23.07.16, 11:05

REPORTAŻ FRONDY! Oto prawdziwy efekt programu "Rodzina 500+"

Program „Rodzina 500 Plus” działa od trzech miesięcy, wszedł w życie w kwietniu 2016 roku, wnioski były przyjmowane i rozpatrywane do początków lipca br. Jeśli wniosek został złożony w ciągu pierwszych 3 miesięcy trwania programu, to rodzice otrzymają wyrównanie wstecz. W kolejnych miesiącach świadczenie będzie wypłacane od miesiąca, w którym został dostarczony wniosek. Do programu „Rodzina 500 Plus” osoby spełniające kryteria mogą dołączyć w każdym momencie jego trwania. Pierwszy okres wypłacania świadczenia wychowawczego potrwa w planach od kwietnia 2016 r. do 30 września 2017 r. Według szacunków Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej do skorzystania z pionierskiego programu rządu jest uprawnionych 2,7 mln rodzin, a wsparciem objętych może zostać ok. 3,7 mln dzieci. Na pierwsze dziecko kryterium dochodowe wynosi obecnie 800 zł netto na osobę w rodzinie lub 1200 zł, jeśli ktoś wychowuje dziecko niepełnosprawne. Na drugie i kolejne dzieci w rodzinie zwolnione jest kryterium dochodowe. Świadczenie będzie wypłacane do ukończenia pełnoletności przez dziecko. Po 25. roku życia, jeśli nadal będzie ono mieszkało z rodzicami, zostanie uwzględniane przy obliczaniu dochodu na osobę w rodzinie. Dzięki temu jego młodsze rodzeństwo będzie mogło otrzymać pieniądze − jeśli dochód nie przekroczy 800 zł na osobę. Prawo do świadczenia wychowawczego ma być docelowo ustalane na rok − od 1 października do 30 września.

***

Program „Rodzina 500 Plus” ma zarówno zwolenników, jak i przeciwników. Jego oceny są niejednoznaczne. Dzięki programowi „Rodzina 500 Plus” życie stało się znośniejsze i lżejsze dla jego beneficjentów. W mediach natomiast mówi się o długu w wysokości 20 mld zł zaciągniętym przez rząd na potrzeby realizacji programu „Rodzina 500 Plus”. Źródłem finansowania są wg ministra finansów − Pawła Szałamachy − dochody budżetowe: wpływy z podatków, z dywidend oraz ze sprzedaży praw do emisji CO2. Ponadto wokół programu „Rodzina 500 Plus” krążą nadal opinie, że rodzi patologię społeczną, nie jest przeznaczony dla jedynaków, dzieci samotnych matek i podopiecznych domów dziecka... Rzeczywiście, dzieci z domów dziecka nie zostały objęte programem rządowym. Koszt utrzymania podopiecznego pokrywa państwo w wysokości miesięcznie około 4000 zł, zdaniem minister rodziny, pracy i polityki społecznej – Elżbiety Rafalskiej. Trudna sytuacja podopiecznych domów dziecka wciąż wymaga rozwiązań systemowych.

Jaka jest rzeczywistość? Aby się dowiedzieć, warto poznać osoby korzystające aktualnie z programu „Rodzina 500 Plus”. Wchodzę do murowanego domu, z którego roztacza się widok na Magurkę i Skrzyczne w Beskidzie Bielskim. Drzwi otwiera młoda, drobna kobieta – Izabela Wierchomska[1] − beneficjentka programu „Rodzina 500 Plus”. Wnętrze jest czyste i schludne, choć bardzo skromne. Zaczynamy rozmowę przy filiżance świeżo zaparzonej herbaty. Izabela mieszka z partnerem na wsi niedaleko Bielsku-Białej w województwie śląskim. Zdobyła wyższe wykształcenie, ale niełatwo jest tutaj kobiecie utrzymać stałą pracę. Ojciec dziecka stracił niedawno zatrudnienie. Na wsiach w tym rejonie jest spore bezrobocie, jak opowiada rozmówczyni. Ci, którzy mają duże gospodarstwa rolne, mogą utrzymywać się z dopłat unijnych. Niestety moja rozmówczyni nie ma takiej możliwości. Wcześniej pracowała na umowie o pracę, która trwała do dnia porodu. Trzy miesiące temu urodziła pierwsze dziecko – syna Michała. Obecnie Izabela Wierchomska otrzymuje zasiłek macierzyński z ZUS. Sytuację rodziny ratują również przyznane świadczenia: wychowawcze z programu „Rodzina 500 Plus”, rodzinne z Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej ok. 180 zł odnawiane co miesiąc oraz świadczenie rodzicielskie (tzw. becikowe), czyli jednorazowa zapomoga z budżetu państwa w wysokości 1000 zł. Izabela cieszy się, że spełnili z partnerem kryterium dochodowe na osobę w programie, które wynosi 800 zł. Chociaż uważa, że próg dochodowy powinien być wyższy. Na szczęście na drugie dziecko i kolejne nie ma tego wymogu.

Program „Rodzina 500 Plus” polepszył naszą sytuację finansową, gdyż ciężko jest utrzymać siebie i dziecko tylko z pensji ZUS i środków pomocy społecznej. Po dokonaniu wszystkich opłat na życie często zostaje tylko ok. 200 zł. Irytują mnie opinie, że rodziny pobierające środki z programu „Rodzina 500 Plus” to wyłącznie bezrobotna patologia z problemem alkoholowym. Skończyłam studia i mam staż pracy. Na samym początku mówiono, że program obejmie tylko wybranych, czyli np. związki sakramentalne posiadające więcej niż jedno dziecko. Cóż, nie mam ślubu kościelnego, a przyznano mi to świadczenie. W praktyce okazało się że każdy, kto spełnia kryterium dochodowe na pierwsze dziecko w wysokości 800 zł na osobę w rodzinie, ma szansę na pieniądze z programu – opowiada Izabela Wierchomska.

Wbrew wcześniejszym zapowiedziom i opiniom program objął rodziny zastępcze oraz biologiczne z jednym dzieckiem, które spełniły określone wymagania. Według ustawy kobieta nawet samotnie wychowująca dziecko ma obowiązek wystąpienia z wnioskiem o alimenty lub wykazania dochodów ojca dziecka za 2014 rok. Dochody matki i ojca dziecka dzielone są na trzy. W ten sposób zostaje wyliczony dochód na osobę w rodzinie biologicznej. − Musiałam z partnerem przedstawić PIT 11 i od każdego PIT-u umowę lub świadectwo pracy. Ja na szczęście je posiadam – dodaje Izabela.

Życie z dzieckiem przy niskich dochodach nie jest proste. − Mój synek Michał ma dopiero trzy miesiące. W pierwszych chwilach życia dziecka najpotrzebniejsze są pampersy i ubranka, emolienty, oliwka oraz odpowiednie warunki mieszkaniowe. To wszystko  jest skrupulatnie sprawdzane przez położną środowiskową, a potem również pracowników socjalnych. W naszym rejonie jedna paczka pampersów kosztuje ok. 30 do 70 zł. Ceny ubranka dla noworodka zaczynają się od 15 zł. Wyprawka dla syna nie jest tania, biorąc pod uwagę nasze dochody. Następna sprawa, to szczepienia ochronne poza NFZ, które są bardzo kosztowne. Prywatnie jedna ampułka kosztuje 105 zł, potrzebne są trzy do czwartego miesiąca życia. Później dojdą koszty żłobka, przedszkola, szkoły i studiów syna. Mam nadzieję, że program będzie nam towarzyszył przez te lata, nie tylko do ukończenia pełnoletności przez dziecko, jak to jest zakładane – podsumowuje Izabela.

Pionierski program rządu niedawno ruszył i jest na etapie wdrażania w życie, za wcześnie więc na jego oceny. Skutki te pozytywne i negatywne poznamy pewnie za rok lub dwa lata. Mówi się, że z budżetu przekazano do tej pory ponad 600 milionów złotych na wypłaty z programu „Rodzina 500 Plus”. Blisko co dziesiąta gmina nie wypłaciła jednak jeszcze środków. Dlaczego tak jest? Z punktu widzenia beneficjentów programu takich jak Izabela Wierchomska jest wiele do poprawienia w funkcjonowaniu nowego programu.

Problemem jest między innymi biurokracja w procedurach i brak dostatecznej informacji od pracowników gminy na temat zasad przyznawania świadczenia „Rodzina 500 Plus”. Urzędnicy musieli przeczytać ustawę i prawidłowo ją zinterpretować. W przypadku błędów musieliby wypłacić pieniądze z własnej kieszeni. Po formularze w naszym urzędzie gminy ustawiały się długie kolejki. Chaos organizacyjny powodował gubienie się dokumentów. Musiałam wielokrotnie dojeżdżać do urzędu i ponownie je dostarczać. Ponadto warto byłoby podwyższyć próg dochodowy na jedną osobę wynoszący obecnie 800 zł przy pierwszym dziecku. Więcej rodzin mogłoby skorzystać z programu − informuje Izabela Wierchomska. Przechodzimy do pytania o przyszłość: nadzieje i obawy związane z praktycznym funkcjonowaniem nowego programu. − Zastanawiam się, czy dzieci urodzone po ostatnim terminie składania wniosków (początek lipca br.), zostaną objęte tym świadczeniem. Czy będą faktycznie wypłacane wyrównania. Mimo to, jestem pewna, że program „Rodzina 500 Plus” wspiera nas troje w domu. Poza tym jest niż demograficzny w Polsce od wielu lat. Społeczeństwo starzeje się na naszych oczach. Jeśli sytuacja się nie  zmieni, to nie będzie komu pracować na przyszłe emerytury… − kończy Izabela Wierchomska.

Z programu „Rodzina 500 Plus” korzystają również, a może przede wszystkim, duże rodziny. Jedną z nich jest 6-osobowa gromadka Adama Ferensztajna z niewielkiej miejscowości na Mazowszu. Ojciec rodziny jest z zawodu filmowcem, żona również ma wykształcenie artystyczne. Goszczę w ich drewnianym domu otoczonym niewielkim kwiatowym ogródkiem. Gospodarz zaprasza do stołu, obok krząta się pani domu i kilkoro dzieci. Starsze z nich mają obecnie wakacje. Wokół mnie w kuchni panuje gwar i ruch. Zastanawiam się, jak cała rodzina sobie radzi? Jakie są realia jej funkcjonowania?

Adam Ferensztajn mówi: − Zawsze marzyliśmy z żoną o posiadaniu dużej rodziny. Mamy dwoje dzieci w przedszkolu i trójkę w szkole. Najmłodsze dziecko to jeszcze niemowlę. Nie było łatwo… Przez kilka poprzednich lat coraz bardziej musieliśmy skupiać się na pracy zawodowej, mimo to wciąż się zapożyczaliśmy. Nasze życie było wypełnione myślami o rachunkach. Przecież tak duża rodzina jak nasza za wszystko płaci dwa lub trzy razy więcej. Woda, gaz, prąd, śmieci, opał (palimy w kominku) kosztują krocie. Byliśmy tak skoncentrowani na tym, żeby nasz dom i rodzina przetrwały, że już na nic więcej nie mieliśmy siły. Dobrze, że Pan Bóg dał nam zdrowe dzieci, bo byśmy sobie nie poradzili. Było ciężko, gdy padł mi kręgosłup lędźwiowy i dostałem skierowanie na rehabilitację. Mogłem odbyć tylko połowę zabiegów, ponieważ żona potrzebowała pomocy w domu. Nasz synek miał dopiero trzy miesiące, a ona dochodziła do siebie po ciężkim porodzie.

Zapytany o koszty życia dużej rodziny Adam Ferensztajn kontynuuje: − Obliczyłem, że nasze dzieci chodzą w pieluchach średnio przez dwa lata każde. W ciągu 12 lat poszło na to około 17 000 zł. Co roku potrzebne są buty zimowe i letnie dla naszych pociech, bo szybko wyrastają ze starych. Chwała Bogu, że mamy przyjaciół, którzy czasem oddają nam używane obuwie po swoich starszych dzieciach. Kolejna sprawa to wspólne wakacje. Moja córka w szóstej klasie miała wycieczkę szkolną na pięć dni. Plan przewidywał zwiedzanie Zakopanego i Krakowa oraz wyjście do kina. Jadą wszystkie dzieci z klasy, i jak tu powiedzieć: „nie mam, nie jedziesz!”. Sześćset zł pożyczyłem z karty kredytowej… Osobny temat to koszty leczenia dentystycznego. Niech Pani sprawdzi, ile kosztuje leczenie zachowawcze szóstki dzieci. Poza tym nasze 40-letnie zęby też wymagają remontu. Mnie nie stać na dwa wkłady koronowo-korzeniowe, ale musi mnie stać na leczenie dzieci, gdy wołają, że ich bolą zęby. Jak mam wybór: zapłacić rachunek za dentystę czy rachunek za prąd, to prąd musi poczekać.

Okazuje się, że koszty łącza internetowego również znacznie obciążają domowy budżet. Trudno sobie wyobrazić życie we współczesnym świecie bez nowoczesnych technologii. Praca zawodowa dorosłych, nauka w szkole dzieci – bez internetu są obecnie prawie niemożliwe. − Dzięki środkom z programu „Rodzina 500 Plus” będę mógł zainstalować antenę i ruter do odbioru internetu. Wcześniej życzliwy sąsiad w razie konieczności użyczał mi go kablem przez okno – cieszy się Adam Ferensztajn.

Publiczna komunikacja w mniejszych miejscowościach nie kursuje zbyt często. Ba, czasem w upale lub mrozie trzeba przejść kilka kilometrów do najbliższej miejscowości, skąd odchodzi PKS. Prozaiczne czynności, takie jak transport do przedszkola, szkoły, pracy, lekarza, sklepu stanowią problem, gdy rodzina nie posiada samochodu.

− Dużo wydajemy na paliwo, bo się stale kręci kilometry: szkoła, przedszkole, dom, lekarz, zakupy, zajęcia dodatkowe dzieci… Długo można wymieniać. Mamy dwa samochody i wykręcamy nimi około 26 28 000 km rocznie. Muszą być sprawne, bo wozimy nimi nie byle kogo, a własne dzieci – dodaje Adam Ferensztajn.

Środki z programu „Rodzina 500 Plus” ojciec rodziny przeznacza nie tylko na podstawowe potrzeby dzieci, ale również na ich rozwój. Ferensztajnowie inwestują w przyszłość pociech. − Nigdy się nie spodziewałem, ani nie liczyłem na pomoc ze strony państwa. Ale w momencie gdy objął nas program „Rodzina 500 Plus”, to pojawiły się nowe perspektywy i szanse na rozwój dzieci. Program nie zwalnia mnie z odpowiedzialności za utrzymanie rodziny, ale daje możliwość zaplanowania cyklicznie kilku projektów związanych z edukacją dzieci. Możemy wysłać je na zajęcia językowe, muzyczne, filmowe, czy sportowe. Teraz będzie nas stać na to stać. Szkoła muzyczna w naszej miejscowości jest prywatna i musimy zapłacić czesne w wysokości 550 zł miesięcznie. Podręczniki szkolne i przedszkolne to wydatek ponad 1000 zł we wrześniu tego roku – informuje mój rozmówca.

Dodatkowe środki na utrzymanie dzieci odciążają rodziców w ich obowiązkach i pomagają wzmocnić małżeńską więź. − Nie wychodzimy razem z żoną od dawna. Mama ma „dwa” etaty w domu od świtu do nocy i jeszcze w nocy, ponieważ karmi naszego najmłodszego syna. Ja jestem tatą na pełnym etacie, obowiązki domowe godzę z zawodowymi. Nie starcza mi doby… Żona prowadzi nasz dom. Przy szóstce dzieci rodzice pracują w domu bez ustanku. Teraz będziemy mogli zatrudnić opiekunkę na wieczór i przez chwilę pobyć ze sobą – sądzi Adam Ferensztajn.

Wraz z programem „Rodzina 500 Plus” zmienia się niewątpliwie sytuacja społeczna w kraju. Opinie są podzielone – na plus czy na minus? Adam Ferensztajn chętnie dzieli się ze mną swoimi przemyśleniami o przeszłości i przyszłości.W myśleniu długofalowym program „Rodzina 500 Plus” to inwestycja państwa w zmianę myślenia o rodzinie przez dowartościowanie jej wizerunku i poprawę warunków życia. Program jest krokiem w stronę zmiany postrzegania dużej rodziny  jako dziwnego i nieopłacalnego tworu, wynikającego z patologii społecznej oraz nieracjonalnych zabobonów. Proszę pamiętać, że jeżeli duża rodzina nie kojarzy się dobrze, to ludzie nie chcą takiej zakładać. W czasie komuny moich dziadków, którzy mieli 11 dzieci, w miasteczku wytykano palcami. Mówiono na nich „dziecioroby”. Komuniści zamknęli mały zakład elektromechaniczny dziadka, a urząd skarbowy nakazał dopłatę rzekomo niedopłaconego podatku. Obliczyli koszt utrzymania dzieci w placówce opiekuńczej, potem pomnożyli go przez liczbę dzieci u dziadków. Wyszło im znacznie więcej niż dziadek faktycznie zarabiał. Wyprowadzili wniosek, że dziadek okrada państwo ludowe. Obliczyli mu podatek według tego, ile powinien posiadać środków na dzieci, licząc miesięczne koszty za każde z nich według stawek obowiązujących w domu dziecka. Tym sposobem dołożyli dziadkom karę finansową za posiadanie 11-orga dzieci. Zmusili dziadka do zamknięcia zakładu. Wszystkie z 11 dzieci moich dziadków zdobyły wyższe wykształcenie, dwójka wykładała na uniwersytecie z tytułem doktora. Rodzina moich dziadków wychowała patriotów – obywateli, którzy teraz mają swoje rodziny. Z 11-orga rodzeństwa urodziło się 33 wnuków, trójka z nich wyemigrowała, a pozostali mieszkają w Polsce. Duża rodzina, dowartościowana, a nie rozpieszczana, to w perspektywie kilkunastu lat młodzi ludzie, którzy zostaną w kraju i będą pracować na dobro Polski. Metaforycznie to jak sadzenie lasu na pustyni. Trud wychowawczy, praca rodzicielska przez kilkanaście lat bez urlopów, oddawanie swojego zdrowia, rezygnacja lub modyfikacja osobistej kariery zawodowej to tylko niektóre z elementów „przyjemności” bycia rodzicem. Poza tym rodzicielstwo to odpowiedzialność i dawanie zamiast brania. Wartością stają się miłość i szacunek dla życia. Wiem, bo sam długo byłem singlem i moim głównym zajęciem było szukanie przygód

Anna Kryszczuk

Dom rodzinny Państwa Ferensztajnów. Fot. Adam Ferensztajn



[1] Personalia rozmówczyni zostały zmienione na jej prośbę. Dane do wiadomości redakcji.