18.12.14, 20:21fot. scandasia.com

Ambasador nałogowych abstynentów o Szwedach

"Szwedzkie władze twierdziły też, że widziały obcą łódź podwodną na swoich wodach terytorialnych. A jej tam nie było" - powiedział ambasador Rosji Michaił Vanin w Kopenhadze w rozmowie z dziennikarzem gazety "Berlingske". "Teraz znowu twierdzą, że coś widzieli. Obawiam się, że Szwedzi zbyt często odwiedzają Pusher Street" – dodał.

Michaił Vanin nawiązał w ten sposób do znanej z wolnego handlu marihuaną kopenhaskiej dzielnicy Christiania.

„W ubiegły piątek samolot linii SAS wystartował z lotniska w Kopenhadze. Miał lecieć do Poznania. Gdy maszyna zmierzała w kierunku Szwecji,kontrolerzy lotu zaobserwowali w jej pobliżu niezidentyfikowany wojskowy samolot. Kontrolerzy ostrzegli pilotów SAS-a, by nie zwiększali pułapu lotu. Piloci SAS-a przyznali, że nie widzieli innej maszyny. Natychmiast wysłano szwedzkie myśliwce, by zidentyfikować wojskowy samolot. Według szwedzkiego ministra obrony, była to rosyjski samolot zwiadowczy Ił-20” - relacjonuje RMF.

Rosyjski samolot leciał nad południem Szwecji bez włączonych transponderów czyli urządzeń, które automatycznie odbierają, modulują, wzmacniają i odpowiadają na sygnał. Umożliwiają one lokalizację oraz identyfikację maszyn i używane są w systemach zarządzania ruchem lotniczym.

Podobne zdarzenie miało miejsce w marcu, kiedy rosyjski samolot z wyłączonymi transponderami przeleciał o 100 metrów od samolotu linii SAS, który wystartował z Kopenhagi.

ed/Rmf

Komentarze

anonim2014.12.18 20:32
Ruskie gadanie. Katyń to tez zrobili Niemcy...?
anonim2014.12.18 21:43
Faktycznie, wielkie "halo" o nic - gdy piloci amerykańscy robią gorsze rzeczy, to patrzymy na to bardzo pobłażliwie. "Przez lata ulubioną rozrywką, stacjonujących w bazie Aviano na południowym wschodzie Włoch, pilotów ze 31. Skrzydła Lotnictwa Myśliwskiego Sił Powietrznych USA były loty na małej wysokości w nieodległych od bazy alpejskich dolinach. Amerykańscy piloci starali się lecieć w nich tak blisko ziemi i tak szybko, jak to było tylko możliwe. Codziennych popisów jankesów mieli już dosyć mieszkańcy leżących w Alpach wiosek i narciarskich kurortów. Głośno protestowali przeciw ich wyczynom, ale jednocześnie czekali, aż przelatujący z ogromną prędkością samolot spowoduje katastrofę." Doczekano się tego 3 lutego 1998 r.," lecący sto metrów nad ziemią amerykański odrzutowiec przecina skrzydłem linę nośną górskiej kolejki. Wagonik z dwudziestoma osobami roztrzaskuje się o zaśnieżony stok we włoskich Dolomitach. Na miejscu ginie 20 osób, w tym dwoje Polaków."