dziś wiele osób regularnie chodzi do wróżki, tarocistki, bioenergoterapeuty czy jakiegoś innego „uzdrowiciela”, praktykuje jogę, jakieś medytacje transcendentalne, zażywa leki homeopatyczne, otwiera się na jakąkolwiek energię niewiadomego pochodzenia i wydaje im się, że to im to służy. Po jakimś czasie okazuje się, że życie duchowe takich ludzi coraz bardziej słabnie, że coraz bardziej oddalają się od Pana Boga. Ktoś może interesować się satanizmem tylko z punktu wiedzenia naukowego, czyta biblię szatana, odwiedzać satanistyczne strony internetowe, ale nawet to jest bardzo niebezpieczne. Jeśli ktoś świadomie bądź nieświadomie wchodzi w podobną przestrzeń, to otwiera się na działanie złego ducha i wtedy modlitwa o uwolnienie jest konieczna. Można napić się trucizny i nie wiedzieć że to trucizna, a skutki są takie same...

Czym jest przekleństwo? Czy przekleństwo może być skuteczne?

My jako katolicy modlimy się do Pana Boga, prosimy o błogosławieństwo, o potrzebne łaski. A jeżeli ktoś kogoś przeklina, to znaczy – złorzeczy, życzy człowiekowi źle, to jest to modlitwa do złego ducha. Przekleństwo może być skuteczne, bo nasze słowa mają moc. Człowiek został stworzony przez Pana Boga na Jego obraz i podobieństwo, a Pan Bóg rzekł i Jego Słowo stało się. Skoro Boże Słowo stało się, to również nasze słowa mogą się urzeczywistnić. Przekleństwo jest najbardziej niebezpieczne szczególnie wtedy, kiedy dotyczy osób z najbliższej rodziny, gdy np. rodzice przeklinają swoje dzieci albo dziadkowie przeklinają swoje wnuki. Wynika to z tego, że między rodzicami a dziećmi i między dziadkami a wnukami zachodzi szczególna więź naturalna. Niekiedy w czasie takich właśnie wspólnotowych modlitw o uwolnienie albo na modlitwie jakiejś grupy charyzmatycznej pada słowo poznania, że ktoś kogoś przeklinał. Czasem ktoś się przyzna, że komuś złorzeczył. Aby uwolnić się spod działania takiego złorzeczenia, trzeba przebaczyć osobom, które się go dopuściły i prosić Pana Boga, żeby On też im przebaczył grzechy. Warto też poprosić kapłana lub wspólnotę o modlitwę w intencji przerwania tego międzypokoleniowego zła.

A czy istnieje coś takiego jak grzech międzypokoleniowy? Wśród duchownych zdania na ten temat są bardzo podzielone. Niektórzy uważają, że tak, inni – że nie może być mowy grzechu międzypokoleniowym, jeżeli człowiek jest ochrzczony.

Ja uważam, że z tym jest trochę tak, jak z chorobami, do których można mieć jakieś naturalne skłonności. Jeśli np. dziadek był alkoholikiem i ojciec był alkoholikiem, to syn będzie miał większe skłonności do tego, żeby był alkoholikiem. Ale nie musi się nim stać. Mówimy tu o dziedziczeniu biologicznym, ale w wymiarze duchowym może być podobnie. Jeśli ktoś we wcześniejszym pokoleniu dopuścił się jakiegoś wielkiego zła, jak np. morderstwo, aborcja, samobójstwo, to później w jakiś sposób to zło może oddziaływać na późniejsze pokolenia. Nie znaczy to jednak, że osoby, które w tych pokoleniach żyją, stają się bezradne wobec działania złego ducha. To działanie może być silniejsze na te osoby, ale mogą się one przed nim chronić poprzez modlitwę, przystępowanie do sakramentów i życie w stanie łaski uświęcającej.

Dlaczego Pan Bóg pozwala na to, żeby konsekwencje czyjegoś zła uaktywniały się w kolejnych pokoleniach?

Może być tak, że Pan Bóg poprzez tę sytuację chce doprowadzić daną rodzinę czy człowieka do nawrócenia albo do jeszcze głębszego zaangażowania w życie duchowe. Bo jeśli w małżeństwie czy w rodzinie pojawiają się problemy, z którymi te osoby nie są w stanie poradzić sobie w naturalny sposób, to często zwracają się do Pana Boga. I to zło może okazać się wtedy wielkim błogosławieństwem.

Czy Pan Bóg zawsze wysłuchuje modlitw o uwolnienie?

Dla Pana Boga najważniejsze jest nawrócenie człowieka. Uzdrowienie czy uwolnienie też jest ważne, ale nie jest najważniejsze. Niektórzy ludzie uważają, że modlitwa o uwolnienie wszystko w ich życiu załatwi, ale przecież żaden charyzmatyk nie jest w stanie zmienić ich życia. Może się tylko modlić, aby dana osoba otworzyła się na działanie Pana Boga. Skuteczność modlitwy zależy w dużej mierze od naszej postawy. Kiedy modlimy się o łaski dla siebie, bądź inni robią to w naszym imieniu, powinniśmy mieć pragnienie lepszego życia i otworzyć się na przebaczenie, tym, którzy nam w jakiś sposób zawinili. Przebaczenie jest bardzo ważne, ponieważ brak przebaczenia zamyka na uzdrowienie. Brak przebaczenia jest jak rak, który człowieka zżera od środka. A człowiek który przebacza, doświadcza wewnętrznego pokoju. Nie żyje już w ciągłym napięciu, w takiej wewnętrznej agresji, która też ma wpływ na jego zdrowie fizyczne i psychiczne. Przebaczenie otwiera nas na Boże łaski.

W jakiej dyspozycji powinny być osoby, które chcą posługiwać modlitwą wstawienniczą?

Przede wszystkim pamiętajmy o tym, abyśmy modląc się nad kimś, sami byli w stanie łaski uświęcającej. Łaska uświęcająca to taki parasol ochronny, który nas chroni przed działaniem złego ducha. Takie osoby powinny się zatroszczyć o osobistą formację, bo jeżeli ktoś chce posługiwać, to musi się trochę bardziej zaangażować. Osoby, które więcej rozumieją, powinny od siebie też więcej wymagać. A więc powinny częściej uczestniczyć w Eucharystii, więcej się modlić. Każdy z nas ma inną wrażliwość duchową, więc warto szukać własnych sposobów formacji. Ważne, by osoby, które we wspólnotach modlitewnych posługują różnymi charyzmatami nie zapominały o tym, że największym charyzmatem jest miłość. Wszystko w naszym życiu katolickim powinno prowadzić do miłości. Bardzo ważna jest także pokora. Człowiek pokorny będzie widział przede wszystkim w tej posłudze działanie Pana Boga. Człowiek, który nie ma pokory, będzie sobie przypisywał różnego rodzaju nadzwyczajne uzdrowienia czy uwolnienia. Dotyczy to tak samo ludzi świeckich, jak i kapłanów którzy modlą się modlitwą o uwolnienie czy pełnią posługę egzorcysty.

Jaka jest różnica między modlitwą świeckiego charyzmatyka a modlitwą kapłana?

Kapłan modli się przede wszystkim mocą sakramentu kapłaństwa. Podobnie, jeżeli błogosławi, to w tym błogosławieństwie jest moc tego sakramentu. Osoby świeckie, które mają różne charyzmaty, mogą wypraszać innym wiele łask, ale ta modlitwa ma zupełnie inny wymiar. Trudno tutaj kategoryzować, że ta modlitwa jest gorsza czy słabsza. Pan Bóg po to daje w Kościele charyzmaty, aby ludzie korzystali z nich dla dobra całej wspólnoty. Jednak osobiście jestem przeciwny, żeby świeccy kładli ręce na osoby, za które się modlą. Uważam, że jest to zbyt niebezpieczne i dla jednej i dla drugiej strony. Bo tak naprawdę, do końca nie wiemy, nad kim się modlimy. Mogą to być osoby opętane. Być może niektórzy kierują się takim myśleniem wynikającym z pychy: ja jestem tak blisko Pana Boga, jestem tak umocniony Duchem Świętym, że mogę dotykać i nic się mi nie stanie. Osoba, która prosi o modlitwę też nie wie, kto się modli nad nią. Natomiast każdy kapłan jest chroniony sakramentem, dlatego może położyć rękę na głowie osoby za którą się modli. W pierwotnym Kościele gest kładzenia rąk był gestem przekazywania Ducha Świętego, dlatego uważam, że jest on zarezerwowany dla posługi kapłańskiej w Kościele. Biskup kiedy święci, kładzie ręce na głowę.

Posługiwanie modlitwą wstawienniczą może być niebezpieczne?

Wskazane jest, aby osoby, które modlą się nad innymi, najpierw poprosiły Pana Boga o ochronę dla siebie. O. Gabriel Amorth zaleca, aby osoby świeckie, które mają małe dzieci, nie brały udziału w egzorcyzmach czy w modlitwie o uwolnienie. Dlatego, że zły duch może późnej w jakiś sposób atakować ich dzieci, które są słabsze niż osoby dorosłe. Tutaj potrzeba dużo roztropności i rozwagi. Ale z drugiej strony, nie możemy się dać zastraszyć złemu duchowi. On działa na tyle, na ile Pan Bóg mu na to pozwala, jest jak pies na łańcuchu. Może straszyć, ale chodzi o to żeby się go nie bać. Oczywiście, nie można chcieć zmierzyć się ze złym duchem, nie można sobie z niego kpić ani go lekceważyć. Trzeba wiedzieć, że jest i że może nam szkodzić, ale mieć świadomość, że panem jest Jezus, że moc należy do Niego. W szczególny sposób przed złem chroni nas wszystkich stan łaski uświęcającej. Bardzo ważne jest także to, abyśmy mieli nabożeństwo do Matki Bożej. Tam, gdzie jest Maryja, tam jest cała Trójca Święta, tam jest Boża moc. Maryja zdeptała złego ducha. O. Amorth w czasie egzorcyzmu zapytał się kiedyś złego ducha poprzez osobę opętaną, dlaczego tak bardzo boi się Maryi. Zły duch odpowiedział, że dlatego, że Maryja nigdy nie popełniła żadnego grzechu, więc on nigdy nie miał do Niej żadnego dostępu. Dlatego Maryja ma taką władzę nad złym duchem. Przecież Różaniec ma moc egzorcyzmu, przypominał o tym Jan Paweł II. Różaniec i maryjność chronią nas przed działaniem złego ducha. Osoby opętane bardzo często mogą odmawiać różne modlitwy, mogą odmawiać Ojcze nasz, wierzę w Boga, ale mają poważne problemy z odmówieniem zdrowaś Maryjo. Tym bardziej więc powinny się mobilizować do tej modlitwy.

Są osoby, które biegają od jednej Mszy św. o uwolnienie czy uzdrowienie do drugiej. Jak wyznaczyć tę granicę, ilu takich modlitw nam potrzeba?

Myślę, że każdy indywidualnie musi sobie wyznaczyć taką granicę. Ja osobiście wolę „zwykłe” Msze św., „zwykłe” adoracje w ciszy. Mi osobiście bardziej to pomaga i jest bardziej potrzebne. Niestety, mam wrażenie, że spora część osób, które przyjeżdżają na takie nabożeństwa szuka w nich przede wszystkim emocji. To na pewno im nie służy. Oczywiście, na takich nabożeństwach panuje szczególna atmosfera, jest fajna oprawa muzyczna, są osoby które animują modlitwę. Zdarzają się spoczynki w Duchu Świętym, dzieje się coś wyjątkowego… To niebezpieczne, jeśli człowiek tylko tego szuka. Bo przecież nasza wiara nie opiera się na odczuciach, my nie możemy w niej szukać fajerwerków, zadowalać się tym, co powierzchowne. Tu powinno chodzić o coś głębszego. Oczywiście, może być tak, że na początku Pan Bóg daje człowiekowi odczuć pewne emocje, ale chodzi o to, żeby swoją wiarę umacniać i pogłębiać. Najważniejsze jest spotkanie z Żywym Chrystusem w Eucharystii, a spoczynek w Duchu Św. może być tylko pewnym dodatkiem. Udział w takich nabożeństwach powinien nas prowadzić do tego, żebyśmy później żyli według Bożych przykazań. Nasza wiara powinna się zmieniać, bo wiara to jest proces, ma się rozwijać. Jeżeli czyjaś potrzeba wielu modlitw o uwolnienie jest autentyczna, to Pan Bóg będzie takiego człowieka prowadził w taki sposób, aby swoją wiarę umacniał i pogłębiał. Natomiast, jeśli się tylko jeździ na takie nabożeństwa i nic więcej się nie robi, to nasza wiara pozostaje tylko pod powierzchnią wiary. Wiara ma być obecna przede wszystkim w codziennym życiu, w zachowywaniu Bożych przykazań, kierowaniu się miłością – to jest o wiele trudniejsze. Myślę, że dużo tutaj zależy od kapłanów, którzy prowadzą tego typu Msze, bo łatwo jest tak emocjonalnie ludzi „podkręcić”. Kiedy mówimy, śpiewamy, że Jezus cię kocha, to tworzy się pewien klimat. Ten klimat jest ważny, ale chodzi o to, żeby ten Pan Jezus nie pozostał gdzieś tylko w takim wymiarze emocjonalnym, ale żeby człowiek po takiej Mszy starał się rzeczywiście żyć według Ewangelii.

Rozmawiała Emilia Drożdż

O. Robert Konik (OFM) przez wiele lat pełnił posługę egzorcysty w diecezji włocławskiej, obecnie kieruje Franciszkańskim Centrum Duchowości i Kultury. W każdy trzeci piątek miesiąca w kościele Matki Bożej Anielskiej przy ul. Modzelewskiego w Warszawie przewodniczy Mszy św. o uwolnienie duszy i ciała od działania złego ducha

Lista miejsc modlitw o uwolnienie i uzdrowienie znajduje się na tej stronie: http://www.jezusuzdrawia.pl/mapa-polski/

Komentarze

anonim2014.03.26 10:11
Wspaniały kapłan, którego miałam przyjemność słuchać wiele razy. To o tym kapłanie pisała Patrycja Hurlak w książce "Nawrócona wiedźma". To on jej pomógł. Dlatego tym bardziej wierzę jej świadectwu!
anonim2014.03.26 11:04
arbiter jesteś skretyniałym osłem.
anonim2014.03.26 11:17
"Ktoś może interesować się satanizmem tylko z punktu wiedzenia naukowego, czyta biblię szatana, odwiedzać satanistyczne strony internetowe, ale nawet to jest bardzo niebezpieczne. " A w druga stronę to tez działa? Moja polonistka była zadeklarowana ateistka ale biblie czytała dokładnie i regularnie bo nie wyobrażała sobie jak bez jej znajomosci mogłaby uczyć polskiego języka i kultury. No i jakoś samo obcowanie z Pismem Świętym nie nawrócilo jej.
anonim2014.03.26 11:28
Te wszystkie nadzwyczajne działania gdy ktoś nagle zaczyna mówić językami albo dostaje duchowych spazmów na mszy są tak samo przerażające jak zło,może nie są złem,ale nie poszedłbym do wspólnoty gdzie takie dziwne rzeczy mają miejsce z lęku przed wszystkim co nadprzyrodzone,w godzinie śmierci pewnie i tak Bóg będzie mnie miał ale póki żyję to się boję takich rzeczy.Odrzuca mnie atmosfera "wspólnotowego" prania mózgu i psychologiczno-uczuciowej wiary wkładanej w miejsce myślenia.Czy ktoś ma podobnie?Czy mój odruch jest zdrowy?Musiałbym chyba umierać z bólu aby się modlić o uzdrowienie fizyczne dla siebie.raczej prosiłbym o odwagę do przejścia przez to co się dzieje niż o jakieś cudowne interwencje,tego nie można chyba wymagać..we mnie jest racjonalista,który ucieka od atmosfery cudowności i się jej boi,wolę zwykły empiryczny świat.
anonim2014.03.26 11:33
„Nie gorszy nas już widok ludzi, którzy przewracają się, bo mają spoczynek w Duchu Świętym, ani to, że ktoś nagle zaczyna mówić w jakimś niezrozumiałym języku.” A mnie takie pogańskie harce gorszą, szczególnie jak się odbywają w Kościele. Wątpię, żeby gwałtowna utrata świadomości podobna do ataku epilepsji albo niezrozumiały bełkot w żadnym języku, pochodziły od Ducha Świętego. Zgadzam się natomiast z tym, że zapomnieliśmy o uwalniającej i uzdrawiającej mocy zwykłej mszy św., zwykłej przedsoborowej oczywiście. :)
anonim2014.03.26 11:40
Oto prawdziwe świadectwo skutków opętania. Nie dalej jak wczoraj małżonka ma wiedziona zbrodniczą dżęder-ideologią musiała popracować dłużej. Nie bacząc na okoliczności i honor mój męski dziatkami postanowiłem się zaopiekować. Lekcje pomóc odrobić, na spacer i do sklepu pójść, strawę jaką na ciepło naszykować. I tu zaczyna się horror. I wcale nie rzecz w tym, że pierogi z Biedronki są smaczne i z braku lepszego konceptu w dziesięć minut można podać je na stół z masełkiem i cebulką, palce lizać. Nie rzecz w tym, że to pierogi ruskie, boć tylko z nazwy. Najgorszą rzeczą, jaka mogła się przytrafić, to wpuścić Szatana do kuchni i nawet nie wiedzieć, że to Szatan. Otóż, by mi przyjemniej czas mijał i by dziatkom ucho ćwiczyć nieoczywistymi tonacjami, zapodałem Garbarka. Nic przecież strasznego - Norweg z polskimi korzeniami, żaden tam murzyn, hindus, arab inny poganin. Saksofon, rozpoznawalne brzmienie ECM. Song for everyone. Tak się to snuło, tak kołysało, tak gębę do uśmiechu zmuszało podstępem, żem się w zabawę z dziatkami wdał. Naiwnie, w dobrej z pozoru woli, ufny w brak zagrożeń i przebiegłości sił nieczystych klockom piankowym i lego dałem sobą zawładnąć. Pierogi się rozgotowały i zamieniły w papkę. Trzeba było jajochy nasmażyć. Jak do tego doszło? Gdzie w tym demoniczna intryga? Ano w muzyce! Popatrzałem jeno kto z Garbarkiem grał i przeraziłem się: Lakshminarayana Shankar, Zakir Hussain oraz Trilok z Jogurtu. Podstępem Wdarli się do studia i nagrali płytę, na zgubę poczciwych ludzi i ich dziatek. By pierogi w papkę zamieniać, mózgi w galaretę, serca w kamienie, wątroby w marskość. Strzeżcie się, dziatki, albowiem powiadam Wam, bies każdą dziurą a szparą Złe wychynąć pragnie na naszą zgubę!
anonim2014.03.26 11:59
www.egzorcyzmy.katolik.pl polecam
anonim2014.03.26 12:11
@LazarzPrawdziwy, a ja myślę, że do rozgotowania pierogów doprowadził tylko i wyłącznie równie rozgotowany i zamieniony w papkę umysł. Powszechnie wiadomo, że pierogi rozgotowują się wszystkim masonom, a twoje, dodatkowe świadectwo to potwierdza. :D
anonim2014.03.26 12:23
@Credo Ależ szanowny. Świadectwo jest prawdziwe dlatego, że jest prawdziwe. Niezależnie od obelg złych i plugawych. Tak uczy Pismo. Odejdź zatem, wróć do swej pełnej robactwa jamy.
anonim2014.03.26 13:40
@LazarzPrawdziwy Przeczytajmy jeszcze raz tę ciętą ripostę: 1. „Ależ szanowny.” 2. „Świadectwo jest prawdziwe dlatego, że jest prawdziwe.” 3. „Niezależnie od obelg złych i plugawych.” 4. „Tak uczy Pismo.” 5. ”Odejdź zatem, wróć do swej pełnej robactwa jamy.” Czy punkt1 koreluje jakoś z punktem 5, czy też punkt 5 jest jakimś tajemniczym następstwem punktu 3? Nie wiem czego uczy wasze Pismo, ale nasze czegoś zupelnie innego.
anonim2014.03.26 13:41
"Kapłan modli się przede wszystkim mocą sakramentu kapłaństwa. Podobnie, jeżeli błogosławi, to w tym błogosławieństwie jest moc tego sakramentu." Czyli jak w grach komputerowych. Normalny czlowiek ma tylko "slabe czary", a magia kaplana dzieki wiekszej ilosci "tazosow" (pewnie nazbieral w seminarium) ma po prostu wyzszy level.
anonim2014.03.26 13:55
Mnemciu, dzięki. Zwróciłem uwagę na świadectwo Łazarza ;-)))) Łazarzu, więcej takich ! ;-))) Ja się śmiać lubię. Nawet z siebie.
anonim2014.03.26 20:40
Air, ty tu nie pitol bo nie gra była przyczyną tylko, że ci się bara bara przeciągnęło, co u zbyt długo korzystających z komputera jest normalne. Garnek ? aaa garnek, to był garnek Zeptera ! Air, zacznij się więcej ruszać (rower, squash itp..) to i buraki będą na medal i riki tiki się uda ;-)))) A żona.... wniebowzięta :-D Widzisz Air, nie uciekniesz od pytań o niebo !
anonim2014.03.27 2:35
O przekleństwach to miarodajnie pisze ks. bp Andrzej Siemieniewski i mało istotne co się komu wydaje.
anonim2014.03.28 6:55
Różne są dary łaski, lecz ten sam Duch; różne też są rodzaje posługiwania, ale jeden Pan; różne są wreszcie działania, lecz ten sam Bóg, sprawca wszystkiego we wszystkich. Jednemu dany jest przez Ducha dar mądrości słowa, drugiemu umiejętność poznawania według tego samego Ducha, innemu jeszcze dar wiary w tymże Duchu, innemu łaska uzdrawiania w jednym Duchu, innemu dar czynienia cudów, innemu proroctwo, innemu rozpoznawanie duchów, innemu dar języków i wreszcie innemu łaska tłumaczenia języków. Wszystko zaś sprawia jeden i ten sam Duch, udzielając każdemu tak, jak chce. (1Kor 12,4-11)
anonim2014.03.28 9:20
„Myślę, że nie możemy Pana Boga zamknąć w takich ramach, że Pan Bóg uzdrawia czy uwalnia tylko w grupach charyzmatycznych. Pan Bóg może uzdrawiać czy uwalniać człowieka, kiedy człowiek np. modli się sam na adoracji czy odmawia Różaniec. Pan Bóg jest wszechmogący, może działać jak chce i kiedy chce.” A czy każdy człowiek który gorąco, przez wiele lat, modli się o uzdrowienie zostanie uzdrowiony? Praktyka pokazuje że nie. Czyli ważne jest tutaj „Pan Bóg (…) może działać jak chce i kiedy chce.” A że Bóg jest wszechmogący – to się kłóci z jego rzekomą dobrocią, skoro tyle zła na świecie. Także albo Bóg tego chce, albo nie może zaradzić złu. Tetrium non datur. Już w starożytności mówił o tym Epikur. „Ja uważam, że nie warto przesadzać ani w jedną, ani w drugą stronę – uważać tych modlitw za zupełnie niepotrzebnych, ani za niezbędnych, bez których sobie nie poradzimy.” Jakże dyplomatycznie. Więc nie wiemy do końca czy te modlitwy działają – i czy bez nich Bóg również by nie pomógł ludziom. Czy też może modlitwy te są bezzasadne tak czy siak, bo Bóg ma swój plan. Lepiej modlić się tak czy siak – najlepsze dla Kościoła wyjście :) „Kuszenie może być naturalne i nadnaturalne.” Kolejny ciekawy punkt. A jakie to „nadnaturalne kuszenie” zna człowiek, hmmm? Szatan obieca mi że posiądę umiejętność rzucania kul ognistych? :) „Na modlitwę o uwolnienie powinny przychodzić osoby, które doświadczają jakiegoś działania złego ducha, ale to działanie nie jest aż tak bardzo agresywne.” Chyba powinienem się zgłosić bo non-stop, subtelnie i nieagresywnie atakuje mnie zły duch „rozumu”. „Egzorcyzm jest oficjalną modlitwą Kościoła za osobę, która jest pod działaniem złego ducha, natomiast modlitwa o uwolnienie jest to prywatna modlitwa, którą może podejmować każdy kapłan oraz każdy ochrzczony.” Co to za różnica czy modlitwa jest „prywatna” czy „publiczna”? Zupełnie nie rozumiem o co tu chodzi. „Egzorcyzm mogą odprawiać tylko egzorcyści, kapłani, którym ta posługa została zlecona przez biskupa. Zwracają się oni bezpośrednio do złego ducha, rozkazując mu, aby opuścił człowieka. Modlitwa o uwolnienie jest modlitwą błagalną do Jezusa. Formy rozkazującej wobec złego ducha, możemy używać jedynie w odniesieniu do nas samych.” Czyli jako wierny Kościoła Katolickiego nie mógłbym nakazywać złym duchom nękających innych wyjść? Bardzo ciekawe. Taki monopol na egzorcyzmy. „Na mocy sakramentu chrztu Pan Bóg dał nam taką władzę nad złym duchem, ale tylko wobec siebie.” Zastanawia mnie gdzie w Ewangeliach jest o tym dokładnie napisane że tylko wobec siebie. „Dziś wiele osób regularnie chodzi do wróżki, tarocistki, bioenergoterapeuty czy jakiegoś innego „uzdrowiciela”, praktykuje jogę, jakieś medytacje transcendentalne, zażywa leki homeopatyczne, otwiera się na jakąkolwiek energię niewiadomego pochodzenia i wydaje im się, że to im to służy. Po jakimś czasie okazuje się, że życie duchowe takich ludzi coraz bardziej słabnie, że coraz bardziej oddalają się od Pana Boga.” I mamy walkę ideologiczną dwóch wielkich sił – ludzi wmawiających sobie że to nie placebo wyleczyło ich z nieistniejących pasożytów ciała tylko jakieś ustrojstwo od energoterapeuty oraz ludzi twierdzących że takie formy „leczenia” oddalają człowieka od Boga. Obie strony tak samo zacietrzewione i ogłupione w swoim ciasnym „okienku na świat”, trzeciej strony która im przytomnie uzmysławia że obie strony się mylą co do natury zjawiska nie posłuchają. Bo u obu stron za forsowaniem takiego a nie innego poznania świata i wiary w świat nadnaturalny stoi ideologia i zysk własny. „Jeśli ktoś świadomie bądź nieświadomie wchodzi w podobną przestrzeń, to otwiera się na działanie złego ducha i wtedy modlitwa o uwolnienie jest konieczna. Można napić się trucizny i nie wiedzieć że to trucizna, a skutki są takie same...” Tylko że trucizna działa bezpośrednio na ciało. A treści w głupawych książkach nie dotykają człowieka „tak po prostu”, bezwarunkowo. Będąc przeświadczonym o ich szkodliwości tym bardziej nie powinniśmy być narażeni na jakiś „zły wpływ”. Ale że chrześcijaństwo to religia zabobonna i wciąż wierząca w tajemnicze siły to człowiek ZAWSZE będzie dla kapłana narażony. Na atak tajemniczych sił tkwiących w martwych literach książki lub w przekazie jakiejś idiotycznej piosenki. W najgorszym razie przekaz podprogowy i backtracking, czyli idiotyzmy wymyślone przez co bardziej lotnych, straszących demoniszczami chrześcijan. Z tymi właśnie głupstwami (backtracking, przekaz podprogowy) licuje wiara w egzorcyzmy i „wpływ złego ducha”. „Przekleństwo może być skuteczne, bo nasze słowa mają moc.” Tak, akustycznie słowa mają moc, tj. ilość decybeli jaką generują. Ale nic poza tym. Słowa są przedłużeniem myśli – a te nie są w stanie w jakikolwiek sposób bezpośrednio zmienić świat. Mogą zmienić nas samych poprzez zmianę postępowania dzięki autorefleksji (świadoma zmiana) albo autosugestii (częściowo uświadomiona, automatyczna zmiana). „Człowiek został stworzony przez Pana Boga na Jego obraz i podobieństwo, a Pan Bóg rzekł i Jego Słowo stało się.” Aha. Więc zaczynamy rozumieć Genesis dosłownie, tak? „Skoro Boże Słowo stało się, to również nasze słowa mogą się urzeczywistnić.” Logiczne. Powiemy że jutro spadnie deszcz – i może rzeczywiście spadnie. A może nie. Pomiędzy tymi zdarzeniami nie ma jednak żadnej przyczynowości. To myślenie życzeniowe godne szamana z wioski wierzącego że Bóg zsyła pioruny słowami. To zaniechanie poszukiwań prawdziwej przyczynowości pomiędzy zjawiskami na rzecz prostego, religijnego sposobu wyjaśniania świata. Takie heurystyczne brednie dla ciasnych umysłów. „Przekleństwo jest najbardziej niebezpieczne szczególnie wtedy, kiedy dotyczy osób z najbliższej rodziny, gdy np. rodzice przeklinają swoje dzieci albo dziadkowie przeklinają swoje wnuki.” Wiadomo. Za coś takiego należy się dzieciom nawet śmierć, wg. Biblii. Nieco więcej o przeklinaniu - powiedzieć „kurna mać” znaczy tyle co nic – przekleństwo i złorzeczenie na los jest naturalnym wentylem złości człowieka. Natomiast jeśli ktoś przeklina kogoś to znaczy że coś jest na rzeczy. Nie znaczy jednak że z tego przekleństwa wynika coś więcej niż antagonizm. „Aby uwolnić się spod działania takiego złorzeczenia, trzeba przebaczyć osobom, które się go dopuściły i prosić Pana Boga, żeby On też im przebaczył grzechy.” Pewni e dlatego chrześcijaństwo tak łatwo się przyjęło – teraz złorzeczenie się wybacza, a nie zabija za nie dzieci. Zabawne, bo sam Jezus wypominał rzekomo faryzeuszom odstępstwo od tego „przykazania”, prawa zabijania dzieci za przeklinanie rodziców… „Warto też poprosić kapłana lub wspólnotę o modlitwę w intencji przerwania tego międzypokoleniowego zła.” Nie lepiej dojść przyczyn i wlać trochę oleju do głowy stronie która się myli? „Niektórzy uważają, że tak, inni – że nie może być mowy grzechu międzypokoleniowym, jeżeli człowiek jest ochrzczony.” Są nawet grzechy za które karze się kolejne pokolenia (mimo że ich nie popełniają). Bóg rychliwy rzekomo karze do czwartego. Ciekawa forma sprawiedliwości. „Mówimy tu o dziedziczeniu biologicznym, ale w wymiarze duchowym może być podobnie.” Alkoholizm raczej nie jest dziedziczony biologicznie. Jeśli zaś chodzi o wymiar „duchowy”, to psychologia raczej dobrze to opisała. Człowiek posiada pewne zaprogramowane skrypty. Mogą się one powtarzać przez pokolenia. Niekoniecznie w formie alkoholizmu – alkohol jest po prostu ucieczką od problemów generowanych przez skrypt. Np. skrypt braku miłości. Taki człowiek nieświadomie wierzy że nie jest wart niczyjej miłości i stąd topi takie przeświadczenie w alkoholu. Zaznaczam że jest to raczej nieuświadomione, aczkolwiek ludzie mogą dociec istnienia w sobie takiego skryptu i go zwalczyć. W tym wypadku chrześcijaństwo jest raczej dobre bo promuje dobre skrypty. Jedynym „właściwym” skryptem dla szczęśliwego człowieka jest skrypt „ja jestem OK, inni są OK”. Jest to bardzo wspierany skrypt w takich grupach chrześcijańskiej pomocy, jednak dla chrześcijan niezbędna jest mediacja Boga, odniesienie do niego – jako formy absolutnej i bezwarunkowej miłości jaką nawet matka czy ojciec nie są w stanie obdarzyć. Istnienie takiego „przyjaciela” bardzo wspiera psychikę. Z drugiej strony wspomniane przeze mnie egzorcyzmy – chrześcijaństwo integruje nie tylko wiarę w Boga ale również w diabła i tłumaczy mechanizmy działania świata na zwój zabobonny sposób, co moim zdaniem jest złą stroną medalu. „Może być tak, że Pan Bóg poprzez tę sytuację chce doprowadzić daną rodzinę czy człowieka do nawrócenia albo do jeszcze głębszego zaangażowania w życie duchowe.” Przecież w ten sposób można sobie wszystko wytłumaczyć. Że Bóg wystawia nas na próbę, że chce wzmocnić naszą wiarę etc. Jak jest naprawdę? W wielu sytuacjach tak poważne konflikty wrzucają człowieka w wewnętrzny chaos, chorobę psychiczną. Dla wielu takich ludzi rzucenie się w gorliwą wiarę jest ratunkiem bo stanowi szybkie i bezmyślne rusztowanie dla pokiereszowanej psychiki. Niekoniecznie rozwiązuje problemy a tym bardziej nie prowadzi do realnej refleksji tylko do rozpatrywania wszystkiego w odniesieniu do Boga, nie do własnych i cudzych przymiotów, poglądów, psychiki. Wszystko sprowadza się do modlitwy za kogoś, „cudownego uzdrowienia” i przepis gotowy. „Być może niektórzy kierują się takim myśleniem wynikającym z pychy: ja jestem tak blisko Pana Boga, jestem tak umocniony Duchem Świętym, że mogę dotykać i nic się mi nie stanie.” Wcześniej słyszymy że łaska uświęcająca (stan „bezgrzeszny, po rozgrzeszeniu przy konfesjonale”, żałowaniu za grzechy i obyciu pokuty) stanowi parasol na zło. Jak więc to jest? Ktoś wcześniej szczerze wyznaje grzechy, odbywa pokutę, a potem jego pewność i ufność Bogu odbiera się jako pychę? Widać sam Kościół ma spory problem aby rozróżnić ludzi pysznych od bezwzględnie ufających Bogu. Parafrazując cytat Herberta z serii „Diuny”: „Problemem wszystkich zorganizowanych religii jest trudność rozróżnieniu między pychą a objawieniem.” (wybiórczość w rozróżnieniu może być motywowana ideologią, która stoi za ziemskimi pobudkami – przyp. Anonymous) „Natomiast każdy kapłan jest chroniony sakramentem, dlatego może położyć rękę na głowie osoby za którą się modli.” Chroniony sakramentem, chroniony bierzmowaniem, chroniony łaską uświęcającą… Ostatecznie nie chce mi się wierzyć że jedna lepsza od drugiej, że jest to jakoś umotywowane etc. Oczywiście jestem tylko sceptykiem który odrzuca zasadność egzorcyzmów od samego początku, ale pytanie kieruję równie dobrze jako były wierzący, który również dawniej uważał takie przedstawienie problemu za arbitralne. Jeżeli tylko kapłanom wolno kłaść ręce bo chroni ich sakrament to jak to umotywować? Dlaczego wpierw pojawia się dogmat a dopiero potem myśli się o jego uzasadnieniu? Takie wyłączenie wiernych z możliwości egzorcyzmowania jest przykładem takiej właśnie wybiórczości która ma na celu wyodrębnienie uprzywilejowanej kasty. Piszę „wybiórczości” z pełną premedytacją. Żaden cytat Pisma Św. nie popiera tej tego dogmatu. Popierają ją sami tylko zainteresowani, którzy po prostu mają „objawienie”, albo „Tradycję” przekazywaną przez tych „objawionych”, wybiórczo wybranych spośród innych kandydatów na świętych ze względów na własne interesy. Reszta to ludzie pyszni, w przeciwieństwie do naszych „świętych”, „Ojców Kościoła”. Przecież to takie oczywiste, nawet jak niektóre poglądy które głosili są jawnie idiotyczne z punktu widzenia współczesnych nam ludzi. „W pierwotnym Kościele gest kładzenia rąk był gestem przekazywania Ducha Świętego, dlatego uważam, że jest on zarezerwowany dla posługi kapłańskiej w Kościele.” A Jan Chrzciciel był kapłanem? Chrześcijanie niebędący kapłanami nie wykonywali tego gestu? Czy istnieje jakakolwiek przesłanka na poparcie takiego myślenia? Poza starą sprawdzoną Tradycją, która to Tradycja również kobiety z kapłaństwa wyłączyła, mimo że istnieją silne przesłanki za tym że w pierwotnym Kościele kobiety spełniały różne funkcje? „Dlatego, że zły duch może późnej w jakiś sposób atakować ich dzieci, które są słabsze niż osoby dorosłe.” No tak, zły duch jest inteligentnym bytem który atakuje nie tych którzy już myślą i mogą być kuszeni tylko dzieci napotkanych ludzi przy egzorcyzmach. Już samo to ile w tej całej mechanice, sposobie zachowania „złego ducha” jest ludzkiego sposobu myślenia pokazuje że egzorcyzmy i złe duchy to wymysł, ludzki wymysł. „On działa na tyle, na ile Pan Bóg mu na to pozwala, jest jak pies na łańcuchu.” Po co w ogóle pozwala? Bo Azora trzeba czasem wyprowadzić na spacer żeby pogryzł paru ludzi, żeby zaszczepić im wiarę w prowadzącego psa? „Oczywiście, nie można chcieć zmierzyć się ze złym duchem, nie można sobie z niego kpić ani go lekceważyć. Trzeba wiedzieć, że jest i że może nam szkodzić, ale mieć świadomość, że panem jest Jezus, że moc należy do Niego.” Dlaczego nie miałbym zatem mieć gdzieś tego złego ducha skoro Jezus rzekomo nad nim panuje, a ja bezgranicznie Jezusowi wierzę, założmy? Bo Jezus panuje nad nim tylko na tyle na ile mu się podoba, czyli może spuścić z łańcucha jak na Hioba i patrzyć jak biedakowi nie tylko majątek przepada, ale przede wszystkim rodzina umiera? Czy zatem mój strach faktycznie jest nieuzasadniony? Więc mam jednocześnie nie bać się ale i nie kpić ze złych duchów? Co za schizofrenia. Przejdźmy do przykładu: Hiobowi zostało wszystko zabrane. Pal licho majątek. Choroba zabiła jego rodzinę. Czy rodzina Hioba została wskrzeszona? Nie. Znaleźli mu nową i się „cieszył” że Bóg jest taki dobry. Dlaczego mam więc nie bać się złych duchów? Bo nawet jak zabiją mi bliskich to trafią do nieba a Bóg znajdzie mi nowych? Litości. „Zły duch odpowiedział, że dlatego, że Maryja nigdy nie popełniła żadnego grzechu, więc on nigdy nie miał do Niej żadnego dostępu.” To że Maryja była bezgrzeszna jest dogmatem bez oparcia. Kolejna ideologia służąca pewnym celom… (stworzenie kontrastu między Ewą i Maryją, co miało swoje przełożenie na traktowanie kobiet w chrześcijaństwie) „Dlatego Maryja ma taką władzę nad złym duchem.” Ciężka jest ta logika. Skoro zły duch nie ma dostępu do Maryi to znaczy że ona ma nad nim władzę. Teologia w całej „logicznej” okazałości. W rzeczywistości bezzasadne indukcje, życzeniowe myślenie, wywyższanie religijnych figur jako „mających władzę”. Same superlatywy i w ogóle „naj”. „Osoby opętane bardzo często mogą odmawiać różne modlitwy, mogą odmawiać Ojcze nasz, wierzę w Boga, ale mają poważne problemy z odmówieniem zdrowaś Maryjo.” Typowy katolicyzm. Typowe pośrednictwo przez Maryję. Bo przecież jak się modlimy do Boga albo do Jezusa to nie wystarczy. Trzeba się jeszcze do Bozi pomodlić, bo inaczej ani rusz. W ten sposób Maryję nijako wywyższa się nawet ponad Boga i Jezusa. Modlitwa do Matki Boskiej jest chyba najbardziej po Ojcze Nasz rozpowszechnioną modlitwą w zabobonnym ludzie nadwiślańskim. To po prostu takie teoretyzowanie ojca Konika o nieistniejących problemach aby wprowadzić wątek kultu maryjnego do dyskusji. I by jednocześnie zamknąć usta wszystkim przeciwnikom takiego kultu (przecież chrześcijaństwo wyrosło na judaizmie gdzie kult jakiejkolwiek osoby poza samym Bogiem był bluźnierstwem; że w Jezusa wierzą w Boga to jeszcze ujdzie, ale nie w Maryję) podając wątpliwej wiarygodności przykład. Człowiek opętany ma problem, nawet jak Ojcze Nasz i Credo (którego znajomość jest uboga) odmówi, bo przecież powinien do Maryi. Jasne. „Niestety, mam wrażenie, że spora część osób, które przyjeżdżają na takie nabożeństwa szuka w nich przede wszystkim emocji” Bardzo to dziwne. Bo przecież Kościół wcale nie podsyca tych emocji żeby na mszy nie było nudno. Wcale nie jest tak że wszelkie ruchy charyzmatyczne biorą się z głębszego zaangażowania się znudzonych zelotów w niemal sekciarskie podejście do religii. Ojciec Konik celowo tworzy tu kontrast między sobą a tymi „zapalonymi”: „Myślę, że każdy indywidualnie musi sobie wyznaczyć taką granicę. Ja osobiście wolę „zwykłe” Msze św., „zwykłe” adoracje w ciszy” Dodaje proste wytłumaczenie: „Mi osobiście bardziej to pomaga i jest bardziej potrzebne.” Którego nijak nie sposób zweryfikować. Wiadomo że pomaga bardziej niż latanie na modlitwy o uwolnienie i już. Chodzi po prostu o sztuczne zaprzeczenie przez Ojca Konika że religia w dużej mierze bazuje na takich właśnie porywach, dla utrzymania popularności i wiernych przy Kościele. „To niebezpieczne, jeśli człowiek tylko tego szuka. (niesamowitych zjawisk charyzmatycznych – przyp. Anon)” Po kilkunastu latach nudy w Kościele, czego innego może szukać? „Bo przecież nasza wiara nie opiera się na odczuciach, my nie możemy w niej szukać fajerwerków, zadowalać się tym, co powierzchowne.” Tak tak, przekonywała nas pani Marta że w Mszy Świętej jest jakaś głębia z której nawet po tysięcznym powtórzeniu zaciętej płyty jest coś do znalezienia. Przecież człowiek po pięciu latach powinien znać chrześcijaństwo na wylot i nie mieć problemu z moralnością. Dlaczego więc się dalej wierzy dla samej widocznie wiary? O tym dalej: „Oczywiście, może być tak, że na początku Pan Bóg daje człowiekowi odczuć pewne emocje, ale chodzi o to, żeby swoją wiarę umacniać i pogłębiać.” A jak to rozróżnić? To wiara to nie emocje w głównej mierze? To ludzie religijni nagle stają się tymi zimnymi wyrachowanymi racjonalistami? Wcale nie tymi którzy w obronie swoich dogmatów kierują się uczuciami? Gdzie tu miejsce na jakąkolwiek głębię? Chyba wyczuwaną „na chłopski rozum”, czyli jak pisał Mickiewicz „serce nie szkiełko i oko”. Innymi słowy emocje. To emocje decydują o wierze i jest tym gorliwsza im silniejsze emocje wywołuje. Emocje są zatem katalizatorem wiary i właściwym powodem dla którego wierzymy. Wcale nie moralność. „Nasza wiara powinna się zmieniać, bo wiara to jest proces, ma się rozwijać.” Jak? Mnie to zawsze zastanawiało. Jak wiara się zmienia? Przecież to samowyjaśniający się paradygmat który rozpatruje rzeczywistość wedle pewnego wzoru. Najczęściej myślenia życzeniowego opartego o nasze emocje. Wiara jest statyczna bo tkwi zawsze w tym samym punkcie. Nigdy nie rozpatruje się historii NT czy nawet ST z innego punktu widzenia. Nie ma żadnych zmian bo żadne nie mogą się dokonać – próby zmian są wygaszane i karane a zachowania i wierzenia zgodne z „oficjalną doktryną” są premiowane. „Natomiast, jeśli się tylko jeździ na takie nabożeństwa i nic więcej się nie robi, to nasza wiara pozostaje tylko pod powierzchnią wiary.” Istotne pytanie które chciałem zadać przez cały ten wywód: A CO TAKIEGO CZŁOWIEK MA ROBIĆ Z TĄ WIARĄ? Odpowiedź oczywiście zawsze ta sama i niewiele mówiąca: umacniać. Na końcu dostajemy „właściwą” odpowiedź – wiara ma służyć umacnianiu wartości moralnych, właściwego zachowania, miłości, bezgrzeszności. Pytanie – dlaczego katolicy wciąż wierzą zatem że ta wiara jest im do tego potrzebna? Odpowiedź podałem wcześniej – proces samowyjaśniania i samousprawiedliwiania się wiary (faktycznie potrzeby przeżywania emocji) prowadzi do zaklinania rzeczywistości – twierdzenia albo przynajmniej przeczucia że do własnego samodoskonalenia się człowieka, w procesie bycia dobrym potrzebna jest wiara w jakiegoś Boga. A nawet jeśli niepotrzebna -bo przecież Żydzi też się rzekomo doskonalili dzięki Prawu – to wytłumaczymy to tym że wiara jest mimo wszystko potrzebna do zbawienia. Skądś to już znamy, prawda? Anonymousa ględzenie o doktrynie „świętego” Pawła vel Szawła z Tarsu. To stąd cała ta nauka o potrzebie wiary do zbawienia, a co za tym idzie ostatecznego usprawiedliwienia wiary jako niezbędnej człowiekowi. Bo nawet gdyby nie udało się tych żydów przekonać do tego że Prawo w rzeczywistości im szkodzi niż ich doskonali moralnie (Paweł posunął się nawet do tego że stwierdził że Prawo w istocie demoralizuje a bezrozumna wiara w Boga umoralnia człowieka) to zawsze można im powiedzieć że nawet bycie doskonałym nie zbawia w oczach Boga. Taka to nauka, zakodowane przez wieki Tradycji instrukcje i dogmaty wiary z którymi nie wolno się sprzeczać, wyłania się w sposób podświadomy z tekstu ojca Konika. Podsumowując i ironicznie i nawiązując do tytułu artykułu: można wierzyć w pewne dogmaty wiary i nie wiedzieć czemu się w nie wierzy, nie wiedzieć kto i w jaki sposób stworzył dla nas zapętloną linię obrony tychże.
anonim2014.03.29 8:18
PI....a jak jesteś tak bombardowana na Frondzie opuść ją na rzecz Racjonalisty; genderowo Racjonalistki....
anonim2019.02.24 0:35
Książka: „Oczyszczenie pamięci. Jan Paweł II i uzdrowienie międzypokoleniowe” - to odpowiedź na Uchwałę 15/370/2015 Konferencji Episkopatu Polski z dnia 6 października 2015 roku w sprawie tzw. grzechu międzypokoleniowego i uzdrowienia międzypokoleniowego, w której „KEP podjęła decyzję o zakazie celebrowania Mszy świętych i wszelkich nabożeństw z modlitwą o uzdrowienie z grzechów pokoleniowych czy o uzdrowienie międzypokoleniowe, powołując się na akt Papieża Polaka, który w sposób jasny ukazuje zasadność modlitwy o uzdrowienie międzypokoleniowe. Jako dowód przywołuję świadectwo tego, co zrobił w pierwszą niedziele Wielkiego Postu 12 marca 2000 w roku Wielkiego Jubileuszu: „W tej perspektywie akty dokonane przez Papieża i akty, o które prosi, w odniesieniu do win przeszłości nabierają wartości wzorcowej i profetycznej zarówno dla religii, rządów i narodów, jak również dla Kościoła katolickiego (ja dodałbym dla każdego człowieka), któremu w ten sposób pomoże się w skuteczniejszym przeżywaniu wielkiego Jubileuszu wcielenia jako wydarzenia łaski i pojednania dla wszystkich”. http://www.andrzejbudzinski.com/