1. Amerykańsko - izraelski atak na Iran, jest realizacją strategii administracji D. Trumpa. Jej celem jest przywrócenie USA wiodącej pozycji w świecie, a to oznacza wypłukiwanie wpływów Rosji i Chin z kluczowych miejsc na świecie. Po Wenezueli przyszedł czas na Iran. Kraj, który od prawie pół wieku destabilizuje sytuację na Bliskim Wschodzie. I wbrew temu, co głoszą bezmyślni "wielbiciele" Izraela, wspieranie terrorystycznego, skrajnie ekstremistycznego gangu szyickich ajatollachów, nie zasługuje nawet na milimetr sympatii. Można mieć sympatię do części rozumnych Irańczyków, ale na pewno nie do rzezimieszków ukrywających się za kapłańskimi szatami.

Jeśli Amerykanie nie popełnią błędów, istnieje duża szansa na to, aby w znacznym stopniu właśnie wewnętrzny wysiłek narodu irańskiego zakończył ten smutny okres w historii tego dumnego państwa.

2. Tymczasem u nas trwa inna wojna - wokół SAFE. Koalicja D. Tuska przekonuje nas, że decydowanie w Brukseli o tym na co i u kogo wydawać będziemy pieniądze z tego programu, jest najlepszym rozwiązaniem. Przypominam młodszym, że podobny mechanizm obowiązywał w ramach Układu Warszawskiego, bo wtedy też mogliśmy wydawać swoje pieniądze, w swoich fabrykach, tylko że jakimś dziwnym trafem, wszystkie korzyści wynosili z tego Sowieci.

Co więcej, to Bruksela ma decydować o tym, co zrobimy z naszych pieniędzy. Bo pieniądze z SAFE to nie są „pieniądze Unii”. Przypomnijmy zatem, że SAFE jako zmodyfikowany „Plan Odbudowy”, przyjęty w 2022 roku, jako odpowiedź na pierwszą falę pandemii! Pochodzi ze składek poszczególnych krajów (a więc i naszych) oraz obligacji sprzedawanych przez Unię, ale żyrowanych przez nas i przez nas spłacanych. Nikt nam nic z Brukseli nie daje. Innymi słowy, dajemy pieniądze do Brukseli, a oni w zamian za to że je nam oddają, decydują o tym na co je wydamy.

Jeśli ktoś ma jeszcze wątpliwości co do tego, czy ten model służy suwerenności Polski i zdolności do jej samodzielnego decydowania w tej najważniejszej dziedzinie, to warto żeby to solidnie przemyślał. To nie jest kwestia tego, że politycy PiSu nie potrafią tego o czym piszę rzeczowo wytłumaczyć, a ich frontrunnerzy w tej sprawie niekoniecznie budzą sympatię. Tu naprawdę chodzi o Polskę i jej suwerenność względem ośrodka, który pozostaje w konwulsyjnym locie pikowym.

3. Podczas gdy świat – wzorem USA – podąża w kierunku demontażu tzw. zielonych aberracji, w Europie w najlepsze von der Leyen (VDL) i grupa Webera ciągle walczą swoimi „metodami” z „globalnym ociepleniem”. Do pewnego momentu – gdy w konwulsjach dławiło to przemysły we Włoszech, Francji, Wielkiej Brytanii czy Hiszpanii – Niemcy (pasący się rosyjskim gazem) byli na froncie tej walki. Ale zawalenie się tego modelu sprowadziło ich przemysł w jeszcze gorszy stan niż ich sąsiadów. Jednak polityczne zabetonowanie układów brukselskich w modelu, w którym bez zielonych szaleńców nie uda się trzymać Unii w niemieckich łapach powoduje, że ruszenie tej patologii przynajmniej do 2029 roku nie jest możliwe. Obserwujemy na żywo, jakim skansenem stała się już Europa na czele z Niemcami, w trwającym wyścigu technologicznym. Doświadczamy, jak bezmyślni są dzisiaj w większości jej liderzy i „przewodnicy”, którym wydaje się że „postęp” polega przede wszystkim na stałym odkrywaniu nowych dziesiątek płci.

I można powiedzieć - mam do tego pełne prawo z uwagi na mój wiek i pamięć - że w przypadku Unii jest już dużo gorzej niż było ze Związkiem Sowieckim w latach 80-tych. Tam też się wszystko waliło, ale przynajmniej ich KGB i GRU miało jakiś „plan na przyszłość”. Związek Sowiecki się rozpadł, ale Rosja dzięki nim przetrwała. W Brukseli, w Berllinie czy w Paryżu nie ma jednak dzisiaj nikogo, kto miałby jakikolwiek plan na cokolwiek.

Grzegorz Górski