14.03.18, 21:00

Tomasz Sakiewicz: Nadszedł czas wolnych narodów

Obecne spory w Europie są przejawem kilku procesów. Najważniejszy z nich dotyczy zakresu wolności narodów. Unia Europejska dosyć mocno postawiła sprawę wolności osobistych obywateli. Strzegą ich unijne prawa i specjalnie do tego powołane instytucje. Praktyka już taka bardzo różowa nie jest. Cenzura prasy w Niemczech, jaką widzieliśmy przy okazji napaści seksualnych na kobiety dokonywanych przez imigrantów, pokazała, że w UE wolności osobiste jednak dosyć łatwo składa się na ołtarzu takich czy innych ideologii. Przede wszystkim ideologii nazywających siebie liberalnymi. Brutalna interwencja sił porządkowych w Katalonii (podkreślam, że nie popieram żadnych podziałów w Hiszpanii) i brak na to reakcji UE pokazały, że ta organizacja stacza się w czystą hipokryzję. Zdumiewające było też przyzwolenie na lżenie polskich wyborców przez unijnych polityków. Nazywanie ich faszystami, śmieciami itd., bez żadnych konsekwencji, pokazuje, że sztandarowa dla Unii ochrona godności człowieka ma swoje bardzo istotne ograniczenia – kiedy w grę wchodzą polityczne czy ekonomiczne interesy.

Nie zmienia to jednak faktu, że przynajmniej na płaszczyźnie deklaracji Unia bardzo mocno chroni prawa człowieka. Takich przywilejów w UE nie mają już narody. Jest to bardzo ciekawe zjawisko z punktu widzenia filozofii tej organizacji, bo ludzie teoretycznie mają prawo do wolnych wyborów, póki nie chcą tworzyć silnego narodu. To jest w większym czy mniejszym stopniu w UE zwalczane. Przyczyna jest dosyć prozaiczna – pod płaszczykiem unijnego internacjonalizmu chroni się interesy najsilniejszych państw. Do tego oszustwa dołączają się ruchy lewicowe, które nie chcą istnienia odrębnych narodów. Taki konglomerat ideologii i interesów był w stanie przydusić prawa narodów słabszych ekonomicznie. Najsłabsze były oczywiście te, które dotknęło jarzmo komunizmu. Teraz się budzą. Widać to bardzo w Polsce i na Węgrzech, ale ten proces będzie się poszerzał. Przewaga w UE Niemiec czy Francji musi wywołać reakcje pozostałych państw. Brytyjczycy po prostu postanowili opuścić UE. We Włoszech zmiany mogą doprowadzić do rewizji unijnej polityki. To samo w Austrii. Główny trzon UE udaje, że nic się nie dzieje, ale dokonuje się bardzo dużo.

Lustrzanie podobne procesy odbywają się na wschodzie, w państwach, które do UE nie weszły. Ukraińcy mają serdecznie dosyć dominacji Rosjan, podobnie Gruzini czy Mołdawianie. Narody, którym odmawiano wolności, czy też ją im ograniczano, jawnie się teraz o tę wolność upominają. Niezależnie od różnic interesów będą coraz mocniej formułowały postulat suwerenności państw. Ten wniosek spotyka się z poparciem rządu USA i zachętą z ich strony do współpracy tych krajów, które szukają większej swobody w Europie. Jednym z przejawów takiej polityki Stanów Zjednoczonych jest oczywiście wsparcie dla idei Międzymorza. Amerykanie zdają sobie sprawę z tego, że nie zastąpią UE, ale mogą poszukać sojuszników wśród tych, którzy nie chcą, by Unia się na nich zamykała. To stanowi oczywistą przeciwwagę dla polityki zarówno Moskwy, jak i Berlina. Do Waszyngtonu można mieć pretensje o różne rzeczy, ale w dwóch sprawach ma bezcenną ofertę: gwarancji militarnego bezpieczeństwa i obrony wolności narodów. Nie odbywa się to oczywiście za darmo, ale cena jest tu do negocjacji. UE też oferuje sporo, ale w sprawach ekonomicznych. Szybki rozwój państw naszego regionu spowodował, że chcą od Unii poszerzenia tej oferty: o wolność.

Tomasz Sakiewicz

Gazeta Polska 11/2018, 14 III 2018