24.10.17, 16:30fot. Jean-Luc, lic. CC BY-SA 2.0 via Wikipedia

Jacek Bartyzel: Nie ma takiej prawdy, której by dziś nie kwestionowano

Ankieta Frondy. Ortodoksja i herezja

odpowiada Jacek Bartyzel

1. Jakie prawdy wiary mogą być we współczesnym Kościele narażone na błędną interpretację czy wręcz zakwestionowane? Czy możePan podać jakieś przykłady.

Jacek Bartyzel: Z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością można powiedzieć, że nie ma takiej prawdy, która nie byłaby dziś błędnie interpretowana, lub wręcz kwestionowana. Dobitnie stwiedził tę potworną oczywistość Ojciec św. Jan Paweł II już w przemówieniu z 6 lutego 1981 r., gdzie powiedział m.in.: "Ze wszystkich stron rozpowszechniane są idee przeciwstawiające się prawdzie, która została objawiona i zawsze była nauczana. W dziedzinach dogmatu i moralności są rozgłaszane prawdziwe herezje, wzbudzając wątpliwości, zamieszanie, bunt. Nawet liturgia została naruszona. Zanurzeni w relatywizmie intelektualnym i moralnym, chrześcijanie są kuszeni przez mętnie moralistyczny iluminizm, przez chrześcijaństwo socjologiczne, bez określonego dogmatu i bez obiektywnej moralności."

Podważane są tedy, bądź przeinaczane, m.in. tak elementarne prawdy, jak: tajemnica Trójcy Świętej, dzieło Stworzenia, tajemnica Wcielenia, Zmartwychwstania i Wniebowstąpienia, istnienie aniołów (i duchów upadłych), grzech pierworodny, konieczność Łaski Bożej do zbawienia, świętych obcowanie, istnienie czyśca oraz wieczystość piekła, wszystkie sakramenty i ich działanie, realność Przeistoczenia, prymarnie ofiarny charakter Mszy Św., Niepokalane Poczęcie i Wniebowzięcie NMP...

Jak katolikom dobrze wiadomo (a raczej powinno być wiadomo) nie ma dogmatów "ważniejszych" i "mniej ważnych", dlatego gmach doktryny katolickiej ma charakter struktury idealnej: poddanie w wątpliwość choćby jednego tylko dogmatu, odrzucenie choćby jednej tylko prawdy objawionej i nauczanej przez Magisterium, jest apostazją i - w razie zatwardziałości - wiedzie do "śmierci duszy". Można natomiast wprowadzić rozróżnienie w innym sensie, tzn. biorąc pod uwagę sposób, w jaki kwestionuje się dogmaty, co nie zmienia skutku w perspektywie soteriologicznej, ale inaczej się przejawia tu i teraz. Sposób ten zaś może być raczej bierny (przez zaniechanie, przemilczenie, usunięcie z pola widzenia i przeżywania, obojętność), bądź raczej czynny, niszczycielski, agresywny, świadomie destrukcyjny lub redukcjonistyczny. Otóż, jeśli pominąć stosunkowo wąskie kręgi opętanych przez demona pychy pseudo-teologów, kwestionowanie wyliczonych powyżej prawd katechizmowych, odnoszących się bezpośrednio do nadprzyrodzoności, dokonywa się na ogół pierwszym (tj. biernym) trybem. Po prostu, stopniowo, w miarę postępów "terrestrializacji" świadomości, tak kapłanów, jak laikatu; w toku ewolucji ku perwersyjnemu pojmowaniu religii jako quasipsychologicznej terapii, a Kościoła jako instytucji na kształt FAO czy UNICEF, dogmaty te przestają stanowić żywą treść wiary i popadają w zapomnienie.

Furor czynny, zajadły, występuje częściej na płaszczyznach: eklezjologicznej i etycznej. Tu, zarówno starodawna i poprawna definicja Kościoła - Jedynego, Świętego, Powszechnego i Apostolskiego, który jest Jedynym Kościołem Chrystusowym, jak i dogmaty (przykazania) stawiające wymogi moralne, są "zgorszeniem" i obraząjuż nie tylko dla niekatolickiego "świata", ale coraz częściej i powszechniej dla tych katolików duchownych i świeckich, którzy palą się ze wstydu na myśl, że są członkami wspólnoty tak wyzywająco "autokratycznej", "nietolerancyjnej" i "niedemokratycznej". To właśnie dlatego tu na gruncie eklezjologii, dokonują się najdalej idące, najpotworniejsze spustoszenia sensus catholicus pod hasłami fałszywie rozumianego ekumenizmu, wolności religijnej, dialogu. Jawne bądź kazuistyczne odrzucenie formuły św.Cypriana: ekstra Ecclesia nulla salus z jednej strony, a - co najmniej - przesunięcie akcentu z rozumienia Kościoła jako Ciała Mistycznego, którego Głową jest Chrystus, na socjologiczno-egalitarną płaszczyznę Ludu Bożego z drugiej strony, prowadzi nieuchronnie do podważenia celowości nawracania kogokolwiek (bo zbawić się można w każdej religii, albo i samemu), potrzeby kapłaństwa sakramentalnego, konieczności Kościoła w ogóle. W wydanej niedawno znakomitej książce "Słowo o jedności Katolickiego Kościoła Chrystusowego" o.Benedykt Huculak OFM wykazał niezbicie, jak nieszczęśliwa zamiana jednego tylko słowa w modlitwie o pokój i jedność Kościoła w nowym rycie mszalnym - z "umacniaj Go w jedności" na "doprowadź Go do pełnej jedności " sprzyja rozpowszechnianiu się niewłaściwego poglądu na owąjedność, oraz osłabienia wiary w to, że prawdziwym Kościołem Chrystusowym jest tylko i wyłącznie Kościół Katolicki, i dlatego jest On dla zbawienia konieczny. Słabnie zatem, wskutek powtarzania owej nieszczęsnej formuły wiara w to, iż jedność stanowi - od narodzin Kościoła w Dniu Pięćdziesiątnicy po kres dziejów - jego cechę nieutracalną. Oto skutek sentymentalnego mylenia jedności Kościoła z jednością chrześcijan, która oczywiście faktem nie jest, a więc można i trzeba do niej dążyć, nie inaczej jednak, aby tych, którzy jedynie w jakiś sposób (aliquo modo) przynależą do Kościoła, włączyć w Ciało, które już istnieje i w bycie swoim trwa, zachowując jedność swoją i tożsamość.

Jeśli idzie zaś kwestionowanie dogmatycznych norm moralnych, to znów najlepiej będzie powołać się na osąd Arcypasterza Kościoła, który w Encyklice Veritatis splendor wyraźnie podkreśla, iż nie jest to już krytyka częściowa i doraźna, ale próba globalnego i systematycznego zakwestionowania dziedzictwa doktryny moralnej opartej na określonych koncepcjach antropologicznych i etycznych.

U źródeł tej krytyki można dostrzec mniej lub bardziej ukryty wpływ nurtów myślowych, które prowadzą do rozerwania istotnej i konstytutywnej więzi pomiędzy ludzką wolnością a prawdą.

2. Czy we współczesnym posoborowym Kościele można wskazać postawy lub tendencje niosące niebezpieczeństwo odstępstwa od ortodoksji czy nawet herezji?

Jacek Bartyzel: W świetle odpowiedzi na pytanie poprzedzające, pytanie tu postawione musi być traktowane jako retoryczne. Oczywiście, że przykładów postaw lub tendencji prowadzących do herezji jest ogrom; bodajże nie było ich tylu od czasów arianizmu, a przynajmniej reformacji. Konieczne wydaje się tu spostrzeżenie, że aczkolwiek mniemania heretyckie występowały zawsze, a nie zawsze musiały one wypływać ze świadomie złych intencji, to wyjątkowo obfity ich wylew został lekkomyślnie umożliwiony zniesieniem tamy, jaką była tzw. przysięga antymodernistyczna, obowiązkowa dla księży. A przecież zarówno owa przysięga, jak i wszelkie kary oraz upomnienia, zawsze były pojmowane w Kościele jako kary leczące, pomocne duszy błądzącej, kierujące ją miłościwie na dobrą drogę.

W Kościele partykularnym polskim wciąż jeszcze słabiej niż gdzie indziej pienią się szczególnie drastyczne kontestacje. Ale to nie znaczy, że jest dobrze. Jedną z najstarożytniejszych stolic biskupich w Polsce zajmuje dziś hierarcha, który onegdaj głosił publicznie, na łamach tygodnika z podtytułem "katolicki", że wyznawcy judaizmu mają własną "ścieżkę" do zbawienia, nie muszą tedy się nawracać. Szeroko znany jest osobliwy apostolat takich, balansujących z prestidigitatorskązręcznością na krawędzi herezji, teologów i filozofów, jak księża Tischner czy Czajkowski; znamienną cechą ich metody "rozcieńczania" prawd wiary jest hermeneutyczne mętniactwo i niedopowiedzenia w osoczu gadulstwa. A najświeższy przykład dosłownego zakwestionowania dogmatu to "rewelacja" ks.Lucjana Baltera SAC, podana do wierzenia w "Arce Noego" (dodatek do "Gazety Wyborczej" z 18 V 1996), jakoby dogmat o nieomylności papieża w sprawach wiary i moralności nie był wcale ogłoszony przez Sobór Watykański I. Można się tylko pocieszać, że fałszerstwa naszych progresistów sąjeszcze bardzo naiwne...

3. Karl Rahner stwierdził: "Kościół nie byłby Kościołem, gdyby nie miał odwagi głoszenia anatemy, gdyby tolerował absolutnie wszystko jako równoprawną opinię wyznawaną wśród chrześcijan." W jakich sytuacjach Kościół może posługiwać się ekskomuniką?

Jacek Bartyzel: Oczywista jest także odpowiedź twierdząca na trzecie pytanie. Jako wzór i przykład absolutnej konieczności takiego zareagowania - w tym, poniższym, wypadku z uwagi na to, że dotykającym samego jądra wiary, jakim jest prawidłowe sprawowanie Najświętszej Ofiary - przytaczam treść Kanonu 1 Dekretu o Najświętszym Sakramecie wydanego przez Sobór Trydencki w 1551 r.: Jeśli ktoś przeczy temu, że w Najświętszym Sakramencie Eucharystii zawarte są prawdziwie, rzeczywiście i substancjalnie ciało i krew wraz z duszą i Bóstwem Pana naszego Jezusa Chrystusa, a więc cały Chrystus, i twierdzi, że tam jest tylko jako w znaku, obrazie lub poprzez swoją moc - niech będzie wyłączony ze społeczności wiernych.

Pismo Poświęcone Fronda nr 7 (1996)