Pogłębia się kryzys Polski 2050, zapoczątkowany fiaskiem wyborów na nowego przewodniczącego ugrupowania. Wczoraj TVN24 ujawnił wiadomości współpracowników Szymona Hołowni, którzy mieli chcieć storpedować wybory jeszcze przed I turą, by umożliwić utrzymanie władzy dotychczasowemu liderowi.
- „J…ć przychylne media. Jak zmienimy zarząd i się weźmiemy do roboty to wszyscy zapomną o tej nap……ce i planowanym przez nas przewrocie. Czy jak to ci pseudo dziennikarze to zaraz nazwą. Przynajmniej pokażemy jaja”
- miała pisać w wewnętrznej dyskusji na jednym z komunikatorów minister kultury Marta Cienkowska.
O ujawnioną korespondencję dziennikarze zapytali dziś samego Hołownię.
- „Ja w przeciwieństwie do niektórych nie mam potrzeby komentowania prywatnej korespondencji, a jeżeli ktoś ma taką potrzebę, to znaczy, że reprezentuje standardy inne od tych, które ja staram się w moim życiu stosować”
- zbył pytania wicemarszałek Sejmu.
Ustępujący lider Polski 2050 mówił o wewnętrznym chaosie, który panuje w jego ugrupowaniu. Przekonywał, że partię podzieliła kampania przed wyborami na przewodniczącego.
- „Zaproponowałem obu kandydatkom, aby spotkały się u mnie, jeżeli taka wola, albo w innym miejscu i zawarły porozumienie o tym, że w tej trudnej, kryzysowej sytuacji chcą posklejać partię poprzez przyjęcie współprzewodniczenia, współodpowiedzialności za ten ruch. Ta walka frakcji mam nadzieję wtedy ustanie, która jest dzisiaj śmiertelna, wyniszczająca. Nie spotkało się to z odpowiedzią”
- poinformował.
Sprecyzował, że jedna z kandydatek do propozycji odniosła się krytycznie, a druga milczy.
- „Z jednej strony mogę powiedzieć, krytyczną, z drugiej jest milczenie, natomiast uważam, że nie mamy za dużo czasu, bo Polska 2050 - i mówię to pełną odpowiedzialnością – przez tę kampanię, poprowadzoną po mojej rezygnacji, przekroczyła już wszystkie granice wewnętrznego rozpadu, wszystkie granice śmieszności publicznej. Dla mnie to jest absolutnie niedopuszczalne”
- stwierdził.
Jaka więc przyszłość czeka partię? Hołownia wskazał, że brak zgody na współprzewodniczenie przez dwie kandydatki oznacza ponowne wybory.
- „Przeprowadzenie w tej chwili wyborów i doprowadzenie do tego, że wygra jedna frakcja, jest w mojej ocenie zaproszeniem do katastrofy tego ruchu. Mam wrażenie, że po tych wyborach będziemy mieli nie Polskę 2050, tylko Polskę 1670”
- ocenił.
