18.07.15, 18:15

Terlikowska: Kolonia z rodzicami? Prosta droga do wychowania egoisty

Nadopiekuńczość rodziców zatacza coraz szersze kręgi. Pełną kontrolę nad swoimi dziećmi chcą mieć także w wakacje. Po co jechać z dziećmi samemu i mieć je 24 godziny na dobę na głowie, organizować atrakcje, skoro można wyjechać na wspólne kolonie, gdzie organizatorzy zajmą się dzieckiem, a rodzic będzie na bieżąco sprawdzał, czy synkowi lub córeczce nie dzieje się krzywda. Dlatego biura podróży wyczuły koniunkturę i coraz częściej proponują taką formę wypoczynku. Kolonie dla dzieci i rodziców.  

Wakacje to w końcu czas kiedy można przystopować. Nie trzeba gonić do pracy, można coś razem robić. Tyle że nie o to chodzi w takich koloniach. Tu bowiem każdy ma swoje zajęcia. Jak pisze „Rzeczpospolita”, pomysł na taki wypoczynek jest dość prosty. W dzień dziecko jest z rówieśnikami, wieczorami z najbliższymi. Dzieciom najczęściej towarzyszą mamy, czasem mamy z babcią lub nianią, rzadziej obje rodzice, choć i takie przypadki się zdarzają. I choć również dla rodziców organizatorzy przygotowują atrakcje, tak by nie umarli z nudów kiedy dziecko się bawi, to i tak nadopiekuńcze mamusie z nich nie korzystają, bo chodzą krok w krok za swoim dzieckiem. „Zdarza się, że opiekun towarzyszy kilkulatkowi cały czas. Chce mieć go na oku, bo wierzy, że najlepiej dopilnuje swojego dziecka” – opowiada jeden z organizatorów takiego wypoczynku. Organizatorzy przyznają, że zdarzają się rodzice, którzy regularnie sprawdzają, czy dziecko piło, czy się nie przegrzało lub przeciwnie – wychłodziło, czy jest dostatecznie dobrze traktowane przez opiekunów i czy nawiązuje dobry kontakt z rówieśnikami. W razie niepowodzeń – interweniują.

I zamiast zabawy jest cały czas stres i oddech rodziców za plecami. I te słynne upomnienia, które regularnie słychać na placu zabaw: „Nie biegaj”, „Nie skacz”, „Nie wolno” itp. Zero wolności, zero spontaniczności, tylko cały czas upominanie i strofowanie. Nawet najlepsza zabawa z rówieśnikami w takich warunkach może być koszmarem.

Pomysł ze wspólnymi koloniami chwycił, bo ofert tego typu wypoczynku przybywa. Niemniej budzi on zastrzeżenia psychologów, którzy podkreślają, że kolonia to jednak czas nauki samodzielności, nawiązywania kontaktów z rówieśnikami, rozwiązywania konfliktów. A w tym wszystkim obecność rodziców nie pomaga, a wręcz przeszkadza. Cytowana przez „Rz” dr Aleksandra Piotrowska z UW nie pozostawia złudzeń i mówi wprost, że takie wychowanie nie będzie miało dobrych skutków:  „Takie dzieci wyrastają albo na zapatrzonych w siebie egoistów, którym wszyscy mają służyć, albo na ludzi przekonanych, że świat jest jednym wielkim zagrożeniem”. Smutna to wizja.

Jaka jest rada? Rodzice, zaufajcie dzieciom i dajcie im troszkę wolności i odpoczynku od wiecznych zakazów i nakazów. A na pewno wszystkim wyjdzie to na dobre. A zamiast ciągłego kontrolowania i strofowania po prostu cieszcie się wspólnie spędzonym czasem.

Małgorzata Terlikowska

Komentarze

anonim2015.07.18 19:46
AnitaF; brawo,przedstawiciel lewaków znów na posterunku; że też chce ci się łapciu, no ale za takie pieniądze...to rozumiem.
anonim2015.07.18 23:11
@wiesiek Wiesiek (czy raczej katol tez czujny) nie ma jak przywalic durnym komentarzem ... brawo :)
anonim2015.07.18 23:48
A pijany-lenowak jak zawsze czujny komsomolec do wsparcia lewych urojeń - nie ma jak opowiedzieć, to resortowy bezbożnik zawsze po lewemu może opluć...przeciwnika.
anonim2015.07.19 18:52
Kolonie lata 80 początek 90 były dobre... Najlepsze były mecze między grupami, bójki i zakłady z kumplami kto więcej dziewczyn na dyskotece poderwie/przyliże :D Ciekawe czy Terlikowski się tak zakładał
anonim2015.07.20 10:05
Moi znajomi od wielu lat namiętnie wyjeżdżają całą rodziną na wczasy oazowe z całą rodziną. Od jakiegoś czasu na tych wyjazdach zajmują się tropieniem gender ,katastrofą smoleńską a w tym roku" tabletką po" a na deser tzw rekolekcje i modlitwy. Dziećmi ( w tym niemowlakami) w tym czasie zajmują się tzw animatorzy. Rodzice są w tym czasie nasączani bogo-ojczyźniano-genderową papką.Sąsiadka w tym roku była niezadowolona z opieki oazowych animatorów nad dziećmi bo "robiły co chciały i latały od rana do nocy". W szkole też jest niezadowolona z wychowawców. Wie lepiej jak powinno być, jak powinni pracować. Nie pracowała zawodowo nigdy, kontakty utrzymują tylko w zasadzie z rodzinami oazowymi. I tak robi wielu rodziców czy tych katolickich czy o mniej katolickich poglądach bo nie mają nic lepszego do roboty, bo myślą że ich dzieci są lepsze od innych, że będą ich kontrolować całe życie. To nie kwestia wygodnictwa jak sugeruje p. Terlikowska ale frustracja i chęć utrzymania kontroli i sterowania czyimś postępowaniem. Bo niczym innym nie można.
anonim2015.07.20 11:28
Jeżeli są oferty, to znaczy, że potrzeba też. I jest to bardzo dobre rozwiązanie, jeżeli dziecko ma góra 7 lat, w przypadku np. 10-latka byłoby to rzeczywiście nieporozumienie. A pomysł wcale nie jest nowy - na podobnej zasadzie funkcjonują półkolonie, teraz coraz częściej z ofertą dla przedszkolaków. Jedna i druga opcja to dobra okazja do nauki samodzielności (skąd pomysł, że jak rodzic wybiera taką ofertę, to będzie chodzić krok w krok za dzieckiem), ale też do zaobserwowania, jak dziecko radzi sobie w kontaktach z rówieśnikami. Bo mogą też pojechać z dzieckiem na wczasy albo do rodziny na wieś i rzeczywiście być z nim 24h na dobę. chyba lepiej jak pobędzie dłużej z rówieśnikami, nie rozumiem stwierdzenia autorki, że to "prosta droga do wychowania egoisty".
anonim2015.07.20 12:11
...a byłem przekonany, ze konkluzją artykułu będzie teza, ze jedynie pielgrzymki są właściwym sposobem spędzania wakacji, a tu taki zawód... :-(
anonim2015.07.21 7:14
Słuszny temat, ale trzeba drążyć do korzenia... Wyrosło całe pokolenie quasi-dorosłych, ukąszonych wolnością lemingów takich co to na rower bez kasku nie wsiądą. Zesxxxch ze strachu 24/7 Efekt codziennego straszenia - bój się pijanego kierowcy/pedofila/pisu/antysemity/'bata na kierowców', bój się czegokolwiek Wszystkie ich okropne cechy ulegną wzmocnieniu w następnym pokoleniu Parada metroseksualnych patałachów, za to z 12 pinezkami w pysku i dziwnymi rurki w uszach, jak u dzikusów, plus strashne tatuaże brrr pacz jaki jestem strashny! Mam trybala na Zupie. Oto dzieło Gazety Wyborczej. To ten młotek z papieru ich uformował. ps. Faktem jest że takie neo-dziecko jest łatwym materiałem do pałowania... byle ćwok gejski może mu zabełtać w głowie i potem mamy siedmiolatka 'geja'. Trafiony zatopiony...