18.11.18, 16:35

Rosyjskie trolle dostawały instrukcje. Kulisy kremlowskiej propagandy

Ingerencja Rosjan w sprawy wewnętrzne Stanów Zjednoczonych jest sprawą, która elektryzuje opinię publiczną na całym świecie. Pojawiły się nowe dokumenty w tej sprawie. Upubliczniono kolejny akt oskarżenia, z którego wynika, że tzw. rosyjskie trolle otrzymywały instrukcje dotyczące reakcji w sieci, komentarzy na dane tematy i odbiorców, do których należy się zwracać. 

Instrukcje śledczy przedstawili w dokumencie dotyczącym działalności Eleny Khusyaynovej. Choć o rosyjskiej wojnie informacyjnej w social media w USA wiemy już dość dużo, dotychczas nieznane były instrukcje, które otrzymywały osoby pracujące jako trolle. 

Co znalazło się w instrukcjach? Piszą o tym zagraniczne media, takie jak CNN czy Daily Mail, w Polsce opisania tematu podjął się portal oko.press, znany z niechęci do obecnego rządu. Autorka artykułu na oko.press z uporem maniaka stara się porównywać narrację kremlowskich trolli do tej stosowanej w Polsce, w obronie rządu PiS. Owszem, fakt, że Kreml pcha swoje macki również do polskiego internetu jest ewidentny, jednak sięga daleko na prawo od PiS, ale i na lewo (vide: Zmiana), lubuje się w skrajnościach, czy to prawicowych, czy lewicowych.

Z instrukcji dowiadywano się między innymi: w jaki sposób zwracać się do konkretnych odbiorców. I tak zwracając się do liberałów, nie należy używać tytułów z radykalnie prawicowego Breitbart. W przypadku konserwatystów, należy darować sobie tytuły z BuzzFeed czy Washington Post. 

Pojawiła się nawet instrukcja opisująca, jak komunikować się z "kolorowymi" LGBT, którzy "są mniej wyrafinowani niż biali". Jednocześnie autorzy przekonywali, żeby uważać na treści rasistowskie. Ważne są również infografiki: krótkie, przejrzyste i proste do zrozumienia.

Inna ważna kwestia to udostępnianie postów w odpowiednich godzinach: o takich porach, by mogło wyświetlić je jak najwięcej osób- z uwzględnieniem różnicy czasu między USA a Rosją.

Reakcje i aktywności zależały w dużej mierze od publicznych wystąpień polityków i innych atakowanych osób, jak również artykułów w mediach. Atakowany był chociażby zmarły w sierpniu tego roku republikański, antyrosyjski senator John McCain, krytyczny również wobec prezydenta USA, Donalda Trumpa. Trolle otrzymały instrukcję, by McCaina przedstawiać jako "starucha", "zgreda", podkreślać, że żywi on do Trumpa "patologiczną nienawiść" przekraczającą wszelkie granice zdrowego rozsądku. Z kolei Paula Ryana nazywano "dwulicowym krzykaczem". 

Armia trolli miała również za zadanie wykreować "swoich bohaterów", czyli mówiąc ogólnie: ludzi pasujących do rosyjskiej narracji, np. Michael Savage, który straszył wojną domową w przypadku, gdy dojdzie do prób usunięcia Donalda Trumpa z urzędu. Atakowano natomiast antyTrumpowskich republikanów, np. Marco Rubio czy Mitcha McConnella media krytykujące prezydenta Stanów Zjednoczonych, zarzucać im rozpowszechnianie oszczerstw i fake newsów. 

Z instrukcji łatwo wyodrębnić słowa-klucze, co pokazuje, że to skomplikowana, zaplanowana na zimno operacja. Autorka tekstu na oko.press wskazuje, że cel rosyjskiej wojny informacyjnej jest jeden: zwiększenie wpływów poprzez osłabienie przeciwnika. Chaos, podziały, skłócanie społeczeństwa i polityków, ostatecznie- rozbijanie społeczeństwa na coraz mniejsze i bardziej skłócone grupy- to coś, w czym lubuje się Rosja.  

yenn/CNN, oko.press, Fronda.pl