11.02.14, 13:05Gen. Roman Polko (fot. Roman Polko/Facebook)

Gen. Roman Polko dla Fronda.pl: Chwała takim ludziom, jak płk. Kukliński!

Fronda.pl: Dziś mija dziesiąta rocznica śmierci płk.Ryszarda Kuklińskiego. Za sprawą wchodzącego właśnie do kin filmu Władysława Pasikowskiego „Jack Strong” w Polsce na nowo rozgorzała dyskusja na temat działalności pułkownika. Jedni uważają go za bohatera, inni za zdrajcę, a jak Pan ocenia tę postać?

Gen. Roman Polko, były dowódca GROM, był wiceszef BBN: Jestem oburzony nagonką, w której prym wiodą byli esbecy. Oni przecież umacniali ten ustrój i do dziś symbolizują wszystko, co w nim było najgorszego. Wypowiadający się w wolnym mediach płk. Makowiecki ma wystawiać płk. Kuklińskiemu świadectwo moralności?! Człowiek, który pracował w 11. wydziale, zajmującym się zwalczaniem opozycji?! Trudno w tym wypadku nie zgodzić się nawet z redaktorem Tomaszem Lisem, który w „Newsweeku” wyraźnie podkreśla, że płk. Kukliński walczył o wolną Polskę. Niestety, ta wolna Polska wielu generałów gloryfikowała. Dawnych esbeków, którzy prześladowali opozycję nobilitowała do nominacji generalskich, a w przypadku płk. Kuklińskiego mamy różne zahamowania przed wyróżnieniem...

Dla Pana płk. Kukliński był bohaterem?

Dla mnie jest to rzeczywiście postać trudna, jak Konrad Wallenrod, człowiek rozdarty wewnętrznie. Ale nie zapominajmy, że płk. Kukliński zdradził żony ani Ojczyzny, tylko sojusz ze Związkiem Radzieckim. Tak właśnie patrzę na całą złożoność postaci płk. Kuklińskiego. Zdradził system, z którym walczyliśmy, który mocno nas wiązał, który powodował, że po II wojnie światowej trudno było czuć się jak w wolnym kraju.

Pojawiają się jednak głosy, że nie można uznać płk. Kuklińskiego za bohatera, bo przecież złamał przysięgę wojskową, a przysięga to w końcu przysięga. Jak Pan to ocenia?

Przecież ta przysięga była przekleństwem! Nie przypadkiem w wolnej Polsce, jedną z pierwszych zmian, jakie wprowadzono, była zmiana przysięgi wojskowej. Jakkolwiek na to nie patrzeć, dziś nie składamy przysięgi na wierność Stanom Zjednoczonym i NATO, ale przysięgamy wierność Ojczyźnie, nie wskazując w tej przysiędze na żaden sojusz cz poddańczą zależność. Ta przysięga sama w sobie nie była godna tego, by w jakikolwiek sposób ją celebrować. Tak naprawdę, należało się wstydzić, że się taką przysięgę składało. W tamtych czasach nie było jednak takiej możliwości, by bez niej wstąpić do armii i nabywać umiejętności wojskowe. Płk. Kukliński wykorzystał to dla dobra Ojczyzny, nie po to, żeby umacniać reżim, który nie dał nam niczego dobrego, zmarnował nam jedynie czas, kiedy mogliśmy budować naszą rzeczywistość i być naprawdę w Europie. Dziś jesteśmy wolni, ale te lata zniewolenia po II wojnie światowej to był czas zmarnowany. Chwała takim ludziom, jak płk. Kukliński, że w sytuacji, kiedy jednak mogli żyć swobodnie i wygodnie w tamtym ustroju (przecież Kukliński był wysoko postawiony w strukturach państwa), zdecydowali się na to, by poświęcić swoje życie i karierę w walce o wolną Ojczyznę.

Wczoraj Paweł Kowal zaproponował, by przemianować Aleję Armii Ludowej w Warszawie na Aleję Płk. Kuklińskiego – to Pańskim zdaniem dobry pomysł? Co możemy zrobić, aby odkłamać krążące na temat tej postaci mity? Film „Jack Strong” na pewno sprawił, że zaczynamy o tym mówić, ale co zrobić, żeby godnie upamiętnić płk. Kuklińskiego?

Czasem politycy po to, by zaistnieć podejmują działania dość populistyczne, które mogą bardziej szkodzić, niż pomagać sprawie. Stawianie płk. Kuklińskiego w kontrze do Armii Ludowej uważam za niepotrzebne. Nie mam jednak najmniejszych wątpliwości co do tego, że płk. Kuklińskiego trzeba uhonorować – potrzebujemy dobrych wzorców, bohaterów. Przecież potrafimy utrzymywać front walki o pozbycie się np. pomnika „czterech śpiących”. Postać płk. Kuklińskiego zasługuje na uznanie, wyróżnienie. Niestety, po II wojnie światowej bardziej hołubimy byłych esbeków niż człowieka, który w rzeczywisty sposób przyczynił się do tego, żeby nasza Ojczyzna była wolna i niepodległa. Jestem za tym, żeby jego imieniem nazywać ulice, skwery. To raczej będzie musiało wychodzić z oddolnej inicjatywy, warto ją podjąć. Mam nadzieję, że prędzej czy później płk. Kukliński zostanie upamiętniony. Pytanie tylko, ile na to będziemy czekać. Czy tak samo, jak czekamy na godne upamiętnienie ofiar katastrofy smoleńskiej? Niestety, ludzie zasługujący na nasze uznanie częściej są cenieni za granicą niż w Polsce, choć działali przede wszystkim dla dobra naszej Ojczyzny.

Rozm. MBW

Komentarze

anonim2014.02.11 14:55
Czy ktoś może mi wytłumaczyć, co dobrego zrobił dla Polski R. Kukliński? Wskazał Amerykanom miejsca dowodzenia armii Układu Warszawskiego i wyrzutnie rakiet na terenie naszego kraju. Na skutek jego donosów Amerykanie skierowali tu swoje rakiety i w wypadku wybuchu wojny, na nasz kraj padłoby pierwsze uderzenie. Gdyby nie informacje od R. Kuklińskiego być może szukaliby stanowisk dowodzenia albo wyrzutni rakietowych gdzie indziej, może na terenie Białorusi lub Ukrainy. Ściągnął na Polskę potencjalne uderzenie rakietowe armii NATO. I to ma być zasługa? Peany na jego cześć odbieram jako robienie mi wody z mózgu.
anonim2014.02.11 15:09
PiotrZW - Nikt sensownie pewnie tobie na to nie odpowie. Będą tylko prymitywne wyzwiska ze strony frondowych awanturników.
anonim2014.02.11 15:50
Piotr ZW, Jesteś w błędzie. Amerykańskie rakiety były skierowane na Polskę, ZANIM Kukliński zaczął z nimi pracować. To był skutek dosyć powolnego uświadamiania sobie przez Jankesów, że są konwencjonalnie o wiele słabsi w Europie od Sowietów i jedyna możliwa odpowiedź na atak to rakiety jądrowe. W skrócie: dzięki Kuklińskiemu Amerykanie byli w stanie przez wiele lat dawać znać Sowietom, że wiedzą wszystko o ich siłach, rozmieszczeniu, gotowości bojowej itd. To z kolei powstrzymywało CCCP od ataku - nie może czuć się pewnym ktoś, kto wie, że przeciwnik zna go na wylot. To w bardzo dużym skrócie. Mogę ci polecić książkę Marii Nurowskiej "Mój przyjaciel zdrajca", gdzie Pułkownik w szczegółach opisuje to, czego się dowiadywał, i związane z tym swoje motywacje. Pamiętaj - osądzasz człowieka, który przez 9 lat codziennie narażał swoje ŻYCIE i los swojej rodziny, nie biorąc za to nic. Wyobraź sobie siebie w takiej sytuacji.
anonim2014.02.11 16:05
Trudno się z tym, co mówi gen. Polko, nie zgodzić. Choć, osobiście nie ma nic przeciwko temu, by jednak stawiać AK, NSZ, BCh, WiN, KWP w kontrze GL-AL, UB-SB, KBW, itd, itp. ...By stawiać na przeciwko takiemu człowiekowi jak płk. Kukliński, gen. Jaruzelskiego. ...Bo w kontrze dopiero widać bohaterów i kanalie. Postawienie Białego przeciw czarnemu dopiero pozwala zobaczyć odcienie szarości, tego pomiędzy. Dlatego ulice i place im płk. Kuklińskiego, Warszyca, Ognia, itp. są konieczne. Dają wzorce. Nie pozwalają zamazywać historii i pomagają kształtować postawy. 25 lat III RP pokazuje jak nie wolno postępować z bohaterami. Ale tymi prawdziwymi, a nie wyhodowanymi w UB-wskich archiwach...
anonim2014.02.11 16:45
Jajcenty - Amerykanie ani teraz ani tym bardziej wtedy nie są i nie byli przyjaciółmi Polski. Kukliński narażał życie przekazując informacje państwu wrogiemu. Amerykanie bez zmrużenia okiem sprzedali Polskę w Jałcie Stalinowi i gdyby wybuchła wojna Amerykanie gdyby zaszła taka militarna konieczność to zabijaliby Polaków bez żadnych skrupułów. Jak wiadomo ZSRR nie był państwem przyjaznym Polsce. Jednak takim państwem nie było również USA. Dlatego działalność Kuklińskiego musi budzić kontrowersje.
anonim2014.02.11 16:57
>> Matthiola, Nie rozpatruję tego w kategorii przyjaźni. Coś takiego w relacjach pomiędzy narodami chyba rzadko się zdarza... Może tak: popatrz, jak swoich sojuszników traktowały w tamtych czasach USA, a jak swoich "sojuszników" traktowały Sowiety. Widzisz wybór? Zwłaszcza w położeniu Polski? A poza tym Kukliński nie kierował się żadna przyjaźnią. On po prostu widział, że w strategicznych planach Polska ma odparować, a tzw. "polskie" dowództwo ma to głęboko w d.... . I to go przerażało najbardziej - podporządkowanie się sowieckim dowódcom i zgoda na zagładę swojego narodu w imię komunistycznej rewolucji. I jeszcze jedno: Amerykanie odpaliliby swoje rakiety tylko W ODPOWIEDZI na sowiecki atak na zachód Europy. Po prostu - broniąc siebie, swoich wojsk w Europie. Ale wina za spowodowanie tego spoczywałaby i tak na Sowietach. Polacy czasem stają przed bardzo trudnymi wyborami, ale Kukliński dokonał właściwego.
anonim2014.02.11 17:27
Jajcenty - nie nie i jeszcze raz nie. Pozbądź się tej naiwności. Nic nie stało na przeszkodzie żeby USA I NATO uderzyły pierwsze gdyby wyszło im z analiz, że jest to konieczne! To była wojna gdzie naprawdę nie było sentymentów. Amerykanie gdy im to pasowało to popierali róznych dyktatorów pod warunkiem, że byli przeciw ZSRR. Z prawami człowieka i demokracją nie miało to nic wspólnego. Nawet gdyby przyjąć twoją tezę, że Amerykanie to aniołki i nigdy by nie zaatakowali pierwsi to dzięki informacjom od Kuklińskiego mogliby zabić więcej Polaków. Kukliński może być conajwyżej bohaterem CIA i państwa amerykańskiego. Jeśli chodzi o polski punkt widzenia to jego postępowanie budzi liczne wątpliwości a już na pewno nie nadaje się na żadnego bohatera.
anonim2014.02.11 20:09
@PiotrZW: Najkrócej jak umiem: Płk Kukliński zorientował się na początku lat 70-tych, że rośnie dysproporcja sił NATO i UW. Do tego stopnia, że możliwe się staje zaryzykowanie przez Sowietów ataku na Europe Zach. Ich sztaby i wojska ćwiczyły taki nagły atak - doszłoby do ciężkich zniszczeń (równiez nuklearnych) w Europie, do zmasowanego ataku głowicami nuklearnymi na drugi rzut Armii czerwonej przesuwający się przez Polskę (co najmniej milion wojska a pewno więcej - pierwszy rzut to wojska stacjonujące w NRD i Polsce zostałby zmasakrowany i napromieniowany wczesniej). Celem amerykańskich atomówek byłyby przesuwające sie armie pancerne, koncentracje, lotniska polowe, etc - ale efektem ubocznym byłoby zniszczenie Polski w eksplozjach i w efekcie napromieniowania. Ale taki atak, w zamyśle Sowietów, nie skłoniłby Amerykanów do uruchomienia odwetowego ataku całym arsenałem nuklearnym - bo na Stany Zjednoczone bomby by na razie nie leciały. Więc kalkulacja była taka: będzie jatka w całej Europie, zginie kilka milionów naszych żołnierzy i z kilkadziesiąt milionów Polaków, Czechów, Rosjan, etc, ale na końcu tego wszystkiego będziemy władali Europą od Uralu po Portugalię. Ja nie pisze, że tak na pewno by się stało, ale nawet 30 procent szans na taki przebieg wydarzeń to aż nadto - zatem płk. K. zacząl działac tak, by ta dysproporcja sił nie rosła i by NATO potrafiło przestawić swoją doktrynę obronną tak, by powyższy plan stawał się mniej kuszący dla sowieckich marszałków. I to mu się udało. Amerykanie te rakiety mieli skierowane na nasz kraj od dawna - bo to wynika z geografii, a nie z raportów Pułkownika.
anonim2014.02.11 22:09
@Jajcenty; Nie przeczytałem Pana wpisu odpowiadając Piotrowi ZW, stąd powtórzyłem Pana argumentację. Ale powtórzenie prawdy wzmacnia jej efekt. @Matthiola: " Nic nie stało na przeszkodzie żeby USA I NATO uderzyły pierwsze gdyby wyszło im z analiz, że jest to konieczne!" No więc stało - doktryna wojenna NATO w tamtym okresie nie zakładała takiego uderzenia. A doktryna Sowietów owszem. Robi Pani błąd nie zauważając różnicy między demokracją, jaką były USA, a ZSRR jako państwem totalitarnym. Demokracje o wiele rzadziej toczą wojny niż państwa totalitarne. Poza tym, na początku lat 70-tych USA były psychologicznie słabe - przegrywały ostatecznie Wietnam, miały szalenie silny ruch pacyfistyczny u siebie i w Europie Zach., cofały się w Trzecim Świecie. A Sowiety (jeszcze) szły do przodu - zatem psychologicznie była to sytuacja szalenie niebezpieczna.
anonim2014.02.11 23:14
Zgadzam się z Gen. Polko. Dodając coś od siebie mogę tylko powiedzieć że siły które działały kiedyś nie wygasły czego przykładem jest brak tarczy antyrakietowej na naszym terenie.
anonim2014.02.14 22:05
pan Polko ma lata 1945-1989 za zmarnowane w całości?Ja się z tym nie zgadzam!