24.02.17, 21:00Fot. Adrian Grycuk via Wikipedia, CC 3.0 / Mielon via Wikipedia, CC 3.0

Ryszard Czarnecki dla Frondy: Europa dwóch prędkości to najlepszy prezent dla Putina

Fronda.pl: Jako uczestnik debaty, która 22 lutego odbyła się w siedzibie Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych powiedział Pan, że elity europejskie na kryzys Unii Europejskiej rozwiązanie widzą w haśle „Więcej Europy w Europie”. Czemu Pan uważa taki sposób walki z kryzysem za nietrafiony?

Ryszard Czarnecki, wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego: Hasło „Więcej Europy w Europie” to przykład ucieczki establishmentu unijnego. Establishment, który stanowią chadecy, socjaliści i liberałowie, ucieka od własnej politycznej odpowiedzialności za kryzys, w którym Europa się znalazła. Jeżeli dzisiaj w Europie istnieje kryzys ekonomiczny, ale także instytucjonalny, a do tego dochodzi olbrzymi spadek zaufania do instytucji unijnych, to jest to zasługa tych pań i panów, którzy szczególnie przez ostatnie kilkanaście lat dociskali pedał integracji europejskiej. Jednocześnie popychali unijne auto w kierunku federalizacji i tworzenia jednego Euro-państwa, w tym widząc receptę na wszelkie bolączki. Tymczasem jest wręcz odwrotnie. Eurosceptycyzm, czy wręcz euronegatywizm jest odpowiedzią europejskich społeczeństw na sytuację, w której ludzie a nawet całe narody są sprowadzane do roli pionków na szachownicy w rękach biurokratów i federalistycznych ideologów.

Wielu komentatorów zwraca uwagę na wagę wyborów we Francji i w Niemczech w tym roku. Które z nich są ważniejsze? 

Zacznijmy od tego, że wybory we Francji są ważniejsze niż wybory w Niemczech. W Niemczech obojętnie czy wygra Angela Merkel czy Martin Schulz, to polityka tego państwa nie zmieni się w sposób zasadniczy. Dla Polski byłoby jednak lepiej, gdyby wygrała centroprawica, ponieważ socjaldemokracja jest po pierwsze bardziej prorosyjska, a po drugie wykazuje większy upór w uczeniu Polaków co jest demokracją, a co nie. Natomiast wybory we Francji mogą bardziej wstrząsnąć europejską sceną polityczną. Zwycięstwo pani Marine Le Pen, które jest mało prawdopodobne, ale którego wykluczyć nie można, mogłoby oznaczać Frexit, a więc wyjście Francji z UE oraz być może także z NATO.

Pan natomiast podkreśla, że paradoksalnie największe konsekwencje mogą mieć wybory we Włoszech. Dlaczego?

Wybory we Włoszech, które w tym roku nie są planowane, ale które mogą się odbyć, będą najważniejsze. Jeśli we Włoszech wygra Ruch Pięciu Gwiazd, będzie to oznaczało, że nowy rząd podejmie starania o wyjście Italii ze strefy Euro. Będzie to nie tyle śmierć Eurolandu, co jego poważne osłabienie. Śmierć strefy euro nastąpi wtedy, gdyby decyzję o napisaniu przez siebie nekrologu podjęli Niemcy i gdyby oni sami z niej wyszli. Włosi bardzo osłabią strefę euro, ale nie zakończą jej żywota. Na pewno jednak będzie to struktura jeszcze mniej atrakcyjna dla krajów, które przystąpiły tak jak Polska w 2004 roku do UE, a nie weszły jeszcze do strefy euro.

Jest Pan krytykiem koncepcji „Europy dwóch prędkości”. Czemu ona jest groźna dla Polski i innych krajów, które nie są krajami starej unii?

„Europa dwóch prędkości” w jakiejś mierze już istnieje. Z jednej strony mamy strefę euro i kraje, które w eurolandzie nie są, ale są krajami bogatymi jak Szwecja, czy Wielka Brytania. Natomiast próby dodatkowego, uporczywego dzielenia Europy na państwa lepsze i gorsze, czy - mówiąc językiem Orwella – równych i równiejszych to pomysł na osłabienie i rozbicie UE. Tak naprawdę, być może wbrew intencjom federalistów to najlepszy prezent dla Putina. Władimir Putin marzy o Europie słabej i podzielonej. Efektem rojeń o „Europie dwóch prędkości”, będzie Europa zatomizowana, słaba i podzielona.

Czy Polska może stać się krajem, który wskaże kierunek w jaki sposób wyjść z kryzysu w UE? Co możemy zrobić?

Polska nie może uchylać się od odpowiedzialności za Europę, w tym za Unię Europejską. Jak pisał John Donne, a za nim Ernest Hemingway: „Nie pytaj komu bije dzwon; bije on Tobie”. Europejski „dzwon” bije także nam jako szóstemu, a po Brexicie piątemu państwu członkowskiemu jeśli chodzi o liczebność. W interesie największego państwa tzw. nowej Unii jest to, żeby inicjować i mieć istotny wpływ na debatę o przyszłości UE. Polska może w jakiejś mierze przejąć rolę Wielkiej Brytanii i wychylać europejskie wahadło w kierunku Europy ojczyzn, Europy narodów. Polska musi walczyć o pozostawienie maksimum kompetencji po stronie państw członkowskich UE, blokując kolejne pomysły dotyczące przekazywania coraz większych kompetencji do Brukseli lub do Europejskiego Banku Centralnego z siedzibą we Frankfurcie nad Menem.

Dziękujemy za rozmowę.