05.11.18, 16:25Zdj. Ryszard Hołubowicz, CC BY SA 3.0, Wikimedia Commons

Kwaśniewski i Miller o planie Tuska na komisję... NIEZNANA ROZMOWA

W dzień przesłuchania byłego premiera Donalda Tuska przed sejmową komisją śledczą ds. Amber Gold portal tvp.info ujawnił kolejne taśmy, tym razem z restauracji Amber Room, z 2013 r.. To fragment rozmowy dwóch innych niegdyś czołowych polskich polityków: byłego premiera Leszka Millera oraz byłego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. 

Treść tej rozmowy była dotychczas znana jedynie w sposób opisowy, za pośrednictwem zeznać kelnerów. W momencie, gdy sprawa wyszła na jaw, kelnerzy mieli zniszczyć i utopić w Wiśle nośniki nagrań. Po kilku miesiącach na zlecenie Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego wyłowili je nurkowie.

Dziś znamy już pełną treść tej rozmowy. Miller i Kwaśniewski dyskutuą o zaproszeniu na spotkanie od ówczesnego prezydenta Bronisława Komorowskiego. W pewnym momencie temat schodzi m.in. na komisję śledczą ws. afery Rywina. 

"Że ja wtedy zgodziłem się na komisję śledczą, na to wszystko, co potem nastąpiło. Jakiś k***a amok. Przecież mogliśmy się na to nie zgodzić, no k**a"- mówi były lider SLD. 

"Tusk dzięki temu, dzięki tobie, i za to powinien być ci wdzięczny, mógł ominąć kilka raf…"- stwierdził z kolei były prezydent. Leszek Miller skomentował, że Tusk zapewne zdążył dobrze to "przećwiczyć". Kwaśniewski na to, że "przećwiczono za niego". Następnie były prezydent opowiada historię komisji w sprawie afery hazardowej. 

"Wiesz jak było. On wezwał Ostachowicza, że ma przeanalizować to wszystko, co Miller zrobił źle. Oni zamknęli się na ileś tam, 48 godzin nie wychodząc i przynieśli pięciopunktowy kwit. Kwit wyglądał tak: pierwszy - wypier**lić wszystkich, których nazwiska pojawiają się w sprawie, bez żadnych tam… Punkt drugi - powołać komisję śledczą, ale w składzie sterowalnym przez Platformę. Punkt trzeci – wybrać na przewodniczącego najbardziej spolegliwą i pewną osobę, nie bacząc na komentarze prasowe – Sekuła. Punkt czwarty – premier powinien się stawić w momencie, który sam uzna za stosowny i zamęczyć komisję swoimi zeznaniami"-wyliczał Aleksander Kwaśniewski. Co wówczas zrobił Donald Tusk? Znów oddajmy głos eksprezydentowi. 

"Pojawił się i osiem godzin, zdaje się, przemawiał, wszyscy mieli już tak serdecznie dosyć, że błagali, żeby to się skończyło… no ale wiesz, obronił się, a sprawa była między nami mówiąc poważniejsza niż wy, bo ona angażowała tyle osób z rządu, że rzeczywiście ten rząd mógł wylecieć w powietrze"-stwierdził Kwaśniewski. 

Później obaj politycy zaczęli rozpływać się nad zaletami korzystania z doświadczeń poprzedników. 

yenn/tvp.info, Fronda.pl