Vance nawiązał do wcześniejszych wystąpień swojego oraz sekretarza stanu Marco Rubio podczas konferencji w Monachium, w których apelowano do państw europejskich o zwiększenie wydatków na obronność, skuteczniejszą ochronę granic oraz większy szacunek dla wolności słowa. Zdaniem amerykańskiej administracji część tych postulatów zaczyna być w Europie realizowana, jednak wciąż – jak ocenił – zbyt wolno.
Wypowiedzi Vance’a wpisują się w szerszą debatę o przyszłości bezpieczeństwa kontynentu. W ostatnich miesiącach w Brukseli coraz częściej pojawiają się koncepcje „strategicznej autonomii” oraz budowy europejskich mechanizmów obronnych niezależnych od USA. Krytycy tych pomysłów ostrzegają, że próby ograniczania wpływów amerykańskich mogą osłabić NATO i realnie zagrozić państwom wschodniej flanki, które opierają swoje bezpieczeństwo na obecności wojskowej Stanów Zjednoczonych.
W Polsce dyskusja ta ma szczególne znaczenie. Rząd Donalda Tuska deklaruje przywiązanie do sojuszu z USA, ale równocześnie aktywnie wspiera unijne projekty obronne, które w opinii ekspertów – jak na przykład prof. Żurawski vel Grajewski - mogą prowadzić do wypychania amerykańskiego przemysłu zbrojeniowego z europejskiego rynku. W kontekście wojny na Ukrainie i zagrożenia ze strony Rosji, jakiekolwiek osłabienie więzi transatlantyckich budzi obawy w o bezpieczeństwo krajów Europy Środkowo-Wschodniej.
Wiceprezydent USA podkreślił, że Ameryka oczekuje „prawdziwego sojuszu”, opartego nie tylko na deklaracjach, ale i konkretnych działaniach. Dla państw regionu kluczowe pytanie brzmi: czy unijne elity, forsując własne projekty polityczne, nie ryzykują strategicznego osłabienia relacji z najważniejszym gwarantem bezpieczeństwa Europy?
