15.07.16, 17:07

Leszek Miller: Powinienem pójść na wojnę z Agorą

Na łamach magazynu "Plus Minus" Leszek Miller rozlicza się z przeszłością. Wspomina "aferę Rywina" jako wydarzenie, które w dużej mierze przyczyniło się do pogrzebania jego rządu. Według byłego pryewodnicycego SLD, była to afera celowo "zmontowana" przez "Gazetę Wyborczą". Opozycja zaś skrzętnie wykorzystała ten fakt:

"Opozycja była przekonana, że po udanych negocjacjach w Kopenhadze na temat warunków naszego członkostwa w UE będziemy rządzić dwie kadencje. Nie wiedzieli, jak nas ugryźć. Wtedy spadł im z nieba artykuł w „Gazecie Wyborczej” o korupcyjnej propozycji Lwa Rywina. Uwierzyli, że skryminalizowane SLD jest ich szansą. Dziś wiem, że po ukazaniu się tego materiału powinienem był zwołać konferencję i powiedzieć, że Polska odniosła wielki sukces w Kopenhadze, ale są siły, którym się to nie podoba i one zmontowały te aferę".- Miller dodał, że powinien wypowiedzieć wojnę spółce Agora S.A.

"Powinienem był to zrobić. I jeszcze puścić oko do dziennikarzy, mówiąc: - wiecie państwo, co to są za siły, jaki to jest kapitał".

W SLD doszło do historycznych rozłamów, ok. 40 polityków z dnia na dzień opuściło partię.

"Dostałem wiadomość, że 40 osób wychodzi z Sojuszu. Wszyscy moi partnerzy też ją dostali i zaczęli pytać: co się dzieje? Partia ci się rozlatuje. To było nieprzyjemne. Wtedy postanowiłem, że skoro straciliśmy większość, to nie widzę sensu trwania na stanowisku premiera. Chciałem tylko oficjalnie wprowadzić Polskę do UE 1 maja 2004 roku i być pierwszym premierem Rzeczpospolitej w członkowskim kraju Unii Europejskiej. Uzgodniłem to z Kwaśniewskim i 2 maja odszedłem z funkcji szefa rządu".

Leszek Miller ma żal do wielu partyjnych kolegów. "Gdy jest dobrze, to jest dobrze. Ale, gdy notowania spadają, to wszystko zaczyna pękać. Przyjaźnie się kruszą. Ludzie stają się wrogami, Marek Borowski doprowadził do rozłamu w SLD, gdy byłem na szczycie Unii Europejskiej."

Były premier przyznaje, że z problemów, z jakimi borykał się jego rząd, mógł wyjść też inną drogą:

"Mogłem też pójść wariantem przećwiczonym później przez Donalda Tuska, czyli powołać komisję śledczą, obsadzić ją najwierniejszymi żołnierzami, zapewnić sobie większość i po dwóch tygodniach zamknąć sprawę. Ale to wiem dzisiaj. Porażką było to, że nie potrafiłem zgnieść afery Rywina w zarodku. Okazałem się naiwny, pozbawiony wyobraźni i tupetu. Wtedy wierzyłem, że prawda obroni się sama."

Wiemy, z jakiego środowiska wywodzi się Leszek Miller, trudno jednak odmówić mu politycznej intuicji.

JJ/Plus Minus