Ta znana politolog była gościem programu „Ekspres Biedrzyckiej”, prowadzonym przez znaną dziennikarkę Kamilę Biedrzycką. Prof. Ewa Pietrzyk-Zieniewicz zapytana została o obecność prezydenta Karola Nawrockiego na Jasnej Górze z okazji pielgrzymki kibiców. W odpowiedzi pani politolog stwierdziła: „Postawmy sprawę jasno, że taki, no nie wiem, kibol, bandyta, szemrana postać, za przeproszeniem wybaczcie państwo, obszczymur ostatni, że przecież on może zacząć mówić. A naprawdę to koleżeństwo jest bardzo bliskie. Jest takie porzekadło w polityce, że niektórzy ludzie z pewnego typu życiorysami nie powinni kandydować na bardzo ważne urzędy w państwie, a to dlatego, że zawsze istnieje niebezpieczeństwo, że wygrają”. Prowadząca program Kamila Biedrzycka zapytała, czy zdaniem pani profesor istnieje ryzyko, że prezydent może być zakładnikiem środowisk bandycko-kibolskich. Na takie dictum pani profesor zaczęła się powoli wycofywać: „Cóż, może nie postawiłabym sprawy aż tak ostro”. Biedrzycka napierała: „Powiedziała pani, że mogą zacząć mówić no to...”. Profesor kontynuowała: „Tak, ale no, no mogą zacząć mówić”.

Cała rozmowa była przykładem dziennikarstwa Kamili Biedrzyckiej, która niezwykle często wręcz zachęca, oczywiście w pośredni sposób swoich gości do wyrażania jak najbardziej ostrych opinii na temat polityków prawicy. Występ politolog z UW zbulwersował byłą posłankę PiS i sędzię Trybunału Konstytucyjnego prof. Krystynę Pawłowicz, która na portalu X napisała: „Nie poparte żadnymi dowodami sugestie ścisłego powiązania urzędującego prezydenta Karola Nawrockiego ze środowiskami bandycko/kibolskiego ostatnich obszczymurków i zrobienie z PKN ich zakładnika, są niedopuszczalnymi pomówieniami”. W kolejnym wpisie prof. Pawłowicz oznaczyła rektora Uniwersytetu Warszawskiego Alojzego Nowaka. Napisała: „Do wiadomości Rektora Uniwersytetu Warszawskiego Alojzego Nowaka i kolegów tej pani z prośbą o reakcję. To nie jest wypowiedź w ramach wolności naukowej. To karalna polityczna agresja na urzędującego prezydenta RP” – zaapelowała Pawłowicz.

A jak o całej sprawie zaczęły pisać media? Przykładowo popołudniówka Fakt opisała całą sprawę nadając informacji tytuł: „Pawłowicz złożyła donos do Rektora UW. Poszło o wypowiedź znanej politolog”. Dziennikarze „Faktu” poprosili prof. Ewę Pietrzyk-Zieniewicz o komentarz. Ta uznała, że najlepszą metodą obrony jest atak: „Nie powiedziałam nic takiego, z czego miałabym się wycofywać”. I dalej: „Pani Pawłowiczm żeby nadal istnieć w pamięci społecznej, jest w stanie zrobić wszystko i sponiewierać każdego. Mam wrażenie, że już czas najwyższy, żeby zacząć trochę wyważać to, co się mówi publicznie, bo już wiek nie po temu i wstyd”. Pytana o wezwanie prof. Pawłowicz, aby zareagował rektor PW, prof.  Ewa Pietrzyk-Zieniewicz mówi: „Co rektor miałby zrobić? Ma mnie dekapitować, czy gdzieś skoszarować w jakimś obozie dla niepokornych? A może pani Pawłowicz ma jeszcze jakieś inne pomysły, których nie jestem ciekawa”. 

Podsumujmy więc całą sprawę. Oto znany naukowiec obraża w rynsztokowy sposób urzędującego prezydenta. Gdy reaguje na to inny naukowiec jedno z mediów relacjonujących całą sprawę przedstawia cały problem w sposób, który z góry ma nastawić czytelnika niechętnie do interwencji. Używane jest słowo „donos”, które ma kojarzyć się z czymś niegodnym i niehonorowym. A rektor Uniwersytetu Warszawskiego milczy. Dodatkowo sama inicjatorka awantury, gdy tylko ktoś zwraca uwagę na jej zachowanie, przybiera pozę ofiary i w dramatyczny sposób pyta, czy ma być ukarana przez ścięcie głowy czy wysłana do jakiegoś obozu dla niepokornych. A sam dziennik „Fakt” cytuje z namaszczeniem jej metodę obrony przez atak, nie komentując sprawy w żaden sposób. To dobry przykład jak media z tzw. mainstreamu w subtelny, ale wyraźny sposób uwiarygodniają obrażanie głowy państwa. Co innego, gdyby obrażono np. Jerzego Owsiaka. Wtedy zapewne słowom oburzenia nie byłoby końca.