13.08.14, 15:07O sekcie, w której 900 osób popełniło samobójstwo (fot. Internet)

O sekcie, w której 900 osób popełniło samobójstwo

...tak brzmiały ostatnie słowa przywódcy sekty, Jima Jonsa nagrane na pożegnalnej taśmie.

Niedawne odnalezienie w USA szczątków  ofiar zbiorowego samobójstwa jakie miało miejsce w Jonestown w Gujanie, przypomina o tej strasznej historii.  Tam w nocy z 18 na 19 listopada 1978 r. Po charyzmatycznym przemówieniu lidera, Jima Jonsa, członkowie sekty „Świątynia Ludu” wypili doprawiony cyjankiem kolorowy napój. Tak umarło 909 osób, wśród których były małe dzieci, namówione przez swoich rodziców do wypicia śmiertelnej trucizny.

Guru sekty
Jim Jones urodził się w Indianapolis. Tam też wstąpił do kościoła metodystów. Nie był jednak zadowolony z głoszonej tam doktryny, która jego zdaniem zbyt słabo angażowała wiernych w zagadnienia likwidowania różnic rasowych. Wówczas zaś to uważał za cel najważniejszy. Wraz z żoną, Marceliną, zaadaptowali piątkę różnych rasowo dzieci, dając tym samym początek czegoś co nazywali „Tęczową rodziną”. Kiedy zaczął obnosić się po swoim środowisku ideologizując fakt, że kolor skóry adoptowanych dzieci, ma związek z jego oryginalną ideą, wielu odwróciło się od niego jako od dziwaka. Inni zaś, przeciwnie, stali się jego zagorzałymi wielbicielami. Wkrótce miał swoich „wiernych” tak dużo, że  w 1955 roku w rodzinnym mieście założył „Świątynię Ludu”, wspólnotę której doktryna związana była ze sprzeciwem przeciwko segregacji rasowej.

Wypaczenie teologiczne
Nauczanie „Świątyni” przyciągało rozmaite osoby, poszukujące oryginalnego myślenia. Osoby te  wspominają dziś, że z czasem coraz mniej mówiło się tam o Jezusie, a coraz bardziej przypominało to idee socjalizmu. Równość, sprawiedliwy podział dóbr. Pamiętajmy, że socjalizm także i na zachodzie znajdował grupy sympatyków, z tym że tam idee socjalizmu miały inne oblicze niż znamy to w Polsce.

Ideologiczna analiza tego co tam zaszło, możliwa jest dopiero po latach, kiedy znamy już bliżej tak zwaną „teologię wyzwolenia”, która jest mieszaniną socjalizmu i ewangelii. Wówczas była ona popularnym nurtem myślenia w Ameryce Południowej i przenikała tez do Ameryki Północnej, trafiając na podatny grunt myślenia u pragnących sprawiedliwości społecznej. Jak wiemy jednak wiele idei, które wydają się być piękne w swoich założeniach, nie wytrzymuje zderzenia z rzeczywistością. Wówczas te idee wcielane w życie stają się swoim przeciwieństwem. Badając tę sprawę z dystansu wiemy również, że kardynał Ratzinger, później także jako papież, wyrażał się niejednokrotnie krytycznie o teologii wyzwolenia. (por. Jonestown i teologia wyzwolenia http://jonestown.sdsu.edu/?page_id=31392 )

Opuścili Babilon
W latach 1960-tych coraz szersze poparcie dla idei Jonesa oznaczało coraz wyższe darowizny. W 1965 Jones, wraz z swoimi wyznawcami zamieszkał w Kalifornii, a w gronie wspierających go było coraz więcej białych przedstawicieli klasy średniej, których fundusze umożliwiły inwestycje. Była więc to grupa skierowana ku ludziom wielu ras, ale tworzona przez owładniętych ideami Jonesa białych. Charyzmatyczny przywódca zebrał wielu zwolenników w Kalifornii, a za zebrane od nich niemałe pieniądze postanowił zbudować poza Stanami Zjednoczonymi idealne państwo. Jego zdaniem USA skazane było na pozostanie Babilonem, a największa szansa na nową Jerozolimę dla wybrańców miała być właśnie w Ameryce Południowej. Postanowili zamieszkać w Gujanie, które jest samodzielnym, anglojęzycznym państwem położonym na północnym wybrzeżu Ameryki Południowej.  Jones zakupił tam spore grunty i rozpoczął budowę nowego, lepszego  świata. Ten lepszy świat ze swojej zasady miał być samowystarczalny, odizolowany, od świata gęstą gujańską puszczą. Miało być to miasto uszczęśliwionych przez Jonesa, dla tego nazywało się Jonestown.

Niepokój świata zewnętrznego
Listy pisane do rodzin z siedziby sekty były entuzjastyczne i przedstawiały to miejsce jako prawdziwy raj na ziemi. Rodziny jednak zaniepokojone były tym, co tam się dzieje, ponieważ zdarzały się również nagłe ucieczki z Jonestown do puszczy. Zaciekawiony tą sytuacją kalifornijski kongresmen Leo Ryan razem z grupą dziennikarzy dotarł tam i zaproponował zorganizowanie powrotu do USA. Na nagranych przez niego taśmach członkowie sekty wypowiadają się zachwyceni nad życiem, jakie zorganizował im Jones. Ukrywali swoje cierpienie. W istocie życie w Jonestown przypominało więzienie. Sprowadzano coraz więcej broni, zorganizowano uzbrojoną ochronę, które oficjalnie miała strzec świata socjalizmu przed zgniłym zachodem, w istocie zaś pilnowała , aby nikt z tego „raju” nie chciał pouciekać. Członkowie sekty donosili na siebie wzajemnie do władz obozu, tak że w ten sposób rozbijane były wewnętrznie rodziny, nie mówiąc już o przyjaźniach. Równość była tylko w zamyśle, bo w istocie szybko wykształciła się grupa uprzywilejowanych urzędników, okrutnych ochroniarzy, katów, donosicieli. Jak w książce Orwella. Pomimo iż wiele osób czuło się tam nieszczęśliwych, na wezwanie kongresmena, czy nie wróciliby do Kaliforni, na ok. 1000 osób tam przebywających odpowiedziało jedynie kilkanaście. Z nimi kongresman chciał spokojnie polecieć do USA.

Zbiorowe samobójstwo
Przywódca sekty nie zamierzał jednak tak łatwo wypuścić ludzi, ponieważ bał się zapewne w jakim świetle przestawią światu życie grupy. W trakcie oczekiwania na samolot uzbrojeni strażnicy otworzyli ogień do tych, co zamierzali wyjechać do USA. Kongresmen Ryan, trzech dziennikarzy oraz jeden z uciekinierów zginęli na miejscu. Kilku osobom udało się uciec do puszczy. Dalsze wypadki potoczyły się tragicznie. Wówczas już w osadzie był sprowadzony 45-kilogramowy pojemnik z cyjankiem potasu, który jest silną trucizną. Mieszkańcy osady nie byli świadomi masakry na lotnisku. Jones, który wiedział co się stało,  tego wieczoru zwołał wielkie zebranie, na którym przekonał członków sekty, że śmierć jest najlepszym rozwiązaniem dla wszystkich. części osób, wraz ze sporym majątkiem sekty, udało się uciec. Z częścią krwawo walczyli ochroniarze. Najwięcej osób zmarło z powodu wypicia napoju zmieszanego z trucizną, zdarzały się też osoby postrzelone oraz zabite w inny sposób, często poprzez zastrzyki z trucizną.

Czemu zgodzili się na popełnienie samobójstwa?
Ofiary były przytomne. Na pewno nie znajdowały się pod wpływem narkotyków. Wpływ jakim ich poddawano był innego typu. Byli ideologicznie zmanipulowani do ślepego podążania za założycielem sekty. Ci, którzy ocaleli wspominają, że Jones zanim zarządził ostateczne, prawdziwe samobójstwo, podczas wieczorków ideologicznych nieraz wypróbowywał ludzi w ten sposób, że pytał czy dla okazania solidarności z nim wypiliby truciznę. Wówczas stawiał przed nimi kubek i oczekiwał na reakcję. Czy gotowi są na śmierć dla niego i czy bezgranicznie mu ufają. Wiele takich prób było fałszywych, aż w końcu nastąpiła wielka ostateczna próba, która zakończyła się śmiercią 900 osób.

Choć powód wstąpienia do sekty mógł być rozmaity, osoby te łączyła chęć stworzenia idealnego świata. Członkowie sekty również bardzo nienawidzili USA uważając je za znienawidzone siedlisko zła. Były w przekonaniu, że po zabójstwie kongresmena, przyjdą wojska z USA i pozabijają ich wszystkich, dla tego lepiej zabić się samemu, najpierw dając truciznę dzieciom. Zapewne wspólne też było przeżywanie rozczarowanie wynikające z niemożności zrealizowania swoich marzeń. Zatem może osoby te wolały śmierć, niż przyznanie się do porażki. Jest to z pewnością wielka tragedia. Najgorsze z możliwych zakończeń rozwoju sekty.

Los ciał osób zmarłych
Po śmierci, ciała 911 ofiar masakry zostało sprowadzonych do bazy wojskowej w Dover, która stała się wówczas największym w USA domem pogrzebowym. Po część ciał zgłosiła się rodzina, jednak wśród ofiar było wielu nielegalnych emigrantów, samotnych, albo osób których ciał w ogóle nie zidentyfikowano.  Kilka cmentarzy odmówił wzięcia tych ciał 409 ciał, w końcu przyjął je Cmentarz Evergreen w Oakland, w Kalifornii. W tym roku okazało się, że w domu pogrzebowym w Dover pozostało jeszcze nieco szczątków, ok. 30 urn, których widocznie los miał być później przesądzony. Nie zostały one odebrane przez rodziny, ani też pochowane jako osoby niezidentyfikowane. Znaleziono je przy pracach porządkowych, jakie miały tam miejsce w tym tygodniu.

MP/polimaty.pl/abc7news.com/jonestown.sdsu.edu


 

Komentarze

anonim2014.08.13 15:34
Stara sprawa
anonim2014.08.13 15:38
Czytając twoje wpisy na Frondzie dochodzę do wniosku, że imperium o.Rydzyka przypomina ci wszystko, łącznie z kapciami z pomponem które nosisz na codzień.
anonim2014.08.13 19:26
Autorowi artykułu niestety brak wiedzy o tej tragedii Trupy były ułożone warstwami jedne na drugich, JJ zalozyciel zastrzelony a kasa całej grupy rozerwana i zniknęła. Proszę troche poczytać a potem wyciągać wnioski.
anonim2014.08.13 20:55
"Członkowie sekty również bardzo nienawidzili USA uważając je za znienawidzone siedlisko zła". Oooo, to tak jak niektórzy z szanownych forumowiczów.
anonim2014.08.13 21:02
hm, mechanizm działania jak wjakimś katolickim zakonie. Szczegół po szczególe odpowiada tejże rzeczywistości. Zamknięte środowisko. Grupa kapusiów. Skrutynia. Te same uniformy. Niemożność własnego myślenia. Zastraszanie i stygmatyzowanie w wypadku próby odejścia. Tak to mi przypomina ZAKON.
anonim2014.08.14 11:10
JIMA JONESA, nie Jima Jonsa.
anonim2014.08.14 20:52
Gdyby każda społeczność religijna stworzyła sobie enklawę ( z katolicyzmem na czele z papieżem w roli wodza) skończyłaby dokładnie tak samo, gdyż bez grama zdrowego rozsądku jaki daje wolnomyślicielstwo i ateizm społeczeństwo nie może utrzymywać logicznych moralnych praw.