02.12.15, 19:30

Grzegorz Strzemecki dla Fronda.pl: Rząd wreszcie reprezentuje interesy rodziców!

Fronda.pLMinister Edukacji Narodowej Anna Zalewska powiedziała, że "nie wpuści seksedukatorów do szkół". Czy to dobry sygnał?

Grzegorz Strzemecki: To jest świetny sygnał! Pozostaje tylko pogratulować - rząd wreszcie reprezentuje interesy rodziców i oczywiście dzieci.

Jakie zagrożenia niosą za sobą zajęcia z edukacji seksualnej?

Przede wszystkim zaburzenie właściwego rozwoju dzieci. Pierwsza sprawa to kwestia moralna, czyli ocena rodziców; rodzice mogą mieć różne standardy, a seksedukatorzy potrafią wnosić takie treści, z którymi przeciętna polska rodzina na pewno by się nie zgodziła. Dla rodziców katolickich problemem powinna być edukacja dzieci na temat swobodnego korzystania ze wszystkich środków antykoncepcyjnych, nie opatrując tego zastrzeżeniem, że z punktu widzenia nauki Kościoła katolickiego jest to nieprawidłowe. Rozumiem, że niewierzący może mieć inne standardy. Pojawią się pewnie zastrzeżenia, że nie wszyscy w Polsce są katolikami. Jednak warto podkreślić, że takie treści sprzedaje się pod szyldem "neutralności światopoglądowej", a to neutralne światopoglądowo nie jest.

<<< JUŻ JEST. KOLEJNY TOM DZIEJÓW POLSKI PROF. NOWAKA! Ta książka powinna znaleźć się w każdym polskim domu! >>>

Fala seksedukatorów może doprowadzić do zaburzeń psychicznych. Najpierw do przedwczesnego rozbudzenia seksualnego dzieci i zachęty do tego, że jest to sfera, w której standardy moralne nie obowiązują, ani żadne zasady- "jeśli masz z tego przyjemność - to używaj!" Jest to zachowanie, które nazywamy seksualizacją. Istnieje zagrożenie, że może prowadzić jeszcze dalej - do homo i queerseksualizacji, czyli promowania seksu nieheteroseksualnego. Jest to jeszcze większe niebezpieczeństwo, ponieważ patrząc z praktycznego punktu widzenia, łatwiej sobie wyobrazić ustatkowanie się maniaka seksualnego, niż odwracanie zaburzonej seksualności, np: homoseksualizmu, biseksualizmu, czy transseksualizmu.

Kampania przeciw homofobii wydała książkę, w której mówi, że jej celem jest zaburzenie seksualności.

Dlaczego tak bardzo zależy seksedukatorom na wprowadzeniu edukacji seksualnej do szkół? Czy rzeczywiście jest to aż tak palący problem w dzisiejszych czasach, że dzieci muszą być edukowane seksualnie w szkołach?

Czytając książki typu "Queer studies. Podręcznik kursu" doszedłem do wniosku, że jest to cel ideologiczny. Jest mowa o wyzwoleniu seksualnym już nie w rozumieniu tylko swobody heteroseksualnej, lecz również swobody seksualnej skupiającej się na używaniu seksu na wszystkie możliwe sposoby.

Prof. Krzemiński z Uniwersytetu Warszawskiego pisze, że świat szczęśliwy społecznie jest światem, w którym ludzie swobodnie wybierają sobie seksualność i dowolnie ją zmieniają w ciągu życia. Mówi także, że cel takiego działania to "destabilizacja kategorii płci i seksualności".

Seksedukatorzy uczą dokładnej instrukcji jak przeprowadzić seks analny, o czym można przeczytać na stronie "Pontonu" ze wszystkimi szczegółami technicznymi - rozumiem, że są to działania, które mają doprowadzić do takiego zaburzenia i "szczęśliwego społecznie świata".

Motywacja jest czysto ideologiczna. Komuniści chcieli wyzwolić nas z własności prywatnej, bo uważali, że będziemy wtedy szczęśliwi, a seksedukatorzy chcą nas wyzwolić z heteroseksualności - podziału na kobiety i mężczyzn, gdyż także uważają, że nas wtedy uszczęśliwią. Powiedziałbym, że dobrymi intencjami jest wybrukowane piekło.

Rozmawiała Karolina Zaremba

Komentarze

anonim2015.12.2 21:10
@tren Patrząc kto ma ile dzieci to wydaje mi się, że to właśnie lewacy nie wiedzą jak się do tego zabrać i powinni iść do seksedukatorów