Pocisk z czołgu Merkava uderzył w dom mieszkalny. Kiedy o. al-Rahi oraz sąsiedzi wraz z paramedykami z Czerwonego Krzyża pospieszyli z pomocą właścicielom, kolejny pocisk trafił w ten sam budynek śmiertelnie raniąc zarówno maronickiego duchownego, jak i pozostałych. Kapłan zmarł tuż po przewiezieniu do miejscowego szpitala z powodu odniesionych ran. Nie są znane powody, dlaczego ostrzelano budynek mieszkalny.

Wcześniej o. al-Rahi nie dostosował się do polecenia ewakuacji wydanego przez władze izraelskie dla obszaru położonego na południe od rzeki Litani. Pozostał, by nieść posługę duchowną swoim parafianom. W czasie spotkania miejscowych mieszkańców w mieście Mardż Ujun, gdy uczestnicy wyrazili postanowienie pozostania w domach, duchowny miał powiedzieć: „Kiedy bronimy naszej ziemi, bronimy jej pokojowo i nosimy jedynie broń pokoju, dobroci, miłości i modlitwy”.

Papież Leon XIV wyraził głęboki smutek z powodu śmierci ojca al-Rahi i pozostałych ofiar bombardowania na Bliskim Wschodzie, wśród których znalazły się dzieci, niewinni ludzie i ci, którzy spieszyli z pomocą humanitarną. Jednocześnie papież modlił się o szybkie zakończenie wrogości.

Katolickie organizacje, takie jak Aid to the Church oraz L’Œuvre d’Orient, stanowczo potępiły atak jako bezsensowną przemoc. Według L’Œuvre d’Orient, „te działania wojenne (...) mają na celu destabilizację całego Libanu i zabijanie niewinnych cywilów. Śmierć kapłana, który odmówił porzucenia swojej parafii, jest dalszą eskalacją bezsensownej przemocy”.

Ojciec al-Rahi należał do wiodących postaci w lokalnej społeczności chrześcijańskiej, a jego śmierć wywołała w niej głęboki wstrząs. „Płaczą z powodu tej tragedii, a jednocześnie bardzo się boją. Do tej pory ludzie nie chcieli opuszczać swoich domów w wioskach chrześcijańskich, ale w tej sytuacji wszystko się zmieniło” – powiedział proboszcz o. Bou Merhi, franciszkanin posługujący wśród katolików w Tyrze i Dajr Mimas, który potwierdził relacje dotyczące śmierci ojca al-Rahi.

Jednocześnie o. Merhi podkreślił, że dla wielu osób opuszczenie domu oznacza „życie na ulicy albo próbę wynajęcia domu, ale ludzi na to nie stać. (...) Nie wiedzą, dokąd się udać. Wielu śpi w swoich autach lub na ulicy”. Według o. Merhi, w klasztorze franciszkańskim w Tyrze obecnie schroniło się ok. 200 osób, które opuściły dom. Wszystkie z nich to muzułmanie. „Przyjmujemy ich. Gdzie indziej mogliby potrzebujący znaleźć schronienie w tej sytuacji?” – pyta.

O. Merhi twierdzi też, że w samym Bejrucie znajduje się niemal pół miliona wysiedleńców, wśród nich prawie 300 tys. to ci, którzy uciekli z południa kraju. Franciszkanin akcentuje potrzebę nadziei i ufności w Bogu, „który zawsze daje nam siłę, by trwać. (...) Jak papież powiedział, broń nie przynosi pokoju, broń przynosi masakrę i nienawiść. Jedyne, o co prosimy, to życie z odrobiną godności” – zaznaczył o. Merhi.

jjf/LifeSiteNews.com; ewtnnews.com