24.10.18, 10:25fot. mat. prasowe/fot. PO RP lic. CC BY-SA 2.0 via Wikipedia; zdj. edyt.

Łabędzi śpiew III RP wciąż uwodzi postkomunistyczne społeczeństwo

Wbrew buńczucznym zapowiedziom przedstawicieli tak zwanych elit, ani dzieci polityków Platformy Obywatelskiej, ani celebryci, ani aktorzy, ani dawni funkcjonariusze i aktywni działacze PZPR po wygranych przez PiS wyborach w 2015 r. z Polski nie wyemigrowali. Wręcz przeciwnie. Zostali w kraju i przystąpili do ostatecznej batalii- bitwy o przetrwanie. Obecne wybory samorządowe potraktowali jako ostatnią deskę ratunku, jako ostatnią nadzieję czerwonych, różowych i tęczowych na to, by utrzymać się na powierzchni. Dlatego zmobilizowali całe rodziny, zwarli szyki i masowo poszli do urn. Tymczasem Prawo i Sprawiedliwość przez ostatnie miesiące zrobiło bardzo wiele, by decydującego zwycięstwa nie odnieść. PiS zachowywało się asekuracyjnie, wstrzemięźliwie, zbyt ugodowo. Wybrało wariant bezpieczny. I wygrało tylko połowę stawki. A mogło wziąć całą pulę.

Wyniki wyborów samorządowych AD 2018 okazują się być wcale nie tak złe dla PiS i wcale nie tak dobre dla Platformy i PSL, jak to by się to mogło wydawać po transmisjach z wieczorów wyborczych w dniu ogłoszenia wyników exit polls. Partia prezesa Kaczyńskiego mocno zwiększyła stan posiadania, przejmując samodzielne rządy w co najmniej w 7 z 16 sejmikach wojewódzkich, z szansą na zawarcie koalicji w kilku kolejnych. Biorąc pod uwagę fakt, że w wyborach w 2014 r. zdobyła samodzielną władzę tylko w sejmiku województwa podkarpackiego, to duży sukces.

Wielkim przegranym tych wyborów jest PSL, który prawdopodobnie utraci wpływy w większości województw, w których do tej pory rządził lub współrządził. Partia Grzegorza Schetyny też jest na minusie. Poza obsadzeniem stanowisk prezydenta Warszawy i kilku innych, dużych miast, Platforma nie ma się czym pochwalić. W stosunku do 2014 r. poniosła wiele bolesnych strat, jak chociażby w Małopolsce czy na Dolnym Śląsku. Pozostałe ugrupowania, wliczając w to Ruch Narodowy, Kukiz’15 czy SLD, stanowiły jedynie tło dla głównych graczy, lub po prostu wyborczy plankton.

Na tym dobre wiadomości dla obozu dobrej zmiany się kończą. Można analizować sytuacje w poszczególnych miastach, miejscowościach czy regionach, jednak sensowniej będzie zastanowić się nad prawdziwymi przyczynami niepowodzeń PiS w tych wyborach. A są to trzy elementy: powstrzymanie reform, szkodliwe i niepotrzebne kompromisy oraz brak narzędzi komunikacji społecznej. Wszystkie powyższe punkty możemy zaliczyć do kategorii głównej- grzechów zaniechania. O wstrzymanych i niedokończonych reformach pisałem już wielokrotnie. Jednak niezwykle szkodliwe okazały się wynikające z tych zaniechań straty wizerunkowe, spowodowane koniecznością pójścia na ustępstwa w sytuacjach, kiedy ustępować się nie powinno.

Tak było w przypadku środowisk sędziowskich w trakcie wdrażania reformy wymiaru sprawiedliwości, czego symbolem była chociażby konferencja prasowa pani prezes Gersdorf zaledwie dzień po spotkaniu z premierem Morawieckim, kiedy ustalono, że szczegóły tych rozmów będą objęte dżentelmeńską tajemnicą. Tak było w przypadku prób negocjacji i dogadywania się z instytucjami europejskimi, kiedy to po każdym ustępstwie ze strony polskich dyplomatów, następowała kolejna eskalacja żądań, roszczeń i pretensji kierowana wobec Polski a to przez Fransa Timmermansa, a to przez J.C. Junckera, czy przez innych pomniejszych biurokratów unijnych. Podobnie było również z podpisaną pomiędzy premierami Morawieckim i Netanjahu deklaracją Warszawsko-Jerozolimską, która przez wiele polskich środowisk patriotycznych, ale tez przez zagraniczne ośrodki medialne została odczytana jako kapitulacja polskich władz i rezygnacja z prób obrony dobrego imienia Polski środkami prawnymi.

Jeśli PiS nie będzie w stanie postawić się urzędnikom brukselskim, korporacjom sędziowskim, zagranicznym mediom, mafiom reprywatyzacyjnym, czy innym nieuczciwym grupom interesów, to w końcu społeczeństwo postawi się PiS’owi. Ten rys polskiej duszy powinien być doskonale znany partii o patriotycznym rodowodzie.

PiS zaniedbując zapowiadaną reformę mediów, zbyt często przegrywało wojnę medialną i pojedynki w sferze symbolicznej. Środowiska totalnej opozycji, dysponujące sztabami specjalistów od reklamy, wizerunku, kreacji, narracji, masowo produkowały przeznaczone do bezpośrednich przekazów nazwy i symbole, tak aby łatwo zapadały w pamięć i mogły być kolportowane szybko i skutecznie. Tak powstały m.in. „marki” KOD, ObywateleRP, OSA, WiR, Wolne Sądy, białe róże, biało-czerwone rękawiczki, czy wreszcie koszulki i plakaty z napisem KONS-TY-TUC-JA. Przy jednym z takich plakatów stał nawet Bono z JuTu, a w koszulce z tego typu napisem na wybory poszedł Lech Wałęsa. Symbole i emblematy tych czcicieli konstytucji, rzekomych obrońców demokracji i Trybunału Konstytucyjnego, emerytur resortowych funkcjonariuszy, i wszystkiego co postanowił zmienić PiS, były rozpowszechniane, udostępnianie i rozprowadzane przez rotacyjnie protestujących aktywistów, a przy tym wtłaczane do głów społeczeństwa przez usłużne media. Przekaz szedł również za granice i wracał komentarzem „zaniepokojonych o stan demokracji” polityków czy ekspertów.

Na początku tego roku doradca prezydenta Dudy, prof. Andrzej Zybertowicz nakreślił projekt stworzenia MaBeNy, czyli Maszyny Bezpieczeństwa Narracyjnego. Kto dziś jeszcze, poza prof. Zybertowiczem, pamięta o tym projekcie? Zdaje się, że wszyscy inni już zapomnieli.

Przed kampanią i w jej trakcie Prawo i Sprawiedliwość nie potrafiło skutecznie odpowiadać na przemocowe działania w sferze symbolicznej, obecne na wszelkich wydarzeniach, protestach, oraz spotkaniach z wyborcami. Znaczna część z tych happeningów była organizowana przez garstkę tych samych aktywistów KOD tylko po to, by nakręcić stosowny materiał i puścić go w świat. I tak od eventu do eventu. W ten sposób powstawał efekt kuli śniegowej, mający potwierdzać tezę o "opresyjnym państwie PiS."

Przez trzy lata rządów dobrej zmiany nie udało się stworzyć ani portalu internetowego, równoważącego wpływy Onetu czy Wirtualnej Polski, ani instytucji skutecznie monitorującej i zwalczającej fake newsy, ani też think-tanku generującego ciekawe pomysły i rozwiązania w sferze mediów. Poważnie kulała też komunikacja z tak zwanym twardym elektoratem i ludźmi którzy bezinteresownie wspomagani zwycięskie kampanie sprzed trzech lat. PiS nie stworzył żadnego skutecznego wehikułu, żadnego medium, którym mógłby przeciwdziałać tego typu symbolicznej przemocy i agresji medialnej ze strony totalnej opozycji. Nie wykreował narzędzi, które w sposób szybki i sprawny pozwoliłyby na komunikowanie się z dotychczasowymi wyborcami. Nie wykorzystano też potencjału organizacyjnego i finansowego Polskiej Fundacji Narodowej, o projektach której właściwie nic dobrego nie wiadomo. Wyliczać można bardzo długo.

Nawet najlepsze inicjatywy, jak przekop Mierzei Wiślanej, najbardziej korzystne reformy społeczne, najbardziej spektakularne sukcesy międzynarodowe będą znikać i rozpływać się w medialnym szumie, wytwarzanym przez agresywne i wrogo do rządu nastawione telewizje, portale i stacje radiowe. Coraz bardziej aktywne w serwisach społecznościowych stają się finansowane z niejasnych źródeł, lokalne fabryki hejtu i fake newsów.

W 2018 roku partie Schetyny i Kosiniaka-Kamysza uciekły spod wyborczego topora. Bez pomocy Berlina i Brukseli oraz bez wyraźnego, jednoznacznego wsparcia wrogich rządowi mediów z obcym kapitałem, dziś obydwie te partie zbierałyby resztki swoich aktywów, zastanawiając się nad znalezieniem dobrego sposobu na przetrwanie. Niestety podczas kolejnych wyborów może powtórzyć się scenariusz z 1993 roku, kiedy to zamiast trafić w polityczny niebyt SLD, partia Leszka Millera i Aleksandra Kwaśniewskiego wygrała wybory, wcześniej wzmacniana jako „lewa noga” przez ówczesnego prezydenta Wałęsę. Czy możliwa jest powtórka tego scenariusza w 2019 r.? Historia lubi się powtarzać, najczęściej jako karykatura albo farsa.

W długofalowej polityce same sukcesy gospodarcze nie wystarczą. To prawda, że Polacy mają ambicje uzyskania poziomu ekonomicznego mieszkańców krajów zachodnich. Takie osiągnięcia, jak dołączenie do grona krajów rozwiniętych ma dla nas znaczenie prestiżowe. Jednak dla większości Polaków, tej części poważnie myślących o swoim kraju, równie istotne znaczenie ma wymiar ideowy, moralny, patriotyczny. Bez takich komponentów jak realna sprawiedliwość społeczna, prawda historyczna i duma z własnego państwa, nie da się zbudować poparcia na miarę większości konstytucyjnej.

Nie pomogą tu ani ocieplanie wizerunku, ani propaganda sukcesu. Potrzeba jest prawdziwa odwaga i determinacja we wdrażaniu zmian, podobna do tej, jaka towarzyszyła kampaniom wyborczym i widoczna była tuż po wygranych wyborach w 2015 r. W przeciwnym razie czeka nas polityczna stagnacja na wiele lat, czyli Polska „ciepłej wody w kranie” z marzeń i snów Donalda Tuska, z tym, że ubarwiona nutą patriotyzmu.

SAD