04.03.19, 09:20screenshot Youtube - Scholaris - portal wiedzy / screenshot TVP Info / screenshot Youtube - Dawid Szlempo

Ryszard Czarnecki: Anty-PiS-owscy trendsetterzy i posłuszni celebryci...

Moja koleżanka z klasy w liceum skończyła weterynarię i od lat pracowała w tym zawodzie. Przed laty była inicjatorką powołania specjalnego stowarzyszenia skupiającego weterynarzy zajmujących się „małymi” zwierzętami (pies, kot, chomik etc.) w odróżnieniu od zwierząt hodowlanych (koń, świnia, itp). „Od zawsze” była we władzach tego stowarzyszenia jako jego inicjator i współzałożyciel. Zdarzyło jej się parokrotnie na posiedzeniach zarządu czy kongresach przyznać, ze na przykład głosowała na Andrzeja Dudę, jest za PiS-em, a jej szkolny kolega Czarnecki został niesłusznie odwołany tylko dlatego, że bronił Polski. Przyszły wybory w stowarzyszeniu, pierwsze „za PiS-u”. Antypisowska „spółdzielnia” wycięła ją, nie chcąc pamiętać, że to ona wystąpiła z inicjatywą zorganizowania się środowiska.

Czemu o tym piszę? Bo identyczny ostracyzm, tyle że do sześcianu, albo i potęgi „n-tej”, panuje w środowiskach artystycznych czy szerzej celebryckich. Ba, weterynarz dalej będzie leczył koty, żółwie i kanarki, choć pewnie mu przykro, że z powodów czysto politycznych, na fali antypisizmu nie będzie już reprezentantem branży. Ale co ma zrobić aktor czy reżyser, który nie chce śpiewać w antykaczystowskim chórze? Artysta żyje z zamówień. Oferta państwa dotyczy głównie okazjonalnych i epizodycznych występów z okazji rocznic narodowych. To może i dobre, ale jako uzupełnienie właściwych gaży i stawek. Tymczasem środowiskowi trendsettrzy jasno wytyczają antypisowskie drogowskazy. Polecam nawet nie tyle wyczyny słowne Krystyny Jandy czy Agnieszki Holland, bo forma i treść ich histerii jest tak skrajna, że szereg osób zraża, ale wywiady publikowane w „Gazecie Wyborczej” z różnymi tuzami (pisarzami, reżyserami, muzykami, aktorami). Ani -Boże broń! - nie opowiadają się za PiS, ani nie bronią formacji Jarosława Kaczyńskiego, ale rozpaczliwie prezentują swoisty współczesny eskapizm, w ramach którego uciekają od ocen obecnej sytuacji politycznej w kraju. Jak im wtedy „GW” dociska śrubę, aby wreszcie wydusili pół słowa o konstytucji czy rzekomo zagrożonej demokracji. Przekaz jest oczywisty: baczność, w lewo patrz. Bez żadnych tam herbertowsko-norwidowskich „światło-cieni”. Oczywiście „antypisizm”, choć intelektualnie ubogi, to opłaca się tym, którzy występują pod jego sztandarem. Ich się promuje, dostają role, dotacje do filmów, zagraniczne stypendia dla twórców czy choćby możliwość obecności na różnego rodzaju festiwalach. Jak Cię tam nie ma – to wyraźnie nie istniejesz. A jak nawet istniejesz, to raczej jest to wegetacja poza głównym nurtem. Opozycyjne media dopieszczają takich artystów − „obrońców konstytucji”, przekazują ich z redakcji do redakcji, aby „rekord medialny” był później argumentem przy kolejnym zatrudnieniu do filmu, możności wydania książki, itd., itp.

Celebryci żyją w „bańce”, by użyć określenia nawróconego na antyestablishment Roberta Biedronia: oglądają TVN, słuchają TOK FM, czytają „Wyborczą”, surfują po necie (można tu postawić inne medialne tytuły). Przekonanie mniejszości, nieraz wyraźnej mniejszości, że jest się większością, siłą dominującą, a już za chwilę obejmie władzę polityczną, ale rząd dusz mając już od dawna, jest proste, pod warunkiem stworzenia zamkniętego obiegu medialnego.

W niemieckim filmie „Good bye, Lenin!” jest scena, gdy syn walczący w obronie matki, funkcjonariuszki komunistycznej partii w dawnej NRD, której ciężka wielomiesięczna choroba pozwoliła nie zorientować się, że komuna już padła – by w tym ją utwierdzić dobry syn specjalnie montuje rzekome dzienniki telewizyjne, aby matka nie dowiedziała się, że Ericha Honeckera i wschodnioniemieckiego komunizmu już dawno nie ma.

Mam wrażenie graniczące z pewnością, że w podobnym „wirtualu”, żyje też spora grupa celebrytów („made in III RP”), nawet jeśli wiedzą, że w wyniku demokratycznych wyborów społeczeństwo pogoniło PO, to są święcie przekonani, że to tylko chwilowe, że to tylko przejściowe „usterki w programie”.

I tak to się toczy…

Ryszard Czarnecki

"Nowe Państwo", 12/2018 r.

Komentarze

klaus2019.03.4 12:32
Panie Pośle kochany, a kto do jasnej cholery finansuje jak nie Wasz PiSowski minister,to wszystko Pani prof. Ekleking miion zł. przykład ostatniej konferencji w Paryżu, kto to finansował POLSKA AKADEMIA NAUK , a cała na to kasa szła od Putina,nie a za bardzo postępowego Ministra Gowina, kto dał kasę i ją nadal daje jak nie to ministerstwo, przestancie ogłupiać ludzi dajecie kasę na antypolską dziłalność wszystkim tym , którzy delikatnie mówiąc mają Polskę w dalekim poważaniu.
Grizzly2019.03.4 10:36
Bierutowska czerwona swołocz!
Pracownik2019.03.4 10:06
To może aktor, reżyser czy kompozytor zajmie się swoją robotą a nie politykowaniem? I zarzut ten dotyczy zarówno prawej, jak i lewej strony. Pietrzak, Redbad, Stuhr czy Janda to dla mnie zupełnie to samo.
Widzownia2019.03.4 10:45
Niezupełnie to samo. Nie słyszałem aby Pietrzak, Redbad mówili, że czują jakby ktoś na nich srał, albo pletli trzy po trzy o dzieciach przywiązywanych pod Cedynią i nie mają "tu polew".
Pracownik2019.03.4 11:05
Choć w sumie niepotrzebnie włączyłem Pietrzaka do tego grona. Pietrzak to akurat piesek każdej aktualnie rządzącej władzy, taka k*rwa polityczna której jedynym celem jest się ogrzać przy dworze i za błazenadę zebrać resztki z pańskiego stołu.
kosa2019.03.4 10:02
PO KOmusze POmioty.........
TY/MY 2019.03.4 9:55
I CZYTAJĄ LEWACKIE STRONY ONET , WP, INTERIA , .........................