25.04.16, 15:09

Jak PiS zatrzymało globalne ocieplenie!

To, co było niemożliwe za rządów Platformy, okazuje się do zrealizowania dzięki determinacji obecnej władzy. Przez lata słyszeliśmy, że mityczny efekt cieplarniany jest obok Jarosława Kaczyńskiego i wojny nuklearnej największym zagrożeniem dla istnienia ludzkości. 

W tym celu nawet dwa razy zorganizowaliśmy konferencję klimatyczną ONZ. Wszystko po to, aby przypodobać się międzynarodowej biurokracji, utwierdzić społeczeństwo w politycznej poprawności i zrobić wszystko to, co nakazuje Unia Europejska. 

W myśl instrukcjom płynącym z Berlina, światowego lidera walki z globalnym ociepleniem, Polska miała pozamykać kopalnie, wyrzucić górników na bruk, a zamiast tego kupować niemieckie technologie odnawialne: stawiać dotowane przez Unię farmy wiatrowe i montować fotowoltaikę. 

Miało się to odbywać w ramach postulatu „dekarbonizacji”, tak wspieranego przez rodzimych ekologów i media głównego nurtu. Tymczasem okazało się, że można zrobić wszystko na opak, jednocześnie zadowalając międzynarodowe gremia i broniąc interesów polskiej gospodarki. 

Podczas podpisania nowego porozumienia klimatycznego Polska wyrosła na europejskiego lidera w ograniczaniu emisji gazów cieplarnianych. Nie tylko zrealizowaliśmy nasze zobowiązania z nawiązką, ale także przyjęliśmy na siebie nowe, z tą różnicą, że będziemy się z nich wywiązywać po swojemu.

Co to oznacza w praktyce? Wciąż będziemy spalać paliwa kopalne, bo innego wyjścia nie mamy. Pozostaniemy więc najbardziej niezależnym pod względem energetycznym krajem Unii Europejskiej (po Danii). Natomiast walczyć z dwutlenkiem węgla będziemy sadząc lasy. Proste? Proste.

Polska osiągnęła swoje cele. Klimatyczna hucpa ma się ku końcowi. Bo przecież nie o klimat chodziło w Nowym Jorku, tylko o kasę. Kasa musi się zgadzać. Za kilka lat zapomnimy pseudonaukowej hipotezie efektu cieplarnianego. Naturalnie prócz tych, którzy na tym zarabiają i tych, dla których ideologia skrajnej ekologii stanowi treść życia.

 

Tomasz Teluk