29.12.15, 17:05Żywa Szopka w Krakowie

Terlikowska: Nie będę przepraszać za żywą szopkę

Oglądaliście w tym roku żywą szopkę? A może sami taką zbudowaliście? Jeśli tak, to zgadzacie się na męczarnie zwierząt, jesteście niewrażliwi, mało świadomi i uczycie dzieci negatywnych zachowań. O co chodzi? Ano o to, że obrońcy praw zwierząt uznali, że trzeba stanąć w obronie wykorzystywanych wołków i osiołków. Te same przecież na swój los się nie pożalą. A wiadomo, taka szopka to istne tortury dla zwierząt. Święty Franciszek przewraca się w grobie jak to słyszy.

Tradycja żywych szopek sięga średniowiecza. W 1223 roku po raz pierwszy taką zbudował we Włoszech Biedaczyna z Asyżu. Chciał w ten sposób pokazać prostotę, ubóstwo i pokorę, które towarzyszyły przychodzącemu na świat Chrystusowi. Żywe szopki mają nie tylko cieszyć oko, one przede wszystkim mają edukować. Żywe zwierzęta urealniają szopkę, pozwalają uzmysłowić sobie, w jakich warunkach na świat przyszedł Boży Syn. Bo to nie ludzie, a zwierzęta były świadkami tych niezwykłych narodzin. Rzecz niepojęta dziś dla nas rodzących swoje dzieci w sterylnych salach szpitalnych.

Nie mam wrażenia, że przez te kilkanaście dni zwierzęta są w jakiś szczególny sposób męczone czy wykorzystywane. Są elementem dekoracji, tak jak coraz częściej tym elementem są rodziny z niemowlęciem. Na szczęście ani rzecznik praw obywatelskich, ani rzecznik praw dziecka jeszcze w tej sprawie nie interweniowali, że ktoś wykorzystuje w niecnych, religijnych celach dorosłych i dzieci. Ale może to tylko kwestia czasu, bo o dobro szopkowych zwierząt już upominają się ich obrońcy. Aspekty historyczne czy religijne ich nie interesują. Ich zdaniem żywe szopki to jeden ze sposobów wykorzystywania zwierząt. One cierpią, są narażane na stres, chorują, dzieje im się wielka krzywda, a dzieci uczą się ich instrumentalnego traktowania. Dlatego świadomi rodzice powinni omijać takie szopki szerokim łukiem, bo a nuż dziecko będzie chciało popatrzeć na owcę czy osiołka, podać im siana, pogłaskać. A to wszystko przecież przedmiotowe traktowanie zwierząt. Tak przynajmniej uważa Stowarzyszenia Empatia. Z kolei przedstawiciele Fundacji Viva! Akcja Dla Zwierząt podkreślają że żywe szopki to wyłącznie stres dla zwierząt. Szopki są najczęściej bardzo prowizorycznymi konstrukcjami, niedającymi zwierzakom schronienia przed zimnem. Jest tam brudno, nikt nie sprząta, a zwierzęta są głodzone.

Jeśli faktycznie zwierzętom w szopkach dzieje się krzywda, to może warto zawalczyć o edukację i poprawę warunków, ale żeby od razu dążyć do zakazu budowania takich szopek, to już naprawdę przesada. A już argument o instrumentalnym traktowaniu zwierząt jest chyba najmniej trafiony. Czy instrumentalnie nie jest traktowany pies wyprowadzany na smyczy albo chomik zamknięty w terrarium? A co z rybkami w akwariach czy domowymi kotami. Podobnie zoo. Czy kiedy idę z dziećmi do ogrodu zoologicznego, to również uczę dzieci przedmiotowego traktowania zwierząt? Czy może dzięki temu dzieci mogą poznać gatunki u nas nie występujące, o których mogą jedynie czytać w książkach? I tak samo z szopką. Żywa szopka nie ma na celu męczenia zwierząt, a zupełnie coś innego. Nikt tam zwierząt nie torturuje. Tak jak nie będę przepraszać za zjedzonego dorsza, czy wkrojonego do sałatki śledzia, tak też nie widzę powodu, żeby przepraszać za żywą szopkę i obecność w niej prawdziwych zwierząt.

A może to całe gadanie o prawach osłów czy owiec to wstęp do większej rewolucji, która zaczyna mieć już miejsce na Zachodzie. Najpierw w imię praw zwierząt zakażemy żywych szopek, potem szopek w ogóle, nawet tych sztucznych, bo przecież państwo ma być świeckie, a nie uprzywilejowane dla jednej grupy religijnej. A potem dowiemy się, że nie wolno obchodzić Bożego Narodzenia, a jak ktoś się wyłamie, to do więzienia. To nie wymysły. Tak już się dzieje. A że świeckość państwa to ostatnio temat na czasie, naprawdę nie zdziwię się, jak ktoś wpadnie na pomysł, by zakazać budowania szopek. Szopek, które przypominając o narodzeniu Jezusa, być może obrażają uczucia religijne tych, którzy wolą „świętować” Winter Holidays.

Małgorzata Terlikowska

 

Komentarze

anonim2015.12.29 17:14
My już mamy żywą szopkę w TK.
anonim2015.12.29 17:45
Obecnie z żywą szopką coś się komuś pomyliło. W takiej szopce nie ma dzieciątka Jezus ani Maryi ani Józefa.Są za to zwierzęta. W szopce św Franciszka było dzieciątko Jezus wyrzeźbione w drewnie a czasami żywe dziecko i reszta żywych ludzi. W takim przypadku żywe zwierzęta nikogo nie oburzały. Teraz są zrobione wystawy zwierząt w kościele. Jak się wrzuci jakiś grosz to zaczyna grać melodyjka. Nie wiem czy zwierzakom to się podoba ale mnie nie! Jak chcesz oglądać żywe zwierzaki to do ZOO albo na safari.
anonim2015.12.29 17:56
Niech tzw. wielcy obrońcy zwierząt przyrody - przebiorą się za osła owcę i wołu i zaczną je naśladować, nie tylko w szopce, ale również w ZOO i Borach leśnych.
anonim2015.12.29 18:04
Po co robić mikro zoo? Dla uciechy dzieci bo nie ma się im w święta nic innego do zaoferowania? Taki prosty i infantylnie niewymagający sposób na zwrócenie uwagi nie wiadomo na co, bo na pewno nie na sens Bożego Narodzenia.
anonim2015.12.29 18:48
A mnie zawsze śmieszą "miłośnicy" zwierząt, którzy dla własnego wygodnictwa kastrują zwierzęta. Znam takich "kochających" zwierzęta, którzy kupują swoim pupilom wyśmienite karmy, zabaweczki nawet odzienie na spacer, ale jednocześnie dla swojego spokoju, wycinają psom, kotom jądra. To się nazywa miłość do zwierząt. :)
anonim2015.12.29 19:18
- Stowarzyszenie Empatia - i - Fundacja Viva - mleka ,masła , serów ,śmietany , twarogu itp. nie spożywają ludzie w/w towarzystwa ?Te produkty pochodzą od krówki zestresowanej insimilacją / w skrócie / która po pewnym czasie wyprodukuje mleko . Zawsze mokną na pastwisku gdy pada deszcz itd.
anonim2015.12.29 20:21
@bielzz dokładnie tak jest
anonim2015.12.29 22:34
@Lubiniak: przykro mi bardzo, ale jest to podyktowane pewnego rodzaju kompromisem między opieką nad zwierzęciem i dostosowaniem do określonych warunków bytowych (domy, mieszkania) a rzeczywistą potrzebą prokreacji zwierząt i ich zdrowiem. Człowiek świadomie reguluje swój popęd (podobno). Zwierzę tego nie potrafi. Ot i cała filozofia :-D
anonim2015.12.29 23:21
"ale jest to podyktowane pewnego rodzaju kompromisem między opieką nad zwierzęciem i dostosowaniem do określonych warunków bytowych (domy, mieszkania) a rzeczywistą potrzebą prokreacji zwierząt i ich zdrowiem." @Walret - ja to nawet rozumiem, ale nie zmienia to faktu, że odbiera się zwierzęciu jego naturalną GŁÓWNĄ rzecz, jaką jest rozmnażanie. Jeśli nie mam warunków domowych do trzymania zwierzęcia, to nie trzymam. Dlatego nie popieram wycinania jąder psom, kotom, jestem przeciwnikiem trzymania ptaków w klatkach, tylko dla własnej przyjemności i wygody. Może jestem "skrzywiony" :), bo wychowałem się na wsi, gdzie zwierzęta były traktowane normalnie i nikt im nic nie wycinał, a gołębie hodowlane latały sobie do woli. :) A co do samej kastracji zwierząt, to jeśli ktoś musi, to trudno, ale MOIM ZDANIEM nie do końca jest to osoba kochająca zwierzęta. Taki mam pogląd na ten temat i nic na to nie poradzę. :) Pozdrawiam.
anonim2015.12.29 23:45
Pani Terlikowska wepchnięta przez męża na posadę napisała kolejny nudny artykuł o niczym. Znów będzie wisiał jako najnowszy przez trzy miesiące, a pani Terlikowska przytuli za to kapustę.
anonim2015.12.30 0:34
@Lubiniak: ale to nie jest jedyny aspekt. Można nawet tak powiedzieć, że jeżeli ktoś kocha zwierzęta, to odstrzał rozmnożonych nadmiernie wilków, które zabijają hodowlane owce i inne zwierzęta leśne, to jawna zbrodnia. Ale tutaj to chyba lekka paranoja. I jeszcze jedno: na wsi z definicji kastrowano woły. Co wtedy z "gospodarską" miłością do zwierząt? No i najważniejsze: kastracja "pupilów" ma także aspekt zdrowotny: np. suki nie chorują z powodu zmian w "nieużywanych" narządach rodnych i estetyczny: kocury nie znaczą sikaniem swojego "terenu" (wiem coś o tym - mojej córce kotek "zaznaczył" komputer i musiałem go wyrzucić :-D). Moim zdaniem da się to pogodzić z miłością do zwierząt zapewniając im dożywotnią opiekę. Zauważ, że niektóre przychodnie weterynaryjne są lepiej wyposażone niż przychodnie lekarskie dla ludzi :-D
anonim2015.12.30 0:48
Chvj z lewakami. Nikogo kał lewacki nie obchodzi, robimy swoje.
anonim2015.12.30 4:58
Wkoło spokój, wkoło cisza Ziąb, że na minus dwadzieścia Gośka patrzaj leci mysza Ulżyj sobie, weźże kopnij. Chłop żywemu nie przepuści! Chłop żywemu nie przepuści! Jak się żywe napatoczy, Nie pożyje se a juści!
anonim2015.12.30 8:17
A kto zaprotestuje wobec organizowania szopek pod nazwą "Wybory miss jakiejś tam". Wypycha się taka nastolatkę, robi się z niej kukłę o ściśle wyreżyserowanych zachowaniach i ruchach, potem ogląda się ją z przodu, z tyłu, z góry i z dołu, a chłopięca gawiedź ślini się z podniecenia, wyrażając je niecenzurowanymi słowami i propozycjami....
anonim2015.12.30 12:17
@Walret ["Można nawet tak powiedzieć, że jeżeli ktoś kocha zwierzęta, to odstrzał rozmnożonych nadmiernie wilków, które zabijają hodowlane owce i inne zwierzęta leśne"] - jeśli wilk wchodzi na terytorium człowiek, to człowiek ma prawo się bronić. Jeśli wilki polują w lesie (na chore sarny, zające), to wara człowiekowi od wilków. ["na wsi z definicji kastrowano woły. Co wtedy z "gospodarską" miłością do zwierząt?"] - na wsi nie hoduje się wołów (ani innych zwierząt) z MIŁOŚCI do nich. :) Woły hoduje się dla przetrwania (dziś nazywa się to zyskiem :) ). ["No i najważniejsze: kastracja "pupilów" ma także aspekt zdrowotny: np. suki nie chorują z powodu zmian w "nieużywanych" narządach rodnych i estetyczny: kocury nie znaczą sikaniem swojego "terenu"] I ja to naprawdę w jakiś sposób rozumiem. Ale czy jest to PRAWDZIWA miłość do zwierząt, to mam zastrzeżenia. :) ["Zauważ, że niektóre przychodnie weterynaryjne są lepiej wyposażone niż przychodnie lekarskie dla ludzi :-D] Tak, wiem o tym. Ostatnio kolega opowiadał jak był z chorym psem i robił mu badania USG, krwi, wydzielin, (jeszcze jakieś prześwietlenie), porada weterynarza i lekarstwa. Nie czekał w żadnych kolejkach, wszystko załatwione od ręki i wszystko za jakieś (nie pamiętam dokładnie) 250 zł. Człowiek na podobne badanie musiał by czekać kilka tygodni (a może miesięcy) i NFZ zapłacił by za to kilkanaście (a może i kilkadziesiąt) tysięcy. I jak to możliwe, że zwierzęta mają lepsze (szybsze) i tańsze leczenie niż ludzie? Odpowiedź jest prosta. Usługi weterynaryjne są całkowicie prywatne, nie ma tam Narodowego Funduszu Zwierząt :), a służba zdrowia dla ludzi jest praktycznie całkowicie państwowa z NFZ na czele. Ale to temat na inną okazję. :) Pozdrawiam i szczerze życzę miłego przebywania ze zwierzakami. :)
anonim2015.12.30 17:04
@Lubiniak: życie zawsze jest jakimś kompromisem. Miłość także. Szczęśliwego Nowego Roku!
anonim2015.12.30 17:21
"życie zawsze jest jakimś kompromisem" @Walret - słuszna uwaga. :) Też życzę wszystkiego dobrego na Nowy Rok. Pozdrawiam i dzięki za dyskusję.